naplaze
06.02.14, 21:42
...a właściwe wylewanie zawartości worka od cewnika. Dziadunio od pewnego czasu musi być cewnikowany, niestety. Zawartość worka spuszcza do wiaderka, a z wiaderka - chlup do zlewu, nie patrząc, czy coś w nim stoi, przy okazji obryzgując wszystko dookoła, np. naczynia stojące na suszarce. Jeśli przyuważę, że idzie z wiaderkiem - odbieram i idę z tym do łazienki, ale jeśli przegapię - będzie chlust do zlewu. On wie, że to nie jest dobrze odbierane i np. przy swoim synu absolutnie tego nie robi. Nie jest też aż tak niesprawny fizycznie, żeby nie dojść do łazienki, wylewa w kuchni, bo jest bliżej, niż do łazienki, z wygody po prostu. Jak jestem w kuchni i widzi, że go widzę - to sam idzie do kibla. Jak jestem w pokoju i myśli, że nie widzę - chlup do zlewu. Rozmowa nic nie daje, bo albo twierdzi, że wcale przed chwilą nie wylał wiadra między garnki, albo twierdzi, że więcej nie będzie, po czym czeka, aż się odwrócę - i chlup.
Problem nie jest związany z cewnikiem, już długo przed jego założeniem sikał do zlewu, gdy sądził, że nie widzę (w praktyce: stałam dwa metry dalej).
Wiem, że to starszy człowiek we własnym domu, należy mu się wyrozumiałość i może robić, co chce, tak się tylko chciałam pożalić, bo mnie już dzisiaj zmywane uryny porozlewanej wszędzie przerosło.