Sytuacja w rodzinie od strony męża. Mąż ma dwoje rodzeństwa:siostrę, która świetnie sobie sama radzi w innym mieście i brata... Brat od ponad roku mieszka u mamusi w żoną i dziećmi (trójką), przez wiele lat żyli na zasiłkach w UK, a że sytuacja już tam nie taka wesoła, a on coś nawywijał przyjechali do Polski. Od roku nie pracują, żyją na garnuszku moich teściów. Teście sponsorują nie tylko utrzymanie ale też studia synowej, kolejne kursy synka, zajęcia dodatkowe wnuków. Ja od kilku miesięcy żyję z mojej pensji i oszczędności( firma mojego męża została rozwiązana w tej chwili szuka pracy) ciężko bywa. Na początku byłam wyrozumiała bo różnie to w życiu bywa przecież to w końcu syn z rodziną, ale coś się we mnie przelało gdy teście zaczęli gorzej traktować moją córkę, a właściwie zapomnieli o jej istnieniu. Teraz liczy się tylko syn, synowa i ich dzieci. Mnie nikt nie pyta się o to czy mam na czynsz, czy moje dziecko, a ich wnuczka ma co jeść; za to innych się utrzymuje i rozpieszcza. Mąż twierdzi,że to pieniądze jego rodziców i mogą robić co uważają, boli ale ma rację. Nie mogę jedynie znieść ignorowania mojego dziecka i stawianie na piedestale tamtych wnuków. Jest mi smutno i źle, coś się we mnie przelało. Kiedyś byłam dobrą synową prezenciki,obiadki, przypominanie mężowi o urodzinach-okazjach związanych z jego rodzicami,serdeczności z mojej strony... ucięłam to po ignorancji w stosunku do mojej rodziny i okazało się,że zła ze mnie synowa i niewspółczująca sucz. Dodam jeszcze,że brat z żoną nie szukają pracy i na pewno nie mają oszczędności z UK,a na wiosnę teście biorą kredyt i kupują im mieszkanie aby na swoje poszli

. Staram się to zrozumieć ale w głowie mi się nie mieści. Jak się do tego zdystansować i olać rodzinkę?