Jakie macie wspomnienia?

Tylko nie wyskakujcie z jakimiś cmokami w przedszkolu, chodzi o takie prawdziwe pocałunki, wilgotne i z języczkiem
Ja miałam 12 lat, na wczasach w Drawsku Pomorskim poznałam rówieśnika, miał na imię Dominik, nazwisko też pamiętam, ale przez wrodzoną dyskrecję nie podam. Były przystojny wg moich standardów i miał ciemne włosy.
Dominik był doświadczony, tzn już się całował "z taką jedną Ewą". któregoś dnia poszliśmy do ciemnego korytarzyka przy "pokoju gier" i tam nastąpiła instrukcja oraz ćwiczenia. Dominik zażądał bym otworzyła usta, ale nie za szeroko. Otworzyłam i z tymi otwartymi ustami zapytałam, czy dobrze, to była sztuka! Poprawiał mnie kilka razy, w końcu kiedy rozwarcie gębowe było satysfakcjonujące nastąpił pocałunek, tzn nasze wargi i języki się połączyły, a trwało to może 5 sekund. Po czym ten wstręciuch skomentował z niesmakiem, że "jeszcze nie umiem się całować, Ewka umiała". Poczułam się dotknięta do żywego (no bo skąd miałam umieć, skoro jeszcze tego nie robiłam? A ta Ewka to pewnie jakaś puszczalska) i tak zawstydzona, że zaczęłam chłopaka unikać.
Epilog był najgorszy, otóż kiedy wróciłam do szkoły po wakacjach i pochwaliłam się koleżankom dumna i blada, że miałam chłopaka i się z nim całowałam, to te wywłoki nie uwierzyły i wszystkie zgodnie stwierdziły, że zmyślam! Myślałam, że je pozabijam. To był minus tamtych czasów, teraz zrobilibyśmy sobie fotkę, nawet podczas pocałunku i miałabym dowód... Imienia Ewa nie lubię do dziś, wszystkie Ewy, jakie spotkałam, były nabzdyczone i niemiłe.