Czy którejś z was zegar biologiczny przestawił się sam z siebie w jakimś okresie życia.
Mi się przestawił z sowy na skowronka.
Przez całe życie(ponad 30 lat) byłam sową.
Nie odczuwałam potrzeby pójścia spać przed 1, 2 w nocy.
I były to godziny, o których mogłam się uczyć, grać w coś, pracować w pełni sił intelektualnych, że się tak wyrażę.
Natomiast rano funkcjonowałam źle, zaspana, niezadowolona.
Od jakiegoś roku, a może trochę krócej jestem skowronkiem.
Wstaję o 5, a chodzę spać ok 23.
Nadal zatem potrzebuję stosunkowo mało snu, ale wcześniej.
I o godzinie 6 rano potrafię mieć np. ogarnięte mieszkanie, wstawione pranie, czy co tam akurat trzeba zrobić, zrobioną herbatę i zasiadać do pracy.
Często po odprowadzeniu dziecka do przedszkola wracam do domu i nie mam co robić, a jest 8:15

Wcześniej pracowałam na etat 9-17, a teraz mam swoją DG i jej specyfika to praca głównie wieczorami i w weekendy.
Od rana tylko ogarnięcie skrzynki, kosztorysów, rachunków, plan spotkań na dzień.
Przyznam, że zmiana w sposobie życia zaczyna mi doskwierać, bo się zwyczajnie nudzę i siedzę na forach, mitrężę ten czas

Chyba przygarnę psa