Zgadzam się ze stwierdzeniem, ze
dzien swistaka miałam gdy pracowałam. Lubiłam swoją pracę, ale opierała się w dużej mierze na powtarzalności. Codziennie rano stałam w tym samym korku w tym samym samochodzie, siedziałam przy tym samym biurku, piłam kawę z tego samego kubka, koło mnie siedziały te same osoby, rozwiązywałam podobne problemy co dnia poprzedniego, pisałam podobne raporty, sprawdzałam podobne dane, przesylałam podobne informacje. Jadłam w tej samej stołówce, spotkania miałam z tymi samymi ludźmi i rozmawialiśmy na podobne tematy itd itp.
Teraz każdy dzień wygląda inaczej, zawsze trafia się coś nowego, idziemy w inne miejsce, piję kawę w róznych knajpkach, spotykam się z różnymi ludźmi, sytuacje mnie czasem zaskakują, czasem jest śmiesznie, czasem niekoniecznie, ale zazwyczaj jest miło. Mam czas na relaks, na plażę, na siłownię, na dłuuuuugie spacery, na puszczanie latawca i baniek mydlanych, na naukę hiszpańskiego, na atrakcje typu zoo, oceanarium, motylarnia, safari, delfinarium, wesołe miasteczko, na gadanie o d***e Maryni z innymi matkami, od stycznia przeczytałam 27 książek. Uwielbiam być kura domową