a1ma
03.04.14, 12:24
Porzuciłam. Bo tak jest zdrowiej, ekologiczniej, pilotycznie poprawniej i w ogóle och i ach. Przez chyba rok używałam tylko naturalnych składników, wcierałam oleje, robiłam płukanki. A włosy z mycia na mycie coraz bardziej tępe, puszące się i nierozczesywalne (sięgają mi do połowy pleców, więc jest o co się bić). Więc - więcej płukanek, więcej olejowania!
W końcu wkurzyłam się, wróciłam do przeklętego i znienawidzonego przez uświadomione kobiety loreala i znów mam piekne, lśniące, gładkie włosy, które rozczesuję jednym ruchem. I tylko tak się zastanawiam - jaki jest sens tych wszystkich naturalnych kuracji? Do wewnątrz, to jeszcze rozumiem, dla zdrowia. Ale na włosy? Które i tak zrosną i wypadną? I których jedyną właściwie funkcją jest to, żeby ŁADNIE wyglądały? Może mi to ktoś wytłumaczyć?