Dodaj do ulubionych

Matki "holenderki" - prawda li to...

04.04.14, 09:12
... co on tam nawypisywał?

krajski.wordpress.com/2014/03/29/holenderska-sztuka-zycia/
Obserwuj wątek
    • owianka Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:20
      Spodobał mi się komentarz "Życzliwego" big_grin
      • aneta-skarpeta Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:13
        nobig_grin
      • lily-evans01 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 18:06
        Tak to jest, jak się bierze stuff podłej jakości wink.
    • edelstein Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:20
      Moze to ma byc zart?
      • owianka Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:21
        Ten pan nie żartuje nigdy. Chyba że ktoś mu bloga zhakował smile
        • edelstein Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:32

          Nie znam goscia.
          Mam nadzieje,ze zaden Holender tego nie przeczyta,bo bedzie b.niefajnie.
          To o "zalowaniu dzieciom jedzenia"podpada pod pomowienie.

          "Znasz mnie lepiej niż ja siebie? Widziałeś mnie na glebie?
          Znasz upadek i cierpienie? Znasz każde wydarzenie,
          Które miało wpływ na mnie? Znasz mnie lepiej niż ja klaunie?...
          Śmiejesz się,zgadnij,kto się będzie śmiał ostatni"
    • ichi51e Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:23
      Wow 4 dni a taki znawca big_grin marnuje sie powinien ksiazke o tym napisac nie blogowac.

      Narodowa potrawa polska - garnek kapusta mieso. Polaki-cebulaki na ziemniaki pozalowali.
    • maggi9 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:26
      Ten Pan to w ogóle jest znawca wszystkiego big_grin

      Tutaj link do recenzji książki o perfumach - ręce opadają link
    • mayaalex Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:27
      O dzizas...
      • dorcia1234 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:35
        o holender ( a może o Holender?)
        spędziłam w Holandii miesiąc- mieszakając w domu o Holendrów z dziada pradziada i nic takiego nie zaobserwowałam. Spędziłam 2 tygodnie na campingu tamże zwidzając co sie da i też nic. Po tak długim tam pobycie- w porównaniu do autora "artykułu"- nie jestem w stanie napisać tekstu o kulturze Holendrów.
        Powiem tylko, że chętnie tam wrócę i pomieszkam w domu z mikro łazienką - może moi gospodarze byli jacyś wyjątkowi bo ich łazienka była całkiem normalna
    • mdro Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:35
      No cóż, tradycyjna kuchnia holenderska raczej z wyrafinowania nie słynie wink, niemniej krytyka stamppotów przez osobę, w którego kraju "narodowym daniem" jest zestaw ziemniaki/mięcho/ugotowana jarzyna raczej nie powinna mieć miejsca wink. A poza tym pojechał na 4 dni, spotkał się z jakimiś podobnymi sobie frustratami i czego byście się spodziewały?
      • iwoniaw Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:48
        Dokładnie - pan jest specyficzny, to i wrażenia ma specyficzne. wink
        Nie żebym była jakąś fanką holenderskich smaków (przy słodkiej bułce z dość pikantnie doprawioną wędliną, przyznaję, wymiękłam, podobnie jak nigdy nie zostanę fanką lukrecjowych słodyczy), ale już ponad 20 lat temu, gdy byłam w Holandii 1. raz, ludzie mieli łazienki w domach, kosze na śmieci były normalnie dostępne, a sami Holendrzy byli sympatyczni i nie odstający poziomem umysłowym i uczuciowym od jakiejkolwiek innej nacji, z którą miałam kiedykolwiek styczność.
        Fakt, Holandia słynie ze stereotypów o daleko posuniętej oszczędności wink oraz pucowaniu do połysku okien co najmniej raz na tydzień, mają tez te okna bez firanek, żeby przechodnie widzieli, że w domach porządek i nic do ukrycia - ale bez przesady z tym wydzielaniem jedzenia dzieciom i dopuszczaniem do stołu zasłużonych.

        Chociaż - może to wszystko faktycznie prawda i po prostu ja i inne wypowiadające się w wątku _zasłużyły_ na normalne traktowanie, więc i wspomnienia mają dobre, a pan i jego znajomi - no cóż big_grin
      • ceide.fields Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:53
        Nie piszesz prawdy, polskim narodowym daniem na pewno nie jest stołówkowy zestaw. Zresztą zawijane zrazy i zasmażana kapusta, bo pewnie o tym myślisz przy większości holenderskich "tradycyjnych" potraw to szczyt kulinarnego wyrafinowania. Jedyna co im się udało to farmerski gulasz przyprawiony na ostro, z cebula, marchwią i mięsem.

        A wracając do artykułu, jest on oczywiście przejaskrawiony i złośliwy, ale trochę prawdy w tym jest. Nie znam dobrze Holandii, za to nieźle Belgię, i różnice mentalności obyczajów między "holenderską" Flamandią, a francuskojezyczną Walonią, są spore, jak dla mnie na korzyść tej drugiej.

        Rzeczywiście te domki z oświęcimskiej cegły, w wielkimi frontowymi oknami salonów bez firanek, robią przygnębiające wrażenie.
        • mdro Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 10:15
          "Nie piszesz prawdy, polskim narodowym daniem na pewno nie jest stołówkowy zestaw"

          Cudzysłów zauważyłaś? Poza tym ten stołówkowy zestaw, jak to nazwałaś, jeszcze niedawno był standardem obiadowym w większości polskich domów.

          A myślałam o tym, bo to chyba miał na myśli sławetny pan Krajski.
          • ceide.fields Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 10:24
            Nawet jest jest czy był standardem obiadowy, to ze względu na swoją różnorodność i smak, nie mamy się czego wstydzić, przynajmniej prze Holendrami.

            Swoją droga nie rozumiem tej pogardy dla własnych potraw i zwyczajów, połączanej ze wściekłą obroną ich zagranicznych odpowiedników.
            • mdro Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:09
              Jaka, pardon, pogarda i jaka wściekła obrona? Czy ja naprawdę tak niezrozumiale piszę, czy to jednak Ty masz problemy ze zrozumieniem? W pierwszym zdaniu pierwszego postu napisałam "tradycyjna kuchnia holenderska raczej z wyrafinowania nie słynie", i to z wink, więc chyba jasne jest, że zbytnio jej nie poważam? Że ośmieliłam się porównać utłuczone ziemniaki zmieszane z ugotowanymi warzywami, podane z kiełbasą lub mielonym z takimi samymi ziemniakami (ew. nietłuczonymi) z gotowanymi jarzynami, tyle że niezmieszanymi wraz z mielonym/schabowym (a nawet i, bywało, kiełbasą)?
        • quelquechose Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 12:17
          > A wracając do artykułu, jest on oczywiście przejaskrawiony i złośliwy, ale troc
          > hę prawdy w tym jest. Nie znam dobrze Holandii, za to nieźle Belgię, i różnice
          > mentalności obyczajów między "holenderską" Flamandią, a francuskojezyczną Walon
          > ią, są spore, jak dla mnie na korzyść tej drugiej.

          No pozwole sobie miec przeciwne zdanie - Flamandowie wg mnie wygrywaja w tym porownaniu.
        • kk345 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 18:46
          > jest on oczywiście przejaskrawiony i złośliwy, ale trochę prawdy w tym jest. Nie znam dobrze Holandii

          Hłehłehłe- nie znam, ale się wypowiembig_grin Typowebig_grin
    • deelandra Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:45
      Uwielbiam jak słowo piar (PR) myli się z pijarem (zakon Pijarów)...
    • antyk-acap Prawda 04.04.14, 09:56
      Przecież Pan opisał typowego purytanina. Oczywiście nie każdy Holender to purytanin ale o wiele łatwiej tam takiego spotkać niż w Polsce. Zresztą purytanizm nie jest specjalnością Holenderską. Wystarczy pojechać na środkowy zachód USA by trafić do purytan. Tak odmienne zwyczaje mają zakorzenienie w moralności. Rozkosze podniebienia, ubioru czy zbyt wylewne zachowanie są traktowane jako przejaw grzechu. Zresztą popatrzcie na Amerykanów - nie bez znaczenia jest to że Nowy Jork był kiedyś Nowym Amsterdamem - typowy Amerykanin woli pracować po 12 godzin na dobę i zamiast wydać to na murowany bunkier-dom woli pojechać na Hawaje. Typowy środkowo-europejczyk woli pracować 8 godzin a po pracy idzie do domu-bunkra pożyć z rodziną...
    • zielonakrufka88 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 09:57
      W jakiejś innej Holandii był niż tej do której latałam...
    • princess_yo_yo Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 10:08
      a mi sie wydawalo ze to jest normalne I logiczne ze dziecko dostaje mniej do jedzenia bo mniej jest w stanie zjesc. chyba ze ja mam jakies dziwne doswiadczenia z dziecmi bo jeszcze nie spotkalam np 4 a nawet 10 latka ktory bylby w stanie wciagnac 'dorosla' porcje obiadowa w restauracji.
      logiczne mi sie tez wydaje ze moja porcja jedzenia jest dostosowana do tego ile zjem, gdybym ladowala na talerz I jadla tyle I ile malzonek musialabym rzeczywiscie miec duzo szersza klatke schodowa I nie tylko.
      • antyk-acap Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 10:36
        Tylko że tu nie chodzi o mniejsze porcje ale także gorsze jakościowo.
        • princess_yo_yo Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 10:41
          serio? o co chodzi w zalinkowanym blogu to troche trudno stwierdzic, mozna miec nadzieje ze jest sarkazm na miare monty python a nie logika autora ale to chyba myslenie zyczeniowe...
          akurat moja znajomosc holandii jest na podobmym poziomie co pana blogera, bylam tam raptem pare razy po kilka dni wiec moglam ominac subtelne niuanse kulturowe ktore wytrawny podroznik jest w stanie zauwazyc od razu.
      • lily-evans01 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:01
        Ale gość pisze o rodzicach zajadających szyneczkę, a dzieci samą bułkę z masłem - bo "nie pracują".
        Ale ja znam jednego takiego Polaka, który twierdzi, że skoro on całą rodzinę utrzymuje, to musi się lepiej odżywiać od partnerki i rosnących dzieci. Masakra...
        • kropkacom Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:03
          No ale nikt jeszcze nie napisał, oprócz pana na blogu, że tak faktycznie jest w przeciętnej Holenderskiej rodzinie.
          • lily-evans01 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:32
            Możliwe, że on sam - a bardziej prawdopodobnie któryś z tych jego Polonusów - widział taką scenkę, ale wynikała z zupełnie czego innego. Większość dzieci, zwłaszcza małych, będzie wolała jakieś słodkie paskudztwo, a porządnej wędliny nie ruszy wink.
            "Answer still no, sir" (The Last Sentence, oneinspats)
        • cherry.coke Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:11
          lily-evans01 napisała:

          > Ale gość pisze o rodzicach zajadających szyneczkę, a dzieci samą bułkę z masłem
          > - bo "nie pracują".
          > Ale ja znam jednego takiego Polaka, który twierdzi, że skoro on całą rodzinę ut
          > rzymuje, to musi się lepiej odżywiać od partnerki i rosnących dzieci. Masakra..
          > .

          Nie slyszalam o karmieniu dzieci bulkami z maslem za brak zaslug, natomiast pieczywo z ta kosmiczna posypka jedza owszem nagminnie - przy czym dla dziecka ta posypka jest duzo atrakcyjniejsza od szynki. Pretensje powinni byc wiec raczej typu "czy mozna karmic dzieci danonkami/posypka/chipsami" itp....
        • princess_yo_yo Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:18
          anekdotycznie, jako dziecko nie lubilam wedlin, wlacznie z szynka ktora za moich dzieciecych czasow byla towarem kartkowym i ogolnie malo dostepnym. tak wiec krecilam nosem na szyneczki i inne rarytasy ktore rodzice zdobywali specjalnie dla mnie, zeby dziecie zjadlo prawdziwe i wartosciowe jedzenie.
          z wiekiem przekonalam sie do wedlin, ale tylko troche, szynke zjem od czasu do czasu ale nie jest to towar specjalnie pozadany. wole chleb ze swiezym pachnacym pomidorem wink
          • sueellen Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:45
            wez sobie jeszcze ten chlebek podpiecz na patelni albo w tosterze, pomidor zetrzyj na tarce i wymieszaj z dobra oliwa. troszke soli i niebo w gebie
            • princess_yo_yo Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 12:00
              bruschetta jak najbardziej, lubie ale swiezy chleb z prawdziwa chrupiaca skorka z maslem I swiezym pomidorem wygrywa. tak samo jak chleb z pasztowa I ogorkiem kiszonym. pewnie dlatego ze jadam tak praktycznie wylacznie w pl.
          • baltycki Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:15
            Moje corki nie jadly szynki, bo "nie beda jesc doopy swini!" smile
            • lily-evans01 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 18:09
              Kiedy dowiedziałam się, skąd pochodzi szynka (tj. z jakieś partii świnki), też nie chciałam jej jeść wink.
          • pederastwa Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 14:31
            princess_yo_yo napisała:

            > anekdotycznie, jako dziecko nie lubilam wedlin,

            Bardzo ciekawa aneKdota wink
            • vilez Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 14:41
              Anekdota to prawidłowe słowo.
              • pederastwa Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 16:22
                Tak po grecku. W języku polskim to anegdota.
    • cherry.coke Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 10:23
      Tekst jest tak bzdurny, ze nie wiadomo, od czego zaczac. Pan pisze, ze mieszkal u wieloletnich Polonusow, moze to oni mu historii naopowiadali.
      Najsmieszniejsze jest to, ze czlowiek o umysle, ktory byl w stanie wytworzyc ten post, uwaza sie za eksperta od savoir-vivre big_grin
      • sanciasancia Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 14:08
        > Najsmieszniejsze jest to, ze czlowiek o umysle, ktory byl w stanie wytworzyc te
        > n post, uwaza sie za eksperta od savoir-vivre big_grin
        Ten pan napisał też kiedyś, że noszenie sztucznych pereł, gdy perły słodkowodne są tanie i dostępne, jest niezgodne z savoir vivrem.
        Swoją drogą, on nie chodził po holenderskich ulicach i przez cztery dni spijał te "mądrości" z ust swoich znajomych? Pewnie, gdyby się przeszedł, to by zauważył, że nie ma śmieci na ulicach.
    • nenia1 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 10:40
      Że nie ma firanek - prawda.
      Co do reszty wydają się pewne rzeczy przesadzone. Niewątpliwie mają słabą kuchnie, a porcyjki podawane w restauracjach no właśnie...dlatego je nazywam porcyjkami, bo nawet dla mnie, osoby która raczej je często i mało, niż raz a dużo, były po prostu małe. Nie zapomnę jak nad Morzem Północnym dostaliśmy 2 małe kawałki pieczeni ozdobione esem-floresem z sosu i gałązką rozmarynu, do tego malutka surówka z orzeszkami piniowymi i trochę frytek za 45 euro.
      Co mi się jeszcze wydało dziwne - miała problem z przejściem przez ulicę choć wyświetlało się jak byk zielone światło, ciągle jechał dziki tłum rowerzystów dzwoniących na mnie, choć to ja miałam zielone na przejściu.
    • anias29 jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 10:41
      ... po kilku latach współpracy z holenderskim szefem:

      "Dlatego nie mają koszy na śmieci i śmietników (śmieci wyrzuca się wprost na ulicę)"

      Może podam dwa przykłady:
      - prowadząc samochód resztki jedzenia, np. opakowania po pitnym jogurcie, wyrzucał na zewnątrz przez uchyloną szybę
      - przyjechał raz z potomkiem w wieku niemowlęcym do naszego biura i obsr...nego pampersa wyrzucił za okno z 7 piętra klasycznego "biurowca" wprost na zaparkowane na służbowym parkingu samochody....
      • antyk-acap Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 10:47
        I chyba nie tylko tam. Nie wiem czy ja miałem takiego pecha czy to reguła ale na całym Victora Station nie mogłem znaleźć ani jednego śmietnika. Choć trzeba przyznać że sprzątacze chadzają hordami.
        • kropkacom Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 10:54
          Śmietników nie ma często ze względów bezpieczeństwa.
        • sueellen Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 11:50
          nie pamietam czy kosze na smieci wróciły juz do centrum londynu ale po zamachu w metrze w 2005 w strategicznych miejscach nie bylo zadnego. Chodzili panowie z wielkimi koszami na kółkach - tylko tam mozna było wrzucic smieci.
          • capa_negra Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 14:15
            Nie wróciły, gdy jestem w Londynie to swoje śmieci noszę ze sobą bo nie potrafię się przełamać i rzucić pod nogi
      • snakelilith Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 11:19
        anias29 napisała:

        > - przyjechał raz z potomkiem w wieku niemowlęcym do naszego biura i obsr...nego
        > pampersa wyrzucił za okno z 7 piętra klasycznego "biurowca" wprost na zaparkow
        > ane na służbowym parkingu samochody....

        Nie rozśmieszaj mnie. Gdyby wszyscy Holendrzy tak robili, to po tygodniu ten mały kraj wymarłby na dżumę, czy inną cholerę. No chyba, że ten holenderski szef, to był jednak Polak, bo zwyczaj wyrzucania śmieci gdzie popadnie, spluwania i smarkania na ulicę oraz szczania w bramach domów/ podziemnych garażach obserwuję tylko u emigrantów albo u społecznego marginesu. Na szczęście państwo holenderskie należy do dosyć opiekuńczych, więc by się stoczyć, trzeba się już trochę postarać.
        • aneta-skarpeta Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 11:21
          jakby w PL nagminnie ludzie wyrzucali smieci " z aokno i wszystko zasikiwali, to cytując....
          Gdyby wszyscy Holendrzy tak robili, to po tygodniu ten mały kraj wymarłby na dżumę, czy inną cholerę.
          • snakelilith Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 11:35
            aneta-skarpeta napisała:

            > jakby w PL nagminnie ludzie wyrzucali smieci " z aokno i wszystko zasikiwali, t
            > o cytując....


            Ludzie w Polsce też tego nagminnie nie robią, tak robią tylko ludzie spuszczeni z łańcucha, którym wydaje się, że w obcym kraju Bozia grzechu nie widzi. Stąd inne zachowanie u siebie, a inne na emigracji. Dotyczy nie tylko śmieci, a także innych dziedzin życia.
            • aneta-skarpeta Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 11:43
              czyli jednak olacy u siebie nie wyrzucają smieci i nie podsikuja drzew?
              • snakelilith Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 12:01
                aneta-skarpeta napisała:

                > czyli jednak olacy u siebie nie wyrzucają smieci i nie podsikuja drzew?

                Przejdź się po polskich ulicach i odpowiedz sobie sama. Nie mieszkam w Polsce, więc nie wiem. Z tego co pamiętam, nie należało to do typowego zachowania Polaka w Polsce. Podobnie jak szczanie i wyrzucanie śmieci na ulicę nie należy do typowego zachowania Holendra w Holandii. Z moich obserwacji wynika jednak, że w Polsce leży więcej śmieci niż w Holandii (przejdź się do lasu), oba kraje odwiedzam równie często, więc statytystycznie Polska jest chyba brudniejszym narodem i nie mamy moralnego prawa nikomu śmieci wytykać.
                • aneta-skarpeta Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 13:29
                  snakelilith napisała:

                  > aneta-skarpeta napisała:
                  >
                  > > czyli jednak olacy u siebie nie wyrzucają smieci i nie podsikuja drzew?
                  >
                  > Przejdź się po polskich ulicach i odpowiedz sobie sama.

                  ale to Ty masz jakies wywrotowe teorie, nie ja, wiec się pytam
                  • snakelilith Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 15:32
                    aneta-skarpeta napisała:

                    > ale to Ty masz jakies wywrotowe teorie, nie ja, wiec się pytam


                    Jakie wywrotowe teorie? Że emigranci zachowują się często gęsto w goszczących ich krajach jak wieprze? Robią to niestety, nawet jak u siebie na to nigdy by się nie odważyli.
                    • rosapulchra-0 Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 18:58
                      snakelilith napisała:

                      > Jakie wywrotowe teorie? Że emigranci zachowują się często gęsto w goszczących i
                      > ch krajach jak wieprze? Robią to niestety, nawet jak u siebie na to nigdy by si
                      > ę nie odważyli.

                      Należysz do takich emigrantów?

                      Bo ja, też emigrantka, jakoś nie spotkałam Polaka, który by wyrzucał brudnego pampersa przez okno czy rzucał śmieci na ulicę.
                • hipinka Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 15:06
                  zdziwiłabyś się; polskie miasta są naprawdę czyste, nawet porównując do wielu innych miejsc na świecie
                  wielu obcokrajowców to podkreśla
                  • raczek47 Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 15:43
                    hipinka napisała:

                    > zdziwiłabyś się; polskie miasta są naprawdę czyste, nawet porównując do wielu i
                    > nnych miejsc na świecie

                    Przyjedź do lasku przy moim osiedlu,(środek miasta) to zmienisz zdanie.U Niemców np.nigdy żadnego syfu nie widziałam, tak a propos innych miejsc na świecie.
        • cherry.coke Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 11:23
          snakelilith napisała:

          > Nie rozśmieszaj mnie. Gdyby wszyscy Holendrzy tak robili, to po tygodniu ten ma
          > ły kraj wymarłby na dżumę, czy inną cholerę. No chyba, że ten holenderski szef,
          > to był jednak Polak, bo zwyczaj wyrzucania śmieci gdzie popadnie, spluwania i
          > smarkania na ulicę oraz szczania w bramach domów/ podziemnych garażach obserwuj
          > ę tylko u emigrantów albo u społecznego marginesu. Na szczęście państwo holende
          > rskie należy do dosyć opiekuńczych, więc by się stoczyć, trzeba się już trochę
          > postarać.

          No wlasnie fragment o smieciach mnie zadziwil. Skad on to wytrzasnal?
          • anias29 cherry 04.04.14, 11:46
            > No wlasnie fragment o smieciach mnie zadziwil. Skad on to wytrzasnal?

            nie mam pojęcia, robił tak on i cała jego rodzina
            notabene Holendrzy z dziada-pradziada z "van" przed nazwiskiem
            z innymi Holendrami nie miałam styczności, poza dwoma pobytami w Amsterdamie, gdzie za pierwszym razem tak nas zdziwiła ilość śmieci na ulicach, że byliśmy pewni, że trafiliśmy akurat na strajk śmieciarzy, ale za drugim razem było tak samo

            ale pewnie to specyfika akurat tej rodziny i akurat tego miastasmile
            • cherry.coke Re: cherry 04.04.14, 11:53
              anias29 napisała:

              > > No wlasnie fragment o smieciach mnie zadziwil. Skad on to wytrzasnal?
              >
              > nie mam pojęcia, robił tak on i cała jego rodzina
              > notabene Holendrzy z dziada-pradziada z "van" przed nazwiskiem
              > z innymi Holendrami nie miałam styczności, poza dwoma pobytami w Amsterdamie, g
              > dzie za pierwszym razem tak nas zdziwiła ilość śmieci na ulicach, że byliśmy pe
              > wni, że trafiliśmy akurat na strajk śmieciarzy, ale za drugim razem było tak sa
              > mo
              >
              > ale pewnie to specyfika akurat tej rodziny i akurat tego miastasmile

              Kurka az zajrzalam na Google Maps bo bylam w Amsterdamie wielokrotnie i nie pamietam zadnych przesadnych smieci... Klinicznie czysto moze nie jest, jak to w duzym miescie, ale strajk smieciarzy?
              Znajdziesz jakies obrazki na Google Maps na potwierdzenie tej tezy?
              • anias29 Re: cherry 04.04.14, 12:04
                a nie wiem, nie umiem tak szukać, prędzej na swoich starych zdjęciach (było to kilkanaście lat temu, raz latem, raz zimą, za każdym tylko jednodniowy pobyt, więc wiadomo, że szwendaliśmy się tylko po ścisłym centrum, ale pamiętam na chodnikach porozrywane worki, z których wypadały śmieci i przepełnione śmietnik)
                potem bardzo mnie rozbawił słynny obraz z IKEA z czerwonym rowerem:
                www.ikea.com/us/en/catalog/products/20150946/
                jak zrobisz zoom, to zobaczysz nie tylko przepełniony śmietnik, ale też śmieci leżące obok na chodnikawink
                • cherry.coke Re: cherry 04.04.14, 12:11
                  Moze chodzi o to, ze oni wystawiaja smieci na ulice w workach do zebrania przez smieciarki?To nie tylko w Amsterdamie, w wielu krajach tak jest. Nie ma po prostu dostepu na tyly nieruchomosci, jesli stoja w rzedzie i nie maja podworek.
                  • anias29 Re: cherry 04.04.14, 12:40
                    > Moze chodzi o to, ze oni wystawiaja smieci na ulice w workach do zebrania przez
                    > smieciarki?To nie tylko w Amsterdamie, w wielu krajach tak jest.

                    bardzo możliwe, nie przeczę, aczkolwiek akurat w Amsterdamie rzuciło mi się to wybitnie w oczy (w porównaniu z innymi europejskimi miastami, które odwiedziłam), worki porozrywane, śmieci walające się/fruwające wszędzie
                  • duzeq Re: cherry 04.04.14, 19:46
                    > Moze chodzi o to, ze oni wystawiaja smieci na ulice w workach do zebrania przez
                    > smieciarki?To nie tylko w Amsterdamie,

                    Tak, to o to chodzi. Nie ma smietnikow. Wystawia sie worki ze smieciami na zewntarz, o okreslonej porze, w okreslonym dniu. W poniedzialki odpadki, raz w tygodniu "zielone", raz na miesiac papier, co dwa tygodnie plastik, na szklo sa specjalne kontenery (szklo segreguje sie wg koloru).
                    Piecze sie dwie pieczenie przy jednym ogniu: szybkosc zbierania workow (relatywnie drogich, w nich jest zawarty podatek ekologiczny) + recycling.

                    Jak mozna od systemu efektywnie zmuszajacego ludzi do recyclingu przejsc do prostego stwierdzenia, ze smieci rzuca sie na ulice - nie mam pojecia. Widocznie pan najmadrzejszy nie jest.
                    • cherry.coke Re: cherry 05.04.14, 00:16
                      No to u nas jest identycznie. Wkurzaja mnie te torby czasem, ale to zacheca do mniejszej produkcji smieci, jak sie placi od torby/pojemnika, a nie ryczaltem.
                • morgen_stern Re: cherry 04.04.14, 12:22
                  Cytat> jak zrobisz zoom, to zobaczysz nie tylko przepełniony śmietnik, ale też śmieci
                  > leżące obok na chodnikawink


                  Na przystankach przy metrze Ratusz Arsenał jest tak codziennie, więc nie bardzo wiem, czym tu się ekscytować. A na moim osiedlu widziałam kilka razy wywieszkę administracji z prośbą o niewyrzucanie śmieci z okien. Nie, nie mieszkam w slumsach, śmieszy mnie tylko szukanie usilne brudasów za granicą podczas gdy my sami mamy często powód do wstydu.
                  Nawet nie wspomnę o wywożeniu śmieci do lasów.
                  • anias29 morgen 04.04.14, 12:37
                    ależ, morgen droga, ja się niczym nie ekscytuję ani nie doszukuję - po prostu takie wrażenie kilkanaście lat temu zrobił na mnie Amsterdam (dopiero Stambuł go przebił w tym temacie hehe)

                    ładnych kilka lat potem doświadczenia z holenderskim szefem nałożyły mi się na wspomnienia z Amsterdamu i dlatego wpisałam się w tym wątku

                    ale widzę, że na jematce to już nie można niczego napisać, doprawdy tongue_out
                    • morgen_stern Re: morgen 04.04.14, 12:58
                      Odniosłam się do tego zdjęcia - ja takie obrazki w naszej stolicy widuje codziennie. Trochę po europie zach. pojeździłam i tak, jak zgadzam się co do śmieci walających się po ulicach to jednak te śmieci można łatwo posprzątać, bałaganu estetycznego wokół już nie. Trochę mi to przypomina szukanie na siłę wad gdzie indziej (zobaczcie, a to syfiarze hahaha, a wydawałoby się taki cywilizowany naród), żeby jakoś usprawiedliwić rodzimy syf.
                      • anias29 Re: morgen 04.04.14, 15:55
                        > Trochę mi to przypomina szukanie na siłę wad gdzie i
                        > ndziej (zobaczcie, a to syfiarze hahaha, a wydawałoby się taki cywilizowany nar
                        > ód), żeby jakoś usprawiedliwić rodzimy syf.

                        a skąd, mnie się Amsterdam bardzo spodobał, dlatego pojechałam tam drugi razsmile
                        a rzeczony obraz z IKEA wisi nad moim łóżkiem big_grin
                    • edelstein Re: morgen 04.04.14, 14:50

                      Mieszkam rzut beretem od Holandii.Bywam,nie zauwazylam.Ja jezdze w weekendy,a wtedy workow ze smiecmi sie nie wystawia.Kubel ze smieciami jest pdbierany w kazdej dzielnicy w okreslonym dniu tyg.i wtedy sie go wystawia,a potem zabiera pusty.
            • saraanna Re: cherry 04.04.14, 22:05
              anias29 napisała:

              > > No wlasnie fragment o smieciach mnie zadziwil. Skad on to wytrzasnal?
              >
              > nie mam pojęcia, robił tak on i cała jego rodzina
              > notabene Holendrzy z dziada-pradziada z "van" przed nazwiskiem
              > z innymi Holendrami nie miałam styczności, poza dwoma pobytami w Amsterdamie, g
              > dzie za pierwszym razem tak nas zdziwiła ilość śmieci na ulicach, że byliśmy pe
              > wni, że trafiliśmy akurat na strajk śmieciarzy, ale za drugim razem było tak sa
              > mo
              >
              > ale pewnie to specyfika akurat tej rodziny i akurat tego miastasmile

              Bo w Amsterdamie nie ma smietnikow,ze wzgledu na zabudowe i ilosc kanalow ,wiec 2 razy w tygodniu rano,mieszkancy wystawiaja smieci przed domem i przyjezdza smieciarka,ktora je zabiera. W innych miastach tego nie ma,sa smietniki podziemne i tam sie wyrzuca smieci.
              • duzeq Re: cherry 05.04.14, 17:02
                W innych miastach tego nie ma,sa smietniki podziemn
                > e i tam sie wyrzuca smieci.

                Wez zmiluj sie kobieto.W kazdym miescie tak jest, a podziemne smietniki to mozna spotkac chyba tylko w przypadku blokowisk.
        • kandyzowana3x Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 11:51
          Tak trzymajac sie konwencji, na belgijskich i holenderskich kempingach niektorzy holendrzy nieskrepowanie sikali tam gdzie stali wink. przyznam w szoku bylam.
          Ostatnio podobna scenke widzialam na angielskim parkingu, z samochodu wysiadl pan z 3 dorastajacych chlopcow ( 10-16 lat). Ten na oko 10 latek zdjal spodnie i zaczal sikac, pan widzac nas w aucie na przeciwko, opieprzyl chlopaka i kazal mu sie odwrocic i .... obsikac auto stojace obok big_grin.
        • ola_fatyga Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 16:31
          > to był jednak Polak, bo zwyczaj wyrzucania śmieci gdzie popadnie, spluwania i
          > smarkania na ulicę oraz szczania w bramach domów/ podziemnych garażach obserwuj
          > ę tylko u emigrantów


          zalosna jestem z tym twoim biciem czolem przed obcą nacją przy jednoczesnym sraniu we wlasne giazdo...to takie wschodnioeuropejskie...chcialo by sie rzec.
          • snakelilith Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 17:07
            ola_fatyga napisała:

            > zalosna jestem z tym twoim biciem czolem przed obcą nacją przy jednoczes
            > nym sraniu we wlasne giazdo...to takie wschodnioeuropejskie...chcialo by sie rz
            > ec.

            Nie wiem, czy wschodnioeuropejskie, bo większość życia spędziłam jednak poza Polską. Kompleksy mało znaczącego kraiku na wschodzie Europy z przerośniętym ego, żle rozumianym patriotyzmem i proporcjonalnie do tego malutkimi osiągnięciami, mnie już nie męczą. Zamiast zazdrościć takiej Holandii sukcesu, wymyślać banialuki i wyśmiewać się z rzeczy, których z powodu prowincjonalności się nie rozumie, możnaby było się wiele od niej uczyć. Bo to nie Holendrzy jeżdżą jednak pracować do Polski, a odwrotnie. Stwierdzenie faktów, to nie plucie do gniazda. To pierwszy krok na drodze do poprawy i lepszego życia. Ale niektórzy Polacy wolą chyba czuć się wiecznymi ofiarami jakiegoś tam losu niż dopuścić możliwość złej strategii. Ja tam wolę uczyć się od najlepszych niż solidaryzować się z zaduafanymi w sobie nieudacznikami. I narodowość przy tym nie gra żadnej roli. Czego mogłabym uczyć się od Polaków w Polsce? Podaj jakieś pozytywne przykłady. Przekonaj mnie. W czym jesteśmy lepsi od Holendrów?
            • antyk-acap Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 18:21
              W ciągu trzydziestu lat zaczynając od zera jesteśmy w połowie drogi do zamożności Holandii.
            • pederastwa Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 14:50
              Wow, jaka przemowa wink A odpowiadając na pytanie, to ja na codzień wiele uczę się od innych ludzi. Głównie od Polaków, bo z nimi mam kontakt. Doceniam zaradność, poczucie humoru, spryt. Mi tam w Polsce całkiem miło się żyje, nawet jeśli jest "kraikiem". Strasznie rażący dla mnie jest pogardliwy ton z jakim się wyrażasz.
        • rosapulchra-0 Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 19:02
          snakelilith napisała:

          > Nie rozśmieszaj mnie. Gdyby wszyscy Holendrzy tak robili, to po tygodniu ten ma
          > ły kraj wymarłby na dżumę, czy inną cholerę. No chyba, że ten holenderski szef,
          > to był jednak Polak, bo zwyczaj wyrzucania śmieci gdzie popadnie, spluwania i
          > smarkania na ulicę oraz szczania w bramach domów/ podziemnych garażach obserwuj
          > ę tylko u emigrantów albo u społecznego marginesu. Na szczęście państwo holende
          > rskie należy do dosyć opiekuńczych, więc by się stoczyć, trzeba się już trochę
          > postarać.

          Tak, tak.. bo wszyscy Polacy to syfiarze, a reszta świata jest the best >
          To co w takim razie robisz na polskim, zasyfiałym forum, hę? uncertain
          • nenia1 Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 19:40
            rosapulchra-0 napisała:

            > Tak, tak.. bo wszyscy Polacy to syfiarze, a reszta świata jest the best >
            > To co w takim razie robisz na polskim, zasyfiałym forum, hę? uncertain

            Rosa, zaskakujesz mnie smile
            • rosapulchra-0 Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 07:59
              nenia1 napisała:

              > Rosa, zaskakujesz mnie smile

              Sama się zaskoczyłam wink

              Ale na poważnie - to, co napisała poprzedniczka, jest samo w sobie tak agresywne, że aż chamskie, a przede wszystkim to nieprawda. Oczywiście, że wszędzie na świecie są menele, ale jeśli należą do nich Polacy - emigranci, to w mikroprocencie. A ta wrzuciła wszystkich do jednego worka, znaczy się - siebie też, prawda? Chyba, że nie jest Polką, tylko Niemką. No to logicznie rzecz ujmując - co robi na polskim forum?
              • nenia1 Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 13:03
                rosapulchra-0 napisała:

                > Oczywiście, że wszędzie na
                > świecie są menele, ale jeśli należą do nich Polacy - emigranci, to w mikroproce
                > ncie. A ta wrzuciła wszystkich do jednego worka, znaczy się - siebie też, prawd
                > a?

                Prawda, rosa, prawda smile

                Przy okazji, mam nadzieję, że ciśnienie ci się unormowało?
                • rosapulchra-0 Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 16:18
                  Tak, dostałam odpowiednie leki i jest znacznie lepiej. Szkoda tylko, że ta cholerna anemia nie daje mi spokoju, ale to nie temat wątku wink
              • snakelilith Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 13:46
                rosapulchra-0 napisała:

                > a? Chyba, że nie jest Polką, tylko Niemką. No to logicznie rzecz ujmując - co r
                > obi na polskim forum?

                A Niemkom to nie wolno bywać na polskim forum? Moralność Kalego, rasizm, czy jak to nazwać? wink
                • rosapulchra-0 Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 16:20
                  Każdemu wolno bywać, rodzi to tylko pytanie, po co TY tu włazisz i obrażasz innych. Jeśli tylko po to, to znajdź sobie inne forum, bo na tym chamstwo nie jest tolerowane.
          • snakelilith Re: jedno mogę potwierdzić... 04.04.14, 22:22
            rosapulchra-0 napisała:

            > Tak, tak.. bo wszyscy Polacy to syfiarze, a reszta świata jest the best >
            > To co w takim razie robisz na polskim, zasyfiałym forum, hę? uncertain

            Ja piszę "niektórzy emigranci" ty rozumiesz "wszyscy Polacy". No cóż, nic dziwnego, że masz problemy z komunikacją. A skoro w Polsce ludzie powszechnie tacy fajni i w ogóle ci tak dobrze było, to czemu tam nie zostałaś hipokrytko?
            • rosapulchra-0 Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 08:03
              snakelilith napisała:

              > Ja piszę "niektórzy emigranci" ty rozumiesz "wszyscy Polacy". No cóż, nic dziwn
              > ego, że masz problemy z komunikacją. A skoro w Polsce ludzie powszechnie tacy
              > fajni i w ogóle ci tak dobrze było, to czemu tam nie zostałaś hipokrytko?

              W którym miejscu jest napisane "niektórzy emigranci"?
              Cytatsnakelilith napisała:

              > Nie rozśmieszaj mnie. Gdyby wszyscy Holendrzy tak robili, to po tygodniu ten ma
              > ły kraj wymarłby na dżumę, czy inną cholerę. No chyba, że ten holenderski szef,
              > to był jednak Polak,
              bo zwyczaj wyrzucania śmieci gdzie popadnie, spluwania i
              > smarkania na ulicę oraz szczania w bramach domów/ podziemnych garażach obserwuj
              > ę tylko u emigrantów albo u społecznego marginesu. Na szczęście państwo holende
              > rskie należy do dosyć opiekuńczych, więc by się stoczyć, trzeba się już trochę
              > postarać.
              • snakelilith Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 13:38
                rosapulchra-0 napisała:

                >snakelilith napisała:

                > > Nie rozśmieszaj mnie. Gdyby wszyscy Holendrzy tak robili, to po tygodniu
                > ten ma
                > > ły kraj wymarłby na dżumę, czy inną cholerę. No chyba, że ten holender
                > ski szef,
                > > to był jednak Polak,bo zwyczaj wyrzucania śmieci gdzie popadnie, spl
                > uwania i
                > > smarkania na ulicę oraz szczania w bramach domów/ podziemnych garażach ob
                > serwuj
                > > ę tylko u emigrantów albo u społecznego marginesu. Na szczęście pa
                > ństwo holende
                > > rskie należy do dosyć opiekuńczych, więc by się stoczyć, trzeba się już t
                > rochę
                > > postarać.

                I gdzie ty przeczytałaś, że wszyscy Polacy tak się zachowują? Ja napisałam tylko, że ci którzy się tak zachowują, to zwykle emigranci. Istnieją bowiem jeszcze Polacy, którzy się tak nie zachowują, ale ci nie zwracają na siebie uwagi. Jak zwykle widzisz tylko czarne i białe, z jednej ekstremy w drugą, wszyscy albo nikt, niebo albo piekło i nie dostrzegasz w ogóle własnych interpretacyjnych błędów.
                I ja wiem, że bardzo ci tu przeszkadzam, uznałaś mnie za swojego wroga i gotowa jesteś rzucać się w obronie czegoś, na czym ci w ogóle nie zależy, tylko by być w opozycji do mnie, ale uważaj byś się nie zagalopowała w niewygodną dla siebie pozycję. Jeszcze ktoś pomyśli, że chcesz się tu solidaryzować z grupą i stracisz rolę niezrozumianej przez świat ofiary. Zastanów się, czy jesteś na to przygotowana. wink
                • rosapulchra-0 Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 16:34
                  Z braku odpowiednich argumentów merytorycznych zaczęłaś atakować mnie personalnie. Typowe.
                  W odpowiedzi na twój post już śpieszę z odpowiedzią. Najpierw rzuciłaś domysłem, że szef brudas to Polak, by następnie napisać co następuje: Cytato chyba, że ten holenderski szef, to był jednak Polak,bo zwyczaj wyrzucania śmieci gdzie popadnie, spluwania i smarkania na ulicę oraz szczania w bramach domów/ podziemnych garażach obserwuję tylko u emigrantów albo u społecznego marginesu

                  W jednym zdaniu postawiłaś w negatywnym świetle Polaka i emigranta i społeczny margines. Zbyt wielkiego wyboru nie dałaś.
            • rosapulchra-0 Re: jedno mogę potwierdzić... 05.04.14, 08:05
              Uciekłaś z Polski, bo ludzie ci się nie podobali? I ponieważ tobie się tak zdarzyło, to mierzysz innych swoją miarką, co? Bo nie znasz innych powodów wyjazdu poza złymi Polakami? Ale pisać na forum, polskim, obrażać innych to jest OK? Żadna hipokryzja?
    • lily-evans01 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 10:58
      Przeczytałam i pośmiałam się z lekka.
      Kuzynka była zamężna ponad 5 lat z Holendrem, mieszkali w Rotterdamie, przyjeżdżali do Polski na święta i przywozili zdjęcia. Domek ładny, z normalną łazienką, z ogródkiem, sąsiedztwo czyste, zadbane. Kuzynka narzekała jedynie na dystans w relacjach towarzyskich, choć nie była sprawa językowa - dogadywała się świetnie po niemiecku, a przez rok przed ślubem i wyjazdem uczyła się niderlandzkiego. A, to były te czasy, kiedy w polskich sklepach było bardzo mizernie - przywoziła więc różne słodycze, multum pysznych wówczas dla nas dzieciaków rzeczy.
      Rodzina jej męża - sympatyczni, ujmujący ludzie, którzy na wesele zabrali gitarę i śpiewali ułożone przez siebie piosenki dla młodej pary po angielsku, niesamowici luzacy.
      Z mężem doszło do nieporozumień na w sumie dość śmiesznym tle - on marzył o tradycyjnej żonie, gromadzie dzieci i pysznych obiadach, twierdził, że Holenderki są za bardzo sfeminizowane. Cóż, moja kuzynka też była wink.
      Z niedawnych czasów - jeździłam do Amsterdamu z wycieczkami, te okna bez firanek to element obyczajowości (zasłonki widziałam najczęściej w dzielnicy czerwonych latarniwink ). I na każdym kroku faktycznie pełno knajpek i barów z kuchnią egzotyczną, prowadzonych przeważnie przez ludzi o urodzie raczej azjatyckiej.
      Śmieci wywalanych na ulicę nie widziałam wink.
      Ciekawa jestem, jak to z tymi dziećmi, które dostają tylko bułkę z masłem, a rodzice wcinają wędlinkę.
      • antyk-acap Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:01
        Co do firanek - to zasada bezpieczeństwa. Co prawda widać wszystko w domu ale widać za to z domu co się dzieje na około domu. Na przykład czy ktoś nie włamuje się do sąsiada. Ma to oczywiście zady i walety,
        • lily-evans01 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:04
          Ja to łączyłam raczej z kalwińską czystością i surowością obyczajów wink.

          Zresztą, z punktu widzenia turysty super interesujące zjawisko. Bo w centrum Amsterdamu są np. wypasione mieszkania w zabytkowych domach, z gustownymi starymi lampami, antykami, obrazami... Przyznam, że dyskretnie zaglądałam w parterowe okna.. Dla mnie raj estetyczny do podziwiania i lekkiego zazdroszczenia.
          --
          "Answer still no, sir" (The Last Sentence, oneinspats)
        • eo_n Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:35
          A ja z kolei słyszałam (co prawda od Belgijki, ale z Flandrii), że to z tradycji żeglarskich - żeby wieś pilnowała żony, kiedy mąż na morzu wink
          • morgen_stern Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:50
            Ja też to samo gdzieś czytałam. Kontrola żon marynarzy smile co przerodziło się w powszechną tradycję.
      • kropkacom Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:01
        Ja tez nie mam firan w oknie. Czy jestem Holenderką? wink
        • lily-evans01 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:06
          Ja na pewno jestem, bo nie znoszę zasłaniać zasłon i siedzę przy zapalonym świetle.
          A, pożeram też tonami ser żółty wink.
          • fajny-zuzia Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:13
            Dawno nie czytałam tak złośliwego tekstu.
            Chyba się pokuszę i pokaże go,mojemu holenderskiemu mężowi...
            Owszem,klika rzeczy się zgadza,ale do wszystkiego dopisana jest jakaś dziwna teoria.
            Co do podawania potraw w garnkach,to prawda.Nie częstowanie gości obiadem,też,ale tak się przyjęło,że nikt bez zapowiedzi w gosci nie chodzi.
            Jeśłi chodzi o narodową potrawe stampoot,to autor zapomniał dodać,że dodawany jest do tego boczek ,no i kawał kiełbasy dla każdego.
            Reszty nie chce mi się komentować.
            Pomiomo wszystko udało mi się zakochać w Holandii i w Holendrzesmile
            • morgen_stern Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:21
              Twój mąż jest bardzo wysoki? Ponoć Holendrzy są najwyższym narodem Europy. Czysta ciekawość smile
              • cherry.coke Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:25
                Sa wysocy, moj (Polak) tez jest i w Holandii mu sie najlepiej ciuchy kupuje.
              • fajny-zuzia Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:28
                morgen_stern napisała:

                > Twój mąż jest bardzo wysoki? Ponoć Holendrzy są najwyższym narodem Europy. Czys
                > ta ciekawość smile
                >
                190 cm,śmiesznie razem wyglądamy,bo ja mam 158cm.
                Mam cichą nadzieje,że nasza córka nie będzie taka wysoka.
              • ichi51e Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 16:09
                Moj znajomy Holender tez wysoki big_grin
            • lola211 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 11:16
              Wg mnie ten tekst nie jest na powaznie.Nie widze powodu do oburzenia.
        • aneta-skarpeta Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:13
          jeśli nie masz też kosza i jadacie prosto z garnków, to niestety... ale tak;D
          • kropkacom Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:15
            No to kicha wink
          • fajny-zuzia Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:38
            aneta-skarpeta napisała:

            > jeśli nie masz też kosza i jadacie prosto z garnków, to niestety... ale tak;D

            Hehe,nie chodzi o jadanie z garnków,tylko podawanie jedzenia na stól w nich.
            Stawiają garnek z czyms tam na stól i sobie nakładasz do woli.
            • eo_n Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:48
              fajny-zuzia napisała:

              nie chodzi o jadanie z garnków,tylko podawanie jedzenia na stól w nich.
              > Stawiają garnek z czyms tam na stól i sobie nakładasz do woli.

              Całkiem niedawno podobną radę wyczytałam u J. Oliviera - że ładny garnek na stole przy codziennym posiłki jest ok, żeby było barwniej, weselej. Czasem stosuję smile
            • morgen_stern Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:49
              Nie jest to może szczyt elegancji, ale właściwie co w tym złego?
              W domu tez przelewacie soki do karafek jak w serialach, a zupa jest podawana w wazach?
              • eo_n Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:58
                morgen_stern napisała:


                > W domu tez przelewacie soki do karafek jak w serialach, a zupa jest podawana w
                > wazach?
                >
                Przyznam, że mnie razi karton, plastikowa butla, czy jakiekolwiek inne opakowanie fabryczne na stole... Przekładam/przelewam. Mam kolekcję naczyń (rozmaitych, też z pchlego targu, przecen i second handów) i z nich korzystam. Obiad i śniadanie zawsze jest podane ładnie smile Co nie nie znaczy, że tak jak w restauracji - jak pisałam, garnek na stole się zdarza, ale zależy, jaki to akurat garnek i z czym. Albo patelnia... też.
                Chociaż seriali nie oglądam big_grin
              • aneta-skarpeta Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:30
                morgen_stern napisała:

                > Nie jest to może szczyt elegancji, ale właściwie co w tym złego?
                > W domu tez przelewacie soki do karafek jak w serialach, a zupa jest podawana w
                > wazach?


                a nie?tongue_outtongue_outtongue_outtongue_out
                tzn ustalmy- służba przelewa
              • iwoniaw Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:47
                Czy przestaniesz się do mnie odzywać i wpiszesz na listę trolli, gdy Ci powiem, że tak, zupa na stół ma prawo wjechać tylko w wazie (no, opcjonalnie w miseczkach, jeśli jest wydzielona na porcje z kleksem śmietany czy innym przybraniem każda), podobnie jak nie ma mowy o postawieniu kartonu czy plastikowej butli - dla mojej mamy od zawsze jest to równoznaczne z jedzeniem na gazecie czy bez mycia rąk, więc mam wdrukowane używanie zastawy stołowej i koniec wink
                • mnb0 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 14:38
                  Ale jaki jest sens podawac zupe na stol w wazie zamiast od razu wlac wazowka z garnka na talerze/miseczki? Chyba, ze kuchnie masz na parterze, a jadalnie na pietrze...
                  • antyk-acap Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 18:24
                    A jaki sens jest jeść nożem i widelcem?
                • majenkir Re: 04.04.14, 14:47
                  A bezy jadacie nozem I widelcem? wink
                • morgen_stern Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 21:46
                  Po co ten tekst z listą trolli? Pisałam tylko o tym, że postawienie garnka na stole z potrawą to nie jest dla mnie estetyczny koniec świata, a kładzenie wazy z zupą na stole podczas codziennego obiadu w moim gronie rodzinnym oraz koleżeńskim nie występuje (chyba, że o czymś nie wiem). Karton z sokiem również nie powoduje dyskomfortu. Używamy zastawy stołowej, aczkolwiek tej podstawowej. Rozkładanie całego serwisu do zwykłego obiadu lekko mnie dziwi i tyle.
                  • iwoniaw Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 22:09
                    O mamuniu! Żart to był! Żart niewinny i bez podtekstów z tą listą!
                    I nie napisałam, że wychodzę obrażona, jak u kogoś sokiem z kartonu wprost mnie częstują, tylko że ja nie stawiam tak, bo inaczej zostałam uwarunkowana. To wszystko. I nie miała to być aluzja do Twych (czy kogokolwiek) upodobań estetycznych! Coś Ty ostatnio taka wkurzona? Meteopatką jesteś i te fronty Ci przeszkadzają?
      • nenia1 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:10
        lily-evans01 napisała:

        > Ciekawa jestem, jak to z tymi dziećmi, które dostają tylko bułkę z masłem, a ro
        > dzice wcinają wędlinkę.

        To talerzy nie zaglądałam więc nie wiem. Ogólnie bardzo mi się podobało, że z dziećmi bardzo często widziało się bawiących tatusiów, zdecydowanie więcej niż w Polsce, gdzie na placach zabaw najczęściej siedzą matki. Tak panowie jeżdżą na rowerach, konno, grają w piłkę - generalnie widać czynny ruch i zabawę z dziećmi w wykonaniu panów. I jeszcze co do hartowania - faktycznie nad morzem było sporo dzieci biegających boso i lekko ubranych, choć był początek zimnego maja (wybrałam ten termin ze względu na kwitnące tulipany) taplały się w Morzu Północnym (brrr...) biegały po piasku. Za to mamy...na cóż, były okute zdecydowanie grubiej ode mnie, w grubych w polarach, w czapkach, większość w wysokich butach po kolana (może taka moda?).
        I tak się zastanawiam, czy z tego hartowania nic im nie zostało, czy po prostu dopiero obecne pokolenie to "zimny chów"?
        • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:30
          nenia1 napisała:

          I jeszcze co do hartowania - faktycznie nad morzem było s
          > poro dzieci biegających boso i lekko ubranych, choć był początek zimnego maja (
          > wybrałam ten termin ze względu na kwitnące tulipany) taplały się w Morzu Północ
          > nym (brrr...) biegały po piasku. Za to mamy...na cóż, były okute zdecydowanie g
          > rubiej ode mnie, w grubych w polarach, w czapkach, większość w wysokich butach
          > po kolana (może taka moda?).
          > I tak się zastanawiam, czy z tego hartowania nic im nie zostało, czy po prostu
          > dopiero obecne pokolenie to "zimny chów"?

          To jest logiczne, bo ubranie dopasowuje się nie tylko do pogody, tylko także do aktywności. Inaczej ubierasz się, gdzie siedzisz na ławce w parku na tyłku, a inaczej, gdy idziesz biegać. Stąd różnica pomiędzy ubraniem matek i dzieci. Żaden "zimny wychów" w celach hartowania na przyszłość. Te dzieci nie marzną. I to nie ciepłe ubranie chroni przed grypalnymi infekcjami zwanymi nieprawidłowo przeziębieniem, a częste mycie rąk, na których przenosi się wirusy.
          • nenia1 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:58
            snakelilith napisała:

            > To jest logiczne, bo ubranie dopasowuje się nie tylko do pogody, tylko także do
            > aktywności. Inaczej ubierasz się, gdzie siedzisz na ławce w parku na tyłku, a
            > inaczej, gdy idziesz biegać. Stąd różnica pomiędzy ubraniem matek i dzieci.

            No niby tak, ale Holenderki były zazwyczaj znacznie cieplej ubrane niż ja. A ja wcale nie marzłam
            większość miała wysokie buty, czapki, grubą wierzchnią odzież.
            I to w końcu oni mieszkają w krainie wiecznych wiatrów a nie ja. Dlatego trochę mnie zastanowiło czy hartowanie w dzieciństwie ma jakieś znaczenie w dorosłym życiu w sensie większej odporności na temperaturę, bo odniosłam wrażenie, że zupełnie nie.
    • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:07
      Można by się wkurzyć, gdyby to nie było takie śmieszne. Firanki jako oznaka skąpstwa. Ha, ha, ha, ha. Mieszkam wprawdzie nie w Holandii, ale niedaleko granicy tego kraju i u mnie też nie używa się firanek. Uchodzą bowiem za oznakę zapyziałego drobnomieszczaństwa, dulszczyzny. Poza tym są niehigieniczne i całkowicie niepotrzebne. Nikt tu nikomu bowiem do okien nie zagląda, chorobliwa ciekawość i przymus mieszania się w życie innych są w tolerancyjnych obyczajowo krajach nieznane. Więc po co komu zbierające kurze i zabierające światło firanki? Firanki to są w burdelach.
      No i ten pan sam sobie przeczy, najpierw opisuje lekceważący stosunek Holendrów do jedzenia, a potem pisze, że kuchnia jest największa, bo tam się je. No ale co tam celebrować w największym pomieszczeniu skoro jedzenie przypomina karmę dla świń? wink U mnie Holendrzy słynną ze serów, matjasów i niezwykłej pracowitości i wytrwałości małego narodu potrafiącego z niewielkiego potencjału wiele zrobić. Nawet wydrzeć ziemię morzu. Większy powód do dumy niż kilka nieudanych powstań moim zdaniem. No i zaopatrują pół Europy w warzywa, jak oni robią to na na tych malutkich poletkach, to sztuka której dumny polski rolnik mający niejednokrotnie problemy z własnym wyżywieniem musi się jeszcze długo uczyć.
      A łączenie słodkiego z pikantnymi dodatkami, to cecha wspólna krajów Europy Północnej. Podobnie jest w Skandynawii i trochę też na Wyspach Brytyjskich oraz w Niemczech. Słodzi się pieczywo, ziemniaki, sosy i warzywa, marynuje na słodko mięso i ryby. Z drugiej strony oni dziwią się naszej preferencji wszechobecnej u nas wędzonki i kiszonki, ale częstowani udają, że im smakuje, bo tam nie ma zwyczaju marudzenia i mieszania wszystkiego z glebą. No i my też jemy makaron z serem na słodko jako danie główne, nie deser, dlaczego więc nie słodkie bułki ze śledziem?
      • kropkacom Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:11
        A propos słodzenia, zawsze lubiłam zjeść słodką bułkę z wędliną. A do sosu mięsnego z pomidorami kostka gorzkiej czekolady doda specyficznego smaku. Chyba odkrywam swoje korzenie...
      • mnb0 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 14:43
        > No i zaopatrują pół Europy w warzywa, jak oni robią to na na tych malutkich poletkach
        Cha cha! No pomysl, jak oni to robia? Ja mysle, ze jada na nawozach sztucznych. Szkoda tylko, ze te "warzywa" sa zupelnie bez smaku.
        • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 15:29
          mnb0 napisała:

          > Cha cha! No pomysl, jak oni to robia? Ja mysle, ze jada na nawozach sztucznych.
          > Szkoda tylko, ze te "warzywa" sa zupelnie bez smaku.

          Głupie, nie pokryty niczym uprzedzenia. Tobie się wydaje, że rolnicy w Polsce mają zdrowsze warzywa? I tak całkiem bez smaku nie są. Bez smaku są te z najtańszych supermarketów, co zbierane są niedojrzałe, by przetrwały w całości długą podróż i mogą pochodzić z różnych krajów. Zarabia się wtedy tanią masą, a nie droższą jakością. Swoją drogą, badania w Niemczech pokazują, że najbardziej skażone chemią, środkami ochrony roślin i bakteriami (brudna woda) są warzywa hiszpańskie i włoskie, a nie te holenderskie.
        • saraanna Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 22:20
          mnb0 napisała:

          > > No i zaopatrują pół Europy w warzywa, jak oni robią to na na tych malutki
          > ch poletkach
          > Cha cha! No pomysl, jak oni to robia? Ja mysle, ze jada na nawozach sztucznych.
          > Szkoda tylko, ze te "warzywa" sa zupelnie bez smaku.

          To pewno te nawozy sztuczne czynia Holandie najzdrowszym krajem na swiecie smile

          www.nydailynews.com/life-style/health/healthiest-country-world-article-1.1582013
          • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 22:29
            saraanna napisała:

            > To pewno te nawozy sztuczne czynia Holandie najzdrowszym krajem na swiecie smile

            Pod co komu dowody, jak można jechać całe życie na uprzedzeniach? wink Śmieci na ulicach, małe łazienki, gburowaci sąsiedzi i nawozy w warzywach, to tylko u innych. A polska kiełbasa jest przecież najzdrowszą zagrychą do wódki na świecie i burakom to wystarczy. wink
      • znowu.to.samo Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 22:26
        Ja mieszkam w skandynawii i też nie mam firanek. W PL zaraz wszyscy by zapuszczali żurawia, a tu nikogo nie obchodzi co masz w mieszkaniu. Po prostu wszyscy są do tego przyzwyczajeni i nikt nie zwraca na to uwagi.

        Co do Holandii to słyszałam że tam panują dość lużne obyczaje i że tak to ujmę``każdy z każdym``
        Prawda to?
        • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 22:32
          znowu.to.samo napisała:

          > Co do Holandii to słyszałam że tam panują dość lużne obyczaje i że tak to ujmę`
          > `każdy z każdym``
          > Prawda to?

          A w Skandynawii jest jakoś inaczej? wink
          • sueellen Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 22:53
            i co oni w tych saunach robią wszyscy zupełnie goli... i w dodatku z dziećmi!
      • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 23:29
        niezwykłej pracowitości i wytrwałości małego narodu potrafiącego z niewielkiego potencjału wiele zrobić.

        ze co prosze? Byle ladniejsza pogoda a juz urywaja sie z pracy. Dzis jest piatek. Caly dzien nie moglam sie do centrali w Holandii dodzwonic bo nilkogo w pracy nie bylo. Po latach pracy w amerykanskiej firmie i teraz przejsciu do firmy jaka ma zwiazek z centrala w Holandii nie moge wyjsc ze zdumienia jak zrelaksowane podejscie do pracy maja Holendrzy. Jest to dla mnie wkurzajace ze na emaile odpowiadaja po 4 dniach, i wciaz ich nie ma przy biurku.
        • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 00:19
          princesswhitewolf napisała:

          > ze co prosze? Byle ladniejsza pogoda a juz urywaja sie z pracy. Dzis jest piate
          > k. Caly dzien nie moglam sie do centrali w Holandii dodzwonic bo nilkogo w prac
          > y nie bylo. Po latach pracy w amerykanskiej firmie i teraz przejsciu do firmy
          > jaka ma zwiazek z centrala w Holandii nie moge wyjsc ze zdumienia jak zrelaksow
          > ane podejscie do pracy maja Holendrzy. Jest to dla mnie wkurzajace ze na emaile
          > odpowiadaja po 4 dniach, i wciaz ich nie ma przy biurku.

          O Jezu, a co ty masz takie XIX-to wieczne spojrzenie na pracę? wink Nie ilość wysiedzianych na tyłku godzin się liczy, a wydajność i skuteczność. Ponadto zrelaksowany pracownik chętniej i lepiej wykonuje swoją pracę, ma większe zadowolenie z życia i rzadziej zdarza mu się burnt out. Ja też od dłuższego czasu pracuję mniej (nie w Holandii), z wyboru. Slow life się to nazywa. W momencie kiedy zarobione w ten sposób pieniążki zaczęły starczać na w miarę przyjemne życie, nie widziałam powodu, dla którego należałoby tracić życiowy czas tylko na pracę. By zarabiać na jakieś dodatkowe dobra, których nie potrzebuję? W tym krótszym czasie daję z siebie jednak 100 %, a nie muszę już walczyć ze zmęczeniem, niknącą koncentracją, rosnącą frustracją i polewać się litrami kofeiny. Teraz to dopiero lubię moją pracę i czasem zrobię jakąś nadgodzinkę, z przyjemności, nie z przymusu. Świat się też nie zawali, a tamy w Holandii nie puszczą, gdy coś dzieje się wolniej i na coś tam trzeba poczekać. Holendrzy zwracają więc moim zdaniem uwagę na to, co istotne.
          • pederastwa Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 15:09
            Ależ oczywiście. Holandrzy (i inni cudzoziemcy) robią wszystko dobrze, Polacy robią wszystko źle. Strasznie Ci współczuję, że masz pecha pochodzić z najgorszego kraju na świecie.





            A sama nad wyraz się cieszę, że ta maruda stąd wyjechała wink
            • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 18:56
              Polacy robią wszystko źle.

              ja tak nie uwazam. Polacy jakich spotykam sa w wiekszosci rzetelni.
              • pederastwa Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 19:57
                To sarkazm był wink Skierowany do laski, która ma straszliwy problem ze swoim polskim pochodzeniem. Przeczytaj kilka jej postów pod rząd - o prowicjonalnym kraiku, kompleksach, żle pojmownym patriotyźmie, burakach którzy powinni uczyć się od Holendrów, ale im zazdroszczą i takie tam kwiatki (coś tam może przekręcam, ale ogólny przekaz jest w tym stylu). Stąd na krytykę holenderskiego stylu pracy znalazła kontrargument "to ty (jako polka) nie pojmujesz zajebistości z jaką masz doczynienia w pracy i się czepiasz". wink
                Bo mój osobisty poglað na Polaków w pracy jest całkiem pozytywny. Ja w ogóle całkiem lubię Polaków. Co nie oznacza, że nie lubię innych nacji.
                • rosapulchra-0 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 20:33
                  pederastwa napisała:

                  > To sarkazm był wink Skierowany do laski, która ma straszliwy problem ze swoim po
                  > lskim pochodzeniem. Przeczytaj kilka jej postów pod rząd - o prowicjonalnym kra
                  > iku, kompleksach, żle pojmownym patriotyźmie, burakach którzy powinni uczyć się
                  > od Holendrów, ale im zazdroszczą i takie tam kwiatki (coś tam może przekręcam,
                  > ale ogólny przekaz jest w tym stylu). Stąd na krytykę holenderskiego stylu pra
                  > cy znalazła kontrargument "to ty (jako polka) nie pojmujesz zajebistości z jaką
                  > masz doczynienia w pracy i się czepiasz". wink
                  > Bo mój osobisty poglað na Polaków w pracy jest całkiem pozytywny. Ja w ogó
                  > le całkiem lubię Polaków. Co nie oznacza, że nie lubię innych nacji.

                  100/100
                • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 01:04
                  pederastwa napisała:

                  Skierowany do laski, która ma straszliwy problem ze swoim po
                  > lskim pochodzeniem.

                  Nie, nie mam problemów z polskim pochodzeniem. I też lubię Polaków, tylko nie takich, co to lubią dowartościować swoje kompleksy jeżdżąc po obcych nacjach, nie dostrzegając przy tym własnego smrodu.


                  Stąd na krytykę holenderskiego stylu pra
                  > cy znalazła kontrargument "to ty (jako polka) nie pojmujesz zajebistości z jaką
                  > masz doczynienia w pracy i się czepiasz". wink

                  No a tak nie jest? To czemu Polacy tak strasznie się skarżą że TYLE pracują, a TAK MAŁO zarabiają? Przecież to zajebiście być do dyspozycji 24 godziny na dobę i pracować za grosze dla zbawienia duszy.... eee... sorry - bo "lubi się swoją pracę", a nie po to by dobrze żyć w zamożnym społeczeństwie. Ale każdy może sobie wybrać swoje wzory do naśladowania sam.
                  • rosapulchra-0 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 08:35
                    Całkowicie nie zrozumiałaś przesłania poprzedniego postu.
                  • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:09
                    też lubię Polaków, tylko nie takich, co to lubią dowartościować swoje kompleksy jeżdżąc po obcych nacjach, nie dostrzegając przy tym własnego smrodu.

                    a to musi byc czarno biale? Kazdy narod ma wady i zalety. Wazne by byc swiadomym i tych i tamtych u siebie i innych.

                    To czemu Polacy tak strasznie się skarżą że TYLE pracują, a
                    > TAK MAŁO zarabiają?


                    To ty to wszystkim wmawiasz i projektujesz to na ludzi jakich nie znasz. Glupoty gadasz po prostu. W innym wpisie juz mi pisalas jak to niby duzo pracuje ( jasnowidz z kula?). Pracuje 36.5 godzin tygodniowo czyli tyle co w umowie. Nie narzekam na zarobki. Kolezanki z dzialu w Holandii zas narzekaja bo... u nich faktycznie za ta podobne stanowisko dostaja sporo mniej. Ale za to maja 35 dni wakacji a my 25. Ah i a propos, ja naprawde lubie swoja prace. Naprawde istnieja tacy ludzie.
          • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 18:55
            Nie ilość wysiedzianych na tyłku godzin się liczy, a wydajność i skuteczność.

            wydajnosc i skutecznosc ze na emaile nie odpowiadaja albo jak laskawie odpowiedza to po 5 dniach gdy juz bez danych z ich regionu dawno trzeba bylo zadecydowac?

            W momencie kiedy za
            > robione w ten sposób pieniążki


            pieniadze.


            W tym krótszym cz
            > asie daję z siebie jednak 100 %, a nie muszę już walczyć ze zmęczeniem, niknącą
            > koncentracją, rosnącą frustracją i polewać się litrami kofeiny.


            a co mnie to obchodzi i ile litrow kawy pijesz? Ja w ogole nie pije a swoja prace wykonuje i nikt nie musi mnie scigac calymi tygodniami dniami bo jestem niedostepna z niejasnych powodow, a niestety tak z Holendrami u mnie w pracy sprawa wyglada.

            Teraz to dopie
            > ro lubię moją pracę i czasem zrobię jakąś nadgodzinkę, z przyjemności, nie z pr
            > zymusu.


            kobieto ale po co mi opisujesz swoje furstrache zawodowe? Ja nie pracuje z przymusu i nie cierpie ani nie przemeczam sie tragicznie. NIe pojmuje po co te wywody?

            Świat się też nie zawali, a tamy w Holandii nie puszczą, gdy coś dzie
            > je się wolniej i na coś tam trzeba poczekać. Holendrzy zwracają więc moim zdani
            > em uwagę na to, co istotne.


            Owszem nie raz sie zawala jak nie wiadomo dlaczego nie odpowiadaja a trzeba podjac istotna decyzje na temat wprowadzania produktu na rynek. Rezultat: dzial w Holandii ma najwieksza redukcje kadr.
            • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 00:47
              princesswhitewolf napisała:

              > kobieto ale po co mi opisujesz swoje furstrache zawodowe? Ja nie pracuje z przy
              > musu i nie cierpie ani nie przemeczam sie tragicznie. NIe pojmuje po co te wywo
              > dy?

              No to co żal ci tyłek ściska, że Holendrzy wolą pracować mniej? Skoro kraj i naród dobrze sobie radzą, nie widzę powodu by odpowiadali twojemu wyobrażeniu o pracowitości.
              • duzeq Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 09:44
                Ale przed chwila bylo o tym, ze oni sa bardzo pracowici, potem ze mniej pracuja, za to niezwykle skutecznie, a teraz to juz po prostu mniej pracuja i tez ok?
                Dla mnie to bzdura - skutecznosc zalezy od danego czlowieka, Holendrzy na ogol wielce skuteczni nie sa. Jestem wrecz zdziwiona dezorganizacja (ktora obserwuje w kolejnej pracy), na ktorej potrafia ciagnac latami. Potrafia tez doskonale przysypywac problem, zamiast rozwiazac go u podstaw.
                Tak, maja smykale do handlu, ale na to skladaja sie wieki doswiadczen, mentalnosc handlarzy niewolnikow i najwiekszy port morski w Europie.
                • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 11:05
                  duzeq napisała:

                  > Ale przed chwila bylo o tym, ze oni sa bardzo pracowici, potem ze mniej pracuja
                  > , za to niezwykle skutecznie, a teraz to juz po prostu mniej pracuja i tez ok?
                  > Dla mnie to bzdura - skutecznosc zalezy od danego czlowieka, Holendrzy na ogol
                  > wielce skuteczni nie sa. Jestem wrecz zdziwiona dezorganizacja (ktora obserwuj
                  > e w kolejnej pracy), na ktorej potrafia ciagnac latami. Potrafia tez doskonale
                  > przysypywac problem, zamiast rozwiazac go u podstaw.
                  > Tak, maja smykale do handlu, ale na to skladaja sie wieki doswiadczen, mentalno
                  > sc handlarzy niewolnikow i najwiekszy port morski w Europie.

                  Jeżeli ktoś definiuje pracowitość, jako pensjonarskie spełnianie obowiązków, to może faktycznie masz rację. Ale po kiego licha? Nie trzeba być dobrym we wszystkim. Tego nauczyła mnie właśnie długoletnia emigracja. Nie musisz ciągle wyrównywać braków i udowadniać innym, że nie jesteś od nich głupszy w dziedzinach, które nie mają dla ciebie żadnego znaczenia i nic nie przynoszą. Koncentruj się się na swoich talentach i je rozwijaj, masz wtedy większą szansę na sukces i zdowolenie z tego co robisz. Tak jak zauważyłaś, postępuję Holendrzy. Robią dobrze to, co potrafią, wykorzystują maksymalnie swój potencjał i moim zdaniem jest to właśnie pracowitość, robienie dobrze tego, do czego ma się talent i możliwości. A że jakiejś tam pracowniczce zagranicznej firmy nie odpowiedzieli natychmiastowo ma maile? No coż, może uznali te maile za mało ważne.
                  • duzeq Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 15:26
                    Zmieniasz co post definicje pracowitosci, byle tylko wyszlo na to, ze Holendrzy sa pracowici.
                    Nie, nie sa. Nie sa tez skuteczni.
                    I nie chodzi o pensjonarskie podejscie do obowiazkow. Chodzi o kompleksowe podejscie. Na maile sie odpowiada, nawet jezeli jest to tylko jedno zdanie, ze nie udalo nam sie jeszcze czegos tam zrobic.
                    Ze nie trzeba byc dobrym we wszystkim? NIE TRZEBA? Nawet nie mozna. Ale podstawowy zakres obowiazkow nalezaloby jakos opanowac.
                    I co to znaczy, ze nie trzeba wyrownywac brakow i koncentrowac sie na swoich talentach? Owszem, jest to chwalebne jak sie ma wlasny biznes, a nie jak sie pracuje w grupie, gdzie jednak zakres obowiazkow obowiazuje, bo jak Sjouke tego nie zrobi, to spada to na mnie.
                    I mam w doopie to, ze Sjouke bylby swietnym malarzem, zostal przyjety jako analityk wiec ma mi dostarczac raporty, a nie obrazy.

                    "Tak jak zauważyłaś, postępuję Holendrzy".
                    Nie, nic takiego nie powiedizalam. Powiedzialam tylko, ze maja smykalke do handlu, ale nie kazdy, na milosc boska, jest handlowcem.

                    że jakiejś tam pracowniczce zagranicznej firmy nie odpowiedzieli natychm
                    > iastowo ma maile? No coż, może uznali te maile za mało ważne

                    Na maile sie odpowiada. To jest podstawowa etyka zawodowa, niezwiazana ze stanowiskiem osoby wysylajcej maila.
                    • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 23:22
                      duzeq napisała:

                      > Na maile sie odpowiada. To jest podstawowa etyka zawodowa, niezwiazana ze stano
                      > wiskiem osoby wysylajcej maila.

                      Oszalałaś chyba. Gdzie w Europie tak się robi? Ty wiesz ile firmy mailów i spamów codziennie dostają? Odpowiada się na tylko na maile, które są dla nas w jakiś sposób znaczące i w to w kolejności priorytetów. Jeżeli chcesz gwarantowanej odpowiedzi, to wyślij list pocztą z potwierdzeniem przyjęcia i prośbą o odpowiedź zwrotną.


                      > I co to znaczy, ze nie trzeba wyrownywac brakow i koncentrowac sie na swoich t
                      > alentach? Owszem, jest to chwalebne jak sie ma wlasny biznes, a nie jak sie pra
                      > cuje w grupie, gdzie jednak zakres obowiazkow obowiazuje, bo jak Sjouke tego ni
                      > e zrobi, to spada to na mnie.
                      > I mam w doopie to, ze Sjouke bylby swietnym malarzem, zostal przyjety jako anal
                      > ityk wiec ma mi dostarczac raporty, a nie obrazy.

                      To Sjouke był przyjmowany do pracy jako malarz, czy analityk? Bo skoro jako analityk, oznacza to, że posiada (powinien posiadać) jakieś kompetencje w tej dziedzinie.


                      > Nie, nic takiego nie powiedizalam. Powiedzialam tylko, ze maja smykalke do hand
                      > lu, ale nie kazdy, na milosc boska, jest handlowcem.
                      >

                      Jasne, że nie każdy, ale zrobili z tego jednak narodową cechę i odnoszą w tej dziedzinie sukcesy, a to oznacza, że na ważne maile chyba jednak odpowiadają. A dobry specjalista nie musi siedzieć cały dzień przed komputerem i odpowiadać na maile, bo skoro jest dobry, to ma wystarczająco dużo klientów, którzy poczekają, albo zgłoszą się raz jeszcze.
                      • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 23:57
                        Odpowiada się na tylko na maile, które są dla nas w jakiś sposób znaczące i w to w kolejności priorytetów

                        snakelilith kobieto gdzie ty pracujesz? O czym ty mowisz? Przez swoje zycie zaliczylam kilka miejsc pracy w gigantycznych korporacjach tegoz swiata o nazwach znaczacych dla kazdego i ... naprawde wnioskuje ze nie wiesz o czym mowisz. Nie dostaje sie spamu bo kazda porzadna firma nie uzywa google mail smile))))i jest system skutecznie filtrujacy emaile. To technologia naprawde nie najnowszych lat. Dostajesz emaile tylko tam gdzie dokonalas subskrybcji, a i te mozesz znalezc w folderze SPAM jesli z upartoscia maniaka nie przeniesiesz ich do glownej skrzynki Outlook.
                        Ponadto:
                        Odpowiada sie na kazdy email wewnatrz firmy wyslany przez innego pracownika, bo osoby jakie nie odpowiedzialy szybko staja sie znane wszystkim i szybko do szefa owej osoby trafia: "ona nie odpowiada na emaile". Na zewnetrzne tez sie odpowiada ale czesto odpowiedz musi przejsc pare osob zatwierdzajacych lacznie z dzialem prawnym jesli jest to sprawa niejasna.

                        Jeżeli chcesz gwarantowanej
                        > odpowiedzi, to wyślij list pocztą z potwierdzeniem przyjęcia i prośbą o odpowi
                        > edź zwrotną.

                        W 21 wieku kazda jedna korporacja traktuje rownie powaznie emaile jak i listy pisemne. Powiedzialabym, ze malo kto wysyla w dzisiejszych czasach listy pisemnie. To 21 wiek.
                        Przez zalacznik do emaila podpisuje sie umowy w pdf, i emailem aranzuje spotkania : wszystko.
                        • rosapulchra-0 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:04
                          Princesswhitewolf, szkoda twojego zdrowia i urody na dyskusję z tą panią. To typ, który żyje w przekonaniu, że zawsze wie lepiej.
                        • landora Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:09
                          O, z jednym się nie zgodzę - używam Gmaila, nawet swój adres firmowy mam podpięty pod gmailową skrzynkę, i nie dostaję spamu. Spam grzecznie ląduje w spamie wink
                          A poza tym to się zgadzam z każdym słowem.
                          • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:15
                            landora napisała:

                            > O, z jednym się nie zgodzę - używam Gmaila, nawet swój adres firmowy mam podpię
                            > ty pod gmailową skrzynkę, i nie dostaję spamu. Spam grzecznie ląduje w spamie ;


                            ze ci na to podpiecie pozwolili bo wzgl bezpieczenstwa firmy itd itp...
                            • landora Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:19
                              Sama sobie pozwoliłam wink Ja nie pracuję w korpo, mam własną firmę. Po prostu bardzo lubię Gmaila, dobrze mi się na nim pracuje.
                      • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:02
                        A dobry specjalista nie musi siedzieć cały dzień przed komputerem i odpowiadać na maile,

                        zalezy specjalista od czego. 90% specjalistow tego swiata wykonuje prace PRZED komputerem i tak, porozumiewa sie z innym emailem.

                        bo skoro jest dobry, to ma wystarczająco dużo klientów, którzy poczekają, albo zgłoszą się raz jeszcze

                        a od kiedy specjalista to sprzedawca? Sprzedawca to facet od handlu, a specjalisci siedza w biurze definiujac produkt od R&D przez analize konkurencji, szacowania kosztow itd. Sprzedawca to zaiwania samochodem po klientach.
                • landora Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 14:45
                  Ostatnio pracuję dużo z Holendrami, i to są bardzo fajni, uczciwi ludzie z poczuciem humoru.
                  Ale to fakt, czasem na najprostsze informacje czekam kilka dni, muszę się kilka razy przypominać. Na maile odpowiadają po kilku dniach. No i brakuje im elastyczności w pracy - jeśli coś nie idzie zgodnie z planem, to załamują ręce, zamiast pokombinować i poszukać innych rozwiązań. I trudno im się dostosować, na zasadzie "ale u nas nie musimy tak robić". No a u nas musimy, inwestor jest polski, obowiązuje polskie prawo i trzeba się dostosować wink Ale generalnie pracuje mi się z nimi bardzo dobrze, dużo lepiej niż z Hiszpanami, którzy żyją chyba w innym świecie, gdzie czas inaczej płynie uncertain
                  Jestem pewna, że my ich też czasem frustrujemy niektórymi naszymi charakterystycznymi cechami wink
                  • duzeq Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 15:41
                    >No i brakuje im elastyczności w pracy - jeśli coś nie idzie zgodnie z planem, to załamują ręce, zamiast pokombinować i poszukać innych rozwiązań.

                    O tak, to tez zauwazylam. Odtad-dotad. Potem panika. Polacy pod tym wzgledem bija ich na glowe.

                    Ale generalnie pracuje m
                    > i się z nimi bardzo dobrze, dużo lepiej niż z Hiszpanami, którzy żyją chyba w i
                    > nnym świecie, gdzie czas inaczej płynie uncertain

                    Tak, tam jest inna strefa czasowa - im wiecej slonca, tym wolniej plynie czas wink. Co z punktu widzenia biznesowego jest frustrujace, ale jak sie tam zyje, to sie zyje, a nie tylko pracuje.
                    Ciezko przywyknac do hiszpanskiej porannej kawy trwajacej godzine, do wiecznego zapominania o tym, ze cos mialo byc zrobione na wczoraj, do lunchu w srodku dnia (tutaj mam jednak lepsze doswiadczenia niz z Francuzami), do braku ogarniecia po lunchu wink. Niemniej sposob robienia biznesow niesie ze soba tez wiecej smiechu (w moim przypadku) i to mi pomaga.
                    • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 23:35
                      duzeq napisała:

                      > O tak, to tez zauwazylam. Odtad-dotad. Potem panika. Polacy pod tym wzgledem bi
                      > ja ich na glowe.

                      W czym? W prowizorce, skłonności do niepotrzebnego ryzyka i nieprzemyślanych decyzji oraz upodobaniu do strategii "jakoś to będzie"? Polska od wieków tak funkcjonuje, a jakoś potęgą się nie stała. Gdyby Holendrzy tak postępowali, to ich tamom długiego życia nie można by było wróżyć. Nie wierzę jednak, że te cechy są w genach i z takimi się rodzimy, wierzę jednak w cechy przekazywane z pokolenia na pokolenie i tu dziwnym trafem preferujemy te, które bawią wprawdzie cudzoziemców i wprawiają ich czasem w osłupienie, ale których nie chcą od nas przyjmować. Ciekawe dlaczego?
                      • landora Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:13
                        Ale ja nie piszę o prowizorce, tylko o podejściu "zawsze robimy tak, a jeśli nagle warunki okażą się inne, to zamiast szybko opracować inną strategię, będziemy się upierać przy poprzedniej albo usiądziemy i nie będziemy robić nic". Względnie "ale u nas nie trzeba tego robić". No ale u nas trzeba, i skoro decydujemy się na wykonywanie projektu w Polsce, na zlecenie polskiego inwestora, to trzeba się dostosować do lokalnych warunków, a nie się fochać wink
                      • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:14
                        prowizorce, skłonności do niepotrzebnego ryzyka i nieprzemyślanych de
                        > cyzji oraz upodobaniu do strategii "jakoś to będzie"? Polska od wieków tak funk
                        > cjonuje, a jakoś potęgą się nie stała.


                        snakelilith odnosze wrazenie, ze jestes nowa emigrantka jaka zna tylko 2 swiaty: Holandie i Polske i nic wiecej. Ktos kto sie wyrwal z polskiej prowincji i .... wydaje im sie ze zlapal Pana Boga za nogi i cudem swiada jest wlasnie Holandia.
                        Kobieto rozmawiasz z ludzmi jacy niekoniecznie mieszkaja w Polsce i to nie od wczorajsmile))) Kazdy kraj i narod ma wady i zalety. Obudz siesmile
                        • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:36
                          princesswhitewolf napisała:

                          > snakelilith odnosze wrazenie, ze jestes nowa emigrantka jaka zna tylko 2 swiat
                          > y: Holandie i Polske i nic wiecej. Ktos kto sie wyrwal z polskiej prowincji i .
                          > ... wydaje im sie ze zlapal Pana Boga za nogi i cudem swiada jest wlasnie Holan
                          > dia.

                          Wyobraź sobie, że ja w Holandii w ogóle nie mieszkam. A emigrantką jestem już dokładnie 26 lat, więc kto tu wali schematami?


                          > Kobieto rozmawiasz z ludzmi jacy niekoniecznie mieszkaja w Polsce i to nie od w
                          > czorajsmile))) Kazdy kraj i narod ma wady i zalety. Obudz siesmile

                          Według mnie Polska wypada w porównaniu z Holandią cieńko. Pod każdym względem. Z setymentalnych powodów możesz się ze mną nie zgadzać, pragmatyzm wywiózł cię jednak z tego kraju mlekiem i miodem płynącym, jak 2 mln innych Polaków. Jakiego dowodu chcesz więcej?
                          • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:46
                            Wyobraź sobie, że ja w Holandii w ogóle nie mieszkam.

                            +

                            Według mnie Polska wypada w porównaniu z Holandią cieńko. Pod każdym względem.

                            to jakie masz w ogole pojecie o tym kraju aby sie wypowiadac i porownywac skoro nie mieszkasz w Holandii. Wyobrazenie o zlotym raju czy jak?

                            pragmatyzm wywiózł cię
                            > jednak z tego kraju mlekiem i miodem płynącym, jak 2 mln innych Polaków.


                            jednak to ty myslisz schematami. Nie wyjechalam w 2003 roku jak wielu Polakow ale wiele wiele lat wczesniej moi rodzice wyjechali i nie z biedy tylko w celach edukacyjnych. Byli lekarzami
              • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:12
                > No to co żal ci tyłek ściska, że Holendrzy wolą pracować mniej? Skoro kraj i
                > naród dobrze sobie radzą, nie widzę powodu by odpowiadali twojemu wyobrażeniu
                > o pracowitości.


                to czemu wszyscy zrzedza ze zarabiaja mniej niz sasiadujace kraje a ceny nizsze w Niemczech itd... No ja cie prosze....
                Nie tylko mojemu wyobrazeniu. Wszyscy u mnie w pracy podobny poglad podzielaja i tak sie wlasnie kurczy dzial w Holandii bo jest w oddali a na emaile nie odpowiadaja, komorke niechetnie odbieraja w godzinach pracy...
    • aneta-skarpeta Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:13
      obsmiałam sie strasznie

      generalnie facet jest naszym polskim Monthy Pytonemwink
    • sweetsimplicity Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 11:21
      Bzdura, właśnie tego lata byłam w Holandii na wakacjach.
      Kosze, są, łazienka była baaardzo duża (dwie kabiny prysznicowe, dwie umywalki w jednej łazience, u właścicielki w mieszkaniu tak samo)- mieszkaliśmy w B&B.
      Kosze przed domami.
      Firanek brak, ale to nie ze skąpstwa.
      Oszczędni, ale bez przesady
      Pogodni i usmiechnięci.
      Pomocni.
      Życzliwi
      Na moje urodziny właścicielka B&B sprezentowała mi wino.
      Tradycyjne jedzenie - mało wyrafinowane, ale za to sporo knajp prowadzonych przez Włochów. Knajpy wypełnione Holendrami.
      O dzieci dba się bardzo - kinder menu w restauracjach, muzea dostosowane także do dzieci. Mój syn zażyczył sobie nietypową maskotkę z muzeum na Texel, której nie zdążyl kupić na miejscu. I muzeum mi ją dośle, po zapłaceniu przeze mnie, choć normalnie nie prowadzą sprzedaży wysyłkowej. Ale dziecko chce i oni to rozumieją.
      jak dla mnie super
    • sueellen Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 12:00
      Z czystej ciekowsci "przeszłam się" w googlach po amsterdmskiej dzielnicy mieszkalnej. Czysciutko, w oknach widziałam firanki i rolety antywłamaniowe:

      www.google.com/maps/@52.500639,5.07186,3a,90y,88.15h,86.48t/data=!3m4!1e1!3m2!1suZiPQrhVqK3secp09dH2RQ!2e0
      • kropkacom Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 12:02
        Chyba zasłony...
      • kosheen4 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 18:33
        byłaś w Edamie za Purmerend, a nie w Amsterdamie wink
    • priszczilla Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 12:05
      Znam jednego Holendra i jest bardzo skąpy, mamy z niego niezłą polewkę zawsze. Ale po kilkunastu latach w Polsce chyba zaczął się zmieniać, bo ostatnio nawet sam zaproponował i zapłacił za moje drinki w barze, co mu się nie zdarzało nawet w czasach, kiedy mnie podrywał.
      • pole_koniczyny Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 12:26
        Suellen, dzięki za zalinkowanie tego bloga, mój dzień na chorobowym właśnie stał się lepszy.
        Serdecznie polecam ten wpis krajski.wordpress.com/proletaryzacja-plaszcze-i-futra/

        Kurtka i każde inne wierzchnie ubranie uszyte z ortalionu czy materiałów w jakikolwiek sposób ortalionopodobnych to sygnał, że mamy do czynienia z proletariatem.

        • morgen_stern Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 12:36
          Tak, gość jest mocny, mnie się podobał ten fragment:

          Młodsze kobiety, również te, które mają koło pięćdziesiątki niezależnie od tego jak są majętne i jak majętni są ich mężowie nie nabywają futer i nie domagają się, aby je im kupiono.

          Po prostu, tak mi się wydaje, po proletariacku, żałują na futra, tak jak żałują na autentyczną biżuterię, po proletariacku źle by się w nich czuły. Po proletariacku nie odczuwają ich potrzeby.

          Chcą wyglądać jak proletariat i dobrze się czują, gdy wyglądają jak proletariat.


          Podejrzewam, że powyższe bardzo spodobałoby się edel tongue_out ja pozostaje przy moich "proletariackich" gustach. Co za nadęty bufon, swoją drogą, nie zdaje sobie sprawy, że jego wywody z sv mają niewiele wspólnego. To jakaś mieszanina przestarzałych zasad, bufonady i szowinizmu.
          Dobra jest też recenzja jego książki o perfumach, którą wyżej w wątku zamieszczono. Tu dochodzi jeszcze śmieszność, gość jest po prostu śmieszny.
          • kietka Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 12:45
            wiele, z tego, co pisze to prawda, holendrzy to narod egocentryków i indywdualistów, faktycznie firanki w oknach sa niepopularne, odzywiaja sie paciami z proszku ew z mikrofali.
            za to chetnie wychodza, siedza razem w barze...
            ups
            bar, to burdel, tzn bar to lokal z panienkami.
            nigdy nie pytajcie sie w belgii/holandii o bar.
        • crises Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:04
          To jeszcze znajdź gdzieś "Narodziny Metanoi" autorstwa tegoż pana:

          kukonfederacjibarskiej.wordpress.com/ksiazki-2/narodziny-metanoi-powiesc/
          Koleś się mocno puścił poręczy.
          • morgen_stern Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:14
            heheheheeh płaczę big_grin

            Jest ósma rano. Wszyscy w domu śpią. Nawet Rudy, nasz kundel, wielkie bydlę, jak mówi moja żona Jadwiga, skrzyżowanie dorsza z kangurem, chrapie w najlepsze.

            Żona Jadwiga, czyli skrzyżowanie dorsza z kangurem sprawia, że muszę się chować za monitorem, żeby się spokojnie wyśmiać big_grin
            • crises Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:57
              Nazwijmy rzecz po imieniu: pan prawicowiec i patriota po polsku pisze dość kulawo.
            • elle.hivernale Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 19:57
              I to:

              W tym momencie wbiegła do kuchni Jadwiga. Zatrzymała się nagle, zbladła, zaczęła przeraźliwie krzyczeć. Uderzyłem ją kilka razy w twarz otwartą dłonią. Natychmiast oprzytomniała.
              !
              skrzyżowanie dorsza z kangurem i jeszcze tresowana
              • crises Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 00:08
                Moje ulubione to:

                "Jadwiga klęczała z trudnością. Drżały jej bowiem nogi."
                • elle.hivernale Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 00:29
                  Jadwiga zdenerwowana upuściła kubek z herbatą parząc sobie dotkliwie kolana.

                  Jadwiga coś cholera ma pecha.
            • sueellen Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 10:06
              moja żona Jadwiga, skrzyżowanie dorsza z kangurem, chrapie w najlepsze.



              Piękne, absolutnie piekne
          • sumire Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:22
            15 tomów tego ma być?? o niebiosa, miejcie nas w opiece.
            • crises Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:56
              Raczej nie, to się ukazało w 2000 r. i chyba nie słychać o dalszych dokonaniach pana na tej niwie.
              • sumire Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 14:00
                uff.
                ale blogasek też fascynujący. właśnie się dowiedziałam, że tzw. poważne instytucje zabraniają kobietom noszenia spodni, albowiem spodnie obniżają ich autorytet. naukowo dowiedzione podobno, niestety dowodów nie zamieszczono we wpisie.
          • morgen_stern Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 13:22
            To też jest piękne, pora, by uronić łzę....

            No tak. Polski nie ma już od 50 lat. Tęsknię za nią bardzo, choć nawet nie mogę jej pamiętać. Znam ją z opowieści dziadka i z książek. Wciąż mówi o niej ojciec. W naszej rodzinie jest ona żywa. Żyjemy w tym euroregionie Mazowsze, euroregionie, który staje się coraz bardziej pusty i martwy, i tęsknimy za Polską.
            Młodzi najczęściej wyjeżdżają na całe lata albo i na stałe do Bajdocji (tak w naszej rodzinie nazywamy Zachód). Bajdocja, to nie tylko kraina absurdu, ale również, od już chyba kilkunastu lat, gigantyczny dom starców, bogatych, hipochondrycznych, egocentrycznych, zdziwaczałych starców, którzy za wszelką cenę pragną wciąż być dwudziestolatkami i korzystać z życia ile wlezie. Gdy idzie się ulicami Berlina, Paryża, Londynu czy Amsterdamu, ze wszystkim stron słychać sygnały karetek pogotowia. Staruszkowie mrą na ulicach jak muchy.


            Ach, znów ten Amsterdam, co za zgnilizna tongue_out
            • iwoniaw Płaczę :-D 04.04.14, 13:55
              Jak mogłaś mi to zrobić!
              Facet jest bardziej ekspansywny niż przypuszczałabym kiedykolwiek. Pozostaje mieć nadzieję, że ani żaden Holender ani przedstawiciel innej nacji nie wyrobi sobie na jego przykładzie zdania o Polakach - powiedzcie, że na pewno każdy spotyka inne przypadki Polaków - niech oni będą sobie wąsaci, w sandałach do skarpet, pijani, okradający spożywczaki, ale niech bardziej zapadną w pamięć obcokrajowcom, których ten pan spotyka, niż on właśnie!
              • bi_scotti Re: Płaczę :-D 04.04.14, 14:25
                Caly watek to jakas wielka Obrona Czestochowy/Pays Bas wink A ja przyznam, ze najwiecej zlosliwosci i krytycyzmu wobec Holendow nasluchalam sie od wielu roznych znajomych (acz nie znajacych sie wzajemnie) Francuzow. Glowny zarzut/krytyka to oczywiscie skapstwo. I dowodem na owo skapstwo bylo dokladnie wszystko wymienione w tym linked text, ale i masa innych opowiesci. Wychowana na stereotypie skapego Szkota nie moglam uwierzyc jak skapymi i nudnymi postrzegaja Holendrow (moi znajomi) Francuzi. Holendrow z Holandii znam tylko dwoje - fakt, trudno ich nazwac "rozrzutnymi" czy chocby "hojnymi" wink Znam natomiast sporo przyemigrowanych do Kanady Holendrow z roznych generacji i juz ich nie da mi sie tak jednoznacznie zaszufladkowac, oscyluja od skrajnie ... hmmm ... frugal pani domu kolo 30tki po wybitnie nieodpowiedzialnego finansowo starszego pana po 70tce. Ten ostatni moze jest taki, bo ozeniony z Quebecois tongue_out Moze ci Polonusi, znajomi autora blogu, to jacys krypto-Francuzi? big_grin
                • aquella Re: Płaczę :-D 04.04.14, 18:43
                  ciekawe kim są Niemcy którzy skrót NL na samochodzie tłumaczą jako "Nur Limonade" ?
              • kosheen4 również łzy ronię 04.04.14, 18:53
                dział "Meble i wyposażenie domu" jest urokliwy, i warto nie pomijać komentarzy wink

                pan nie lubi aneksów kuchennych: A tak na marginesie, zupełnie nie rozumiem obecnie modnych aneksów kuchennych połączonych z największym pokojem będącym w domyśle salonem. No bo jak tu sobie wyobrazić np. eleganckie przyjęcie, a za plecami warczy lodówka, a zapachy kuchenne roznoszą się po całym pokoju? Tym bardziej nie rozumiem ludzi przerabiających stare mieszkania mające zwykłą kuchnię tak by zamieniła się ona w aneks. To jest dla mnie typowy objaw proletaryzacji. A może się mylę?
                • kosheen4 errata 04.04.14, 18:54
                  to komentujący nie lubi aneksów, ale autor zgadza się z nim smile
                  • iwoniaw To jakaś obsesja 04.04.14, 22:12
                    z tą proletaryzacją big_grin Brak futer i upodobania do biżuterii z kruszców też był proletariacki.
                    Rozumiem, że pan bez aneksu aspiruje do wyższych sfer? wink
          • princess_yo_yo Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 15:22
            omg!!! gosc jest moim idolem, dawno nie czytalam tak wyrafinowanej wizji alternatywnej rzeczywistosci tongue_out
      • fajny-zuzia Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 14:12
        priszczilla napisała:

        > Znam jednego Holendra i jest bardzo skąpy, mamy z niego niezłą polewkę zawsze.
        > Ale po kilkunastu latach w Polsce chyba zaczął się zmieniać, bo ostatnio nawet
        > sam zaproponował i zapłacił za moje drinki w barze, co mu się nie zdarzało nawe
        > t w czasach, kiedy mnie podrywał.

        Możesz zdradzić w jakim rejonie Polski On mieszka?
        • priszczilla Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 14:26
          Boisz się, że to Twój mąż? wink O ile wiem jeszcze żony nie ma.
    • fragile_f Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 15:13
      Obrzydliwe, ksenofobiczne pieprzenie. Moze jakims super znawca nie jestem, ale od paru lat jezdze co roku do Amsterdamu i spotykam sie i z Holendram i z Polakami. Tylko najwyrazniej ci "moi" sa zasymilowani, a nie siedza w swoim smentym sosie i mendza jaka ta Holandia okrrropna.

      Domy w Amsterdamie sa pochyle, bo kiedys byly w nich magazyny portowe. Dlatego przy dachu kazdego z nich jest bloczek do liny. Tak transportowano towary z barek i wozow na gorne pietra domu. Zeby towary nie wybijaly okien na nizszych pietrach przy kazdym podmuchu wiatru - dom budowano przesuniety do przodu na kolejnych pietrach.

      Nie je sie zadnej kapusty z ziemniakami, tylko jarmuz i do tego dochodzi tez kielbaska i sos.
      Sami Holendrzy czesto dobrze gotuja i lubia jesc. Lubia bardzo ostre, ezgotyczne jedzenie - ale pan ekspert wie lepiej, ze tylko sola.

      Koszy na smieci jest masa.

      Mieszkalam tam co prawda "tylko" w 5 roznych mieszkaniach (rozne dzielnice, rok budowy) ale WSZYSTKIE o dziwo mialy lazienki (normalnych rozmiarow) a rury po wierzchu szly tylko w zabytkowym budynku, ktory byl PRZED remontem i mial byc zaraz przerobiony na luksusowy apartament.

      Firanek nie maja, bo "nie maja nic do ukrycia", wielkim nietaktem jest zagladanie komus w okna, co pan spec od SV z upodobaniem robil. Na uliczkiach stoi pelno kwiatow w donicach, parki sa zadbane i przepiekne. Wszedzie jest czysciutko.

      Generalnie - obrzydliwy, kłamliwy tekst, napisany przez malego, ksenofobicznego czlowieczka w oparciu o nocne rozmowy ze "stara Polonia". Rzygac mi sie chce.
      • aquella Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 18:48
        Firanek nie maja, bo "nie maja nic do ukrycia", wielkim nietaktem jest zagladanie komus w okna,

        no szkoda, że u mnie inaczej i nietakt to byłby nie mieć firanki, to byłby wręcz nachalny ekshibicjonizm
        w jednym pokoju musiałam nawet zamontować takie pancerne żarówiasto białe bogato kwiatowe, które mi pozwalają widzieć ulicę a ulicy mnie nie pozwolą, tym bardziej sąsiadom z przeciwnych dwóch bloków
    • joycelee Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 19:30
      zwyczaje i kultura społeczności ujęte z ciekawej perspektywy. Choć z moich obserwacji stwierdzam, że dzieci z reguły nie przepadają za wędlinami, w mojej rodzinie jak pamiętam wszystkie dzieci najchętniej zjadały kanapki z masłem lub czekoladą, przemycić szyneczkę i warzywka w kanapce było trudno, rodzice urozmaicając dietę musieli wspomagać się karmieniem. Być może zakorzenione kulturowo podejście do dzielenia jedzenia w opisany przez autora sposób, sprzyja dzieciom, jedzą ładnie bez histerii i nie grymaszą. Porusza moją wyobraźnie ekskluzywna potrawa z ziemniaków i kapusty gotowana na pacie, holenderską kuchnie bardziej utożsamiałam z bogactwem owoców morza, tymczasem proszę.
      • raczek47 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 21:50
        I jeszcze taki kwiatek z radosnej twórczosci pana K:
        "Oto mamy demokrację czy raczej specyficzne, by nie powiedzieć patologiczne, jej rozumienie. Z kościoła wychodzi sprzątaczka na uniwersytecie i pani rektor tej uczelni i nikt kto osobiście ich nie zna nie potrafi ich odróżnić. Obie wyglądają jak… bezrobotne sprzątaczki"

        Co za żenująca bufonada, czyż nie po to jest demokracja, coby wszyscy czuli się równi? Pana K.wybitnie razi to,że np.sprzątaczka, gdyby miała ochotę mogłaby sobie pójść do fryzjera w hotelu Bristol czy na kawkę do Sheratona.Może kupować sobie ciuchy w tym samym sklepie co pani rektor, albo nawet, o zgrozo ośmielić się mieć lepszy gust i wyglądać korzystniej.Patologia, panie dzieju.Czemu nie ma osobnych sklepów z napisem: "nur fur eliten", do których proletariackie sprzątaczki nie miałyby wstępu?Zdaje się,że ów pan baaardzo o tym marzy.
        • saraanna Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 22:29
          Mieszkam w Holandii ponad 20 lat i mysle,ze pan przez te 4 dni za duzo marychy sie najaral smile
    • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 23:21
      opowiedzieli mu to Polacu jacy zapewne nie znaja nic poza Holandia.

      W wiekszosci krajow poludniowych i na polnocy tych z lagodniejszym klimatem w tym i Francji UK czy Irlandii rury sa na zewnatrz i nie jest to wynikiem zadnego pragmatyzmu tylko tego ze latwiej je reperowac bo sa dostepne. W Polsce czy w Skandynawii klimat zimniejszy i popekalyby.

      Waskie klatki schodowe sa tez w UK a najbardziej waskie chyba sa we Francji. Zaden pragmatyzm ani oszczednosc, po prostu cena m kw jest duza i tak buduja od setek lat. Na szczescie regulacje budowlane sie nie co teraz zmienily i juz nie mozna budowac tak waskich schodow. Starych jednak sie nie burzy.
      Tak troche to hobby ogladania cudzych mieszkan przez okno jest smieszne. Nie spotykane w innych krajach.
      • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 23:22
        w Holandii bywam ostatnio czesto z powodow zawodowych. Denerwuje mnie tam jedynie to ze w hotelach czesto jest w kazdym pokoju Biblia. Uwazam to za nietakt w miedzynarodowym hotelu swiatowej klasy jaka przyjmuje obcokrajowcow
        • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 23:44
          princesswhitewolf napisała:

          > w Holandii bywam ostatnio czesto z powodow zawodowych. Denerwuje mnie tam jedyn
          > ie to ze w hotelach czesto jest w kazdym pokoju Biblia. Uwazam to za nietakt w
          > miedzynarodowym hotelu swiatowej klasy jaka przyjmuje obcokrajowcow

          A mnie przeszkadzają w hotelach saszetki z płynem do mycia i szamponem, bo to zwykle badziewne kosmetyki i mnie uczulają. Nie mam jednak obowiązku korzystać. Podobnie jest z biblią w Holandii. Jest, ale nie musisz przecież wieczorami czytać. Możesz włączyć program TV z pornolem, pojść do knajpy na piwo i popodrywać facetów, albo potańczyć luzacko bez podrywu w klubie homo i na koniec zakurzyć marychę w coffeeshopie. Nikt nawet nie będzie nawet krzywo patrzył, że jesteś sama. I na pewno nie trafisz na piketę przeciwników aborcji z obrazującymi problem plakatami. wink
          • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 19:01
            Jest, ale nie musisz przecież wieczorami czytać.

            to niech serwuja jeszcze Koran i Sutry Buddy a nie jakas koniecznosc ogladania Biblii na biurku w pokoju rzekomo miedzynarodowej sieci Bilderberg. Moze moga trzymac to w recepcji w hotelu ale w pokojach? sorry to bardzo ciasne myslenie nie zakladajace ze moze to razic uczucia inno wiercow albo ateistow. No ale coz... w Polsce krzyz niektorzy wsadzaja.

            Uwazam wsadzanie jakiejkolwiek ksiazki religijnej do pokoju za NIETAKT obojetnie czy sa to ulotki Jehowych czy Biblia .
            • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 19:01
              P.S. ja nie place za hotel aby ktos mi jakies religijne ksiazki przynosil do pokoju fuj!
            • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 01:16
              princesswhitewolf napisała:

              > to niech serwuja jeszcze Koran i Sutry Buddy a nie jakas koniecznosc ogladania
              > Biblii na biurku w pokoju rzekomo miedzynarodowej sieci Bilderberg. Moze moga t
              > rzymac to w recepcji w hotelu ale w pokojach? sorry to bardzo ciasne myslenie n
              > ie zakladajace ze moze to razic uczucia inno wiercow albo ateistow. No ale coz.
              > .. w Polsce krzyz niektorzy wsadzaja.

              48% obywateli Holandii oficjalnie neguje jakąkolwiek przynależność religijną, są to więc ateiści. Dziwne więc, że tej połowie społeczeństwa bilblie w hotelach jakoś nie przeszkadzają, ale turystka z traumą katolickiego wychowania czuje się pod ewangelicką presją. Wyluzuj, możliwe, że jednak za dużo pracujesz i wszędzie widzisz już zadania do wykonania.
              • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 23:48
                le turystka z traumą katolickiego wychowania czuje s
                > ię pod ewangelicką presją.


                snakelilith zyjesz i myslisz stereotypami. Nie oceniaj ludzi po swoich znajomych

                1. nie zostalam wychowana z trauma katolicka. Moi rodzice byli ateistami. Nie bylam bierzowana nie mam swiadectwa z religii. Z Polski wyjechalam 20 lat temu
                2. nie bylam w Holandii jako turystka tylko zawodowo.
                3. Bylam z kolezanka z pracy Japonka jaka rowniez uznala ta biblie w kazdym pokoju hotelu za nietaktowne

                Wyluzuj, możliwe, że jednak za dużo pracujesz i wsz
                > ędzie widzisz już zadania do wykonania.


                Sorry ale glupoty gadasz i udajesz jasnowidzke a kula w plot strzelasz w kazdym zdaniu bo myslisz schematycznie o kazdym czlowieku oceniajac go wg swojej miary i doswiadczen
                • landora Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:18
                  Ale Gideon Bible mozna znaleźć w hotelach na całym świecie, nie tylko w Holandii. Także w UK.
                • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:28
                  princesswhitewolf napisała:

                  > snakelilith zyjesz i myslisz stereotypami. Nie oceniaj ludzi po swoich znajomy
                  > ch
                  >
                  > 1. nie zostalam wychowana z trauma katolicka. Moi rodzice byli ateistami. Nie b
                  > ylam bierzowana nie mam swiadectwa z religii. Z Polski wyjechalam 20 lat temu
                  > 2. nie bylam w Holandii jako turystka tylko zawodowo.
                  > 3. Bylam z kolezanka z pracy Japonka jaka rowniez uznala ta biblie w kazdym pok
                  > oju hotelu za nietaktowne


                  Założyłam katolicką traumę, bo wszyscy znani mi ateiści, wychowani w mniej lub ateistycznym domu i w kraju, gdzie religia jest prywatną przyjemnością, mają zupełnie neutralny stosunek do religii. Nigdy wojujący. Zwykle obojętny. Bo co niby ta religia im zrobiła że jest taka fuj? Nie czują się też zagrożeni oznakami religii, jeżeli nie wpycha się im ona do życia. A biblia w szufladzie się nie wpycha. Posłowie w sejmie ustalający prawo pod presją którejś z religii, jak ma to miejsce w Polsce na przykład, to wpychanie się w życie ateisty. Jako ateistka w świeckim państwie nie muszę jednak żądać usunięcia religii ze wspólnej przestrzeni, bo jest ona dla mnie wtedy tylko opcją, prawem zagwaranatowanym nawet w konstytucji liberalnego kraju. Nie przeszkadzają mi więc kościoły, krzyże i biblia w hotelu, tak jak nie przeszkadzają mi kina porno, homoseksualne małżeństwa, możliwość aborcjii na życzenie, coffee shopy i wibrator w formie penisa w hotelowej szufladzie. Z niczego (co mam do wyboru) nie muszę bowiem korzystać, kiedy nie chcę, nie potrzebuję, albo sumienie mi nie pozwala. Nikt mnie do niczego nie przymusza, ale też w niczym nie ogranicza. Komuś może się ta biblia w hotelu przyda, bo nie ma gorszych (wierzących) i lepszych (niewierzących) obywateli. Przypominam, 48 % Holendrów to ateiści, ale 44 % przynależy jednak do któregoś kościoła chrześcijańskiego i ma do tego prawo.
                  I trzeba już naprawdę chcieć się czegoś przyczepić, by akurat Holandii, jednemu z najliberalniejszych krajów na świecie, zarzucić chęć religijnej indotkrynacji. To gdzie ty do tej pory żyłaś, że religia w Holandii tak cię razi? O Holandii masz mniej pojęcia niż turystka, która przynajmniej wyściubiała nosa poza hotel.


                  > Sorry ale glupoty gadasz i udajesz jasnowidzke a kula w plot strzelasz w kazdym
                  > zdaniu bo myslisz schematycznie o kazdym czlowieku oceniajac go wg swojej miar
                  > y i doswiadczen

                  Ty do tej pory podpierałaś się tylko swoimi mocno ograniczonymi doświadczeniami i chcesz mnie pouczać? Bawisz mnie swoim brakiem argumentów i niewiedzą.
                  • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:34
                    Nigdy wojujący. Zwykle obojętny

                    No to sie mylisz i nie znasz ateistow. Wiekszosc ateistow ma negatywny stosunek do religii i uwaza je za szkodliwy kulturowo anachronizm jaki np w Europie zatrzymal rozwoj nauki na 1000 lat sredniowiecza.

                    Gdybys zastanowila sie przez minute nie napisalabys takowej glupoty: A TEIZM jak sama nazwa wskazuje oznacza anttagoinstyczny stosunek do boga i religii.

                    Mylisz postawe ateistow z angostykami. Pedz do Wikipedii po roznice i sie doucz kobieto.

                    Nie przeszkadzają mi więc kościoły, krzyże i
                    > biblia w hotelu,


                    A mi owszem przeszkadza mi to w publicznych miejscach. Krzyze niech sobie beda w kosciolach i miejscach gdzie tego typu ludzie chodza a Biblii w miedzynarodowym hotelu dziekuje.

                    > Ty do tej pory podpierałaś się tylko swoimi mocno ograniczonymi doświadczeniami
                    > i chcesz mnie pouczać? Bawisz mnie swoim brakiem argumentów i niewiedzą.


                    eufemizm za jakim niewiele sie kryje. Raczej to ty wykazujesz sie niewiedza na kazdym kroku w tym watku chocby o tym jak dziala skrzynka emailowa w wiekszych firmach.
                    • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:45
                      princesswhitewolf napisała:

                      > No to sie mylisz i nie znasz ateistow. Wiekszosc ateistow ma negatywny stosunek
                      > do religii i uwaza je za szkodliwy kulturowo anachronizm jaki np w Europie zat
                      > rzymal rozwoj nauki na 1000 lat sredniowiecza.
                      >

                      Stuknij się w łeb. Sama jestem ateistką i mam głęboko, w co wierzą inni. A wiesz dlaczego? Bo tam gdzie żyję, nikt na tych religijnych regułach nie każe mi się orientować. Może i jesteś już tyle lat poza granicami Polski, ale tolerancja, to ciągle pojęcie obce dla ciebie.

                      > eufemizm za jakim niewiele sie kryje. Raczej to ty wykazujesz sie niewiedza na
                      > kazdym kroku w tym watku chocby o tym jak dziala skrzynka emailowa w wiekszych
                      > firmach.

                      Cały świat nie składa się jednak z korporacji. I nie tylko w Holandii ignoruje się często maile, robi się tak też w moim kraju, gospodarka jakoś przez to nie pada. Widocznie to nie o tego zależy. Jak zajmujesz się jednak tylko korespondencją, to może wydawać ci się inaczej.
                      • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:54
                        oże i jesteś już tyle lat poza granicami Polski, ale tolerancja,
                        > to ciągle pojęcie obce dla ciebie.


                        Miejsce urodzenia nie ma znaczenia tu.Moj maz sie nawet nie urodzil w Polsce ani nie ma obywatelstwa Polskiego i podobna ma alergie na religie. Cudza religia mi nie przeszkadza o ile sie mi jej nie podtyka te anachronizmy pod nos....w hotelu ( ble...) W zyciu bym nie wpadla na pomysl by swoje przekonania komus w hotelu serwowac na stoliku nocnym jako swieta prawde. Chyba, ze bylby to lancuch hoteli dla chrzescijan bo inaczej ... nie wyobrazam sobie.

                        I nie tylko w Holandii ignoruje
                        > się często maile, robi się tak też w moim kraju, gospodarka jakoś przez to nie
                        > pada.


                        Nie zauwazylam. Pracuje z dziesiatkami krajow. Wprowadzam nowe produkty na rynek praktycznie wszedzie w swiecie. Kraje 3ciego swiata moze sa zbijane w 1 bryle jako regiony. Poza tym jest to wiele krajow. Wszedzie prawie ludzie odpowiadaja na emaile predzej czy pozniej. Ci co tego nie czynia dlugo miejsca nie zagrzewaja
                  • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:37
                    To gdzie ty do tej pory żyłaś, że religia w Holandii tak cię razi?

                    W Szwecji rok potem W Kalifornii w USA przez wiele lat i jeszcze dluzej wi UK. Mdli mnie natarczywosc religijna od gazetek Jehowych do Biblii w hotelu. Kraj nie ma znaczenia ani religia. Uwazam ze religia to sprawy jakie sie traktuje jako rzecz prywatna a nie w nos drugiej osobie


                    O Holandii masz mniej pojęcia niż turystka, która przynajmniej wyściubiała nosa poza hotel.

                    Holandie zwiedzalam 20 lat temu w mlodosci.
                    • snakelilith Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:50
                      princesswhitewolf napisała:

                      > Mdli mnie natarczywosc religijna od gazetek Jehowych do Biblii w hotelu. Kraj n
                      > ie ma znaczenia ani religia. Uwazam ze religia to sprawy jakie sie traktuje jak
                      > o rzecz prywatna a nie w nos drugiej osobie

                      To masz osobisty problem, ale nie przerzucaj go na innych. Mnie tych wyznawców Jehowy tylko żal, ale na siłę się ludzi nie uszczęśliwia. Biblia nie razi mnie więcej niż Playboy, BravoGirl, czy miesięcznik dla wielbicieli kotów.
                      • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 00:56
                        W zadnym hotelu w jakim bylam nie bylo Playboya na stoliku nocnym. Biblia zas tak.
                        Gdyby zostawili tylko Playboya magazyn na stoliku nocnym w centralnym punkcie tez bym zwrocila im uwage w ksiedze gosci ze to nietakt.
        • mdro Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 20:26
          Ale to przecież nie jest holenderski zwyczaj, tylko działalność amerykańskiego stowarzyszenia Gedeonitów - nie wiesz? Wydawałoby się, że to dość powszechna wiedza, zwłaszcza dla osoby bywałej w świecie. W innych krajach, także w Polsce w hotelach też ich wydania Biblii bywają (i nie, nie jest to narzucane przez kK, bo to protestanckie przekłady są wink).
      • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 04.04.14, 23:32
        jedna rzecz mnie tylko razi w Holandii. Tamtejsze GESTAPO poloznych zmuszajacych kobiety do karmienia piersia itp ultranaturalistyczne na sile podejscie do kwestii rodzenia. Dzieki bogu mieszkam w UK
        • sueellen Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 01:09
          Tamtejsze GESTAPO poloznych zmuszajacyc
          > h kobiety do karmienia piersia

          Możesz rozwinąć? Zakładając że rodzące nie spędzają zbyt duzo czasu w ośrodkach medycznych, jak się zmusza do karmienia piersią? Do domu wpadaję i rekwirują mm z szafek?
          • duzeq Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 16:57
            W Holandii istnieje cos takiego jak kraamzorg czyli opieka po porodzie w zaciszu domowym. Nie wiem jak teraz, kiedys to bylo 10-14 dni.
            Przychodzi wtedy jakas kobieta, pomaga przy dziecku, wyjasnia co z maluchem robic, jak przewijac, jak kapac, jak przystawiac do cycka. Ja nie nazwalabym tego jednak gestapem. Ot, proby wycisniecia czegos ( w moim przypadku) + instrukcje jak karmic butelka. Po 10 dniach przyszla specjalistka laktacyjna, opowiedzialam jak wygladaly proby karmienia, ona machnela reka i powiedziala:karm dalej butelka i olej.
            Owszem, jest nacisk na karmienie cyckiem, dokladnie tak samo jak porody domowe (chociaz wyluzowali ostatnimi laty). Ale gestapo to stanowczo za duzo powiedziane.
            • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 19:05
              kraamzorg czyli opieka po porodzie w zacisz
              > u domowym. Nie wiem jak teraz, kiedys to bylo 10-14 dni.


              w UK tez

              ona machnela reka i powiedziala:karm dalej bu
              > telka i olej.


              trafilas na rozumna zatem

              > Owszem, jest nacisk na karmienie cyckiem, dokladnie tak samo jak porody domowe
              > (chociaz wyluzowali ostatnimi laty). Ale gestapo to stanowczo za duzo powiedzia
              > ne.


              termin gestapo uzywaja moje kolezanki z pracy Holenderki . Czasami tez uzywaja rzeczownika MAFIA. Opowiadaja horrory o tym jak u kazdej "za pozno bylo" na zewnatrzoponowe znieczulenie przy porodzie itd. Faktem jest ze rodzily one z 10-12 lat temu wiec moze sie zmienilo
              • duzeq Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 09:20
                Ja jestem ostatnia osoba, ktora by chwalila system okoloporodowy w tym kraju (a to dzieki wlasnemu doswiadczeniu). Nacisk na to, zeby rodzic w domu jest nadal duzy, chociaz, jak juz pisalam, zelzal. Ale horroru laktacyjnego nie zauwazylam (wsrod moich znajomych nie bylo ani jednego przypadku "gestapo").
                Natomiast gestapo czy mafia to moze faktycznie jakies wspomnienia paru Holenderek sprzed kilkunastu lat kiedy zzo nie bylo dostepne na gwizdniecie, bo przeciez czesto nie bylo anestezjologa pod reka. Dopiero pare lat temu wprowadzono zmiany i teraz przynajmniej jeden anestezjolog musi byc rowniez w nocy i w czasie weekendow w kazdym szpitalu. Teoria teoria, praktyka w moim przypadku wygladala tak, ze musialam w ostatniej chwili zmienic szpital z takiego bardziej "profamilijnego" na rzecz uniwersyteckiego, bo moje dziecie postanowilo wyjsc na swiat w sobote w nocy i zachodzilo duze prawdopobienstwo, ze w profamilijnym na anestezjologa sie nie doczekam...
                Ale pozmienialo sie. Coraz mniej Holenderek rodzi w domach, coraz wiecej zada zzo, nie zauwazylam gestapo laktacyjnego. Tyle ze za porod w szpitalu trzeba zaplacic.
              • sueellen Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 10:20
                to co napisałas przeczy temu co pisza kobiety z Holandii:

                forum.gazeta.pl/forum/w,24320,59795960,59795960,Karmienie_piersia_w_Holandii_.html
    • kamunyak Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 01:34
      mój brat przeszło 20 lat był żonaty z holenderką i, przyznam, że w tekście troche prawdy jest. Rodzina brata do najbiedniejszych nie należała, żona nie tylko van ma przed nazwiskiem, ale także den, o ile ma to jakieś znaczenie, bo dla mnie żadnego. Żona dyrektor w dużej, międzynarodowej firmie. Brat trochę gorzej, wiadomo, wykształcenie polskie, komunistyczne jeszcze. W sumie (razem) raczej wysoko.
      Domy, rzeczywiście, raczej skromne jak na zasobność rodziny. Kupilismy domy (tzn ja mieszkanie w Polsce) w tym samym czasie mniej więcej. U nas remont, wszystko nówka, kafelki duperelki. U nich, patrzę - wyposażenie skromne, wygląda jakby nie wymieniali po poprzednich właścicielach. Kuchnia taka sobie, lata 80-te, zmywarka, lodówka też. Generalnie - wyposażenie nie powalało, sam brat zresztą stwierdził, że mam ładniejsze łazienki niż oni. Łazienki...oczywiście, tradycyjnie bez wanny, wanna "tylko dla bogaczy". U mnie w jednej łazience wanna, w drugiej prysznic. U nich tylko prysznic a łazienkowe meble, jak z naszego marketu. Rury na wierzchu, fakt. Żaden estetyczny szał. A samo WC to, rzczywiście, ociupinka, miejsca tyle, żeby stanąć.
      W poprzednim mieszkaniu brata (wynajmowanym) prysznic był wygrodzony wyłącznie zasłonami prysznicowymi, po ich zsunięciu to było zwykłe WC, jak nasze tylko większe.
      Schody, faktycznie, wąziutkie i strome (mniej miejsca zajmują). Na początku to wchodziłam trzymając się poręczy, bałam się, że się zwalę. Potem przyzwyczaiłam się. No ale 80-letniego staruszka, i to np. o kuli, to sobie nie wyobrażam na tych schodach.
      Same domy jak z papieru, strach sie oprzeć o ścianę. Żadna cegła, piwnice, nic z tych rzeczy. Raczej karton. Tam osiedle domków (szeregowce) buduje sie w pół roku. Technologia adekwatna.
      Ogródki. Czyli zagrodzone 3 metrowymi (wysokość) płotami, ohydnymi dechami, wąskie płachetka. Zupełnie jak u nas przy domkach szeregowych, tylko, że u nas tych koszmarnych płotów nie ma. Rozumiem - zeby sąsiedzi nie widzieli, co dzieje się obok. I tu ciekawostka - wystarczy spojrzeć z piętra swojego domu żeby widziec dokladnie co się dzieje u sasiadów. Dokładnie, ze szczegółami, więc po co te płoty? jedynie u mojego brata ten plot był osłonięty pnączami, a w ogródku drzewka, krzewy i oczko wodne. Ładnie, estetycznie. Pozostałe ogródki to albo same płytki, albo rozgardiasz (czyt. bałagan). Podkreśle raz jeszcze, dzielnica z tych lepszych w mieście.
      Sypialnie, różnie. Brata i bratowej duża ale te przeznaczone dla dzieci tak na oko z 6 m2.
      Generalnie dom sprawiał wrażenie, faktycznie, oszczędnego i bez rozmachu, właściwego nam, Polakom. Kiedy my kupujemy mieszkanie/dom to staramy sie wszystko wewnątrz zrobić na tip top, nawet kosztem kredytu, bo wiadomo, że to już na lata. U nich jest inaczej, bez wątpienia.
      Co do jedzenia to nie wiem, bo brat sam gotował. Gotowac zaczął w Holandii, w Polsce do kuchni nawet nie wchodził. Tam nauczyl się, najwyraźniej kuchnia holenderska nie smakowała mu. Ja i bratowa, mogłyśmy co najwyzej obrać ziemniaki do obiadu, lub posprzątać po nim. Na więcej brat żonie holenderce nie pozwalał. A chleb jest ohydny!
      Kiedyś bylismy w gościnie u holenderskich znajomych. Podano kawę a na stole słodkie przekąski, czyli cukierki typu MM. Kawę zabrano mi sprzed nosa po jakichs 15- 30 minutach i już nie oddano. W filizance została jakaś polowa zawartości. W Polsce nie do pomyślenia, przynajmniej bez zapytania.
      Generalnie, ludzie są bardzo mili, bardzo życzliwi, uśmiechnięci, chętni do pomocy. Ale raczej tak na ulicy, w sklepie, w sprawach nie dotyczących ich osobiscie. Bo w tych wlaśnie sprawach to raczej oschli i egoistyczni bardziej, moze wg nich raczej racjonalni? dość przypomnieć eutanazję. Wcale się jakoś nie dziwię, że to właśnie u nich funkcjonuje.
      Z sąsiadami, faktycznie, stosunki raczej luźne. Tak, dostalismy kartkę przez drzwi, z kondolencjami. A bratowa, po 20 kilku latach małżeństwa, powiedziała bratu, że odchodzi do kobiety. I tyle zostało z małżeństwa. Nawet nie pomyślała przez chwile, co brat może czuć, że zabrała mu 20 kilka lat życia, że jakieś zobowiązania, nic.
      i wiecie co? gdybym tylko miała taką możliwość to w jednej chwili tam wlaśnie przeniosłabym się. Dzis, jutro, natychmiast. Moze dlatego, że jestem już w tym wieku, kiedy cenię sobie spokój, ciszę i niewtrącanie się. Poza tym urokliwe miasteczka i dobre jedzenie, w sensie produktów. A to wlaśnie oferuje Holandia.
      Dziś więcej mi nie trzeba.
      • duzeq Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 09:54
        > mój brat przeszło 20 lat był żonaty z holenderką i, przyznam, że w tekście troc
        > he prawdy jest. Rodzina brata do najbiedniejszych nie należała, żona nie tylko
        > van ma przed nazwiskiem, ale także den, o ile ma to jakieś znaczenie, bo dla mn
        > ie żadnego.

        Hahahaha. Nieodmiennie mnie bawi to myslenie, ze van cokolwiek znaczy. Wiekszosc tutaj ma van, poszukaj sobie w internecie dlaczego.

        Łazienki...oczywiście, tradycyj
        > nie bez wanny, wanna "tylko dla bogaczy".

        NIe lubia wanien, prysznic jes szybszy i bardziej praktyczny. Nie ma nic wspolnego ze skapstwem.

        Same domy jak z papieru, strach sie oprzeć o ścianę. Żadna cegła, piwnice, nic
        > z tych rzeczy. Raczej karton.

        Wypowiadasz sie na przykladzie jednego domu brata? Moj ma cegly i piwnice, co teraz?

        Pozostałe ogródki to albo same
        > płytki, albo rozgardiasz (czyt. bałagan). Podkreśle raz jeszcze, dzielnica z t
        > ych lepszych w mieście.

        Podaj miasto i dzielnice. Zobaczymy w googlach jak to wyglada naprawde.

        Kiedyś bylismy w gościnie u holenderskich znajomych. Podano kawę a na stole sło
        > dkie przekąski, czyli cukierki typu MM. Kawę zabrano mi sprzed nosa po jakichs
        > 15- 30 minutach i już nie oddano. W filizance została jakaś polowa zawartości.

        Po 30 minutach kawa jest zimna. Wiekszosc Holendrow zaklada, ze zimnej kawy juz pic nie chcesz, a sama tez nie spotkalam sie z przypadkiem, zeby ktos mi sprzed nosa sprzatal bez pytania. Czyli mialas pecha.
        • kamunyak Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 01:05
          > Hahahaha. Nieodmiennie mnie bawi to myslenie, ze van cokolwiek znaczy

          jakieś kompleksy leczymy?
          Napisalam tak w odniesieniu do któregos z poprzednich postów, o tymze wlaśnie.
          Napisałam też, że wisi mi to. Pewnie dlatego, że w Polsce mieszkam i przed nazwiskiem mam imię. Jedno.


          > NIe lubia wanien, prysznic jes szybszy i bardziej praktyczny. Nie ma nic wspoln
          > ego ze skapstwem.

          ma. Nie ze skąpstwem, raczej z oszczędnoscią, prostotą życia, która jest tam czymś normalnym.
          Mając prysznic mozna miec też wannę i nic nie przeszkadza w delektowaniu się zarówno kąpielą, jak i szybkim prysznicem. Ja tak mam.

          > Wypowiadasz sie na przykladzie jednego domu brata? Moj ma cegly i piwnice, co t
          > eraz?
          Nie. wypowiadam sie na podstawie róznych domów, w których bywałam przez lata pobytu brata tam (dokladnie prawie 30 lat) , oraz rozmów z " tubylcami".
          Nawiązując do wątku obok, brat nie przynależał do żadnej polonii i generalnie unikał kontaktu z Polakami, którzy ten kontakt nawiązywali tylko w jednym celu. Obracał się wśród Holendów.

          > Podaj miasto i dzielnice.
          Enschede. Adresu raczej nie podam, no, wybacz.

          > Po 30 minutach kawa jest zimna.
          Niektórzy lubią zimną kawę a grzecznością jest chocby spytac czy mozna zabrac sprzed nosa pełną filizankę/talerz czy cokolwiek. Wisi mi co mysli większośc Holendrów na temat mojej kawy, albowiem to ja ją piję, nie oni.
          • cherry.coke Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 01:37
            Kurde no nie moge wyobrazic sobie domu osob dobrze sytuowanych takiego jak opisalas. Najmniej zarabiajacy znani mi Holendrzy mieszkaja w znacznie lepszych warunkach - doktoranci, szeregowa praca biurowa, ten typ. Cos tu nie gra...
          • julchen33 Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 08:11
            alez jej chodzi o to, ze w "van" nie oznacza przynaleznosci do arystokracji, jest to zwykla czesc nazwiska u Holendrow. Niestety wiele osob myli to z z niemieckim "von" w nazwiskach, co znowu jak najbardziej oznacza arystokracje.
          • duzeq Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 23.04.14, 20:05
            > jakieś kompleksy leczymy?

            Nie mam co leczyc, sama jestem van. Stad moje wieczne rozbawienie, bo to tutaj nic nie znaczy.

            > Napisalam tak w odniesieniu do któregos z poprzednich postów, o tymze wlaśnie.
            > Napisałam też, że wisi mi to.

            Gdyby ci to wisialo, to o "van" szwagierki bys sie nawet nie zajeknela.

            Nie. wypowiadam sie na podstawie róznych domów, w których bywałam przez lata po
            > bytu brata tam (dokladnie prawie 30 lat) , oraz rozmów z " tubylcami".

            Ale ty mowisz o Enschede. Nie utozsamiaj niegdys przemyslowego miasta z domami budowanymi na szybko dla tysiecy sciagnietych w latach 70-tych z Marokanczykow z ogolnie pojeta Holandia. To tak, jakby ktos polskie budownictwo opisywal, znajac tylko krakowska Nowa Hute czy lodzkie Baluty.
      • landora Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 06.04.14, 15:01
        > Ogródki. Czyli zagrodzone 3 metrowymi (wysokość) płotami, ohydnymi dechami, wąskie
        > płachetka. Zupełnie jak u nas przy domkach szeregowych, tylko, że u nas tych koszmarnych
        > płotów nie ma. Rozumiem - zeby sąsiedzi nie widzieli, co dzieje się obok

        Akurat Polska jest chyba najbardziej "ogrodzonym" krajem Europy, każdy dom ogrodzony ze wszystkich stron, często płoty betonowe i wysokie jak w więzieniu. Ble.
        Mam rodzinę i znajomych w Holandii - ich ogródki są zadbane i śliczne, dużo ładniejsze od najpopularniejszego u nas formatu pt. "kwadrat trawnika + tuje 'Smaragd' wokoło".
      • saraanna Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 09:08
        kamunyak -Holendrzy to nie Polacy.To,ze w Polsce obowiazuje zasada na bogato,to nie znaczy ,ze w Holandii jest tak samo.Dla wiekszosci Holendrow ,wystroj domu nie ma znaczenia,mieszkanie jest to mieszkania,jak powiedziala znajoma Holenderka,wiec powinno byc funkcjonalne.Dla Holendrow wypasiony wystroj ,to strata kasy,wola ta kase przeznaczyc na roznego rodzaju wyjazdy i poznawanie swiata.Przecientny Holender pare razy w roku wybywa gdzies w swiat,a i w weekend rzadko siedzi w domu.Poza tym budownictwo szeregowe jest tu wymogiem,maly kraj ,duzo ludzi a podloze piaszczyste.Ze wzgledu na depresje w wiekszosci regionow nie mozna budowac wiezowcow,tylko niska zabudowe,to samo dotyczy piwnic,nie ma mozliwosci ,bo 2 metry pod spodem jest woda.Dlatego domy musza byc lekkie,bo inaczej podloze ich nie utrzyma.Jak sie buduje nowe osiedle,to osuszanie podloza trwa okolo roku,a postawienie domow 2 miesiace.Nie ma to nic wspolnego z oszczednoscia tylko z mozliwosciami budownictwa.
        Pamietam jak opieprzalam moja mame ,ze tyle kasy laduje w remont i wyposazenie domu,zamiast gdzies pojechac i cos zobaczyc.Ot polska mentalnosc.Holendrzy sa inni i zamiast ladowac kase w mieszkanie,wola gdzies pojechac.
        • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 10:40
          Dla Holendrow wypasiony wystroj ,to strata kasy,

          No ale to by przeczylo ich ulubionej formie spedzania czasu na spacerze czyli chodzeniu I zagladaniu na wystroj mieszkania. Zapytalam sie mojej kolezance Holenderce dlaczego w Holandii maja wieksze okna niz gdzie indziej I nie uzywaja ani zaslon ani firanek, na co ona odpowiedziala mi wlasnie ze z powodu jaki opisalam w poprzednim zdaniu

          Pamietam jak opieprzalam moja mame ,ze tyle kasy laduje w remont i wyposazenie domu,zamiast gdzies pojechac i cos zobaczyc.Ot polska mentalnosc.Holendrzy sa inni i zamiast ladowac kase w mieszkanie,wola gdzies pojechac.
          No nie wiem czy polska… Zwaz, ze holenderskie domy to nie sa jakies niewyremontowane rudery tylko calkiem nowoczesne domy. Jednak remontowac musza I samochody wymieniac bo inaczej by ulice tak dobrze I te domu nie wygladaly. Jesli juz to moze Francuzi maja wiekszy zwis na remonty itd.
          • saraanna Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 07.04.14, 12:09
            Holendrzy spacerujacy i zagladajacy w okna ,chyba zartujesz smile Holendrzy,jezeli spaceruja to poza miastem ,a najchetniej gdzies w parkach,nad woda czy nad morzem.Poza tym wiekszosc spaceru to siedzenie gdzies w kawiarni ,popijanie kawy i gadanie smile Wycieczki rowerowe jak najbardziej i oczywiscie wszechobecne lodki.Jezeli ktos spaceruje pomiedzy domami ,to co najwyzej wlasciciele psow i tylko na krotki spacer na wysikanie,bo psy maja specjalne tereny do wybiegania.

            Ja nie pisze o normalnych remontach,bo domy holenderskie sa zadbane,ale o wystroju na bogato-marmury,wloskie kafelki i takie tam.
            A co do mojej mamy ,to jak co 5 lat zmieniala kafelki w lazience na ladniejsze,to dla mnie to byla przesada smile
            • princesswhitewolf Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 08.04.14, 10:49
              Holendrzy spacerujacy i zagladajacy w okna ,chyba zartujesz

              Nie. Powaznie tak mi odpowiedziala kolezanka Holenderka. Jade za 2 tyg i w ramach niezobowiazujacej pogawedki znowu podpytam tu I tam o te wielkie okna. Zobaczymy co inni powiedza.
              A co do mojej mamy ,to jak co 5 lat zmieniala kafelki w lazience na ladniejsze,to dla mnie to byla przesada

              Co 5 lat to jest przesada wg standardu kazdego kraju. No chyba, ze masz bardzo bogata mame jaka naprawde moze I podrozowac non stop I wymieniac kafelki.
    • hugu Re: Matki "holenderki" - prawda li to... 05.04.14, 07:33
      O, czego to się człowiek nie dowie w sobotni poranek! Otóż widzę, że jestem "ukrytą opcją holenderską"! smile

      Wąskie schody? Jak najbardziej! O wiele szybciej się sprząta ten fragment domu, gdy ma mniejsza powierzchnię. A po co ma mieć większą? Żeby chodzić tam rzędami, tańcząc poloneza?... Żeby grubas czuł się komfortowo?... Phi! Nie jestem ani tęga, ani pracowita, więc chętnie eliminuję wszystko, co wymusza tzw. "krzątactwo". Rozległe schody - do odstrzału!

      "Eintopfy"? Wyjadanie prosto z garnka?... Toż to moja stała praktyka z okresu studiów! Po co niszczyć nadobne dłonie detergentami, szorując z okazji posiłku trzy garnki i zestaw talerzy, gdy można tylko jeden garnek oraz łyżkę?... Teraz, gdy popadłam w stan rodzinny, zawiesiłam dawne praktyki z powodu mniejszościowego w naszej rodzinie upodobania do holenderskiego stylu, ale obiecuję sobie, że gdy będę starą, wyzwoloną z jarzm poprawności macierzyńskiej kobietą, będę znów chrzanić zmywarki, garnki, stosy talerzy i rozważania "jaka dzisiaj surówka i czy do sosu lepsze "kolanka" czy "wstążki"". Będę się zajmować wyłącznie interesującymi mnie sprawami, a jedzenia i gotowania do takich nie zaliczam!

      Brak firan? Przy moich alergiach to oczywistość! I odpada pielęgnacja kurzołapów. A że ktoś łypnie okiem? Niech się wstydzi ten, kto widzi! Mam w nosie cudzą moralność, bardziej cenię moje zdrowie i wygodę!

      Jednym słowem: odchowuję dzieci - i fru do Holandii! smile
      Bo to wolny kraj! smile

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka