chipsi
10.04.14, 09:05
Moja 80-letnia babcia złamała sobie prawą rękę w nadgarstku. Z przemieszczeniem. Tata zadzwonił na pogotowie, kazali jechać do przychodni. W przychodni zrobiono prześwietlenie i bez usztywnienia wysłano ze skierowaniem do szpitala na ortopedię. Tam stwierdzono że ortopeda w tym mieście nie funkcjonuje i odesłano. Tak więc bez zaopatrzenia ręki babcia pojechała do szpitala w innym mieście. Tam odesłano ją na pogotowie, gdzie posiedziała kolejne kilka godzin, po czym wysłuchała pretensji o to, że przyjechała z innego miasta. Po wyjaśnieniach że tam jej nie przyjęli z braku lekarzy, usłyszała że to nie prawda, ortopedów jest tam aż 3-ch (?!). No ale dobrze, poskładali rękę, założyli gips. Za 3 dni okazało się że kości się znowu rozeszły i konieczna operacja - za 3 dni, bo brakuje lekarzy... W międzyczasie ordynator pofatygował się do mojego ojca by przekonywać go że nie warto operować kobiety w tym wieku... Ja pytam: Co jest qfa z tymi ludźmi?!
Dziś rano babcia pojechała na planowaną operację. Martwię się, z bólu nie śpi od tygodnia.