Skąd się wziął fenomen wspólnych stołów w knajpach?
Pierwsze o czym pomyślałam to staruszek Comte i jego religia humanistyczna. Dawno już to zaplanował. Budowanie świeckiego poczucia wspólnoty na dużą skalę. Czyli coś za co kościołom nalezy się duży szacun, a czego publiczne instytucje robić do tej pory nie potrafiły. "Siedzenie przy jednym stole z grupą nieznajomych ma tę niezrównaną i niecodzienną zaletę, że sprawia, iż trochę trudniej bezkarnie ich nienawidzieć"*. Podoba wam się ten kierunek? Przysiadłybyście się?
*A.Botton