Nie wiem czy kupujecie czy nie. Ja mam już swój 15 letni rytuał i w każdy piątek czy sobotę kupuję papierowe wydanie GW i uwielbiam czytać ją z gorącym kubkiem kawy.
Ale nie o tym chciałam napisać.
Tylko jakim wyzwaniem jest w moim mieście kupienie GW.
W sklepie pod blokiem ( STOKROTKA ) GW zawsze jest ukryta pod innymi gazetami. Już się nauczyłam,że należy jej dobrze poszukać. Zawsze przykrywa ją stos gazetek reklamowych typu:nieruchomości itp. Dla kontrastu Gazeta Polska Codzienna wyłożona w centralnym miejscu, dobrze widoczna, obok innych słusznych prawicowych tytułów. Zastanawiałam sie z mężem czy to obsługa czy klient o jedynym słusznym światopoglądzie.
Kiedyś stojąc do kasy z GW w koszyku usłyszałam od młodego chłopaka "niech Pani tego nie czyta, tam kłamią".
Ale szczytem było pytanie urzędniczki z Wydziału Ochrony Środowiska , podkreślam na spotkaniu służbowym, gdzie byłam( reprezentowałam ) stroną postępowania zostałam przez nią zapytana czy czytam Gazetę Polską. Na moje krótkie Nie , usłyszałam,że nie jestem Polką tylko mówię jezykiem polskim bo czytam gazety polskojęzyczne. Odebrało mi mowę.
Gdybym nie reprezentowała klienta złożyłabym skargę.
W małym sklepiku otwartym 24h GW wcale nie sprzedają, odpowiedz obsługi - my takich gazet nie sprzedajemy. I nie wiem "takich" to znaczy codziennych, czy "takich" to znaczy nieprawomyślnych.
Wątek lajt.
Możecie zgadywać co to za miasto.
ps. dzięki temu czytajac GW czuje się taka "niepokorna"