sandra1301
13.06.14, 12:08
Nie, broń Boże nie chodzi o mnie, tylko o szefową. I żeby nie było - żadne korpo, tylko instytucja budżetowa.
Opis sytuacji:
Wiecznie zaganiana, rzuca hasło i chce "na już". Po jakimś czasie przychodzę z załatwioną sprawa o którą prosiła - okazuje się że to już nieaktualne i trzeba zrobić coś innego, nowego, rzuca kolejne hasło. Okazuje się, że tamto wcale nie było priorytetem, że teraz to dopiero jest ważne. I tak w kółko.
Powiedziała ostatnio, że jest zachwycona pracownikami, którzy przysyłają jej maile o 22giej wieczorem, albo w niedzielę - z nowymi pomysłami na projekty, lub z tłumaczeniami itp. Albo, że była zadowolona kiedy zadzwoniłam w czasie swojego urlopu aby o coś tam spytać.
Przysyła maile w niedzielę, święta. Każdy pracownik ma tak skonfigurowaną pocztę, aby mógł z domu pracować.
W tamtym roku poszłam na tygodniowy urlop - kiedy wróciłam zrobiła mi piekło, że takie ważne sprawy się działy, a ja sobie poszłam na wolne. Mówię - podpisała mi Pani ten urlop. Odpowiedź - Powinnam Panią ściągnąć z urlopu. Mówię - to było mnie ściągnąć, a nie teraz mieć pretensje że miałam 5 dni wolnego.
Wiecznie niezadowolona, wydaje sprzeczne polecenia, mówi, że jest zmęczona pracownikami ale wydaje mi się, że sama się męczy ze sobą.
Aha, szefową jest niecałe 2 lata, mówi, że nadrabia nieudolne rządy swoich poprzedników.
Też tak macie?