Natchnęłam siebie sama

jakby mnie ktoś spytał, parę lat temu, gdy z niemowląt znałam tylko syna-cygańskie dziecko, czy jest sens jechania z niemowlakiem na wakacje machałabym głową jak piesek z kiwającą łepetyną, że tak. Bo synowi wystarczyła butla, obojętnie czyje ręce do noszenia i było git. Za to z córką.... Ojezusmariaiwszyscyświęci. Tej to zawsze źle, w podróży źle, poza własnym domem źle, na innych ludzi reaguje marudzeniem. I chyba nie mam ochoty, po raz pierwszy w życiu, jechać na wakacje. Najchętniej wysłałabym siebie z synem bądź siebie z mężem bądź siebie z synem i z mężem, ale serce by mi pękło z tęsknoty za tym małym potworem.
Jak wspominacie podróże z niemowlakami? A może na parę lat odpuściłyście sobie daleki wojaże?