beataj1
20.07.14, 22:56
Właśnie wróciłam z wizyty na wsi u rodziny (swoją drogą wizyta na osobny wątek). Na okoliczność wyjazdu zostały mi wciśnięte truchła gołębi specjalnie zabitych i oprawionych bo przecież rosołek z gołąbka jest najlepszy dla dzieci.
Mnie sama myśl brzydzi - gołąb to nie jest dla mnie ptak konsumpcyjny. To tak jakby mi ktoś zaproponował rosół z wrony albo mewy. A dziecku to juz na bank nie podam.
Wciskali mi te truchła z takim zacięciem że nie miałam serca odmówić (zabili te gołębie pomimo moich wielokrotnych próśb że nie chce i dziękuje)a zaraz po przyjeździe wydałam mojej mamie by zrobiła z nimi co chce ja ich na oczy widzieć nie chce (może nawet psa nakarmić).
Jadacie takie rzeczy czy ja jakaś dziwna jestem - fakt że wizyta na wsi była dla mnie taką traumą (jak co roku) że na wszystko stamtąd mnie telepie z obrzydzenia - a ja obrzydliwa raczej nie jestem.