vre-sna
12.08.14, 13:17
Jakkolwiek to brzmi mam pytanie, mam nadzieję, że może ktoś jest w temacie?
Otóż chodzi, chyba, o to, że będąc częścią wszechświata jesteśmy w stanie wpłynąć, kierując się energią na własne życie. Otwierając przestrzeń serca uwalniamy niesamowite pokłady dobra i ta matryca nie dość, że leczy naszą zwichrowaną i niedoskonałą osobowość to jeszcze powoduje, że będąc lepszymi mamy możliwość odczytania z naszej jaźni, co jest dla nas optymalne.
Polega to na, tu mam problem, wyznaczenia dwóch punktów w naszym ciele i rozkoszowania się tym, że przepływa przez nie energia. Ma to wpływ na zewnętrze. Wiem, jestem tępa.
Dalej, gdy popunktujemy sobie, to okazuje się, że spotkany ślimak na drodze może stać się inspiracją do wielce głębokich wniosków, że wszyscy żyjemy w skorupie. Lepiej z tej skorupy wyjść.
Sorry, ale ostatnio słyszę o fizyce kwantowej i jej wpływie na nasze życie. Bo energia, bo dobro, bo jak uwolnimy siebie od wszelkich ciężarów i mało tego poznamy, kim byliśmy w poprzednich wcieleniach to dojdziemy do takiego stanu świadomości, samorealizacji i równowagi (w ciągu dwóch dni szkolenia), że będziemy czuli się wręcz dziwnie glupio, że na to nie wpadliśmy wcześniej żeby sobie pomóc.
O co w tym chodzi?