Dodaj do ulubionych

Męczy mnie od dłuższego czasu...

03.10.14, 09:33
taki temat.
Mam nadzieję, ze będę za X lat teściową big_grin
No i czytając to forum dochodzę do wniosku, ze będę miała przekichane.
Jak ja to widzę:
1. Otóż nie będę chciała angażować się w opiekę nad potencjalnymi wnukami (mimo, ze już je kocham wink); moja wizja emerytury to spędzenie czasu w sposób jaki najbardziej lubię (książki, dom na wsi, ogród itd.) Dopuszczam do siebie myśl, ze będę w stanie i będę chciała takie wnuki np. zabierać na wakacje, w razie choroby zaopiekować się nimi, odbierać z przedszkola – oczywiście jeżeli rodziciele będą zainteresowani taką pomocą, a ja będę miała czas i oczywiście chęci.
2. Nie mam zamiaru uczestniczyć finansowo w ewentualnym weselu, dokładaniem się do mieszkania, wspieraniem finansowym młodego małżeństwa. Jak się syn ożeni to się syn wyprowadzi na swoje (mam nadzieję, ze to zrobi wcześniej). Nie wyobrażam sobie mieszkania pod jednym dachem z synem i jego żoną, taka opcja nie wchodzi w rachubę i zdania nie zmienię. Never smile
3. Będę oczekiwać pomocy od mojego syna. Uważam, ze taka pomoc na stare lata mi się należy. No oczywiście nie będzie to pomoc 24 h/dobę. Pomoc w zakresie prac/zdarzeń/czynności z jakimi staruszka może mieć problemy.
4. To ja syna wychowałam, poświęciłam część swojego życia, kupę pieniędzy, że o stresie i nerwach nie wspomnę wink. Moje jedyne dziecko wiele ode mnie dostało i jeszcze więcej odziedziczy.
I teraz pytanie do szanownego forum. Czy będę kochaną teściową, czy wredną, starą jędzą, bo pieniędzy nie daję, wnukami się nie zajmuję, a wydzwaniam do synusia z jakimiś pierdołami i odciągam go od żonusi. Hę?
Obserwuj wątek
    • iwoniaw Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 09:48
      No, możesz być wredna, niestety. Tzn. ja sobie akurat podobną teściową bardzo chwalę, ale czytając niektóre wątki widzę, że gdybym się postarała i zmieniła nastawienie, to nic nie stoi na przeszkodzie, bym tworzyła rozpaczliwe wątki - kurioza z serii Zła Teściowa i Jak Tak Można wink
    • nowi-jka Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 09:51
      to ze będziesz to robić nic nie znaczy ale sposób w jaki to napisałas jednak gozi bycia zła tesciową
      • 3-mamuska Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:06
        Jestes wredna teściowa, bo oczekujesz pomocy ale sama nic w zamian nie chcesz dać.
        Gdyby nie ten punkt o opiece nad toba, reszta to całkiem normalne myślenie.

        Ale jesli ty lub twój maz otrzymaliście pomoc finansowa od rodziców to nie fer w obce dziecka ze ty tego nie zrobisz.
        Zreszta jedynak wypieszczony wszystko dla niego, to kto wie czy nie bedzie oczekiwał pomocy duzo dluzej nuz tobie sie wydaje ze należy.
        • ciezka_cholera Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:13
          3-mamuska napisała:

          > Jestes wredna teściowa, bo oczekujesz pomocy ale sama nic w zamian nie chcesz d
          > ać.

          Juz dala, wychowujac syna.
          Nie podzielam podejscia autorki watku, ale nie mozna odmowic jej racji.
          • lady-z-gaga Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:30
            >Juz dala, wychowujac syna


            G.....o dała, za przeproszeniem. Spełniła swój obowiązek.
            • gazeta_mi_placi Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 13:48
              A obowiązkiem dorosłego dziecka jest pomoc niedołężnym rodzicom.
        • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:19
          Uzupełniam
          Ja od mojej teściowej, ani moich rodziców nie otrzymałam żadnej pomocy w kwestii opieki nad moim synem. Syn miał opiekunkę. Potem przedszkole. Teściowa doraźnie w wypadkach tylko awaryjnych zostawała z nim na chwilkę. Moja mama zabiera go na wakacje.
          • iwoniaw No dobra, a co w kwestii pomocy 03.10.14, 10:35
            twoim rodzicom i teściom? Pomagacie? Zamierzacie? W jakim zakresie?
            • sonniva Re: No dobra, a co w kwestii pomocy 03.10.14, 10:38
              Swojej teściowej np. wyremontowałam mieszkanie u nas w kamienicy i ją tu przeprowadziłam, żeby była pod ręką jakby potrzebowała pomocy.
              Rodzice mieszkają daleko, ale pomagam finansowo.
        • beata985 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 20:08
          3-mamuska napisała:

          > Jestes wredna teściowa, bo oczekujesz pomocy ale sama nic w zamian nie chcesz d
          > ać.
          raz, że już daje i jeszcze parę lat dawać będzie
          a dwa jak to nic nie chce dać?? deklaruje przecież
          "Dopuszczam do siebie myśl, ze będę w stanie i będę chciała takie wnuki np. zabierać na wakacje, w razie choroby zaopiekować się nimi, odbierać z przedszkola – oczywiście jeżeli rodziciele będą zainteresowani taką pomocą, a ja będę miała czas i oczywiście chęci. "
    • kobieta_z_polnocy Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:04
      Napisałaś to wszystko dosyć jaskrawo: nie będę angażować się w opiekę (co to w ogóle znaczy?), nie będę pomagać finansowo, chcę by syn mi pomagał..
      Domyślam się, że twoje wyobrażenia są mniej czarno białe, bo inaczej trudno mi sobie ciebie wyobrazić jako nie tylko dobrą teściową, ale też babcię i matkę.
    • stacie_o Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:13
      zważ na to, że ludzie się zmieniają, a przed tobą szmat czasu.
      Moja mama też się tak zarzekała, że ona wnuków bawić nie będzie, bo a) odchowała swoją liczną gromadkę, b) będzie ich sporo, bo sporo dzieci ma.
      Tymczasem co tydzień dzwoni, czy moze przyjechać poniańczyć, bo a) kocha wnuki miłością wielką, większą chyba niż swoje dzieci wink, b) tylko ja z rodzeństwa mam dzieci tongue_out
      • aneta-skarpeta Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 16:27
        moi rodzice zapewnili i mi i bratu dobry start- czyli nie musielismy brac kredytów na dom/mieszkanie

        pomagali na początku dorosłej drogi, jak trzeba to pomogą przy dzieciach- np jak są chore

        ale nie da się z nich zrobic darmowej opieki np zamiast przedszkola czy zlobka

        maja swoje zycie, swoje sprawy etc etc

        kochają i nas i wnuki miloscią ogromną, ale nie zapominają o sobie

        mam nadzieję, że będę taka sama- mi się ten model podoba, ale mojemu bratu natomiast juz nie- on by wolał taką babcię na 100%wink i dlugo przegryzał, że jak to kocha wnusię? skoro nie chce ciągle z nia siedziec?suspicious
    • cosmetic.wipes Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:15
      Z punktem pierwszym się zgadzam. Jak najbardziej moge zabierać wnuki na dwu-trzytygodniowe wyjazdy wakacyjne, czy zaopiekować się nimi w przypadku nagłym. Nie zamierzam być jednak opiekunką na stałe. Moje dzieci już o tym wiedzą.
      Punkt drugi - do wesela się nie dołożę, choćby skały s#ały, natomiast na cele mieszkaniowe czy edukacyjne w okreslonych sytuacjach jak najbardziej.
      Punkt trzeci w obliczu punktu pierwszego jest do doopy. Jeśli syn czy córka będą chcieli mi pomagać, to to zrobią, zakres tej pomocy tez ustalą sami - tak jak ja ustalam zakres pomocy przy wnukach.
      O punkcie czwartym nic nie powiem, bo musiałbym bluźnić. Ale ja mam dwoje dzieci i nie traktuje ich jak własność, więc pewnie dlatego nie rozumiem, co chciałaś przekazać.

      A czy będę dobrą czy złą teściową to i tak wyjdzie w praniu big_grin
      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:30
        Punkt 4 należy traktować jak uzupełnienie do pkt 1-3.
        Więc napiszę inaczej.
        Ponieważ bardzo dużo zainwestowałam w wychowanie i wykształcenie mojego syna (jak każda-wiem wink ), dodatkowo odziedziczy po mnie bardzo dużo, to nie za bardzo rozumiem dlaczego to właśnie ja mam się dalej wysilać, żeby zasłużyć na akt łaski i pomocy ze strony syna i synowej. Moja rola i pomoc powinna skończyć się z chwilą wyprowadzki syna i założenie przez niego rodziny. A sam fakt że nie pomagam, nie powinien mieć wpływu na pomoc z ich strony, która uważam mi się należy. Nie wiem czy piszę jasno wink
        • niebieskie.kwiatki Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:40
          Być moze swój majątek będziesz musiała spieniężyć na opiekunki i dom spokojnej starości, bo synowa powie, ze ma w nosie Twoja kasę, ale nie życzy sobie teściowej obecnej w życiu swojej rodziny inaczej niż obiadek cztery razy w roku.
          • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:44
            Być może, ze i tak będzie, ale sytuacja którą założyłam nie przewiduje takiej akcji, więc ją w rozważaniach pomijamy wink.
        • cosmetic.wipes Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:48
          A sam fakt że nie po
          > magam, nie powinien mieć wpływu na pomoc z ich strony, która uważam mi się nal
          > eży. Nie wiem czy piszę jasno wink

          Piszesz jasno, tylko nie rozumiem na jakiej podstawie używasz słowa "należy". Należy ci się, bo kasę/nieruchomosci mu zostawisz? A jak się na te dobra materialne syn wypnie i jeszcze całkowicie odetnie cię od wnuków, to jak będziesz chciała go szantażować?
          • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:51
            od razu szantażować wink spokojnie to nie ja będę synową tylko teściową!
            Należy mi się pomoc od syna bo ja poświęciłam hektar swojego życia dla niego.
            Syn nie ma już żadnych zobowiązań wobec matki po zaobrączkowaniu?
            No nie wierzę!
            • cosmetic.wipes Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:41
              > Należy mi się pomoc od syna bo ja poświęciłam hektar swojego życia dla niego.

              Ty miałaś wybór decydując się na dziecko, sposób jego wychowania i nakłady, które temu poświęciłaś. Kiedy już zdecydowałaś się na potomstwo, to twoim obowiązkiem zarówno prawnym jak i moralnym, było się tym potomstwem opiekować.

              Twój syn w zakresie swojego pojawienia się na świecie wyboru nie miał, prawnie co najwyżej możesz go zmusić do alimentacji. Wobec twojej postawy typu "żądam, bo mi się należy" moralnych skrupułów nie powinien mieć.

              Ja trochę inaczej postrzegam rodzinę, to twór dość dynamiczny, oparty głównie na emocjach. Oczywiście jakieś tam ogólne ramy należy wyznaczyć, ale należy też być elastycznym, bo życie róznie się układa. Ty brzmisz, jakby twój syn był dla ciebie projektem biznesowym.

              Poza tym wolałabym rzadką pomoc wynikającą z chęci pomagającego, niż nawet stałą, ale z przymusu.
              • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:49
                Nie chodzi mi o alimenty - skąd ten pomysł!
                Chodzi o doraźną pomoc, a raczej oczekiwanie takiej pomocy od syna.
                Mam prawo, a może nie mam prawa, bo na etat babci 12 h/dzień się nie zatrudniłam? Hę?
                • cosmetic.wipes Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:34
                  Oczekiwać zawsze możesz. Ale jak się syn ustosunkuje do tych oczekiwań, to już jego wybór tongue_out
            • aneta-skarpeta Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 16:30
              a ja myslę, że aby relacja miedzy rodzicami, a dorosłymi dziecmi+ rodzina były cieple i serdeczne to powinni sobie wzajemnie pomagac, że tak powiem cały czas

              a nie z przerwą 20 letnią gdy syn dorosły, a ty jeszcze młoda

              ta pomoc może się objawiac w rózny sposób
        • loola_kr Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:56
          Moja rola i pomoc powinna skończyć się z chwilą wyprowadzki syna i założenie przez niego rodziny.
          Chcesz przestać być mamą jak syn się ożeni?
        • kandyzowana3x Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:01
          > Ponieważ bardzo dużo zainwestowałam w wychowanie i wykształcenie mojego syna

          > magam, nie powinien mieć wpływu na pomoc z ich strony, która uważam mi się nal
          > eży.
          Dlaczego uwazasz, ze pomoc bedzie ci sie nalezala od calej rodziny syna, a nie tylko od niego?
          Twoj syn chyba nie mial duzego wplywu na inwestycje z twojej strony, to byly twoje deyzje nie jego.
        • jehanette Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:27
          Moim zdaniem Twoje podejście zakłada nierówne relacje Ty-dorosły syn. Przecież nie zawarłaś kontraktu z niemowlakiem pt. wychowanie=opieka na starość. Skoro Ty chcesz być niezależna i mieć swoje życie, to drugą stroną medalu powinno być założenie, że Twoje dziecko będzie tak samo niezależną jednostką bez narzuconych odgórnie zobowiązań wobec mamusi. To co napisałaś brzmi bardzo roszczeniowo, i nie, nie chciałabym mieć takiej teściowej.
        • ixiq111 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:53
          sonniva napisała:


          > Ponieważ bardzo dużo zainwestowałam w wychowanie i wykształcenie mojego syna (j
          > ak każda-wiem wink ), dodatkowo odziedziczy po mnie bardzo dużo, to nie za bardz
          > o rozumiem dlaczego to właśnie ja mam się dalej wysilać, żeby zasłużyć na akt ł
          > aski i pomocy ze strony syna i synowej.

          Zaraz, zaraz, zainwestowałaś w syna, on dziedziczy po Tobie, to dlaczego pomocy oczekujesz również do synowej?

          Jak się rozwiodą, to synek bierze wszystko co dostał od mamusi, a synowa - zero.

          Mądra synowa się na Ciebie wypnie, a mężowi ustawi priorytety niekoniecznie tak jakbyś chciała, czyli: najpierw dzieci i żona, jej rodzice /jeśli będą bliżsi dzieciom/,..., Ty
    • 18lipcowa3 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:17
      Jasne, że wredną jędzą. Oczekujesz pomocy od syna a nie zamierzasz pomóc przy dzieciach?

      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:22
        No właśnie o to chodzi!
        Nie będę pomagać przy wnukach bo ja już swoje "odpracowałam" przy synu. Dlaczego mam jeszcze przy wnukach tyrać?
        • iwoniaw A dlaczego syn ma "tyrać" przy tobie? 03.10.14, 10:39
          On spłaci to, co od ciebie dostał, dając opiekę i resztę swoim dzieciom. Tak to działa, jako sztaeta pokoleń.
          Jeśli chcesz pomocy dla siebie, to nie oczekuj jej w większym zakresie, niż sama dajesz/dałaś/dasz swoim rodzicom/teściom. Niezależnie od tego, czego oni (nie) potrzebowali, a czego ty będziesz, przykład raczej idzie z góry.
          • iwoniaw errata: "sztaFeta" miało być n/t 03.10.14, 10:39

          • sonniva Re: A dlaczego syn ma "tyrać" przy tobie? 03.10.14, 10:43
            Napisałam wyżej o pomocy teściowej i rodzicom.
            • iwoniaw Re: A dlaczego syn ma "tyrać" przy tobie? 03.10.14, 10:51
              Możesz więc mieć nadzieję, że SYN w podobnym zakresie zechce wesprzeć ciebie. Synowa nie musi natomiast być entuzjastką wspierania (logistycznego, finansowego etc.) teściowej, która JEJ RODZINIE (ona, mąż, dzieci) takiego wsparcia odmawia (a piszesz, że nie ma mowy o tym) i oznacza to tylko tyle, że jest nie gorszą synową niż ty teściową.
              • sonniva Re: A dlaczego syn ma "tyrać" przy tobie? 03.10.14, 10:52
                Nie oczekuję pomocy od synowej, ona ma swoich rodziców wink
                Oczekuję pomocy od syna.
                • iwoniaw No i git. 03.10.14, 11:00
                  Myślę, że to całkiem w porządku.
                • ixiq111 Re: A dlaczego syn ma "tyrać" przy tobie? 03.10.14, 12:59
                  sonniva napisała:

                  > Punkt 4 należy traktować jak uzupełnienie do pkt 1-3.
                  > Więc napiszę inaczej.
                  > Ponieważ bardzo dużo zainwestowałam w wychowanie i wykształcenie mojego syna (j
                  > ak każda-wiem wink ), dodatkowo odziedziczy po mnie bardzo dużo, to nie za bardz
                  > o rozumiem dlaczego to właśnie ja mam się dalej wysilać, żeby zasłużyć na akt ł
                  > aski i pomocy ze strony syna i synowej. Moja rola i pomoc powinna skończyć się
                  > z chwilą wyprowadzki syna i założenie przez niego rodziny. A sam fakt że nie po
                  > magam, nie powinien mieć wpływu na pomoc z ich strony, która uważam mi się nal
                  > eży. Nie wiem czy piszę jasno wink

                  Parę postów wyżej pisałaś inaczej, więc się zdecyduj.

                  Nie piszesz jasno.
        • lady-z-gaga Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:32
          > Nie będę pomagać przy wnukach bo ja już swoje "odpracowałam" przy synu. Dlaczeg
          > o mam jeszcze przy wnukach tyrać?

          Syn odpracuje swoje, opiekując się własnymi dziećmi. Dlaczego miałby tyrac przy Tobie? wink
        • gabrielwings Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 04.10.14, 20:58
          Sonniva - ja bym taką teściową mieć mogła smile i tak uważam jak Ty i pewnie Ty tez wiesz jak syna wychowałaś, ze rodzicom pomoc na starość się nalezy i już. O ile rodzice byli opiekuńczy, kochający i dbali o swoje dzieci to rodzicom ta pomoc się należy. Tylko często dzieci które są blisko z rodzicami (i byli wcześniej) o pomocy swoim rodzicom, nigdy nie pomyślą jak o obowiązku ale jak o czymś normalnym. Przynajmniej ja tak to postrzegam. Rodzice o mnie dbali, kochali mnie, zapewnili szanse na dobrą przyszłość i przychodzi czas kiedy im trzeba pomóc. Moim zdaniem, nie ma takiego dziecka, które nie pomogłoby rodzicom, jeśli dzieciństwo i kontakty są dalej bliskie i ciepłe smile
    • ciezka_cholera Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:30
      Moim zdaniem sa po prostu zwolennicy rozliczenia trojpokoleniowego i dwupokoleniowego. Ty nalezysz do tych drugich. Za opieke nad synem oczekujesz opieki nad soba, dziadkow ani wnukow w to nie mieszasz. Moim zdaniem uczciwie.
      Ja osobiscie jestem zwolenniczka pierwszej opcji: sama mam to szczescie, ze moge liczyc i na rodzicow i na tesciow. Moje dzieci beda mogly liczyc na mnie, jesli chodzi o pomoc przy wnukach i inne (no moze niekoniecznie wesele na 200 osob).

      Nieuczciwe jest, moim zdaniem, pomieszanie tych dwoch, branie od swoich rodzicow/tesciow i nie oddanie wnukom.
    • zielonakrufka88 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:33
      Będziesz normalna teściowąsmile
      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:39
        Wiesz Zielona, ja też myślę że będę ok teściową, tylko nie wiem na jaką synową trafię. Jak na taką z forum ematka to osiwieję. big_grin
        • rhaenyra Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 15:37
          no to sobie farbe kupisz tongue_out
    • mamameg Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:39
      A jeśli syn znajdzie się w sytuacji takiej, że nie będzie sobie mógł pozwolić na opiekunkę, to nie pomożesz?
      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:45
        Nie założyłam w moim wątku takich sytuacji awaryjnych np. choroby itd., ponieważ to jest oczywiste że wtedy zmienia się sytuacja i należy postąpić inaczej.
    • kosheen4 pożyjemy, zobaczymy 03.10.14, 10:47
      syn już określił swoją orientację seksualną? bo całkiem możliwe, że bijesz pianę na próżno smile
    • niebieskie.kwiatki Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:47
      Przyjęłas absolutnie błędne założenie, ze to ty bedziesz dyktować swoje warunki synowej i synowi (to juz podchodzi pod wredna teściowa).
      Synowa moze powiedzieć, ze nie życzy sobie, aby ta "stara, głupia, wredna baba" (tak pieszczotliwie o teściowych mowia niektóre synowe) pozostawała sam na sam z jej potomstwem, absolutnie nie godzi sie, aby platala sie po jej domu, zwłaszcza, ze na starcie, kiedy potrzebowali pomocy (a moze wcale nie beda potrzebować) wypiela sie na nich.
      I tyle bedzie z Twoich warunków, spokojnie na swojej kasie bedziesz dogorywanie w domu spokojnej starości, syna widujac raz w miesiącu, a wnuki tylko na zdjeciach.
      Oczywiście, ze nie życzę Ci takiego scenariusza, ale jest rownie realny jak tem nakreślona przez Ciebie, gdzie to ty rozdajesz karty.
      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:54
        Ten scenariusz o którym piszesz bardzo mi odpowiada - pod jednym warunkiem syn będzie szczęśliwy wink
      • iwoniaw No to też jest możliwe i nawet trudno się dziwić, 03.10.14, 10:59
        gdyby syn z synową, którzy na starcie usłyszeliby, że o mieszkaniu z matką nie ma mowy pod żadnymi warunkami, podtrzymywali tę (wówczas jej, teraz już swoją) opinię po np. 20 czy 30 latach, gdy owa matka staruszka zapragnęłaby jednak mieszkać bliżej rodziny. I rzekliby, że nie ma mowy, matka ma środki na dom opieki, mogą jej bety pomóc zawieźć.

        Faktem też jest, że autorka pisze dość nieprzyjemnie i z pozycji "ja będę dyktować warunki", na czym może się przejechać szybciej niż sądzi. Nie każdy ma takie priorytety życiowe jak ona i w zw. z tym nie na każdego podziała jej szantaż i marchew w postaci domniemanego spadku.

        Ja np., jak napisałam w pierwszym poście, nie uznałabym jej za złą teściową, natomiast całkiem możliwe, że ona uznałaby mnie za złą synową... Nie dlatego bynajmniej, że oczekuję niańczenia moich dzieci, wsparcia finansowego czy że zabraniam mężowi dzwonić/pomagać mamusi big_grin
    • gryzelda71 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:49
      Oby nie skończyło się tak,że będziesz prosić by zajmowac się wnukami a synowa powie stanowcze nie.
      U wielbiam czytać co ktos zrobi za jakieś 15lat.
    • eliszka25 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 10:52
      w ogolnym zarysie mam podobna wizje. nawet zaczelismy ja z mezem powolutku realizowac, bo wlasnie rozpoczynamy budowe domu na wsi big_grin. poki co dzieciaki daja mi niezle popali, wiec zarzekam sie, ze stala opiekunka dla wnukow z pewnoscia nie bede. biore jednak pod uwage to, ze moge sie we wnukach zakochac bez reszty i o swoich zarzekaniach zapomne wink.

      co do wzajemnej pomocy, to ja jestem zwolennikiem modelu, ze dzieciom sie pomaga. na ile bedziemy mogli, na tyle im pomozemy. jak bedzie taka potrzeba i bedzie nas stac, to i do wesela sie dorzucimy, bo ja lubie spelniac marzenia moich dzieci i jesli bedzie im sie marzylo romantyczne wesele, to czemu nie. w granicach rozsadku oczywiscie, zarzynac sie kredytem na weselicho na 200 osob nie mam zamiaru.

      mieszkac z synowa bym nie chciala. tak samo jak teraz nie wyobrazam sobie mieszkania z tesciami czy moimi rodzicami. dom bedziemy miec na tyle duzy, ze dzieci beda mogly nas odwiedzac czy podrzucac wnuki na wakacje, ale wspolne mieszkanie na stale odpada.

      z kolei nie oczekuje niewiadomo jakiej pomocy wobec mnie. w szwajcarii bardzo popularne jest dobrowolne przenoszenie sie starszych osob do czegos w rodzaju domu starcow. nie jest to taki dom w polskim rozumieniu. ludzie sobie tam mieszkaja dosc swobodnie, ale maja pelna opieke i mieszkaja tam nie tylko niedolezni i chorzy, co z lozka wstac nie moga. nasza sasiadka kilka lat temu tez sie do takiego domu przeprowadzila. jest jeszcze dziarska staruszka, udziela sie w organizacji charytatywnej, wczoraj nawet chodzila po naszej miejscowosci ze zbiorka datkow. po prostu w takim domu nie musi sie martwic o utrzymanie mieszkania, koszenie trawnika i wiele innych przyziemnych rzeczy, ktore dla starszego czlowieka moga byc klopotliwe. tego typu dom jest praktycznie w kazdej miejscowosci. u nas mam go doslownie po drugiej stronie ulicy, wiec w razie czego po prostu przeprowadze sie o kilka metrow dalej i tam dokonam zywota. od dzieci oczekuje, ze o mnie nie zapomna i beda odwiedzac wink.

      moze jestem troche skrzywiona pod tym wzgledem, ale nie chce przywiazywac obowiazkiem moich dzieci tak, jak przez lata moja ciocia byla uwiazana opieka nad chora, a potem lezaca babcia. dla mnie to jest wysilek przekraczajacy mozliwosci jednej osoby.
      • sonniva Eliszka 03.10.14, 10:59
        dzięki, nareszcie jakiś głos rozsądku.
        Też na starość rozważałam taką ewentualność zamieszkania w domu opieki - jak już swojego domku na wsi nie będę mogła obrobić. Patrząc z perspektywy mojej mamy, której mam geny (w wieku 70 lat śmiga jak 20 ) to mam nadzieję dożyć jeszcze kupę fajnych lat w starości. Ale jak to jest na starość - różnie bywa. Wiem, że syna wychowuję dla świata nie dla siebie, ale przeraża mnie fakt, iż nawet na starość po tym jak tak wiele zrobiłam dla syna, będę się musiała dalej wkupiać w jego łaski, żeby mi bułki przyniósł ze sklepu - to tak na podstawie powyższych odpowiedzi innych mam.
        • iwoniaw No moment 03.10.14, 11:15
          Cytatale przeraża mnie fakt, iż nawet na
          > starość po tym jak tak wiele zrobiłam dla syna, będę się musiała dalej wkupiać
          > w jego łaski, żeby mi bułki przyniósł ze sklepu


          Co to ma wspólnego z tym, jak będziesz odbierana jako teściowa przez swą ewentualną synową i na ile w ogóle powinno ją obchodzić, co zrobiłaś dla swojego dziecka w trakcie jego wychowywania?
          • sonniva Re: No moment 03.10.14, 11:24
            Co to ma wspólnego z tym, jak będziesz odbierana jako teściowa przez swą
            > ewentualną synową i na ile w ogóle powinno ją obchodzić, co zrobiłaś dl
            > a swojego dziecka w trakcie jego wychowywania?

            Bo moje dziecko będzie jej mężem???? smile
            • iwoniaw Re: No moment 03.10.14, 11:27
              No chyba tylko w tym zakresie, że jeśli syn się będzie żalił żonie na matkę, to raczej trudno, żeby miała ona wówczas dobre zdanie o takiej teściowej. Jeśli będzie to traktował normalnie, to i synowa nie będzie miała powodów do narzekania.
        • eliszka25 Re: Eliszka 03.10.14, 14:36
          wiesz, ja patrze na to z perspektywy mojego miejsca zamieszkania. tutaj te domy wygladaja inaczej i sa traktowane inaczej. tzn. takie domy pomocy dla niedoleznych tez pewnie sa, ale calkiem sporo starszych osob mieszka wlasnie w czyms na wzor wspolnoty stworzonej dla seniorow. ta wspolnota dba o mieszkania, otoczenie, jest opieka lekarska, administracja itd. oczywiscie to wszystko nie jest za darmo, ale jednoczesnie odpada wiele problemow zycia codziennego w zwyklym domu czy mieszkaniu, wiec uklad jest moim zdaniem fer. poza tym, jak patrze na tych ludzi, ktorzy mieszkaja w takiej wspolnocie po sasiedzku z nami, to nie sa to przygnebieni, porzuceni staruszkowie, tylko wlasnie usmiechnieci, mili starsi ludzie, wiec wnioskuje z tego, ze zyje im sie tak calkiem przyjemnie.

          tutaj w ogole jest inne podejscie do tego tematu. fakt zamieszkania starszego czlowieka w takim domu nie jest odbierany jako "oddanie" czy "pozbycie sie problemu". dlatego mnie taka wizja w sumie tez nie przeraza.

          co do wkupywania sie w laski, to mam nadzieje, ze wychowuje dzieci w duchu wzajemnego szacunku i wpajam im m.in. przekonanie, ze rodzina trzyma sie razem i sobie pomaga, w zwiazku z tym na starosc nie bede musiala wkupywac sie w laski. zajmowanie sie matka, czy odwiedzanie jej bedzie dla nich czyms naturalnym, a przynajmniej taka mam nadzieje wink. inna kwestia, ze jesli ma sie tylko oczekiwania, w zamian nie dajac nic od siebie, to jednak ciezko zbudowac dobre relacje. ja wychodze z zalozenia, ze matka swoich dzieci jestem do konca zycia i one zawsze beda mogly przyjsc do mnie ze swoimi problemami. nawet jesli beda juz mocno dorosle.

          sama nie mialam zadnej pomocy przy dzieciach. nie ze zlej woli, ale po prostu wyjechalismy bardzo daleko od rodziny. momentami bylo bardzo ciezko, do tej pory bywa ciezko. dlatego jesli moje dzieci beda ode mnie potrzebowaly pomocy w tym zakresie, to nie odmowie, choc na stala nianie sie nie pisze. jednak pomoc dorazna w sensie - synowa idzie do lekarza i podrzuca mi dzieci - jak najbardziej. oczywiscie nie musi to byc wylacznie lekarz. kolacja na miescie czy kino tez sie kwalifikuja smile.
    • princy-mincy Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:06
      Napisałas to w tonie dość roszczeniowym, ale do co sedna sie z tobą zgadzam.
      Ja tez nie oczekuje ani od mojej matki ani od teściowej, ze beda mi dzieci bawić jako pełnoetatowa niania.
      I sama w ten sposób swoich wnuków tez bawić nie zamierzam.
      Moi rodzice często sie opiekują corka starsza (ale sami chcą) np zabierają ją co pare tygodni do siebie na weekend lub zabiorą na basen itp. Często pomagamy sobie wzajemnie na zasadzie moge pomoc, to pomogę. Żadna ze stron nie czuje sie wykorzystywana i wszyscy sa zadowoleni.
      Tak samo chciałabym zeby było w przyszłości.

      Acha, mnie na mieszkanie nikt nie dał, bo nie było z czego. Zreszta uważam, ze rodzic nie ma takiego obowiązku. Za swój obowiązek za yo uważam zapewnić moim dzieciom waruńki do ukończenia studiów wyższych.
      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:17
        wink nie chciałam napisać tego w sposób roszczeniowy.
        Komu jak komu ale mi do roszczeniowości to hoho daleko smile
        Dziękuję za wypowiedzi smile
        • princy-mincy Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 19:27
          Tak to zabrzmiało, ale mozna sie domyślić, ze nie bedzie aż tak ostro.
    • siasiunia1 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:13
      Jak dla mnie będziesz w porządku teściowa.
      Pkt 1 zbieranie wnuków na wakacje, pomoc w razie choroby czy odbieranie z przedszkola - super. Czyli nie wtracanie się w wychowane lecz nie odwrócenie się kompletne.
      Pkt 2 wiesz różnie się może w życiu potoczyc ale założenie że syn powinien być samodzielny finansowo jest dobre. Lepsze niż syn miałby zakładać że cokolwiek nie będzie mamusia pomoże. Tylko pytanie czy będziesz elastyczna w tym założeniu czy choćby skały s...ały nie pomozesz bo masz takie zasady i już. Czasami życie stawia pod ścianą i tzw "kop na rozruch" może pomóc.
      Pkt 3 również się zgadzam. Jeżeli masz problem z którym nie dajesz sobie rady (w różnych kategoriach - techniczny, ciężkie zakupy, czy nawet podwiezienie gdzieś jak jest potrzeba) to czemu matka ma zostać sama z tym tylko dlatego że się syn wyprowadzi. Pomoc działa w dwie strony
      • siasiunia1 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:22
        I dokończe jeszcze smile
        Chodzi mi o to że matka się jienwypina w zakresie pomocy dla syna. Zresztą uważam że po prostu powinno się pomagać rodzicom.

        Z moja teściowa jest podobnie. Tyle że ona pracuje więc nie opiekuje się młoda wtedy jak choruje czy jak są wakacje ( tutaj mam nieoceniona pomoc mojej mamy) ale zabiera na weekend czasami jak my mamy plany imprezowe, na wakacje ulrop spędziła ostatnio. Nie wtrąca się w wychowanie i się nie narzuca. Za to my jej pomagamy jak trzeba zawieść samochodem gdzieś, jak ma problem techniczny właśnie i trudno jej ogarnąć coś. Dla mnie ok. Jako synowej smile
      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:28
        Chcę coś dodać do kwestii finansowej.
        Dlaczego finansowo nie chcę pomagać po uzyskaniu przez syna samodzielności/ skończeniu studiów/ ożenku itd. (z wyj. syt. np. choroby), dokładać się do wesel, mieszkań, wakacji, samochodu dla syna itd.
        Bo mam nadzieję, ze dzięki temu będzie samodzielny, odważny i niezależny.
        Tak jak ja. Ktoś jeszcze tak uważa?

        • cosmetic.wipes Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:45
          Mnie, a własciwie nam, nikt się do niczego nie dołożył. Zaczynaliśmy faktycznie od dwóch talerzy, dwóch łyżek i piankowego materaca. Taki lajf. Akurat nie wynikało to z postawy rodziców, ale z okolicznosci, które miały miejsce.

          Jesteśmy bardzo samodzielni i bardzo niezależni. Wszystko co mamy osiągnęliśmy wyłącznie własną pracą, może nie są to bógwiejakie majątki, ale żyje nam się w miarę komfortowo. Jednak droga do tego nie była usłana różami, więc moim dzieciom chciałabym tego oszczędzić. Nie w postaci podawania wszystkiego na tacy, ale chcę im dać pewność, że "w razie czego" są rodzice, którzy wesprą materialnie.

          Poza tym, przecież nieruchomości i kasy do grobu nie zabierzemy. Obcym mam zostawić tylko dla zasady?
        • loola_kr Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 14:15
          wydaje mi się, że to czy dziecko będzie odważne, samodzielne czy niezależne nie zależy od tego czy dostanie pieniądze czy prezenty w wieku 25 czy 30 lat, tylko pracuje się na to wcześniej wychowując je.
          ja akurat nie widzę czegoś niewłaściwego, w tym żeby dziecku zapewnić dobry start finansowy czy lokalowy jak są możliwości.
    • jehanette Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 11:58
      pkt 1 i 2 popieram w całej rozciągłości.
      Pkt 3 - mam nadzieję, że za te prawie 4 dekady możliwości samodzielnej obsługi będą znacznie, znacznie większe niż teraz, dzięki czemu nie będę musiała obarczać dziecka, prawdopodobnie jedynego, wymaganiem pomocy. Specjalne osiedla, dostosowane miejsca użyteczności publicznej, technologie (już dziś jeśli osoby z problemami np. z poruszaniem się korzystają z sieci, można zamawiać zakupy przez neta).

      Poza tym pomoc powinna być jakoś wzajemna, i nie kupuję tego, że za "wychowanie należy się pomoc na starość". Jeśli jako babcia okazjonalnie biorę wnuki na wakacje czy spacer, a nie tyram codziennie, to tego samego mogę oczekiwać od dorosłego dziecka, Czyli w opisanym układzie nie codzienne zakupy, tylko pomoc raz na jakiś czas przy czymś wyjątkowym.

      O.
    • laquinta Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:04
      Az mnie ciarki przeszly. Nie chcialabym Cie miec za tesciowa.
      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:09
        wink
        wobec powyższego ja Ciebie za synową big_grin
        • laquinta Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:11
          To oczywiste, ze tylko na tyle Cie stac.
          • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:13
            Nie będę komentować tego, bo nie wiem o co Ci chodzi.
        • konsta-is-me Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 14:16
          Myslisz, ze potencjalna synowa bedzie obchodzic , czy ja chcesz czy nie?
          Swojadroga juz jej wspolczuje.
          Mam nadzieje ,ze syn inteligentniejszy niz mamusia.
    • awesome810 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:16
      ty już wypominasz i wymawiasz synowi ile dla niego poświęciłaś i zrobiłaś. Jako staruszka zamęczysz go tym jęczeniem, poczynając od "a rodziłam cię x godzin, a ty mi teraz ni chcesz..."
      • laquinta Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:25
        awesome810 napisała:

        > ty już wypominasz i wymawiasz synowi ile dla niego poświęciłaś i zrobiłaś. Jako
        > staruszka zamęczysz go tym jęczeniem, poczynając od "a rodziłam cię x godzin,
        > a ty mi teraz ni chcesz..."

        Bedzie go tez szantazowac. Juz lapki zaciera.
        • helufpi Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 18:56
          I tu może być pomocny sugestywny gipsowy odlew brzuszka.
          • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 04.10.14, 10:34
            To ja tu kombinuję na dziesiątą stronę jak się synusia szybko pozbyć z domu, w miarę bezboleśnie, tak aby się ode mnie całkowicie uniezależnił, sam sobie dawał radę i doszedł do wszystkiego sam (zastanawiając sie przy okazji czy aby nie wyjdę na wredną - tak już wiem będę wredna), a ta mi tu wyjeżdża z odlewem brzuszka.
            A w szkole nie nauczyli czytać ze zrozumieniem???? big_grin big_grin big_grin
    • po-trafie Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:22
      Uwazam, ze nie masz zadnego prawa i nie ma nic wspolnego z tym, czy sie zatrduniasz jako babacia.
      To co rodzina sobie wzajemnie daje, powinno byc bezinteresowane, a Twoja postawa jest skrajnie inna. Calosc kontaktu dziala na zasadzie 'cos za cos', 'sie nalezy', 'mam prawo', 'oczekiwania'.

      Jak pisal ktos wczesniej, mialas wolna wole w zakresie wyboru stopnia swojego poswiecenia dla dziecka, podobnie masz wolna wole w zakresie testamentu. Stawianie teraz oczekiwan na podstawie tego, jak duzo z wlasnej woli poswiecilas, byloby porownywalne do sytacuji, w ktorej osoba A daje osobie B darowizne (o ktora osoba B nie prosila i nie miala mozliwosci odrzucic), a nastepnie inforuje osobe B, ze ma ona u osoby A dlug. I egzekwuje jego oddanie w formie konkretnej listy przyslug.

      Syn bedzie mial wolna wole w zakresie wyboru tego, czy i w jakim zakresie chce sie Toba na starosc opiekowac. Moze bedzie czul chce, ze ma potrzebe dac ci wszystko co moze.
      A moze zupelnie nie.
      • helufpi Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 18:55
        do sytacuji, w ktorej osoba A daje osobie B darowizne (o ktora
        > osoba B nie prosila i nie miala mozliwosci odrzucic), a nastepnie inforuje osob
        > e B, ze ma ona u osoby A dlug
        Nie zapominajmy, że darowizna to jednak na szczęście umowa, czyli wymaga zgody obu stron. Ale co do zasady się zgadzam - przykładem takiego zachowania jest wielka łaska wychowania i alimentowania dziecka, które się o to przecież nie prosiło (a jak się prosiło sądownie to tym bardziej wstyd). Co ciekawe autora właśnie w tym duchu się wypowiada, że wychowała syna, więc się jej należy.
    • swiecaca Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 12:35
      napisałaś to może w dziwny sposób, ale co do zasady się zgadzam. jak moje dzieci założą rodziny (i jeśli), to ja pewnie będę jeszcze pracować więc nawet nie myślę o byciu opiekunką dla wnuków na 100%. dorywczo bardzo chętnie. natomiast do mieszkania chętnie się dołożę o ile będzie to w zakresie moich możliwości. pomoc na starość - staruszką mam zamiar być nie wcześniej niż za 40 lat ale takie rzeczy w rodzinie są/powinny być oczywiste.

      moja teściowa jest taką teściową jak opisujesz i uważam że jest ok. póki co więcej daje (czasowo/pomocowo) niż bierze ale zdaję sobie sprawę że kiedyś może się to zmienić.
      kasy na mieszkanie nie dała nam żadnej, moi rodzice dali ale po prostu dlatego że ich było stać a jej nie. nie uważam tego za obowiązek rodziców natomiast jeśli chcą i mogą dać to biorę z wdzięcznością.
      • jehanette Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 13:16
        Swoją drogą, to ja na emeryturę przejdę gdy moja córka będzie mieć 40 lat, zatem będę musiała być na chodzie jeszcze dłuuugo big_grin I o pełnoetatowej opiece nad wnukami nie ma co marzyć wink
    • 7dosia Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 13:23
      sonniva napisała:


      > I teraz pytanie do szanownego forum. Czy będę kochaną teściową, czy wredną, sta
      > rą jędzą, bo pieniędzy nie daję, wnukami się nie zajmuję, a wydzwaniam do synus
      > ia z jakimiś pierdołami i odciągam go od żonusi. Hę?

      Jasne, że wredną jędzą. Jak tylko wprowadzą eutanazję będziesz pierwsza na liściesmile
      • sonniva Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 13:35
        big_grin
        dzięki ... po czytaniu tego forum sama się zgłoszę! smile
    • volta2 Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 13:34
      ze mną łatwo by ci nie poszło

      bo to, że łaskawie niczego byś nie wymagała od synowej a zaledwie od syna, którego przecież osobiście wychowałaś - nic by ci nie dało

      cokolwiek chcesz uzyskać od syna - to jego rodzina musi na tym stracić(ot, wystarczy, że pojedzie z tobą do lekarza to go w domu nie będzie a mógłby być) - pytanie, czy dla wrednej teściowej ktokolwiek będzie chciał, by rodzina "traciła", nawet tę godzinę(by pobyć razem, by się choćby poobijać, czy z dzieciakiem na spacer pójść)

      jak się ustawisz w kontrze do żonki - to żonka ustawi synka odpowiednio, i nawet do lekarza syn- zamówi ci taksówkę za którą nawet nie zapłaci (skoro jesteś w świetnej sytuacji finansowej to nie będzie się czuł zobowiązany)

      a zabranie dzieci na wakacje może stać się nie lada problemem, dzieci pojadą na 3 tygodniowy obóz harcerski, na 2 tygodnie z rodzicami i na 2 tygodnie do drugich dziadków. a ty - będziesz się prosić o 2 dni, i nie wiadomo czy dostaniesz (ta sytuacja zdarzyła się nam w tym roku, najpierw w maju teściowa prychała, że ona nie chce z dziećmi być na działce bo jest chora i musi się odizolować - więc nikt w grafik wakacyjny teściów nie wpisał - a potem cudownie teściowa ozdrowiała i okazało się, że wyszarpali z trudem 3 dni, urywając te 3 dni moim rodzicom, zgodziłam się tylko dlatego, że dzieci chciały a ja wiem, że dla moich rodziców urwanie tych 3 dni było też na rękę -są emerytami ale pracują dalej zawodowo)

      także rada ode mnie, uważać na synową i jej relację z twoim synem - jeśli będzie miała tak silną osobowość jak mam ja, to ty będziesz w kłopocie na stare lata a nie twój syn z synową, zwłaszcza jak jako udana inwestycja biznesowa będzie dobrze zarabiał - wówczas będzie czniał na twój spadek i wizje majątkowe, bo sobie zarobi sam.
      szanse masz tylko wtedy, gdy synowi się średnio uda w życiu zawodowym, żonie też i będą mieli chrapkę na dziedzictwo.

    • gazeta_mi_placi Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 13:52
      Może syn w ogóle nie zdecyduje się na dzieci (tak samo synowa) i będziesz mieć część rozważań z bańki.
      Albo przeprowadzi się do Stanów i wnuki będziesz widzieć raz na 5 lat (nie licząc skype).
    • asia_i_p Re: Męczy mnie od dłuższego czasu... 03.10.14, 14:03
      Sporo zależy, jak to załatwisz. Na początku wakacji byliśmy na pizzy, za nami siedziały dwie starsze panie i jedna się zwierzała drugiej z wyraźną dumą, że zadzwoniła do syna, żeby przyjechał jej powiesić żyrandol, a on odpowiedział, że teraz nie może, na co ona rzuciła słuchawką bez żadnych wyjaśnień. I teraz się do niego nie odzywa, bo do matki się tak nie mówi. Zatkało mnie, nie sam fakt, tylko to, że ona się tym chwaliła, była dumna, że tak dobrze załatwiła sprawę.

      Więc jeśli będziesz robić takie akcje, to będziesz kiepską, przede wszystkim, matką.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka