Dodaj do ulubionych

Obrona Misi przed złymi kobietami

14.10.14, 10:03
W innym wątku o podrywanym mężu jedne z Was pisały by uważać inne się z tego śmiały. Niby dorosły facet to i nie da się zgwałcić... no ale czy na pewno? Sama kiedyś byłam w sytuacji gdy musiałam chłopa do pionu ustawić bo pewna koleżanka najpierw robiła nieśmiałe podchody i mąż mi to opowiadał, śmiał się z niej ale widziałam że go to łechce. Z czasem dziewczyna zrobiła się tak nachalna że zaczęłam się irytować. Mąż tylko grzecznie odmawiał, wymigiwał się ze spotkań z jakimiś durnymi tłumaczeniami a na moje oburzenie mówił że przecież nie idzie, że nie chce być niegrzeczny. No i jak baba zaczęła być bezczelna to zrobiłam chłopu zadymę. I musiał przestać być kulturalny. Z czasem przyznał że było mu po prostu miło że jest tak adorowany. Głowy nie dam co by było gdybym panienkę zignorowała. Była naprawdę zdeterminowana.
To jak, bronić "Misia" czy uznajecie że nie warto?
Obserwuj wątek
    • toxicity1 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:07
      A kto to jest Misia?
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:25
        Oj, nie troluj.
        • toxicity1 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:28
          chipsi napisała:

          Oj, nie troluj.

          Oj, nie żartuj.
    • aurinko Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:09
      Ja nie muszę bronić, kiedyś była taka sytuacja, że delikatne próby ujarzmienia pewnej panienki nie przyniosły efektu i panienka została ostro i skutecznie pogoniona przez "misia", nie było potrzeby żebym w czymkolwiek interweniowała. Mój facet sam wie, gdzie są granice i kiedy powiedzieć stop.
    • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:13
      Chodzi o misiów?

      To nie wiem, bo ja nie mam w domu misia. Mam mężczyznę.
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:26
        Też nie troluj. Nie ja tu takie określenie wymyśliłam, padło w tamtym wątku więc poluzuj warkoczyki proszę.
        • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:28
          Określenie jest ogólnie znane.
          To odmiana ci zaszwankowała tongue_out
          • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:30
            W którym miejscu?
            • toxicity1 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:33
              chipsi napisała:

              W którym miejscu?

              Trollujesz?
              Misiów a nie misi.
              I to jeszcze dużą literą...
              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:41
                Tak, będziemy teraz rozkminiać poprawność odmiany głupawego określenia na ematkowego faceta, czy tego że zeżarłam literkę. A skoro Miś to nazwa własna takiego faceta to upieram się przy dużej literze jednak tongue_out
                • toxicity1 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:45
                  chipsi napisała:

                  Tak, będziemy teraz rozkminiać poprawność odmiany

                  Nie, nie będziemy. Jakoś trudno Ci przyznać, że średnio to wyszło.
                  Nie tylko ja zresztą zwróciłam na to uwagę...
                  Zapamiętaj - obrona misiÓW, nie misi.
                  • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:50
                    MISIA miało być, l.p. No ale ok, masz mieć, ja jestem głupia a Ty taaaaaka mundra.
                    • helufpi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 17:56
                      Ej, no, nie wydaje mi się. Wszak wiadomo, że mianownik l.poj. "ten misiu", dopełniacz l.mn. "tych misi", a celownik l. poj. "temu misiu". Wszystko gra, nie zbłądziłaś, nie wiem, po co się tłumaczysz.
                • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:45
                  Świadczy to o dużym szacunku dla misi(ów) z twojej strony ;-D
        • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:37
          chipsi napisała:
          > Też nie troluj. Nie ja tu takie określenie wymyśliłam, padło w tamtym wątku
          > więc poluzuj warkoczyki proszę.

          Określenie to dotyczy facetów-ciap. Nie każdy ma ciapę w domu.
      • paliwodaj Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 16:01
        >To nie wiem, bo ja nie mam w domu misia. Mam mężczyznę
        kazda ma na poczatku mezczyzne, a pozniej misia, na koniec dupka, taka kolejnosc . Wiec sie nie wczuwaj
        • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 16:56
          Uważasz, że ponad dwadzieścia lat razem to początek?
          Optymistyczne spojrzenie big_grin

          Za ile lat w takim razie mam się spodziewac "później", a kiedy "na koniec"?
    • kropkacom Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:14
      Partnerka ma prawo czuć dyskomfort, ale czemu od razu zakładać, że to skończy się w łóżku. Bo chyba przed czymś go broniłaś, tak? Podobnie z telefonem, który jest realnym zagrożeniem dla związku.
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:29
        Wiadomo że nie tyle jego co siebie samej, spokoju w związku. Nawet jeśli byłam przekonana o wierności męża to denerwował mnie jego brak asertywności i (może to głupie) było mi wstyd przed znajomymi, którzy byli świadkami.
        • kropkacom Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:32
          No to zupełnie inny problem. smile
    • inguszetia_2006 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:14
      Witam
      Nie będę bronić Misia. Ani mi się śni. Głupi miś mi niepotrzebny. Za stara jestem na takie wojenki.
      Pzdr.
      Ing
      • niutaki Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:17
        Ani misia ani misi bronic nie bede, jestem leniwa. Jesli misiu ulegnie - znaczy to nie byl dobry wyborwink
    • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:18
      Myślę, że w takiej sytuacji sama bym nabyła jakiegoś równie zdeterminowanego adoratora - to byłoby dla mnie znacznie przyjemniejsze niż robienie zadymy, a przypuszczam, że otrzeźwiłoby mojego męża w pięć minut. Ale to tylko gdybanie. Parę zdeterminowanych wielbicielek mąż miał, ale usadza je zanim zaczną mieć wpływ na nasze relacje. Czasem jest wręcz zbyt obcesowy jak na mój gust, ale twierdzi, że wie co robi i że w przypadku niektórych ludzi, trzeba raz a dobrze.
    • dziennik-niecodziennik Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:28
      tylko ja nie do konca rozumiem po co robić wrzaski, sceny, zadymy, awantury i dżihad.
      przecież wystarczy normalnie porozmawiac.
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:35
        Niestety nie wystarczyło. Spokojne rozmowy kwitował że "nie chce być niegrzeczny bo to siostra przyjaciela". Nie było scen (choć kusiło mnie potraktować panienkę gorącym barszczykiem tongue_out ) ale w tej sytuacji postanowiłam być , hm, mocno stanowcza. Oczywiście dla męża, nie robiłam z siebie publicznie histeryczki smile
        Dodam że to było daaaawno i jeszcze przed ślubem.
        • dziennik-niecodziennik Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:48
          moze nie do konca uświadomiłaś mu zagrożenie jakie niesie sytuacja.
          no nie wiem. uwazam że wszstko jest kwestią doboru słów i tonu. te same argumenty mozna wykrzyczec - moze to oddaje dobrze uczucia, ale naraża nas na skwitowanie "histeryzujesz" i olanie - a mozna podac spokojnie i logicznie, co bardziej dociera do facetow. przynajmniej u mnie to sie zawsze sprawdza. a jest uzasadnione tym bardziej że robienie awantury gluszonemu facetowi przypomina nieco krzyczenie na ofiarę przemocy.
    • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:29
      jak mawiała mojej śp. babcia " jak suka nie da ,to pies nie weźmie"
      • m_incubo Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:35
        Widać głupota u was rodzinna.
      • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:38
        Rodzina suk?
      • toxicity1 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:39
        guderianka napisała:

        jak mawiała mojej śp. babcia " jak suka nie da ,to pies nie weźmie"

        A Ty w ogóle rozumiesz o co w tym wątku chodzi?
        Ja na początku też nie wiedziałam; zmyliła mnie "Misia".
        Chodzi właśnie o to, że "suka chce dać".
        • m_incubo Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:48
          Przeciwnie, w tych babcinych mundrościach chodzi głównie o to, że to "pies" chce wziąć.

          Wcześniej czy później trafi na tę, która "da", co automatycznie sceduje większość winy na nią. Jakby nie dała, on by przecież biedny nie wziął. Z tego prosty wniosek że widać żona kiepska w te klocki. Przecież jakby wszystko miał, za sukami by nie latał. Biedny miś. Znaczy pies.
          • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:51
            Nie geniuszu
            Tu chodzi o OKAZJE
            • m_incubo Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:55
              Okazja, to czyni złodzieja.
              Jak masz w domu złodzieja, psa czy misia to faktycznie lipa.
              Rzuć jeszcze jakimś życiowym powiedzonkiem.
              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:05
                Myślę że tu o coś innego chodzi. Wyobraź sobie parę w wieloletnim związku. Jest miło i przyjemnie ale pojawia się ktoś trzeci. No i miłym uśmiechem kochającej mężatki nie zdobędzie. No ale dasz głowę co by było gdyby adorator obsypywał ją kwiatami, pisał wiersze czy robił inne bzdury, które uwielbia?
                • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:07
                  A dlaczego tych 'bzdur' nie robi mąż?
                  • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:17
                    Jest zbyt zajęty problemami dnia codziennego? Robi 100 innych rzeczy dla ukochanej ale te niestety pominął? Robi to ale źle lub tamten robi lepiej? Efekt nowszego modelu?
                    • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:47
                      I awantura ma te jego rzeczywiste niedostatki w oczach ukochanej zniwelować? Jakim sposobem?
                      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:01
                        Awantura ma mu uświadomić że to nie żarty i ma się dostosować albo spadać. Mówimy o sytuacji gdy spokojna rozmowa nie przyniosła oczekiwanych rezultatów.
                        • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:10
                          Awanturuję się wtedy, kiedy jestem naprawdę wściekła i nie mogę już inaczej, a nie po to, żeby coś komuś uświadomić. Nie chciałabym żyć z osobą, do której nie dociera to, co mówię na spokojnie. Brak zrozumienia dla "bardzo mi przykro patrzeć, jak się migdalisz z X" oznacza po prostu brak woli zrozumienia.
                          • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:38
                            Byłam naprawdę wściekła i naprawdę nie potrafiłam już inaczej. Trochę tłumaczy mnie wiek smile I przecież nie rzucałam k..wami ani talerzami, zwyczajnie byłam stanowcza i postawiłam sprawę "na ostrzu noża". Facet wygrywał na argumenty, wiesz, on nic złego nie robi, to nie on ją zaczepia, on odmawia a ja chcę by był niegrzeczny i pokłócił się z przyjacielem i miał nieprzyjemności w pracy. A ja nie potrafiłam wtedy wytłumaczyć dlaczego to JA mam rację smile Na szczęście zrozumiał.
                            Zresztą nie o formę tu chodzi czy ton głosu tylko o sam fakt reakcji na zaistniałą sytuację, bo o tym wątek. Dziwi mnie jak łatwo odpuszczacie całkiem fajny związek. Niby nie zazdrosne, niby wyrozumiałe ale rzucacie faceta gdy tylko trochę urazi wasze ego.
                            • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:45
                              Nadinterpretowujesz i to znacznie. Po pierwsze nie rzucamy, ale najwyżej nie zatrzymujemy na siłę.

                              Po drugie moim zdaniem w tej dyskusji chodzi właśnie o formę. Twoim zdaniem dżihad jest usprawiedliwiony i może być skuteczny. O ile rozumiem, że kogoś mogą nerwy ponieść i zachowa się gwałtownie w obliczu zdrady, to nie jest to moim zdaniem żaden sposób, żeby kogoś przy sobie zatrzymać i wręcz nie chciałabym, żeby ktoś myślał, że jeśli nie robię awantury to nie uważam sytuacji za poważną, albo żeby się tych ewentualnych awantur obawiał i ze względu na nie zmieniał swoje zachowanie lub nie. Forma jest moim zdaniem ważna. Zastanów się czy wolisz, żeby w celu odbycia z tobą stosunku mąż cię uwiódł czy zrobił ci awanturę, że seksu już trzy dni nie było?

                              Jeśli chodzi o urażone ego to uwierz mi, że znacznie większej pokory potrzeba, żeby komuś szczerze i na spokojnie powiedzieć "przyjdź dziś wieczorem do domu, tęsknię za tobą", czy żeby właśnie powstrzymać się od awantury, jeśli faktycznie nic oprócz flirtu się nie wydarzyło. Tak naprawdę to właśnie twoje urażone ego chce się awanturować i uważa, że ma do tego prawo.
                              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:52
                                Także nadinterpretujesz. Postawienie sprawy na ostrzu noża nie oznacza dżihadu. Owszem forma jest ważna ale bez przesady, nie zawsze można czy ma się ochoty grzecznie mrugać oczkami i prosić o wysłuchanie. Czasem trzeba być stanowczym by postawić na swoim. I znowu stanowczym nie oznacza dżihadu.
                                I nie o zatrzymywanie na siłę chodzi tylko o uświadomienie że jeśli to a to się nie zmieni to ja podziękuję.
                                • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:02
                                  Może w takim razie opiszesz dokładnie co miałaś na myśli używając słowa "zadyma" w swoim pierwszym poście?

                                  Powtarzam już któryś raz, że nie widzę nic upokarzającego w próbach posklejania związku, odbudowania relacji między małżonkami itd. Natomiast niektóre sposoby, np. właśnie to co rozumiem pod pojęciem "zadyma" wydają mi się po prostu przeczyć swojemu zamierzonemu celowi.
                                  • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:16
                                    Postawiłam sprawę jasno - wóz albo przewóz. Dosadnie a nawet podniesionym tonem zażądałam skutecznego ukrócenia podchodów panienki i ostrej reakcji na próby swatania ze strony jej brata. Albo przyjaciel z siostrą albo ja.
                        • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:19
                          Awantura świadczy zazwyczaj tylko i wyłącznie o buzujących emocjach nad którymi trudno zapanować. A jak człowiek nie panuje nad sobą, to raczej składnie nie gada.
                          Poza tym znana jest zasada, że im ciszej się mówi, tym większe skupienie wywołuje to w słuchaczu.
                          • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:41
                            Czy awantura musi oznaczać krzyk i rękoczyny? Ostre, dosadne słowa (nie mylić z obrażaniem) z wysuwaniem żądań i określeniem konsekwencji nie podlegających dyskusji to już nie spokojna rozmowa ale jeszcze nie "jesień średniowiecza".
                            • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:56
                              Co z wami dziewczęta?
                              Najpierw jedna twierdzi, że rozumie dzihad jako interwencję, teraz ty uważasz, że awantura to rodzaj rzeczowego i spokojnego przedstawiania argumentów.

                              W ten sposób nikt was nie zrozumie. Proszę zatem o definicje zjawiska o którym ma być rozmowa na wstępie wątku następnym razem.
                              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:22
                                No dobra, bo trochę się zaplątałyśmy smile Generalnie chodzi o interwencję. Ja uważam że uzasadniony jest podniesiony ton i ostre wyłuszczanie oczekiwań z określeniem konsekwencji włącznie. Czyli "albo ją spuścisz brutalnie na drzewo albo się pożegnamy". Jako "dżihad" rozumiem rzucanie talerzami, przyduszanie panienki na trawniku i nazywanie partnera niewiernym siusiakiem, na co sobie nie pozwalam.
                                • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:42
                                  Chipsi, możesz sobie w swoim związku robić, co chcesz i niczyjego usprawiedliwienia nie potrzebujesz. Naprawdę.

                                  Ja z kolei nie potrzebuję podnosić tonu i określać konsekwencji, bo one są oczywiste od samego początku i z samej natury łączącej nas relacji. Gdybym widziała, że mój mąż nawiązuje zbyt intymny kontakt z inną kobietą, gdybym czuła się z tym zagrożona i powiedziała mu o tym, a on by nie reagował to nie czułabym złości, a smutek. Byłoby mi cholernie przykro, że to co nas łączy najwidoczniej zdechło. Gdybym mimo wszystko chciała odbudować nasz związek to podniesiony ton i ostre słowa nic by nie dały. Mogłoby go to najwyżej powstrzymać od spotkań czy kontaktów z inną kobietą, ale to samo w sobie niczego by nie naprawiło.
                • m_incubo Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:17
                  Ja się odnoszę tylko do skrajnie idiotycznego powiedzonka powyżej. Podobnie alergicznie reaguję na światłe teksty, zwłaszcza wypowiadane przez kobiety, w stylu "gdyby nie łaziła w krótkiej kiecce, to by jej nie zgwałcili".
                  Niestety, powiedzonko o psach ma niewiele wspólnego z normalnymi związkami, podobnie jak miś nie ma nic wspólnego z mężczyzną.
                  Co do twojego pytania, oczywiście głowy nie dam. Za to mam wielką nadzieję że nie chodzi o to, że wypadałoby tę kochającą mężatkę "bronić" przed adoratorem, bo sama się bidna bronić nie potrafi.
              • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:26
                A mam ? big_grin
                Bo powiedzonka znam i sprawdzają się one- czego forum jest przykładem

                Znam jeszcze kilka, np. takie :

                Uderz w stół, a nożyce się odezwą tongue_out
            • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:08
              guderianka napisała:
              > Nie geniuszu
              > Tu chodzi o OKAZJE

              Czyli musisz mężusia od 'okazji' (innych kobiet) izolować bo jak spuścisz z łańcucha to się na 'okazję' rzuci?
              • dziennik-niecodziennik Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:14
                to tak jak mojej znajomej narzeczony nie pozwalał isc doknajpy samej - w sensie bez niego, chocby miała isc w grupie dwudziestu osób, to i tak nie pozwalał - bo takie kluby to niebezpieczna rzecz, jeszcze go dziewczyna zdradzi. w koncu spytałam czy jej nie przeszkadza ze osobisty partner uwaza ją za kobietę lekkich obyczajów, ktora tylko marzy o tym żeby sie w knajpie puszczac po kątach.
                to "ograniczanie okazji" to z tej samej mańki jest.
                • m_incubo Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:23
                  Ja mam za to w pracy koleżankę, która w tej samej sytuacji jest zachwycona, bo ten Zdzichu tak ją kocha. Każdy wyjazd, nawet z pracy, okupiony gorączką męża. Oczywiście z miłości.
                  Cóż, każdemu według potrzeb.
              • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:28
                Każdy kładzie po swoim przykładzie
                ( to że Ty swojego musisz na łańcuchu trzymać, nie znaczy że tak jest u mnie. W ogóle masz jakieś dziwne skojarzenia-wczoraj klatka, dzisiaj łańcuchy-współczuję rzeczywistości w jakiej żyjesz)
                • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:35
                  Kobieto - to Ty piszesz o 'okazjach' więc na swoim to Twój przykład.

                  Ze mnie okazja nie czyni złodzieja - z mojego chłopa również. Twój to ponoć policjant - jak ktoś proponuje łapówkę to bierze? Stąd o 'okazjach' wiesz?
                  • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:53
                    Ale ja nie piszę O SWOICH OKAZJACH ale o powiedzonku ( jakich zresztą wiele)
                    Masz jakiś problem i to już od dawna, bo czepiasz się wszystkiego co piszę i przypisujesz mi jakieś sytuacje historie i sytuacje rodzinne tak jakbym swoje życie opisywała. Albo czepiaj się konkretnie i konkretów-czasem Ci się zdarza albo spłyń, bo już mnie drażnisz.
                    • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:26
                      guderianka napisała:
                      > Ale ja nie piszę O SWOICH OKAZJACH ale o powiedzonku ( jakich zresztą wiele)

                      Więc tak sobie losowo wchodzisz do wątku i wypisujesz losowo jakieś powiedzonko? Byle popisać? Nie na temat?
                      • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:33
                        Tak, czasami tak se wchodzę i piszę to co uważam. Wolno mi.
                        Ty też wchodzisz sobie w wątek i wpisujesz różne dziwne rzeczy nie na temat. Wolno Ci.
                        Ale ode mnie się odstosunkuj bo nic merytorycznego to do wątku nie wnosi
                        • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:13
                          guderianka napisała:
                          > Tak, czasami tak se wchodzę i piszę to co uważam. Wolno mi.
                          > Ty też wchodzisz sobie w wątek i wpisujesz różne dziwne rzeczy nie na temat.

                          No właśnie ja piszę NA TEMAT WĄTKU. A Ty właśnie przyznałaś, że tak sobie bez powodu bredzisz. I do tego dziwisz się, że ludzie czytając biorą Cię za osobę w pełni władz umysłowych i myślą, że się odnosisz do meritum a nie pitu-pitu cośtam sobie napiszę.
                          • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 15:49
                            Nie napisałam, że bredzę. Ty bredzisz. I stosujesz to co moja nastolatka a wiec czepianie się słówek i zaczynanie innego tematu byleby tylko uciec od wątku głównego. Tyle, ze ja na goowniarskie zachowania odporna jestem i uprzejmie wracając do meritum zwracam uwagę, że nie używam słów, które Ty używasz, a to, ze ich używasz świadczy źle o Tobie , a nie o mnie. Twoje pisanie nie jest na temat-jest zwyczajnym przyper%^&OOniem się, i to nie tylko do mnie ale do całej rzeczy forumek. Dziwię się im, ze z Tobą w ogole dyskutują, i sama sobie się dziwię-ale to pewnie takie macierzyńskie przyzwyczajenie. Posłucham, pokiwam z politowaniem głową a Ty piekl się dalej
                            Aha-i jeszcze jedno- widzę, ze próbujesz być Bogiem i mówisz w imieniu ogólu. Z Tobą jest gorzej niż myślałam tongue_out
                            • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 16:05
                              Nie jestem Twoją córką 'gó...arą' żebyś sobie używała. Pisz co chcesz ale jakoś inni też nic nie zrozumieli z tych Twoich bredni.

                              Dobra rada - jak Ci 3 osoby mówią, że jesteś pijana - połóż się zamiast bić pianę, że nic Ci nie jest.
                              • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 16:44
                                Jasne, słoneczko smile
                              • aneta-skarpeta Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 19:52
                                araceli nie czepiaj sie

                                guderianka powiedzial- a moja babcia to tak mowi- w takiej sytuacji

                                i tyle

                                a ty juz guderiance zrobilas terapie- zlituj sie
                    • rosapulchra-0 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 15:23
                      Gude, pewnie cię to nie pocieszy, ale nie jestes jedyną w kręgu 'do kogo sisię dowalić'araceli.
                      • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 15:49
                        Masz rację, nie pociesza mnie to. Doskonale o tym wiem-napisałam wyżej , ze się dziwię, że inne jeszcze z nią dyskutują.
        • fadilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:56
          To pokazuje pewien schemat myślenia. Myślała, że to atak na jakaś Miśkę (kobietę), więc się przyłączyła, a skoro o Miśków chodzi to zmienia postać rzeczy.
      • goodnightmoon Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:40
        guderianka napisała:

        > jak mawiała mojej śp. babcia " jak suka nie da ,to pies nie weźmie"

        Babcia miała rację, tylko że wątek jest o tym, że kobieta chętnie by dała, mąż niby nie chce brać, ale nie wiadomo jak długo jeszcze i co z tym zrobić wink
        • ina_nova Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:10
          Oczywiście, że babcia miała rację, że facet to bezwolne cielę, które łazi bez spodni i dopóki nie widzi wystawionego tyłka, to sam się o taki nie zatroszczy. Co za brednie.
          • goodnightmoon Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:27
            ina_nova napisała:

            > Oczywiście, że babcia miała rację, że facet to bezwolne cielę, które łazi bez spodni i dopóki nie widzi wystawionego tyłka, to sam się o taki nie zatroszczy. Co za brednie.

            Chyba źle rozumiesz sens przytoczonego powiedzonka.
            Chodzi w nim o to, że facet może się dowoli "troszczyć", ale jeśli kobieta nie jest chętna, to jej tyłka nie dostanie.

            Zrozumiałaś już? Jeśli nie, mogę podać przykłady.
            • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:29
              Dzięki good
              Aczkolwiek zrozumienie i interpretacja niestety jak widać spaczone obecnymi czasami ( lub własnymi doświadczeniami)
              • ina_nova Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:47
                Niby czym konkretnie spaczone? Moje rozumienie tego powiedzenia jest dokładnie takie jak opisałam wyżej i to raczej nie obecne czasy wpłynęły na taką interpretację, ale pokutujące stereotypy, że facet to przeważnie zdrady nie jest winny, zazwyczaj zła jest ta trzecia i pewnie jeszcze wzięła go jakimś podstępem.
                • aneta-skarpeta Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 19:54
                  ale w tym powiedzonku nie chodzi o to, ze chlopy są jak psy- byle tylko jakas chetna była

                  tylko o to, że nawet jak sie facet sfokusuje na babę- nie każdy- ale baba nie chce to i tak nic z tego nie wyjdzie
                  • best_bej Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 17:38
                    > ale w tym powiedzonku nie chodzi o to, ze chlopy są jak psy- byle tylko jakas chetna była
                    > tylko o to, że nawet jak sie facet sfokusuje na babę- nie każdy- ale baba nie hce to i tak nic z tego nie wyjdzie.

                    w tym wątku chodzi o coś zupełnie odwrotnego- jak BABA CHCE a chłop nie chce- to coś z tego wyjdzie.
            • ina_nova Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:45
              No ok, ale i tak powiedzenie jest durne bo niby o czym traktuje, zwłaszcza w kontekście ostatnich wątków? Chodzi o usprawiedliwienie mężczyzny?
              • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:48
                Nie
                Chodzi o to, że do tanga trzeba dwojga
                • ina_nova Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:52
                  Ok, ale nadal nie widzę związku z tym wątkiem.
                  • goodnightmoon Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:59
                    ina_nova napisała:

                    > Ok, ale nadal nie widzę związku z tym wątkiem.

                    Akurat w tym wątku to powiedzenie zostało nie na temat przytoczone, co nie sprawia, że samo w sobie jest bzdurne smile Jest, choć dosadne, bardzo prawdziwe, w każdych czasach.
                  • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:15
                    ina_nova napisała:
                    > Ok, ale nadal nie widzę związku z tym wątkiem.

                    Nie Ty jedna. Guderianka sama przyznała, że sobie tak gada od rzeczy i już. Sensu nie uświadczysz.
                  • guderianka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 15:57
                    Tak mi się skojarzyło.
                    W jakichkolwiek relacjach między ludźmi znaczenie ma podejście obu stron. To co robią, jak się zmieniają. Akcja wywołuje określoną reakcję.
      • dziennik-niecodziennik Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:50
        z jednej strony tak, ale z drugiej - czy to znaczy ze suka jest winna, a pies juz całkiem nie?...
      • princess_yo_yo Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:40
        obrzydliwa madrosc ludowa, czy to przytaczana dla usprawiedliwienia gwaltu czy romansu dokladnie tak samo wstretnie obarcza cala wina kobiete. smutne ze kobieta nie ma problemu zeby takie madrosci wyglaszac.
    • fadilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:32
      Tytuł mylący, myślałam że chodzi o jakąś Miśkę a to o miśków. Polski język jest tak nieprecyzyjny, tez mam czasem problem z odmianą.
      Jeśli już, to nie jest obrona Misia, tylko obrona siebie. Awantur i scen z rzucaniem telefonu bym nie robiła, ale złośliwe docinki, ironiczne, kąsliwe, dosadne parodiowanie pani namolnej i zachwyconego chłopa - owszem.
    • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:39
      Nie mam misia, facet broni się sam. Robienie scen, odgrywanie fochów, wrzaski, walenie telefonem o podłogę itd uważam za szczyt żenady.
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:44
        A co jeśli broni się mało skutecznie? Odchodzisz?
        • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:59
          Mój chłop zdaje sobie doskonale sprawę gdzie jest granica. Jeżeli ją przekroczy to cóż.. jest wolnym człowiekiem i wie, że może wszystko, tylko nie wszystko ze mną u boku. Jak dotąd układ sprawdza się znakomicie. Jeżeli uzna, że inna jest warta zrezygnowania ze mnie to cóż... pożegnamy się.
          • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:07
            A jeśli nie chce z Ciebie rezygnować, nie zdradzi, ale "nie chce być niegrzeczny" ? Załóżmy że chłop jeszcze bardzo młody i mało asertywny smile
            • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:10
              No to nie będzie niegrzeczny. Jego sprawa. W Twoim przykładzie mąż nic nie zrobił poleciał na pochlebstwa, których jak wynika Ty mu skąpisz.
              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:23
                Jeśli nawet by tak było, że skąpię, to by tłumaczyło gdyby poszedł z inną?
                W życiu jest trochę jak w markecie. Nie kupujesz niepotrzebnych rzeczy, jesteś odporna na reklamy ale może się zdarzyć że ktoś ci tak zareklamuje kosiarkę że ją kupisz nawet nie mając ogródka.
                Wiem, filozofuję smile
                • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:25
                  chipsi napisała:
                  > Jeśli nawet by tak było, że skąpię, to by tłumaczyło gdyby poszedł z inną?

                  Nie - nie tłumaczyłoby ale on nie poszedł.
        • ina_nova Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:12
          Ale co to znaczy mało skutecznie, tabletkę gwałtu mu ktoś do drinka wrzuca?
          • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:27
            Mało skutecznie, czyli w tym przypadku adoratorka nie reaguje na grzeczną odmowę i unikanie spotkań. Nie reaguje nawet na bardziej stanowcze "nie" i nie przeszkadza jej obecność partnerki wybrańca czy uwagi robione przez osoby postronne.
            • bumbunierka1 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:30
              chipsi, do NIEspotykania sie nie sa potrzebne zadne "skuteczne metody". Spotykanie sie musi byc wykonane przez obie osoby. Wystarczy ze jedna (Twoj maz) sie poprostu NIE spotka. I naprawde nic wiecej nie trzeba robic, zbedne zupelnie jest szukanie takich czy innych metod wink
              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:39
                Jak niżej: nie zawsze można się nie spotkać.
            • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:33
              Ale to jest chyba problem tej pani, nie twój. Jeśli lubi robić z siebie kretynkę to trudno.
              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:38
                Mój o tyle że spotykaliśmy się w gronie znajomych, byliśmy powiązani przez przyjaciół i pracę. Niestety nie każdy patrzył na nią jak na wariatkę, wiele osób lubiło ją bardziej niż mnie, uważało że ona byłaby lepszą partią dla mojego narzeczonego niż ja.
                • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:01
                  Mam w zajdzie co ktoś obcy myśli na temat mojego związku. Dlatego kompletnie nie rozumiem o czym mówisz.
                  • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:26
                    Ty masz, ja nie. Mam uczucia i było mi zwyczajnie przykro że przyjaciel mojego narzeczonego mnie nie toleruje i chciał zeswatać go ze swoją chętną siostrą. Innych przekonałam do siebie, czyli nie jestem taka do końca zua big_grin
    • bumbunierka1 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:44
      Chipsi, a czy Ty mialas kiedys jakiegos wielbiciela, bedac juz mezatka? Z watku wnioskuje, ze raczej nie... Ale pomysl, jakis pan robi do Ciebie "niesmiale podchody", jak to okreslasz. Ty sie z niego smiejesz i opowiadasz mezowi. Pan kontynuuje podchody. Ty "grzecznie odmawiasz, wymigujesz sie ze spotkan" a na oburzenie meza mowisz, "ze nie chcesz byc niegrzeczna". I teraz sa dwie mozliwe drogi:
      - maz nie reaguje, i wtedy idziesz z panem w dluga, tak? No nie powstrzymal Cie maz, wiec sie nie dalo inaczej... wink
      - ewentualnie: maz robi Ci dzihad, i malzenstwo uratowane!

      Jak to widzisz? wink
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:58
        Miałam, miałam. Ale wolę nie opowiadać bo mi znowu takie jedne tutaj coś dopiszą tongue_out
        Cóż, gdy czuję się adorowana a mój facet ma to gdzieś lub mu to nie przeszkadza to nie odczuwam głębszej potrzeby by z tej adoracji przestać korzystać. I nie chodzi tu o zdradę czy inny romans ani odwzajemnienie nawet. I dopiero gdy się jest z drugiej strony widzi się jakie to wkurzające.
        • bumbunierka1 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:10
          > Cóż, gdy czuję się adorowana a mój facet ma to gdzieś lub mu to nie przeszkadza
          > to nie odczuwam głębszej potrzeby by z tej adoracji przestać korzystać.


          No i git. Troche adoracji nikomu jeszcze nie zaszkodzilo. Milo jest podobac sie swiatu.

          I nie
          > chodzi tu o zdradę czy inny romans ani odwzajemnienie nawet.


          No prosze, jednak nie? Nie potrzebujesz dzihadu ze strony meza, zeby go nie zdradzic? Sama wiesz, na czym Ci zalezy, czego chcesz...

          I dopiero gdy się
          > jest z drugiej strony widzi się jakie to wkurzające.


          Ze w Tobie taka sytuacji wywoluje paniczny strach i jest powodem do "dzihadu" (zreszta w 3/4 emam) to owszem widac... Dlatego wlasnie zapytalam, czy adoracja i mile komplementy kolegi z dzialu technicznego powinny byc natychmiast ostro ukrocone przez Waszego meza lub Was osobiscie, bo jak nie ukrocicie tego ostrymi slowami to niechybnie pojdziecie z rzeczonym kolega do lozka... wink
          • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:33
            Przede wszystkim rozróżniłabym tutaj delikatny flirt od ostrego rwania. W przypadku mojego (wtedy jeszcze nie) męża było to desperackie rwanie na chama z wykorzystywaniem osób postronnych tongue_out
            Jeśli mam być naprawdę szczera to nie dam głowy czy bym się nie skusiła gdyby adorator był wybitnie skuteczny i pociągający a partner miał to gdzieś. Nie wiem czy nie uznałabym że adoratorowi zależy bardziej niż własnemu chłopu gdyby ten nie zareagował.
            • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:55
              Zdarza się, że ludzie się rozstają, odchodzą itd., nawet bez bycia po chamsku rwanym. Czy to usprawiedliwia robienie awantur i traktowanie kogoś jak swojej własności? Jeśliby mojemu narzeczonemu w okresie narzeczeństwa tak bardzo podobały się zaloty innej kobiety, że czułabym się zlekceważona i on nic by z tym nie zrobił nawet jeśli bym go poinformowała o swoich uczuciach, to po pierwsze przemyślałabym, czy aby na pewno zaręczyny z nim to był dobry pomysł, i niewykluczone, że bym je zerwała. Lepiej na tym etapie niż po ślubie z dzieckiem w drodze.

              Gdyby mnie ktoś pociągał bardziej niż narzeczony czy bardziej niż mąż do tego stopnia, że nie chciałabym nad tym zapanować to awantura ze strony narzeczonego i męża mogłabym mnie najwyżej szybciej popchnąć w ramiona ich rywala.
              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:12
                Z jednej strony masz rację, z drugiej ta sytuacja nie była normalna. Jak widać postawienie narzeczonego do pionu przyniosło jednak skutek. Zresztą wiem jak to działa w drugą stronę: myślałam "a niech pobędzie trochę zazdrosny, dobrze nam zrobi", nie brałam na poważnie złośliwości odnośnie adoratora czy drobnych fochów o głupiego smsa. I tez trzeba mi było wiadra zimnej wody na głupi łeb tongue_out
                Eh, dawno i nie prawda wink
                • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:31
                  Mnie by po prostu nie satysfakcjonował taki skutek w wyniku awantur, histerii, gróźb itp. Jeśli w okresie narzeczeństwa musiałabym się posuwać do takich kroków to uznałabym, że gra nie jest warta świeczki i mocno obawiałabym się o ewentualne powodzenie przyszłego małżeństwa.

                  Jeśli tobie to pasuje, to twoja sprawa.
                  • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:46
                    Histeria, groźby, hm. Nigdy nie powiedziałaś partnerowi że jeśli cię skrzywdzi/sprawi przykrość/dowolne przewinienie to będzie to koniec? Ot, trafiałaś na same ideały, tudzież zrywałaś bez uprzedzenia?
                    • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:54
                      Mnie się zdarzało zachowywać w najróżniejszy sposób. Dramatyzowałam, groziłam, obrażałam, rzucałam, pozwalałam się przepraszać i wracałam, a potem wszystko od nowa. Zanim wyszłam za mąż byłam w kilku dość poważnych związkach. To co piszę wynika właśnie z doświadczenia, jakie z nich wyniosłam.
              • minor.revisions Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 16:43
                to nie jest tra traktowanie kogos jak swoja wlasnosc. facet ma wona wole, zeby odejsc, mimo dzihadu. to jest bardzo zdecydowane i jednoznaczne przedstawienie stanowiska: jesli zamierzasz kontynuowac, to raczej nie jako moj partner.
    • lilly_about Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:46
      Ale u was to chyba jest problem, że panu misiowi podoba się adoracja ze strony innych kobiet, a pani misiowej niekoniecznie....
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:59
        A to dziwne że komuś się nie podoba że mu ktoś usilnie partnera wyrywa?
        • lilly_about Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:46
          Z tego, co pisałaś, to wcale nie usilnie i wcale ten biedny miś się nie broni. Więc?
          • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:14
            Nie biedny a głupi. I owszem, pisałam o usilnym rwaniu i nieasertywnej obronie. Więc co byś zrobiła?
            • lilly_about Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:17
              Całe zycie miałabym się starać, zeby miś nie bzyknął innej baby? Wolne żarty
              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:48
                Jakie całe życie? Jakie bzyknoł?
                Wyobraź sobie że Twój facet dostaje miłosny list. Ot, nie reagujesz, o nic nie pytasz, wykazujesz całkowite zrozumienie i życzysz chłopu i babie miłego dnia czy pakujesz mu walizki bez szansy na wytłumaczenie?
                • lilly_about Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:57
                  Ależ oczywiście, ze reaguję. Twój problem polega na tym, że ty winisz tamtą babę, a swojego misia uważasz po prostu za głupiutkiego. Skoro wolisz tak to przecież twoja wola. U mnie nie byłoby problemu, bo on sam by tę sprawę załatwił, nie ma też potrzeby być adorowanym przez inne, tak więc wiesz...
                  • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:07
                    Dziwne wnioski wyciągasz, naprawdę. Przeczytaj wątek jeszcze raz to może zauważysz że nigdy do tamtej baby z niczym nie wyskoczyłam a pretensje miałam do chłopa właśnie. I nie za to że uległ, bo nie uległ, tylko że nie był wystarczająco dosadny.
                    Tak na marginesie, naprawdę myślisz że taki Brad Pitt jest adorowany bo ma taką potrzebę a nie dlatego że to niezłe ciacho dla wielu? Tak więc Brak adoracji nie wynika z braku potrzeby smile
                    • lilly_about Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:13
                      Aaaaa czyli tak naprawdę to żeście oboje się cieszyli, ze w końcu poza tobą ktoś go zauważył? Wyciagam wnioski z tego, co piszesz, a to, że od pierwszego postu do tego tutaj zmieniasz lekko wersję, to juz twój problem. Przecież to ty chipsi się oszukujesz, ze potrafisz utrzymać faceta w ryzach.
                      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:31
                        Pokaż mi palcem gdzie coś zmieniłam? Po kiego grzyba dopisujesz coś czego nie było? Nie muszę się oszukiwać, żyjemy zgodnie od dawna a opisana sytuacja miała miejsce raz przed kilkunastoma laty. Zresztą to Ty uważasz że niesłusznie się wtedy rzucałam.
                        • lilly_about Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:43
                          To czemu nie napisałaś tego od razu, że opisujesz jednorazową sytuację sprzed lat? Poczytaj sobie swoje wypowiedzi z poczatku tego wątku. Jasno z nich wynika, że chłop uległy na wdzięki kobiece, a ty niczym lwica bronisz JEGO.
                          • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:54
                            No to chyba czytasz inny watek niż ja piszę. I gdzie ja go broniłam? Oj weź...
      • elske Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:02
        Co druga uwaza, ze robienie scen czy jakiekolwiek pilnowanie swojego faceta to szczyt zenady i brak klasy. I tyle jesli chodzi o teorie . Bo w praktyce, to czlowiek dziala pod wplywem emocji . A co niektore wracaja na forum pod pod zmienionym nickiem i daja upust swoim zalom i rozczarowaniu, po tym jak Mis przestal sie pilnowac.
        I drogie panie, tez jestescie pilnowane przez swoich mezow. Tylko ze oni dzialaja troche inaczej. I bardzo czesto adorator jest odpowiednio usadzony, zanim malzonka zorietuje sie, ze byla na celowniku. Co niektora z was, mogla by sie zdziwic.
    • goodnightmoon Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 10:52
      W tej sytuacji nie chodzi chyba o obronę, tylko o przemówienie do rozsądku.
      Ja na pewno nie czułabym się komfortowo w takiej sytuacji i, gdyby mąż sam nie postawił od razu sprawy jasno, poprosiłabym żeby to zrobił.

      Dobrym sposobem jest przykład odwrócenia sytuacji - zapytać, czy jemu by się podobało, gdyby żona miała zdeterminowanego adoratora i rozpływała się w tym adorowaniu.

      Bardzo się cieszę, że nieliczne adoratorki mojego męża dają się spławić kulturalnie i dyplomatycznie http://emots.yetihehe.com/2/spoko.gif
    • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:00
      To nie jest obrona misia, tylko obrona własnego komfortu. Obca baba umizgująca się do mojego męża zaburza mi ten komfort i jeśli mąż jest za grzeczny, to mogę mu pomóc stać się mniej grzecznym, względnie wyręczyć go w spuszczeniu obcej baby na drzewo.
      • ina_nova Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:15
        >względnie wyręczyć go w spuszczeniu obcej baby na drzewo

        Nie rozumiem, dlaczego tak często podobne sytuacje są rozgrywane na poziomie żona (dziewczyna, konkubina itp) - adoratorka, a nie żona - mąż. W końcu to wasz partner przysięgał, obiecywał więc skąd złość na tą kobietę?
        • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:21
          Jaka złość? Na upierdliwą muchę się nie złoszczę, tylko traktuję ją packą, bo mi przeszkadza.
          • lilly_about Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:02
            I co ci to daje? Będzie kolejna. Problem tkwi w misiu, który jest podatny, a nie w paniach, które go adorują.
            • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:16
              Kolejne raz że nie były tak nachalne, dwa że skutecznie i od początku wyhamowane.
              • lilly_about Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:18
                Przez ciebie, a nie przez niego. Na serio fajnie sie żyje z chłopem, który leci na inne?
                • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:50
                  Ty mi powiedz. Ja nie wiem, mój nie leci.
            • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:16
              Mylisz się. I coś mi to daje, i kolejna się pojawić nie musi.
              Nic nie poradzę na to, że mój świat nie jest czarno-biały.
      • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:42
        > To nie jest obrona misia, tylko obrona własnego komfortu.

        Ależ komfortu nie zaburza ci obca baba, tylko lęk, że twój facet może ulec.
        I teraz: jesli dla ciebie mało istotne są jego chęci i pragnienia, a liczy się wyłącznie brak czynu zakazanego, to faktycznie trzeba facetowi "skrócić smycz".
        Dla mnie ważne jest, żeby druga strona była ze mną dobrowolnie, więc czy bzyknięcie na boku czy tylko wielkie chęci do tego bzyknięcia liczą się podobnie. A na chęci ani dżihad, ani krótka smycz wpływu nie ma.

        Tak czy inaczej obca baba nie jest PRZYCZYNĄ. Może być co najwyżej SKUTKIEM problemów małżeńskich/związkowych. A może być NICZYM, jeśli związek jest ok.
        • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:45
          I właśnie tu jest pies pogrzebany - nie uważam, żeby problemy małżeńskie były warunkiem sine qua non zgody na adorację obcej baby. To takie samo złudzenie, jak to, że nie zostanę zgwałcona, bo się nie ubieram wyzywająco i nie szwendam po ciemnych uliczkach.
          • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:03
            Masz rację, ale to nic nie zmienia, jeśli chodzi o zachowanie osoby, która obawia się zdrady. Ludzie nie postępują racjonalnie i czasem niszczą to, co najlepsze w ich życiu, i często nic nie da się na to poradzić.

            Nie muszę krzyczeć ani się awanturować, żeby do mojego męża dotarło, że zdrada będzie prawdopodobnie oznaczać koniec naszego związku w obecnej formie, że nie wiem czy byłabym w stanie z nim dalej mieszkać, itd.
          • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:11
            No dobra. Jeśli miś jest ogromnie zadowolony ze zwiazku z tobą, niczego mu nie brakuje, a i tak ma ciągoty do innych bab, to znaczy, że miś jest uszkodzony. A uszkodzonego misia nie ma co trzymać w domu.
            • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:22
              Zaryzykuję stwierdzeniem że z facetami, szczególnie bardzo młodymi, jest jak z dziećmi. Bywają grzeczne od urodzenia a innym trzeba pokazać granicę i uświadomić jaka spotka ich kara bo zwyczajnie będą próbowały na ile mogą sobie pozwolić. Zresztą dziewczyn tez to dotyczy. Ogólnie nowy związek tak wygląda.
              • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:29
                Ile miałaś takich nowych związków, żeby takie ogólne zasady formułować?
                • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:52
                  Mam odpowiednie podstawy.
                  Pytasz tylko po to by odpisać przekornie że za mało wiem lub żem przechodzona zależnie od odpowiedzi, prawda? smile
                  • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:09
                    Nie. Wydaje mi się, że masz bardzo niewielkie doświadczenie i byłabym mocno zaskoczona, gdyby odpowiedź była inna. Odbieram to co piszesz jako dość naiwne. Sorry za szczerość.
                    • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:30
                      Spoko. Ale teraz to Ty mnie zaskoczyłaś, serio. Naprawdę sprawiam wrażenie takiej niedoświadczonej? Nie no, trochę już na koncie różnych spraw mam, co nie znaczy że wiem wszystko smile
                      • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:50
                        Na mnie takie właśnie sprawiasz wrażenie.
                        • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:12
                          Zapytałabym dlaczego ale po co mamy się kłócić. Zaskoczona jestem Twoimi wnioskami bo o swoim związku tym czy innych właściwie nigdy tu nie pisałam poza tym razem.
                          • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:29
                            Gdzie tu powód do kłótni? To co piszesz o związkach sprawia, że wydaje mi się, że nie masz zbyt wielu za sobą, takie ogólne wrażenie odnoszę. Ciężko mi wskazać konkretną wypowiedź. Nie zdziwiłabym się gdyby się okazało, że twój mąż to twój pierwszy i jedyny kochanek do tej pory. Zresztą nic w tym złego i nie jest to żaden zarzut wobec ciebie.
                            • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:47
                              > Gdzie tu powód do kłótni?
                              Każdy powód jest dobry tongue_out
                              Nie gniewam się, naprawdę zaskoczyłaś mnie. W sumie ciekawie na własnej skórze odczuć jak bardzo można się pomylić znając kogoś tylko z forum smile To niech już zostanę tą niepokalaną małolatą wink
                              • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 11:33
                                Nie napisałam, że jesteś małolatą, a że miałaś niewielu facetów. Myślę, że jesteś po trzydziestce.
            • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:56
              Nie mówimy o ciągotach do innych bab, tylko o zgodzie na bicie pokłonów przez obcą kobietę. Od czerpania przyjemności z cudzej adoracji do ciągot jest całkiem spory kawałek.
              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 13:09
                O to to.
              • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:08
                Czego, bo się zgubiłam.
                Faceta adoruje obca baba. On jej nie ulega.

                To w czym jest problem?
                • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:08
                  Czekaj nie czego.

                  Durny telefon uncertain
                • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:21
                  Zaraz Ci pokażę drogę wink
                  Po prostu mnie to denerwuje. Mam niższy próg tolerancji, niż wzorcowa ematka, i interweniuję już na etapie nachalnej adoracji, a nie po wydaniu wszystkich oszczędności na damską bieliznę w nie moim rozmiarze.
                  • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:53
                    kawka74 napisała:
                    > Zaraz Ci pokażę drogę wink
                    > Po prostu mnie to denerwuje. Mam niższy próg tolerancji, niż wzorcowa ematka, i
                    > interweniuję już na etapie nachalnej adoracji, a nie po wydaniu wszystkich osz
                    > czędności na damską bieliznę w nie moim rozmiarze.

                    Czyli bez awantury chłop Cię zdradzi?
                    • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:57
                      Tak. Dlatego awanturuję się przynajmniej dwa razy dziennie, profilaktycznie. Zastanawiam się, czy nie przejść na wyższy poziom zabezpieczeń i nie awanturować się jeszcze przy obiedzie.
                      • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:59
                        Masakra uncertain
                        • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 15:12
                          Masakra to będzie dopiero po wprowadzeniu weekendowego bonusu - dodatkowe dwie, trzy afery, żeby uprzyjemnić dni wolne od pracy. Nie jest lekko, oj, nie, darcie się i rzucanie przedmiotami jest wyczerpujące, w dodatku kończą mi się talerze do ciskania o ścianę.
                          • nanuk24 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 18:40
                            Awanturowanie sie w mezowskiej pracy tez daje dobry rezultat. Ale nie za czesto. Tak trzy razy w miesiacu da oczekiwany efekt.
                            • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 13:55
                              nanuk24 napisała:
                              > Awanturowanie sie w mezowskiej pracy tez daje dobry rezultat. Ale nie za czesto
                              > . Tak trzy razy w miesiacu da oczekiwany efekt.


                              Noo... jak go zwolnią to będzie można zamknąć w domu i już żadna na niego nie spojrzy!
        • default Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:17
          cosmetic.wipes napisała:

          > Ależ komfortu nie zaburza ci obca baba, tylko lęk, że twój facet może ulec.

          Niekoniecznie, sama w sobie obca baba wieszająca się na naszym "misiu" też może być wkurzająca. Na tej samej zasadzie co np. niechęć by ktoś obcy dotykał naszych rzeczy osobistych (nie to, że misio jest rzeczą, ale jest osobisty smile). Albo, często opisywane na forum, uczucie złości, gdy teściowa "przysysa się" do dziecka i zagarnia dla siebie.
          Pamiętam taką sytuację sprzed lat, kiedy na jakimś wyjeździe ze znajomymi pewna młoda osoba, nieoczekiwanie przywieziona przez jednego ze znajomych nowa "narzeczona", podczas wieczornej posiadówy przy piwie "dyskretnie" trącała mojego męża pod stołem - a to dłonią w kolano, a to paluszkami od nóg głaszcząc jego łydki, trzepiąc przy tym intensywnie rzęsami i gnąc się kusząco w kibici. Mój mąż pozostał obojętny, ba - podejrzewam, że nawet w ogóle owych umizgów nie zauważył, pochłonięty dyskursem z kolegami i nieco już podchmielony, więc pretensji żadnych ani lęków z tego tytułu mieć nie mogłam, ale na dziewczynę patrzyłam z rosnącym niesmakiem i niechęcią.
          • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:47
            Na tej samej zasadzie co np. niechęć by ktoś obcy dotykał nasz
            > ych rzeczy osobistych (nie to, że misio jest rzeczą, ale jest osobisty smile). Alb
            > o, często opisywane na forum, uczucie złości, gdy teściowa "przysysa się" do dz
            > iecka i zagarnia dla siebie.

            Widać jestem zbyt prosta, żeby nie powiedzieć prostacka, żeby mnie takie rzeczy niepokoily.

            Albo mam upośledzona chęć posiadania.
    • heca7 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 11:28
      Ale ja naprawdę się dobrą chwilę zastanawiałam co za Michalina (mała Misia) została napadnięta przez złe kobiety wink
      A w temacie. Teoretycznie miś sam powinien wiedzieć gdzie jest granica. Jak będzie chciał zdradzić to zrobi to. Ale uważam, że jako żona, osoba , która w ten związek zainwestowała swoje uczucia mam prawo powiedzieć iż takie zachowanie mi się nie podoba. I nie akceptuję go w związku.
    • ja_tylko_na_raz Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:02
      mam taka koleżankę,której męża wszystkie"suki" podrywają,a on taaaki biedny...
      Same"szmaty" się do niego łaszą(to cytaty) a on nie wiem jak odmówić.


      Jak ją słucham,to mi jej po prostu żal.Tym bardziej, że wyszło, że on miał romans z moją znajomą(o czym ona wie) i oczywiście to tamta sucz go usidliła.
      A najlepsze jest to, że on jej wciska, że ma ćwiczyć,starć się,bo on "grubych bab" nie lubi,A ona ma "1,50cm w kapeluszu",zgrabna,ładna a rządził z babką strasznie cycatą i wielkim tyłkiem itp wink

      och te miśki zawsze takie bezbronnetongue_out
      • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 12:26
        Takie historie też mnie bawią. Opisana jednak była zdecydowanie inna i była jednorazowym incydentem. Nie było też mordowania "suki" tylko pionowanie głupiego chłopa.
    • morekac Misiów jeśli już 14.10.14, 12:43

      • chipsi Re: Misiów jeśli już 14.10.14, 12:54
        MisiA skoro tak smile Jeden Miś. Ten miś, tego Misia itd.
      • nanuk24 Re: Misiów jeśli już 14.10.14, 18:48
        Ona bronila jednego misia a nie wielu misiow. Problem jest z czytaniem?
    • blond_suflerka Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:48
      Nie tyle bronić Misia co po prostu dbać o jakość związku-tak,żeby partner nie miał zbyt wielu deficytów-również w kwestii dowartościowania. Tego się nie robi oczywiście tylko po to, żeby ustrzec się przed zdradą ale to efekt uboczny takiej postawy.
      Dwa-warto zawsze szczerze rozmawiać-że Twoim zdaniem ktoś przekracza granicę, że nie chcesz tego i najważniejsze-dlaczego partner ma problem ze stanowczą postawą w takich sytuacjach.
      Moze być tak, że nawet tej kobiety nie lub ale nie umie być ostry albo lubi i niechcący zblża sę do granicy-warto wtedy pogadać o tym co jest za tą granicą.
    • ina_nova Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 14:53
      Pudelek jest na topie www.pudelek.pl/artykul/72096/chiny_zona_i_jej_siostry_publicznie_maltretuja_kochanke_meza/
    • agni71 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 15:11
      dopiero weszłam w ten wątek, bo zaczęłam sie zastanawiać, kim jest ta Misia, której trzeba bronić przed złymi kobietami? LOL
    • sumire Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 17:48
      To nie jest obrona misia, bo to nie dla niego zagrożenie - to raczej samoobrona. Faceci wbrew przekonaniu części ematek nie są nierozwinięci intelektualnie i dobrze wiedzą, co robią (dobrze też wiedzą, jak ich to cieszy). Acz oczywiście można wierzyć we wściekłą determinację obcych bab.
      I szczerze pisząc - jestem zdania, że jeśli koleś naprawdę będzie chciał, wszelkie stawianie do pionu będę mogła sobie wsadzić, bo znajdzie sposób.
      • bei Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 18:07
        Znajoma para tworzyła bardzo osobliwy związek, oboje bardzo urodziwi borykali sie z sytuacjami mega podrywu.
        Zdarzało się, że mąż wzywał zonę by wpadła na postrach biurowym łowczyniom i odwrotnie.
        Pan jechal do pracy do żony by postarszyć nachalnego adoratora.
    • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 22:03
      Mam wrażenie, że po wypowiedziach w tym wątku pięknie widać, że chłopców wychowuje się na zdobywców, a dziewczynki na istoty bierne, bezwolne, ciche i spokojne.
      • triss_merigold6 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 22:05
        Przede wszystkim kulturalne, uprzejme, wyrozumiałe i z klasą.
        Aureolka uciska, albo za mało błonnika w diecie.
      • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 14.10.14, 22:15
        falka_85 napisała:
        > Mam wrażenie, że po wypowiedziach w tym wątku pięknie widać, że chłopców
        > wychowuje się na zdobywców, a dziewczynki na istoty bierne, bezwolne, ciche i
        > spokojne.

        Z jakiej alternatywnej logiki Ci coś takiego wyszło?
        • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 09:33
          Nie chcę nadmiernie uogólniać, ale mam wrażenie, że w sytuacji odwrotnej, tzn. "kolega" przymilający się do dziewczyny / narzeczonej / żony oczekiwania wobec mężczyzny są takie, że zareaguje i "coś zrobi" (np. da w mordę wink. Postawa aktywna, ekspresywna, nie pasywna, cicha.
          Kobieta ma za to "nieść swój krzyż", nie podoba jej się coś (np. zażyłość męża z koleżanką) albo czegoś chce (np. oświadczyn, ślubu) to w żadnym wypadku nie powinna komunikować swoich potrzeb, a już w żadnym razie głośno, wyraźnie, emocjonalnie, jak już musi to cichutko i tonem przepraszającym. Każde takie stanowcze postawienie sprawy traktują jak wymuszenie "wymuszone oświadczyny", "wymuszony ślub", "wymuszanie dżihadem pozostania w związku" itd. To samo tłumaczenie się przewija. A przecież to jest nic innego jak jasne postawienie sprawy i wyłuszczenie swoich oczekiwań, które kobiety też mają prawo mieć.
          Tak to widzę.
          • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 09:52
            A przecież to jest nic innego jak jasne postawienie sprawy i wyłusz
            > czenie swoich oczekiwań, które kobiety też mają prawo mieć.

            Mają prawo. Tylko że niekiedy tak mają poprzestawiane w głowach, że wyrażanie oczekiwań i egzekwowanie praw to 'chęć zawłaszczenia', 'uwiązanie misia' i 'brak klasy'.
          • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:12
            Idiotyzm. Ostatnia rzecz, której oczekuję od mojego męża to, że zachowa się agresywnie w stosunku do osoby, która jest dla mnie po prostu miła.

            Jasne postawienie sprawy to zupełnie co innego niż dżihad czy robienie awantur, a ponieważ sama oczekuję, że mój mąż będzie ze mną rozmawiał spokojnie, normalnym tonem nie widzę powodu, dla którego ja miałabym wobec niego zachowywać się inaczej. Nie ma to nic wspólnego z byciem bierną, bezwolną, czy cichą.

            I owszem chcę być kulturalna, uprzejma i z klasą (niestety nie zawsze mi się udaje). Uważam, że to zalety zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Ponadto uważam, że w ten sposób można osiągnąć znacznie więcej niż wkurwem i rzucaniem przedmiotów o ziemię. Tak postępują IMHO osoby niedojrzałe i nieporadne w kontaktach z innymi - dzieci, nałogowcy, przemocowcy, ludzie na skraju załamania nerwowego itp. Staram się od takiego zachowania powstrzymywać, nawet jeśli jestem naprawdę wściekła i jeszcze nigdy nie żałowałam, że nie zrobiłam komuś sceny.
            • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:18
              Skupiasz się nie na tym, na czym powinnaś.
              Problem nie jest w tym, jak wyrazić swoje niezadowolenie z sytuacji, tylko czy w ogóle je wyrażać. Kwestia 'jak' to sprawa drugorzędna, a do tego ocena skuteczności należy wyłącznie do osób zaangażowanych (co Triss zgrabnie ujęła pisząc, że ma wywalone na to, co obce baby o niej myślą, pod czym zresztą mogę się spokojnie podpisać).
              • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:23
                Bardzo dziękuję za wyjaśnienia, to samo chciałam napisać, koleżanka priszczilla wyraźnie nie zrozumiała.
              • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:33
                Oczywistym jest moim zdaniem, że jeśli w związku dzieje się coś, co nas niepokoi i na co się nie zgadzamy zareagować należy. To nie podlega w ogóle dyskusji.

                Dlatego właśnie pogadać można tylko o tym JAK ta interwencja ma wyglądać.
                • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:40
                  jeśli w związku dzieje się coś, co nas niepoko
                  > i i na co się nie zgadzamy zareagować należy. To nie podlega w ogóle dyskusji.
                  >

                  Jak widać po tym i paru innych wątkach, jednak podlega. To właśnie zasadność jakiejkolwiek reakcji jest poddawana w wątpliwość i to jest istota sprawy, a nie liczba fruwających talerzy.

                  > Dlatego właśnie pogadać można tylko o tym JAK ta interwencja ma wyglądać.

                  Kwestia tego, jak interwencja ma wyglądać, nie podlega dyskusji ani ocenie z tego prostego powodu, że wynika z temperamentu, charakteru, rodzaju i jakości relacji itd. między dwiema (albo trzema) konkretnymi osobami, a nie z tego, co myśli o tym grupa obcych kobiet.
                  • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:54
                    >>>>Jak widać po tym i paru innych wątkach, jednak podlega. To właśnie zasadność jakiejkolwiek reakcji jest poddawana w wątpliwość i to jest istota sprawy, a nie liczba fruwających talerzy.

                    Z tego co piszesz wynika, że interpretujemy te wątki inaczej.

                    >>>Kwestia tego, jak interwencja ma wyglądać, nie podlega dyskusji ani ocenie z tego prostego powodu, że wynika z temperamentu, charakteru, rodzaju i jakości relacji itd. między dwiema (albo trzema) konkretnymi osobami, a nie z tego, co myśli o tym grupa obcych kobiet.

                    Dlatego ja pisałam o tym jak to wygląda w moim przypadku i co sama uważam za stosowne w takiej sytuacji. Nawet samej Chipsi napisałam, że nie musi szukać usprawiedliwienia dla swojego zachowania, bo w swoim związku może się zachowywać tak jak uzna za stosowne. I naprawdę w to wierzę.

                    Jeśli natomiast ktoś pyta o radę, to ja radzę spokojnie przemyśleć, co się chce powiedzieć i o co zapytać, zanim się zrobi awanturę, bo to jest moim zdaniem w przytłaczającej liczbie przypadków lepszy scenariusz. Gdyby mi mąż zrobił awanturę z rzucaniem przedmiotami z powodu czyjegoś telefonu do mnie to z tydzień nie miałabym ochoty do niego ust otworzyć. Na szczęście nie traktujemy się jak wrogowie, a wręcz ufamy sobie i oboje posiedliśmy cenną umiejętność zadawania pytań i rozmowy.
            • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:23
              Tak na marginesie;
              Właśnie sobie uświadomiłam że spojrzenie na pewne sprawy zależy od środowiska w jakim się wychowujemy. I ja i mąż pochodzimy z rodzin, gdzie kobieta jest w pełni zależna od męża i w pełni mu posłuszna. Pamiętam że każda stanowczość ze strony mojej mamy czy teściowej była odbierana jako histeria, każda próba postawienia na swoim było tożsame z awanturującą się babą. Moi bracia mogli krzyczeć o wszystko co im się nie podoba. Mój cichy sprzeciw był karany szlabanem. Oczywiście wiele się zmieniło od czasów mojego dzieciństwa, nawet relacja moich rodziców ale pewne skojarzenia pozostały.
              • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:27
                Więcej, czytałam ostatnio o badaniach, że facet-szef prowadzący rządy twardej ręki będzie postrzegany jako kompetentny, stanowczy itd., kobieta-szef zachowująca się dokładnie w ten sam sposób jako histeryczna awanturująca się baba.
                • cosmetic.wipes Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:33
                  Jeśli ktoś kompetentny i stanowczy, to nie będzie histeryczny i porywczy, bo to się wyklucza. Bez względu na płeć.
                  A postrzeganie jako problem postrzegającego mam w doopie tongue_out
                • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:34
                  Eichelberger podsumował to kiedyś idealnie:
                  Dziewczynka, gdy stanie się kobietą, będzie wiedziała, jak poruszać się w świecie. A w szczególności zrozumie, że gdy ją boli, to tak naprawdę nie boli. Gdy jej się chce, to tak naprawdę jej się nie chce, a gdy nie chce, to właśnie chce. Gdy płacze, to histeryzuje i jest niewdzięczna. Gdy się na coś nie zgadza, to jest wredna i cyniczna. Gdy się cieszy, to się wygłupia, albo jest pijana. Gdy chce ładnie wyglądać, to się mizdrzy, a gdy się kimś zainteresuje, to się puszcza. Gdy się wstydzi, to jest głupia, a gdy się nie wstydzi to jest bezwstydna. Gdy się przy czymś upiera, to przesadza, a gdy się nie upiera, to nie wie czego chce. Jak kocha, to jest naiwna, a jak nie kocha, to jest zimna. Gdy ma ochotę na seks, to jest suką, a gdy nie ma ochoty na seks, to też jest suką. Jeśli chce być kimś – to znaczy, że przewróciło się jej w głowie, a jak nie chce być kimś, to jest głupią kurą. Jeśli jest sama, to znaczy, że nikt jej nie chciał, a jeśli jest z kimś, to znaczy, że cwana. Wtedy też będzie wiedzieć, że gdy dostaje furii – to jej się tylko tak zdaje. W każdym razie, może być pewna, że nie ma żadnych prawdziwych powodów do gniewu i powinna udać się po poradę do psychoterapeuty.
                  • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:43
                    Czułaś potrzebę podparcia się zdaniem mężczyzny, żeby dodać wagi swoim słowom? wink
                    • kawka74 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:59
                      To tak a propos czego?
                      • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 11:10
                        A propos tego powyżej. Coś się źle podpięło?
                  • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 10:50
                    Bardzo ale to naprawdę bardzo trafne.
            • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 12:23
              "I owszem chcę być kulturalna, uprzejma i z klasą (niestety nie zawsze mi się udaje). Uważam, że to zalety zarówno u kobiet, jak i u mężczyzn. Ponadto uważam, że w ten sposób można osiągnąć znacznie więcej niż wkurwem i rzucaniem przedmiotów o ziemię."

              A moim zdaniem różni są ludzie, różne mają temperamenty, różnie komunikują te same rzeczy i różnie odbierają te same komunikaty. "Z klasą" nie jest tożsame z "lepiej". Powiem tak: są związki działające na zasadzie burzy z piorunami, pokłócą się, pokrzyczą, pomachają rękami i za 10 min jest autentyczna zgoda i wzajemne spijanie sobie z dziubków. Takie południowe temperamenty. W te 10min mają sprawę wyjaśnioną i oczyszczoną atmosferę. W tym stylu: "Ja zawsze radzę nowożeńcom: kłóćcie się, ile chcecie, niech latają talerze, ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody". Dla odmiany pod płaszczykiem wzajemnej uprzejmości, klasy, spokoju może kryć się masa negatywnych uczuć, z tym że skrywanych. Oczywiście nie twierdzę, że w twoim związku tak jest.
              • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 12:56
                Uprzejmość i kultura nie oznacza ukrywania "masy negatywnych uczuć" a po prostu komunikowanie ich w miarę możliwości w uprzejmy i kulturalny sposób. Do tego dążę, bo i mi się kilka awantur w małżeństwie przytrafiło. Z perspektywy czasu uważam, że nie dały nic oprócz niepotrzebnych nerwów.

                Tak w ogóle to może zdefiniuj kłótnię, żeby się zaraz nie okazało, że twoim zdaniem "burza z piorunami" to powiedzenie sobie stanowczo, jaką się ma opinię na jakiś temat. Kłótnia, burza z piorunami itp. to moim zdaniem wrzaski albo przynajmniej znacznie podniesiony ton, w dodatku najczęściej obie osoby mówią na raz i nie słuchają tego, co druga strona chce przekazać, rzucanie wyzwiskami, przedmiotami, robienie groźnych min i zapowiadanie daleko idących konsekwencji, a w skrajnych przypadkach nawet rękoczyny.

                Dla mnie taka kłótnia jak ta powyżej z kimś kogo kocham to ogromny stres i potrzebuję dużo czasu, żeby się po niej uspokoić i o złych słowach wypowiedzianych w takim wzburzeniu w moim kierunku zapomnieć. Gdyby mi ktoś robił takie awantury często i z błahych powodów to po prostu byłabym w permanentnym stresie. Przy okazji - nie wierzę, żeby takie częste awantury nie miały ogromnego negatywnego wpływu na dzieci.

                BTW nie znam związku, w którym burze z piorunami kończyłyby się w 10 minut autentyczną zgodą. Naprawdę nie znam ani jednego takiego związku. Nie bardzo sobie wyobrażam w ogóle, co miałoby być przedmiotem tych kłótni, żeby w 10 minut sprawa miała być wyjaśniona i oczyszczona. Jeśli jest to coś błahego nie ma sensu się kłócić. Jeśli sprawa jest poważna to 10 minut nie wystarczy, żeby się wyjaśniła. Moim zdaniem w 99% kłótnie tego typu partnerów od siebie oddalają, jeśli się powtarzają to po pewnym czasie uraza jest tak duża, że uniemożliwia wszelką komunikację i związek się rozpada.

                Zdarza mi się z moim mężem sprzeczać o pierdoły, ale to są sprzeczki właśnie - bez krzyczenia i machania rękami.
                • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 13:01
                  A znasz parę, która nigdy nie pokłóciła się "na głośno"? Zawsze wszystko na spokojnie i grzecznie? Ja nie. No ale co ja tam wiem o facetach wink
                  • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 13:31
                    Ale ja wcale nie twierdzę, że głośne awantury to jest coś niespotykanego, wręcz przeciwnie. Zdarzają bardzo często, ale to nie znaczy, że to dobrze i że należy się awanturować profilaktycznie, żeby facet czuł respekt.
                    • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 13:45
                      > to nie znaczy, że to dobrze i że należy się awanturować profilaktycznie, żeby facet czuł respekt.
                      Nie profilaktycznie a dlatego że się straciło cierpliwość i wyczerpało inne argumenty. I bywa że lepsze to niż totalne olewanie partnera. Profilaktyczna zadyma to faktycznie niezdrowa sytuacja.
                      • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 13:52
                        Jeśli na twojego chłopa to działa to się awanturuj, dopóki on to wytrzyma.

                        Ja wolę w swoim związku załatwiać sprawy inaczej i to zupełnie nie oznacza olewania partnera.
                        • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 14:12
                          Nie powiedziałam że ja się awanturuję.
                          • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 14:29
                            Nie napisałam, że się awanturujesz, ale że możesz się awanturować, jeśli potrzebujesz i dopóki twój chłop to zniesie.
                            • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 14:35
                              Wiesz co, czepiamy się szczegółów. Przerwa na kawę tongue_out
                      • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 13:53
                        chipsi napisała:
                        > Nie profilaktycznie a dlatego że się straciło cierpliwość i wyczerpało inne arg
                        > umenty. I bywa że lepsze to niż totalne olewanie partnera. Profilaktyczna zadym
                        > a to faktycznie niezdrowa sytuacja.

                        Straciło się cierpliwość bo jakaś kobieta dzwoni????
                        • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 13:56
                          Chipsi straciła cierpliwość, bo jej wtedy narzeczony nie pogonił dziewczyny, która go adorowała, a zamiast tego z przyjemnością tą adorację przyjmował.
                          • triss_merigold6 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 14:33
                            Bo, ogólnie rzecz biorąc, adoracja jest szalenie przyjemna dla osoby adorowanej (o ile nie przechodzi w stalking), a trudno tak bez powodu znienacka radykalnie uciąć coś, co sprawia przyjemność.wink
                          • nanuk24 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 16:25
                            Czy jest ktos na sali, kto nie lubie byc adorowany? Halo, tu ziemia!
                            • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 16:37
                              Ja często nie lubię. To znaczy lubię adorację tylko ze strony niektórych (niewielu) osób i tylko w określonej formie.
                            • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 16:51
                              nanuk24 napisała:
                              > Czy jest ktos na sali, kto nie lubie byc adorowany? Halo, tu ziemia!

                              No tak - z tego wątku wynika, że adoracja jednej strony MUSI przeszkadzać drugiej, bo inaczej to się 'olewa' partnera. Dla mnie to niepojęte.
                              • chipsi Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 09:07
                                Wiesz, jak mi ktoś powie że mam przystojnego męża to mnie to cieszy ale nie cieszy mnie jak słyszę że nie mam przy niej szans i z nią będzie mojemu facetowi lepiej. Ciebie rozumiem by to uszczęśliwiło lub nie wzbudziło żadnych emocji? No dla mnie TO jest niepojęte.
                                • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 17.10.14, 12:58
                                  A To Twój facet Tobie powiedział, że na niego nie zasługujesz i tamta jest lepsza? Dlatego jemu awanturę zrobiłaś?

                                  Mój chłop ma takiego kolegę - jeszcze z liceum, który mnie nie lubi. Bardzo nie lubi, w sumie bez powodu (ponoć wg. niego jestem głupia bo ciągle się śmieję wink ). Czasem dowiadywałam się co tamten mówił za moimi plecami na mój temat. I tak - przykro mi się robiło (tym bardziej, że człowiek typowy tchórz - w twarz nic mi nigdy nie ośmielił się powiedzieć). I co? I nico - jakoś nie wpadłam na pomysł, żeby robić z tego awanturę własnemu chłopu. Ot - psy szczekają, karawana idzie dalej. Robienie dżihadu chłopu w takiej sytuacji byłoby bezsensowne, tamtemu też - tylko by mi tyłek podwójnie obrobił za plecami. Takie niestety bywa życie.
                • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 19:18
                  Myślę, że żeby zrozumieć, musisz zrozumieć, że różni są ludzie, różne temperamenty. To trochę tak: są dwa małżeństwa (oczywiście bardzo udane i kochające się) włoskie i skandynawskie. No i Włosi patrzą na Skandynawów i myślą "Oni to zaraz się rozwiodą, między nimi nie ma uczuć, żaru, są tacy zimni, zdystansowani wobec siebie". Za to małżeństwo skandynawskie patrzy na Włochów i myśli "Oni na pewno zaraz się rozwiodą, te ciągłe kłótnie, wrzaski, wymachiwanie rękami" wink
                  Wydaje mi się, że ty też trochę się zagalopowałaś w apokaliptycznej wręcz wizji rychłego rozpadu małżeństwa. To w tym wątku dawałam cytat z obecnie urzędującego papieża? No właśnie, o to chodzi, że o ile małżeństwo, partnerzy umieją dojść do porozumienia to droga jaką to porozumienie osiągają w gruncie rzeczy nie jest istotna. Co więcej dla różnych par różna jest optymalna droga do zgody: jednym służą rozmowy, argumenty, racje, odczekanie, przemyślenie sprawy, a drugim te 10 min (niech będzie 30 min) podniesionego głosu i machania rękami wystarczy by przypomnieć sobie, że się kochają i ona dochodzi do wniosku, że te skarpety na podłodze to nie są takie znowu straszne, a on że w sumie to głupio tak rozrzucać skarpety. Skarpety to oczywiście przykład. Równie dobrze może być, że ona dochodzi do wniosku, że w sumie to intencje męża nie były złe, a on dojść do wniosku, że rzeczywiście głupio prowadzić dyskusje o związkach z obcą kobietą.
                  A częste, długie, agresywne awantury i brak zgody są tak samo złe jak sztucznie narzucony spokój mimo, że zgody nie ma.
                  Ja sama na początku związku, w zamierzchłej przeszłości, chciałam właśnie na spokojnie, przemyśleć, ustalić argumenty itd. tylko to kompletnie nie zdawało egzaminu w naszym, moim przypadku. Raz że od tego narzuconego spokoju, łapałam tylko większą złość, dwa że z rozmyślań i dzielenia włosa na czworo wychodziło mi, że ten mój chłop to w ogóle beznadziejny jest smile. I wtedy rzeczywiście ze dwa dni trzeba było, żeby wrócić do normalności.
                  W każdym razie dwóch rzeczy się trzymam dla szczęśliwości naszego małżeństwa:
                  "Ja zawsze radzę nowożeńcom: kłóćcie się, ile chcecie, niech latają talerze, ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody."
                  "Od czasu jak usłyszałam, że samochód wpadł w ludzi na przystanku i ich pozabijał, postanowiłam, że już nigdy nie wyjdę z domu pokłócona."
                  • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 23:04
                    falka_85 napisała:
                    > Myślę, że żeby zrozumieć, musisz zrozumieć, że różni są ludzie, różne temperame
                    > nty. To trochę tak: są dwa małżeństwa (oczywiście bardzo udane i kochające się)
                    > włoskie i skandynawskie. No i Włosi patrzą na Skandynawów i myślą "Oni to zara
                    > z się rozwiodą, między nimi nie ma uczuć, żaru, są tacy zimni, zdystansowani wo
                    > bec siebie". Za to małżeństwo skandynawskie patrzy na Włochów i myśli "Oni na p
                    > ewno zaraz się rozwiodą, te ciągłe kłótnie, wrzaski, wymachiwanie rękami" wink

                    Ja na przykład kłócę się po włosku. Ale zdecydowanie nie o takie rzeczy jak 'obca baba zadzwoniła w niedzielę po 21-szej' czy 'obca baba podrywa mojego chłopa'. To mnie w ogóle nie rusza - ani w stylu włoskim ani skandynawskim.

                    > No właśnie, o to chodzi, że o ile małżeństwo, partnerzy umieją dojść
                    > do porozumienia to droga jaką to porozumienie osiągają w gruncie rzeczy
                    > nie jest istotna.

                    Pytanie brzmi - na ile jest to porozumienie a na ile wymuszenie?
                    • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 17.10.14, 08:45
                      > Pytanie brzmi - na ile jest to porozumienie a na ile wymuszenie?

                      Ale w ten sposób można podsumować każdą kłótnię i każde porozumienie. Kłócisz się o politykę = wmuszasz w partnera poglądy polityczne (bardzo nieładnie, prawda?), kłócisz się o sprawy dnia codziennego = wmuszasz w partnera co ma jeść (metody gestapowca można powiedzieć), jaki kolor ma mieć na ścianach, jakie ma mieć standardy odnośnie porządku itd. Spór dotyczy tego gdzie jechać na wakacje? To już nawet sposób spędzania wolnego czasu w niego wmuszasz? Można w nieskończoność.
                      • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 17.10.14, 10:00
                        >>>>Ale w ten sposób można podsumować każdą kłótnię i każde porozumienie.

                        Można i często tak właśnie jest. Dlatego zawsze trzeba szukać porozumienia, kompromisu i szanować nawzajem swój zakres swobody osobistej i asertywnie dbać o własne granice. Kłótnia o poglądy polityczne jest absolutnie zbędna, podobnie jak przekonywanie partnera w kłótni, żeby jadł to czy tamto. Na wakacje też nie trzeba jeździć razem, jeśli odpoczywamy w inny sposób.

                        Są oczywiście rzeczy, które trzeba uzgodnić, ale nadal kłótnia to jest najgorszy sposób na rozwiązywanie takich spraw.
                      • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 17.10.14, 12:49
                        falka_85 napisała:
                        > Ale w ten sposób można podsumować każdą kłótnię i każde porozumienie.

                        W zasadzie tak... ale jednak nie wink Chodzi mi o moment, w którym jedna ze stron czuje się po prostu zastraszona. Ileż to wątków było, tego typu, gdzie pan przy takim zachowaniu było określany przemocowcem? Awanturujący się mężczyzna zastrasza - awanturująca się kobieta 'broni swojego terytorium'. Takie podwójne standardy.

                        Co i tak nie zmienia faktu, że meritum sprawy leży w kwestii - czy jest o co robić dżihad.
                  • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 17.10.14, 10:38
                    Wybacz, ale nie zgadzam się ani z tobą, ani z papieżem. Moim zdaniem sposób dochodzenia do porozumienia jest istotny. Awanturowanie się, to nie jest moim zdaniem kwestia temperamentu, a kwestia braków w zakresie umiejętności asertywnego przedstawiania swojego zdania, tudzież poważniejszych problemów natury psychologicznej. Brak awantur nie oznacza wymuszonego spokoju i skandynawskiego temperamentu, tak samo jak awantury nie oznaczają włoskiego temperamentu, w dodatku nie wszystkie małżeństwa dobierają się pod kątem temperamentu właśnie i nie dzielą się na małżeństwa "włoskie" i "skandynawskie", a bywają mieszane.

                    >>>"Ja zawsze radzę nowożeńcom: kłóćcie się, ile chcecie, niech latają talerze, ale nigdy nie kończcie dnia bez zgody."
                    >>> "Od czasu jak usłyszałam, że samochód wpadł w ludzi na przystanku i ich pozabijał, postanowiłam, że już nigdy nie wyjdę z domu pokłócona."

                    Mam lepszą radę - po co się w ogóle awanturować? Można rozmawiać normalnie - co nie oznacza wspólnego stanowiska na każdy temat - i wtedy nie ma potrzeby na siłę szukać zgody przed snem czy przed wyjściem z domu. Trzeba też się pogodzić, że dwoje ludzi nigdy nie będzie miało absolutnie tej samej opinii na każdy temat, identycznych upodobań, zwyczajów itd.

                    Rozumiem, że kłótnie się zdarzają, u mnie w małżeństwie też - czasem oboje mamy zły dzień, kiedy wszystko nas irytuje i jak się ta nasza irytacja spotka przy okazji jakiegoś konfliktowego tematu to następuje zapłon. ALE oboje zdajemy sobie sprawę, że to nie dlatego, że lubimy kłótnie czy że kłótnie to dobry sposób, żeby rozwiązywać konflikty, po prostu jesteśmy ludźmi. Żadne z nas nie chciałoby żyć z osobą, która tak jak ty uważa, że kłótnie to coś potrzebnego dla rozgrzania atmosfery, a możesz mi wierzyć, że temperament mój mąż ma wybitnie południowy. Znamy pary, które się dużą kłócą, ba, mamy takie w rodzinie. Zwykle kłótnie prowokuje jedna strona, często jest to związane z alkoholem lub innym uzależnieniem, tudzież ogromnym brakiem lojalności ze strony jednego z małżonków - to nie są szczęśliwe małżeństwa, a już dzieci w takich rodzinach przeżywają koszmar.

                    Jeśli u ciebie to się sprawdza, a ty przecież wiesz najlepiej jak u was jest, to rób jak uważasz. Natomiast nie radź innym, żeby "kłócili się ile chcą i rzucali talerzami", bo drugi ze współmałżonków może mieć inne zdanie na temat kłótni i po prostu mieć dosyć konieczności godzenia się przed snem.
                    • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 17.10.14, 13:13
                      priszczilla napisała:
                      > Mam lepszą radę - po co się w ogóle awanturować? Można rozmawiać normalnie - co
                      > nie oznacza wspólnego stanowiska na każdy temat - i wtedy nie ma potrzeby na s
                      > iłę szukać zgody przed snem czy przed wyjściem z domu. Trzeba też się pogodzić,
                      > że dwoje ludzi nigdy nie będzie miało absolutnie tej samej opinii na każdy tem
                      > at, identycznych upodobań, zwyczajów itd.

                      Pozwolisz, że dorzucę do tego jedną kwestię. Wydaje mi się, że wiele osób uzasadnia robienie dżihadu 'prawdą obiektywną'. Bo coś w związku jakoś konkretnie powinno albo nie powinno być. Jak jest inaczej włącza się tryb obronny a na wojnie jak wiadomo - wszystkie chwyty dozwolone.

                      Tymczasem w związkach jest tylko on i ona - jej zdanie i jego zdanie. Jej prawda i jego prawda wink Kompromis nie może wyglądać tak, że forsuje się zdanie strony, która mocniej się awanturuje o 'prawdę obiektywną'. Jeżeli dochodzi się do punktu spornego to można po prostu powiedzieć 'rozumiem, że mnie to przeszkadza a tobie nie ale jednak przeszkadza, nie czuję się dobrze, czy mógłbyś przestać coś robić/robić inaczej - po prostu DLA MNIE'. Właśnie - nie dla prawdy obiektywnej, bo tak powinno być tylko dla drugiej strony, bo ona tego nieobiektywnie chce.
          • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 13:48
            falka_85 napisała:
            > Nie chcę nadmiernie uogólniać, ale mam wrażenie, że w sytuacji odwrotnej, tzn.
            > "kolega" przymilający się do dziewczyny / narzeczonej / żony oczekiwania wobec
            > mężczyzny są takie, że zareaguje i "coś zrobi" (np. da w mordę wink. Postawa akt
            > ywna, ekspresywna, nie pasywna, cicha.

            Jakby chłop dał adorującemu mnie mężczyźnie w mordę to bym uznała, że jest agresywnym przemocowcem i nie rokuje na związek. Najpier uderzy kogoś a potem mnie.

            > Kobieta ma za to "nieść swój krzyż", nie podoba jej się coś (np. zażyłość męża
            > z koleżanką)

            Ale chyba do Was nie dochodzi, że po prostu komuś to może NIE PRZESZKADZAĆ. Nie czuję się zagrożoną trzpiotką, żeby


            > (np. oświadczyn, ślubu) to w żadnym wypadku nie p
            > owinna komunikować swoich potrzeb,

            A kto tu mówi o 'nieartykułowaniu'? Pewnie - możesz robić dzikie awantury o dziecko czy ślub i to nawet skutecznie (patrz życie Triss) ale w ten sposób nigdy nie dowiesz się czy ktoś naprawdę tego chce czy jest zwyczajnie zastraszony. Naprawdę chciałabyś, żeby człowiek z którym jesteś AWANTUROWAŁ się o ślub???? Wyszłabyś za takiego furiata???????

            > ę przewija. A przecież to jest nic innego jak jasne postawienie sprawy i wyłusz
            > czenie swoich oczekiwań, które kobiety też mają prawo mieć.

            Jasne określenie zasad a dżihad dzielą lata świetlne.
            • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 18:00
              "Jakby chłop dał adorującemu mnie mężczyźnie w mordę to bym uznała, że jest agresywnym przemocowcem i nie rokuje na związek. Najpier uderzy kogoś a potem mnie. "

              araceli dzięki za twój post. Bo już myślałam, że się przeliczyłam. Po prostu wiedziałam, że jak napiszę "dać w mordę", okraszając dodatkowo emotikoną "wink", dla ułatwienia rzecz jasna, to i tak znajdzie się jakiś tytan intelektu i wypoci coś o "agresywnym przemocowcu nierokującym na związek". Na szczęście na ciebie zawsze można liczyć. Oczywiście jest jeszcze priszczilla, ale to całe "Ostatnia rzecz, której oczekuję od mojego męża to, że zachowa się agresywnie w stosunku do osoby, która jest dla mnie po prostu miła." jest takie mdłe i nijakie, zupełnie nie spełnia pokładanych w "dać mordę wink" nadziei. Jeszcze raz brawo big_grin ***

              "Ale chyba do Was nie dochodzi, że po prostu komuś to może NIE PRZESZKADZAĆ. Nie czuję się zagrożoną trzpiotką, żeby "
              Raz, że się rozmnożyłam, dwa że coś ci w ferworze pisania znikło.

              "A kto tu mówi o 'nieartykułowaniu'? Pewnie - możesz robić dzikie awantury o dziecko czy ślub i to nawet skutecznie (patrz życie Triss) ale w ten sposób nigdy nie dowiesz się czy ktoś naprawdę tego chce czy jest zwyczajnie zastraszony. Naprawdę chciałabyś, żeby człowiek z którym jesteś AWANTUROWAŁ się o ślub???? Wyszłabyś za takiego furiata??????? "

              Myślę, że kwestię "awantur" i tego, że nie o tym pisałam wyjaśniła już kawka. Doczytaj sobie jeśli cię to interesuje.

              *** chociaż w sumie nie jest idealnie, zapomniałaś żeby wstawić coś w stylu "AGRESYWNYM PRZEMOCOWCEM!!!" smile
              • thaures Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 20:13
                Czytam od kilku dni te wątki i tak dochodzę do wniosku, że jednak stanowcze postawienie sprawy jednak może uratować związek, albo potrząsnąć którąś ze stron.
                Dawno temu na jakimś portalu, zaczęłam pisać z byłym- nic zdrożnego nie miałam na myśli, ale fajnie było poczytać ,że kiedyś byłam dla kogoś ważna, że się za mną tęskniło czy mnie kochało. Tak sobie konwersowaliśmy i nagle dostałam wiadomość od żony byłego- grzeczną w tonie, ale tak jasną, że się przeraziłam jak wytłumaczę się własnemu chłopu z tego pisania, jak się wyda.
                Były na pewno nic nie wiedział, że ona do mnie napisała, bo dopytywał wielokrotnie co się stało, że zamilkłam. Ja wtedy współczułam tej żonie,że musi posuwać się do takich kroków, by swojego męża pilnować ( ze mną tylko pisał, ale wiem ,że miał sporo za uszami) Ale teraz myślę, że było-przynajmniej w moim przypadku -bardzo skuteczne.
                • priszczilla Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 20:25
                  Tja, super skuteczność skoro jak sama piszesz pan miał już sporo za uszami.
              • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 15.10.14, 20:24
                falka_85 napisała:
                > Myślę, że kwestię "awantur" i tego, że nie o tym pisałam wyjaśniła już kawka. D
                > oczytaj sobie jeśli cię to interesuje.

                Jeżeli już chciałaś mnie obrazić: Zawsze znajdzie się jakiś tytan umysłu, który nie skapuje, że dyskusja jest O CZYMŚ. Ta konkretna jest off-topem innej i jeżeli chciałaś napisać coś bez związku to trzeba to zaznaczyć.

                Skoro nie skapowałaś to tłumaczę: Wątek jest o sposobie reakcji na pewne sytuacje a konkretnie o robienie dżihadu ( do awantur z wulgaryzmami i rzucaniem przedmiotami włącznie) mężom/partnerom z powodu zainteresowania okazywanego przez płeć przeciwną.
                • falka_85 Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 13:23
                  Myślę, że gdybyś dyskutując odnosiła się do konkretnej wypowiedzi, konkretnej osoby, a nie do wyimaginowanych "wy", żyjących w twojej wyobraźni to nie musiałabyś stosować tak żałosnych tłumaczeń.
                  • araceli Re: Obrona Misi przed złymi kobietami 16.10.14, 13:28
                    Gdybyś rozumiała o czym jest wątek nikt by Ci nie musiał tłumaczyć big_grin
    • cosmetic.wipes Re: Lęk przed gniewem 15.10.14, 10:58
      > Najkrócej mówiąc, kobiety są trenowane - jak widać skutecznie - do nieokazywani
      > a gniewu. Kulturalnie i taktownie jest popłakać sobie, mówić spokojnie z zaciśn
      > iętymi ustami, okazać żal, smutek, lęk, rozdrażnienie, pretensję ale nie słuszn
      > y gniew.

      Ale zaraz, bo nie rozumiem. Liczy się osiągniecie celu czy pokazanie, że nie jesteś wytresowana.

      Dla mnie ważny jest skutek . I jesli mogę go osiągnąć stosując argument, to nie muszę krzyczeć, płakać, rzucać przedmiotami, robić przedstawień czy się lękać. To czego chcę ma trafić i zostać przyswojone przez drugą stronę. Nic tak dobrze nie trafia jak wyrażenie wprost swojego życzenia, głosem normalnym, bez chlipów, jęków, żalów czy wrzasków i bez tematów pobocznych oraz siedmiuset dygresji.
      Poza tym skoro powiedziałam raz, że skoki w bok będą równe rozwaleniu związku, to do momentu odpowiedzenia umowa się nie zmienia. Po co więc mam to powtarzać do urzygu?
    • priszczilla Re: Lęk przed gniewem 15.10.14, 11:08
      Nie mam problemu z okazywaniem gniewu. Po prostu telefon jakiejś kobiety do mojego męża takiego gniewu we mnie nie wzbudza.

      Ciebie to wku...a, bo taki telefon interpretujesz automatycznie jako duże ryzyko zdrady - twoje prawo i może nawet masz rację, jeśli chodzi o twojego faceta.

      Swoją drogą gniew może mieć różne natężenie i można go okazywać na różne sposoby. W przypadkach, kiedy nad sobą panuję wybieram taki sposób okazania gniewu, który mi pomoże, a nie zaszkodzi. Dlatego np. nie rzucam się do oczu policjantowi, który mi coś w mojej opinii niesłusznie zarzuca, nie trzaskam drzwiami wychodząc z pokoju po uwadze od szefa itp. Potrafię swoją złość w takiej sytuacji rozładować w inny sposób i bardzo sobie tą umiejętność cenię.
      • araceli Re: Lęk przed gniewem 15.10.14, 13:52
        priszczilla napisała:
        > Nie mam problemu z okazywaniem gniewu. Po prostu telefon jakiejś kobiety do
        > mojego męża takiego gniewu we mnie nie wzbudza.

        Dokładnie tak. Dzwoniąca baba to jest obcy człowiek, który robi co chce. Mąż to nie przedmiot, który się 'posiada' i broni się 'własności'.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka