Jak wiecie lata temu kupiliśmy wraz z mężem działkę z domkiem. Mąż nie zauważył, że do działki nie ma drogi dojazdowej. Tzn nie ma w papierach, bo w rzeczywistości była.
Po rozwodzie wzięłam się za załatwianie tej drogi, co nie było łatwe, bo miała 7 właścicieli.
W każdym razie w 2012 roku udało się i sąd przyznał nam drogę konieczną oraz orzekł zapłatę za nią: 4650 zł z mojej strony i tyle samo ze strony już wtedy eks męża na rzecz naszych sąsiadów. Poradzono nam wypłacić wtedy, gdy się upomną. No i się upomnieli, a ponieważ nie mają odpisu wyroku i nie byli na rozprawie nie wiedzą ile i kto. Kobieta zażądała pieniędzy ode mnie dzwoniąc do eksa - mam z nim dobre układy. A on w strachu, że dowie się o jego zobowiązaniu zagroził mi, że poda mój adres i nr tel jeśli nie zapłacę. To dla mnie duża suma, ale obiecałam, że zdobędę pieniądze do marca i zapłacę.
Wczoraj ucieszony eks powiedział: i dobrze, że się zamknie tą sprawę i dadzą spokój...
No kurna, wystawił mnie bojąc się o swój tyłek! To nasza wspólna działka i wspólne zobowiązania. On liczy, że nie wyjdzie jego dług.
Prewencyjnie zagroził mi jednak, że gdybym zechciała ich poinformować tym, to mogę zapomnieć o alimentach.
Tchórz jeden. Chowa się za kobietą i własnymi dziećmi.
Dodam, że to on jest zameldowany w domu na działce, a wszystkie podatki płacę ja

Prąd odcięli na słupie, bo nie płacił co kwartał 20 zł za podtrzymanie przesyłu. Podobnie zawalił z ubezpieczeniem domu.
Podział nieruchomości byłby najlepszy, ale niestety nie stać mnie na to.
Tak się tylko chciałam wyżalić.