nasze.kalendarium
29.01.15, 09:32
Nie wiem dlaczego tu piszę, chyba dlatego że czuję się "zbyt dorosła" na forum kobieta i mam teściową (nieformalną) w wieku e-matek. Może spojrzą z boku.
Trzydzieści lat minęło jak jeden dzień, nie wiem czy to naturalny moment na bilans, czy w związku narasta z mojej strony potężny kryzys. To nasz pierwszy poważny związek w życiu, trwa kilka lat, zaręczyliśmy się 3 lata temu, mieszkamy razem, ja pracuję na stała w miarę umowę zlecenie i łapię każdą umowę o dzieło, a narzeczony... no właśnie.
Trzydzieści lat skończył trochę wcześniej, tworzy doktorat, ma zajęcia ze studentami, ale niewiele. W zasadzie powinien być już po obronie. Nie mogę powiedzieć, że się leni, czyta, siedzi w bibliotekach, działa naukowo na uczelni, pisze i do jasnej cholery nie zarabia więcej niż na część rachunków w kawalerce i nie zanosi się na to że kiedykolwiek będzie lepiej!
Staram się być obiektywna - to uroczy, miły, bardzo inteligentny facet o ogromnej wiedzy, uczciwy, porządny, ciepły i jak zaczynaliśmy się spotykać, to myślałam że to cud że zwrócił na mnie uwagę. Chce mieć dziecko, może być już, ślub też. Ma fajną rodzinę, teściowie mnie lubią. Chyba.
Też bym chciała niedługo spróbować zajść w ciążę, ale ja pracować muszę, a narzeczony nie miałby prawa nawet do urlopu rodzicielskiego i świadomość, że tylko ja bym musiała dać radę przygniata. Z drugiej strony mi wstyd, naprawdę nie chodzi o złowienie bogatego frajera i widziały gały, co brały tak? Wiedziałam, że nie jest modelem z korpo, nigdy nie pracował, nie odczuwa potrzeb materialnych, jest minimalistą. Z trzeciej strony, moja mama ostatnio pytała jakie mamy plany konkretnie i czy jestem pewna. Przestaję być pewna.