inguszetia_2006 Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 12:04 nasze.kalendarium napisała: Staram się być obiektywna - to uroczy, miły, bardzo inteligentny facet o ogromnej wiedzy, uczciwy, porządny, ciepły Witam Kurczę, fajny facet. Daj mu szansę. Na rynku matrymonialnym będziesz mogła teraz wybierać pomiędzy rozwodnikami, płacącymi alimenty i cynicznymi czterdziestolatkami, samotnymi wilkami, którzy postawią ci poprzeczkę tak wysoko,że połamiesz nogi. Zastanów się dobrze. Pzdr. Ing Odpowiedz Link Zgłoś
mandolinka.bramborova Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 12:25 Mało kto jest modelem z korpo, ale czasami trzeba schować ambicje do kieszeni i pójść do pracy. Młodzieńczych marzeń do garnka się nie włoży, a na zostanie na uczelni po doktoracie są naprawdę baaaardzo małe szanse. Zatem porozmawiaj z nim, jak sobie wyobraża życie za rok, za dwa. Rozmawiaj, rozmawiaj, rozmawiaj. Jeśli nie będzie docierało, to postaw sprawę jasno - daj sobie i jemu jakiś termin, do którego powinien się ogarnąć. Nie zdecydowałabym się na dziecko w Twojej sytuacji - umowa zlecenie, tak niski dochód ze strony partnera - a co jeśli będziesz musiała przeleżeć całą ciążę i nie będziesz mogła wykonywać tych zleceń i dzieł, co jeśli będziesz musiała wykonywać skomplikowane badania, brać drogie leki? Czy on się wtedy ogarnie i zabierze się do pracy, czy ten stres go wręcz sparaliżuje? Nie chodzi o złowienie frajera, który będzie Ciebie utrzymywał, ale chodzi o to, czy możesz liczyć na jego wsparcie. Są takie momenty w życiu kobiety, że nie może pracować, a jeść musi. Odpowiedz Link Zgłoś
kobieta_z_polnocy Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 12:35 Ja sie troche wylamie i powiem, ze takie rozwazania nt tego czy rzucac czy nie sa zbyt pochopne. Po pierwsze, mam wrazenie, ze szwankuje u was komunikacja, bo nie wyglada na to, by narzeczony zdawal sobie sprawe z twoich obaw. Po drugie, dziecko tak naprawde nie musi tak duzo kosztowac. Oczywiscie wydatki by wam wzrosly, ale wszystko mozna jakos rozwiazac z glowa. Wiesz, pieniadze sa wazne, ja wiem, ale jako mama powiem ci, ze jakbym miala wybierac miedzy dzieckiem a komfortem zycia, wybralabym dziecko. Glodem nie przymieracie, jesli narzeczonemu sie nie odwidzi, to czeka was moze skromne zycie, ale to wcale nie musi byc problemem. Wiem, ze czasy sa jakie sa i emamy uwielbiaja pouczac o tym, ze 'na dziecko trzeba was wpierw stac', ale z takim podejsciem moze sie okazac, ze cale zycie przezyjecie bezdzietnie, bo nie macie etatow. To moim zdaniem zbyt wielkie poswiecenie. Po trzecie, tata o elastycznych godzinach pracy i duzej dyspozycyjnosci to naprawde skarb. Wiem, ciaza, macierzynski - tu moze byc ciezej, ale wydaje mi sie, ze wasza sytuacja nie jest az tak tragiczna. Jestes jeszcze mloda, ale czas leci. Zyjesz z fajnym czlowiekiem, z ktorym sie dogadujecie. Jak sobie wyobrazasz nagle zycie w pojedynke i szukanie bardziej obrotnego partnera pod presja czasu, bo na dziecko juz czas? Uwazam, ze naprawde warto z narzeczonym porozmawiac i ustalic co dalej, i nie obawiac sie rodzicielstwa az tak bardzo. Odpowiedz Link Zgłoś
ashraf Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 12:41 Nie no, oczywiscie, ze dziecko nic nie kosztuje! Je za darmo, chodzi gole, uczy sie pisac patykiem po piasku, a na wakacje oddaje sie je do letniej przechowalni biednych dzieci. Szczepic nie trzeba, zebow leczyc nie trzeba, a nawet gdyby z karmieniem nie wyszlo, to i mm nie trzeba kupowac, jak zemrze, to mozna sobie zrobic drugie. I w ogole nie ma znaczenia z kim sie ma to dziecko, byle bylo. Odpowiedz Link Zgłoś
cosmetic.wipes Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 13:42 > Zyjesz z fajnym czlowiekiem, z ktorym sie > dogadujecie. Raczysz żartować. Autorka wspominała, ze "głupio jej" zacząć rozmowę o finansach. Odpowiedz Link Zgłoś
wuika Re: Odejść czy wspierać 30.01.15, 07:58 "Po drugie, dziecko tak naprawde nie musi tak duzo kosztowac. Oczywiscie wydatki by wam wzrosly, ale wszystko mozna jakos rozwiazac z glowa. " No sorry, przestań gadać takie rzeczy. Dzieci kosztują. Dzieci kosztują dużo. Dzieci z czasem kosztują coraz więcej. Odpowiedz Link Zgłoś
jehanette Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 12:41 Kochasz go? Wyobrażasz sobie wasze życie za 5-10-20 lat? To porozmawiajcie jak wyobrażacie sobie to życie. Gdzie mieszkać i jak zarobić na większe mieszkanie. Perspektywy zawodowe. Omówcie jakie macie możliwości i obecne aktywa. Decyzja o dziecku powinna poza "chcemy mieć bobo" obejmować też kwestie takie jak kto zajmuje się dzieckiem a kto i jak pracuje, jak sobie wyobrażamy powrót do pracy i wybór opieki dalszej, urządzenie przestrzeni, zmianę mieszkania/samochodu/etc na większe i rodzinne i wiele innych kwestii. Odwróć sytuację we własnej głowie - czy gdybyś Ty zarabiała "na waciki" realizując się w swojej wymarzonej acz niepopłatnej pracy a on utrzymywał waszą dwójkę - byłoby ok dla Ciebie? Nie jest tak, że facet musi utrzymać rodzinę a kobieta łaskawie decyduje się, czy poziom oferowany jej odpowiada, a jak nie to szuka innego sponsora. To PARA współdecyduje o wspólnym życiu i współdecyduje o tym, w jaki sposób to życie WSPÓLNIE prowadzi. Odpowiedz Link Zgłoś
pole_koniczyny Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 12:54 Dla mnie są zasadniczo dwie niepokojące rzeczy w tym wszystkim. Po pierwsze dlaczego facet nie jest jeszcze po obronie i po drugie dlaczego po trzech latach narzeczeństwa nie jesteście nadal jeszcze małżeństwem. Oczywiście po kilku przeczytanych zdaniach mam bardzo ograniczony obraz waszej sytuacji, ale wygląda na to, że ktoś tu ma problemy z podejmowaniem życiowych decyzji i unika odpowiedzialności dopóki może. Dla mnie fakt, że mężczyzna ma niewielkie aspiracje materialne absolutnie go nie przekreśla. Natomiast gdy ktoś ukrywa swoją - nazwijmy to - życiową opieszałość pod płaszczykiem ideologii minimalizmu to budzi we mnie sprzeciw. Mężczyzna, który wybrał karierę akademicką ze wszystkimi jej zaletami i wadami to normalny facet. Mężczyzna, który po trzydziestce opowiada, że wybrał karierę akademicką, a w rzeczywistości nie dorobił się stopnia naukowego - no cóż... Odpowiedz Link Zgłoś
zonaczolgisty Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 12:56 Zgadzam sie z moofka. Masz 30 lat, poszukiwania nowego kandydata na ojca nie koniecznie musza sie skonczyc powodzeniem, a opisywany pan ma jednak wiecej zalet niz wad. Jesli Cie kocha, chce dzieci, robi to co go interesuje i sie nie leni, to smialo mozesz sie poczuc szczesciara. Niestety masz nieszczescie zyc w kraju w ktorym praca naukowa nie poplaca, ale nie kazdy moze byc korpo-robotem. Ja bym faceta cenila za to ze poswieca sie pracy ktora naprawde go interesuje. Odpowiedz Link Zgłoś
koronka2012 Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 13:21 Powiedz, że żartujesz... ceniłabyś utrzymując trutnia latami i nie mogąc sobie pozwolić na dziecko (ona pracuje na zlecenia, przypomnę, więc nie ma opcji przerwy w pracy)? czym innym jest poświęcanie się interesującej pracy, a zupełnie czymś innym - bezrefleksyjne i rozkoszne życie na cudzy koszt. Sorry - skoro facet robi doktorat od 5 lat, to znaczy, że nie jest ani przesadnie bystry ani pracowity (w sensie efektywności). Takie "rozlazłe" osoby nie mają większych szans na zrobienie kariery, bo sam tytuł niczego nie zapewnia. Pracodawcy skreślają wiecznych studentów z góry - jeśli ktoś tak długo ciągnie temat, to znaczy że jest mało ogarnięty - i pracownik będzie z niego słaby. wikłanie sie w małżeństwo z choćby najmilszym Piotrusiem Panem nie rokuje na przyszłość w ogóle. Dziewczyna ma DOPIERO 30 lat, a nie 40, ma znacznie większe szanse na ułożenie sobie życia z kimś rokującym niż na trwały związek z sorry - nieodpowiedzialnym facetem o mentalności nastolatka-idealisty. Co jej po dziecku, jeśli za chwilę zostanie samotną matką, bo nie zdzierży tego, że sama ciągnie ten wózek? nawet alimentów nie dostanie przyzwoitych, decydując się na rodzinę z panem zakłada sobie pętlę na szyję. Odpowiedz Link Zgłoś
zonaczolgisty Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 13:46 Opisany pan nie pasuje mi jako truten, a jego mentalnosci nie jestesmy w stanie ocenic na podstawie jednego postu. Nie na kazdym rogu stoi ktos kto nas kocha, jak juz takiego poznamy, warto troche nagiac idealistyczne oczekiwania ktore piastowalysmy jako nastolatki. Dewagujac, z moich obserwacji wynika ze latwiej znalezc meza dzieciatej rozwodce po 40ce niz samotnej 30ce, nie wiem na czym to polega, ale po blizszych i dalszych znajomych widze ze jak sie ktoras nie zaobraczkowala przed 30ka to czesto juz tak zostaje, natomiast rozwodki maja wziecie bez wzgledu na wiek. Odpowiedz Link Zgłoś
koronka2012 Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 14:28 Hello? facet ma 30tkę na karku i nigdy nie wysilił się żeby zarobić nawet na swoje utrzymanie, to jak to okreslić inaczej? od 5 lat poświęca się niby doktoratowi, który jednak najwyraźniej stoi w miejscu skoro autorka napomknęła, że widoki na zakończenie są marne - więc wniosek że jest słabo zorganizowany jest dość oczywisty. Dziewczyna ma akurat racjonalne podejście, to co ty proponujesz jest nagięciem rozsądku na rzecz naiwnego idealizmu. Pani nie ma większych szans na dziecko przy tym facecie, bo ona nie może sobie pozwolić na przerwę w pracy, a pan póki co nie widzi potrzeby wysilania się i nie zarabia wystarczająco nawet na "swoją" część rachunków. A mieszkają w kawalerce, ciekawi mnie na czym opierasz pozytywne scenariusze na przyszłość tego związku? Jak się zaobrączkuje koło 30tki, to zostaje mężatką. Tylko co z tego? część już za parę lat będzie rozwiedziona. Autorkce już dziś przeszkadza podejście faceta - przeciez nie zamiecie tego pod dywan i ta frustracja będzie tylko narastać. Gdyby ona miała podobnie minimalistyczne podejście jak on - miałoby to jakieś szanse na przetrwanie, ale tak - IMO są one zerowe. Otwarta jest tylko kwestia kiedy się rozstaną, w niedalekiej przyszłości i bez komplikacji, czy za parę lat z hukiem (i krzywdą dla dzieci). Rozwódki z dziećmi rozchwytywane na rynku matrymonialnym? sorry - buhahaha Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 14:54 Praca naukowa? Żartujesz chyba?! Pan nie tyle PRACUJE naukowo, co uskutecznia swoje naukowe hobby. To bardzo pięknie i ze wszech miar zacnie, ale do tego trzeba mieć dzianego sponsora, któremu darczyństwo do grobowej deski "naukowca" odpowiada, a nie wieczną narzeczoną, która chce w końcu mieć dzieci i jakieś finansowe i życiowe wsparcie ze strony mężczyzny. Odpowiedz Link Zgłoś
solejrolia Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 12:58 odejść czy wspierać.... od rana myślę o tym wątku. mam taką sytuację w rodzinie, że kobieta utrzymuje dom, bo mężczyzna się nie poczuwa, i siedzi w domu, mało tego mają długi (m.in. długi powstałe z winy faceta bo DG nie wypaliła, a US i ZUS nie wybacza, do tego jego ułańska fantazja). Kobieta jest zmęczona, zarobiona, i bardzo sfrustrowana, zgorzkniała. i po latach tak to wygląda, że wini cały świat, ze jej kłody rzucał pod nogi. nie chciała nigdy nic zmienić (a propozycje były!) , i nie zmieni nic w swoim życiu, gdyż tym samym musiałaby się przyznać do błędu. że związała się z kimś takim. autorko wątku, po latach tak to może wyglądać. dlatego przestań go wspierać. zacznij go traktować jak partnera w związku, bo teraz ty jesteś głową, a on...nadal małym chłopcem, i małym synkiem, który zaledwie dokłada się do rachunków. tak być nie powinno. więc daj mu szansę, rozmawiajcie, ale zacznij wymagać, musisz. inaczej skończysz, jak kobieta, którą opisałam. sfrustrowana, zgorzkniała, zmęczona życiem, z długami nie do spłacenia. Odpowiedz Link Zgłoś
redheadfreaq Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 13:16 30 lat skończę w tym roku. Też planujemy potomstwo, ale powiedzmy, że mamy za co. Nikt nie musi nam dokładać - stać nas i na mieszkanie, i na chleb, i na przyjemności. Absolutnie nie wyobrażam sobie, by mojemu ponad 30-letniemu facetowi nie starczało na rachunki za kawalerkę, ba, żeby musieli mu do życia dokładać rodzice. Właściwie dziewczyny napisały już wszystko - nadejdzie taki moment, że nie będziesz mogła pracować. Co wtedy? Pewnie, będąc wolnym ptakiem bez zobowiązań można powiedzieć - nie potrzebuję samochodu, wyjazdu, nowego ciucha... Dziecko brutalnie zweryfikuje jego minimalizm. Ktoś pisze "pewnie się ogarnie, jak się dziecko urodzi". A co jeśli się NIE OGARNIE? Co jeśli tym bardziej ucieknie do swoich bibliotek i wiecznie pisanego doktoratu? Straci resztę zapału? Przecież nie pójdziecie pod most - prędzej wylądujecie na głowie jego rodzicom. Tu warto postawić sprawę jasno: jak on sobie wyobraża Wasze dalsze życie? I to konkretnie, żadnego "jakoś to będzie". Z ołówkiem w ręku podlicz, ile już kosztuje, a ile będzie Was kosztowało życie. Bądźmy szczerzy, choćby nie wiem, jak uroczy był Twój partner, to jako 30-kilkulatek bez żadnego faktycznego doświadczenia, z gołym doktoratem (o ile go zrobi) na rynku pracy ma marne szanse i niech nie liczy na to, że praca znajdzie się po tygodniu szukania. OCZEKUJ wzięcia się z życiem za bary i spojrzenia prawdzie w oczy. Nawet, jeżeli nie przeszkadza Ci, że częściowo utrzymują Was teściowie (ja bym nie mogła, ale to ja), to oni TEŻ nie będą wiecznie zdrowi i skorzy do pomocy. Niech Ci nie będzie wstyd. Rozumiem, że go kochasz. Zastanów się jednak, co zostanie z tej miłości i waszych wspólnych śmiechów, gdy w lodówce zostanie samo światło. Odpowiedz Link Zgłoś
bachtin Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 13:33 Dla mnie to jest przedziwne, że nie rozmawiacie o tym. To trzeba szybko zrobić - ale o tym już dziewczyny napisały. Jako humanistka powiem Ci, że jest dużo pracy dla takich jak on. Nie, nie każda jest ciekawa. Nie, nie na etat. Ale pieniądze można dorobić. Dla mnie facet, który po trzydziestce nie czuje POTRZEBY bycia samodzielnym człowiekiem jest po prostu dziwny. Gdyby tak się pasjonował dziedziną, to już miałby ten doktorat napisany. BTW - czy nie jest tak, że za doktoranckie w prywatnej szkole się płaci? Odpowiedz Link Zgłoś
lauren6 Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 13:38 Pan sprawia wrażenie kolejnej odsłony piotrusia pana. Duzy chlopiec, tyle ze typ naukowca. Pogadaj z nim poważnie o waszej przyszłości, jesli nie przewiduje w najbliższym czasie obrony doktoratu i stalej pracy odejdź od niego. Nie warto tracic najlepszych lat na rozmnażanie dla niepowaznego faceta. Odpowiedz Link Zgłoś
saraanna Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 14:22 Facet, jak to facet jest typem zadaniowca. Napisz na kartce czego oczekujesz od niego w danym roku ,np.skonczenie doktoratu i znalezienie pracy,nastepny rok slub i dziecko itd. Piszesz,ze facet ma fajna rodzine i sie dogadujecie,a oni go wspieraja,wiec przy najblizszej okazji powiedz im o tym jakie macie plany i popros ,aby go wspierali w ich realizacji.Moze facet potrzebuje troche takiego prowadzenia za raczke i byc moze jego rodzice wespra cie ,aby go popchnac troche do przodu Odpowiedz Link Zgłoś
kosc_ksiezyca Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 23:35 Żesz ku..., faktycznie, zadaniowiec, od 5 lat nie może doktoratu z dziedziny humanistycznej napisać. Seksistowskie bzdury, ot co. Odpowiedz Link Zgłoś
zonaczolgisty Re: Hehheheh 29.01.15, 13:38 No ja sie czuje mlodo, (choc wiosnianie to za duzo powiedziane) a mam znacznie wiecej. Ale ja slub bralam w wieku 25 lat, za to mam kilka atrakcyjnych kolezanek ktore czekaly, zwlekaly, przebieraly, i dalej sa same. Zaluja moze nie tyle niedoszlego malzenstwa co niedoszlego macierzynstwa. Dla mnie dziecko bylo oczywistoscia i zawsze mialam plan B - gdybym do 30ki nie znalazla meza z milosci to taki z rozsadku byl w pogotowiu, za obopolna korzyscia. Odpowiedz Link Zgłoś
daisy Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 15:29 Na jakich zasadach on robi ten doktorat? Czy jest na studiach doktoranckich na jakiejś uczelni, czy ma jakieś terminy, otwarty przewód, promotora, ile już napisał? Czy tak sobie dłubie jako wolny strzelec? Jeśli to robi na uczelni, to czy ma jakieś szanse na zatrudnienie po obronie? Czy z kimś o tym rozmawiał? Jak sobie wyobraża swoje dalsze życie po obronie doktoratu? Podejście, jakie ten chłopak prezentuje, jest OK, jeśli ktoś jest zatrudniony na uczelni, skąd dość trudno wylecieć (choć teraz znacznie łatwiej niż kiedyś). Jeżeli jednak nie ma zatrudnienia ani żadnych perspektyw na karierę naukową, to już samo robienie doktoratu jest kosztowną zachcianką. No a gdyby jeszcze miał nie skończyć i wylecieć z tych studiów doktoranckich (jeśli na nich jest), to kompletna kiła i mogiła, zmarnowane dobrych kilka lat. Rzucić czy wspierać? To zależy, czy on chce jakiegoś rozwoju, czy ma wizję dalszego życia zawodowego, czy tak mu jest dobrze i najchętniej by niczego nie zmieniał. Ale to i tak mrzonka, bo jak skończy studia doktoranckie, to stanie na rozdrożu tak czy siak, z doktoratem czy bez. Ogólnie mówiąc, średnio... Niezbyt pociągający jest facet, którego trzeba do końca życia utrzymywać. Odpowiedz Link Zgłoś
wyznawczyniiwielkiegoczerwia Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 18:46 Czyli i tak lepiej niż większość od zawsze lub prawie od zawsze bezrobotnych jedno lub wielodzietnych ematek. Dziękuję za uwagę. Odpowiedz Link Zgłoś
pulcino3 Re: Odejść czy wspierać 29.01.15, 22:44 Ja bym się męczyła psychicznie z kimś takim ... i odeszłabym. Nie chciałabym żyć w poczuciu, że w sumie będąc z tą osobą jedynie ja się poświęcam, by jemu było dobrze, a on, co robi by wam było dobrze? Nie tędy droga. To dla mnie nie jest szczęście. Odpowiedz Link Zgłoś
zolla78 Re: Odejść czy wspierać 30.01.15, 12:58 Znam taką, co związała się z kimś, kto pracowity był, ale tylko w zakresie tego co uważał za właśnie niejako swoją działkę i zainteresowanie. Zył sobie ze stypendium, w wakacje coś dorobił i było ok. Taki minimalista właśnie. Ona podobnie, tylko możliwości dorabiania zleceniami miała większe i no jako rzecz przejściową taki stan traktowała z zamiarem pracowania potem na serio. Zaliczyli wpadkę i on, mimo deklaracji, że pracę znajdzie, nie znalazł jej już 6 lat. A to uważał, że 1000 zł stypendium jest ok - doktorat robił więc miał. Oczywiście nie sprężył się z nim, bo dziecko, tylko jakieś dwa lata przedłużył, bo z czymś się tam nie wyrobił. Nie pracując w zasadzie w tym czasie zbyt dużo i nie zajmując się jakoś specjalnie dzieckiem i domem. Mieszkanie mieli, bo ona miała od rodziców, podobnie samochód. Ubrania dla dziecka jakie takie bo jej mama to finansowała. Jak sobie zlecenia załatwiała, to gdzie mogła go brała, to tyle co zarobił. Może na te 6 lat z 5 razy pojechał na miesiąc do brata za granicę pracować, to zarobił coś tak sam z siebie. Jedyne co zrobił to prace remontowe w mieszkaniu. Jest z nim i nadal twierdzi, że za wiele rzeczy go ceni itp. Zrywała wielkrotnie, ale żeby przeżyć nie mogła za bardzo wywalić go z domu, bo chociaż czasem tym dzieckiem się zajął, że ona mogła coś zrobić, a poza tym gdzie miała go wywalić - na ulicę. Bez kasy od rodziców by nie przeżyła z nim finansowo. Co więcej, bez tego że mogła się pozbyć dziecka do nich na każde wakacje i to na 3 albo 4 miesiące i często też na całe tygodnie w ciągu roku, to nie byłaby w stanie zarobić czegokolwiek nawet sama. Wychodzi na prosta o tyle, że zaczyna sama zarabiać tyle, ze jej starcza na życie, ale to też pod warunkiem, że ma całe 3/4 miesiące wakacji na prace i organizuje prace tak by on też pracował. Jak ona mu każe to on pracuje wtedy. Można by zatem powiedzieć, że jest szansa na ułożenie sobie życia z kimś i z takim podejściem do życia, ale... Miała ostatnio wypadek samochodowy, i jak sama opowiadała, uświadomiła sobie, że gdyby coś jej się stało, to on nie jest w stanie zająć się i utrzymać własnego dziecka. Zastanów się zatem czy chcesz ryzykować, że też będziesz sama z tak olbrzymią odpowiedzialnością - tj. finansową, oragnizacyjną i to za 2 osoby, bo i za dziecko i za niego. I jaki będzie tego koszt, też w zakresie tego w jakim stopniu będziesz zależna od innych i będziesz musiała poświęcić czas z dzieckiem na rzecz utrzymania was wszystkich. Odpowiedz Link Zgłoś
amelia78 Re: Odejść czy wspierać 30.01.15, 15:11 Moja rada: uciekaj jak najszybciej. Moja sytuacja była trochę podobna do Twojej- mój M. miał co prawda doktorat i etat na uczelni, ale zarobki kiepskie (podstawa jest niska, można pewnie dorobić uczestnicząc w różnych projektach, ale do tego trzeba być obrotnym i trzeba byc bardzo dobrym w swojej dziedzinie a M. był raczej średniakiem, pracował nad habilitacją, ale się specjalnie nie przemęczał), ja pracowałam na wysokim stanowisku w korporacji (więc zarabiałam duuuużo więcej od niego, ale też pracowałam dużo więcej). Wtedy nie przejmowałam się tym, że mieszkamy w moim mieszkaniu, a ja pokrywam większość kosztów wspólnego życia. Byłam po trzydziestce, więc zdecydowaliśmy się na dziecko. Oczywiście podział miał być taki: ja po macierzyńskim (wtedy to było 5 m-cy) wracam do pracy i zarabiam na rodzinę, on będzie się zajmował dzieckiem, domem i dalej powoli robił habilitację. Po macierzyńskim okazało się, że jego praca jest dla niego bardzo ważna i jeśli chcę wracać do pracy to muszę zatrudnić nianię ( i oczywiście za nią zapłacić, bo on zarabia mniej od niani- mieszkaliśmy w W-wie). Kilka dni po tym oświadczeniu wystawiłam mu walizki za drzwi i zostałam samotną mamą. Obecnie M. jest facetem po 40. , mieszka w kawalerce, nie ma samochodu- na dziecko płaci grosze, które nie starczają nawet na prywatne przedszkole. Jak widzimy się co kilka m-cy (na częstsze kontakty z dzieckiem nie ma czasu, bo ciągle pracuje nad habilitacją ) to wysłuchuję tekstów, że do przedszkola prywatnego dziecko nie musi chodzić, prywatny lekarz to też fanaberia, dodatkowe zajęcia to strata kasy itd. Jak ja się cieszę, że się z nim nie męczyłam dłużej. Tak więc słuchaj mojej rady- uciekaj, mój M. też był miły, uroczy, kochający dzieci dopóki nie pojawiły się obowiązki związane z dzieckiem. Ty masz niepewną sytuację z pracą/ finansami. Ja nie musiałam się przejmować finansami- miałam takie zarobki, że było stać mnie na zatrudnienie niani i stać mnie teraz na spełnianie zachcianek mojego dziecka, ale nieraz myślałam co by było gdybym została sama i na dodatek musiała sie liczyć z każdym groszem. Odpowiedz Link Zgłoś