Odbiera komórke.Informuje, ze wlasnie rozmawia na stacjonarnym.I wcale sie nie zegna ze mną ani sie nie umawia na tel. pozniej, tylko zaczyna ze mna rozmawiac.Osoba na stacjonarnym czeka.Ja czuje sie jak intruz i chce zakonczyc szybko rozmowe.Enty juz raz to samo.Czy naprawde musi,ale to koniecznie musi odebrac wszystkie telefony,ktore wlasnie dzwonia? Ktos tak jeszcze robi czy tylko moja mama- kobieta sterroryzowana przez wynalazek Bella?
Jest gotowa z wanny wyskoczyc na dzwiek dzwonka telefonu.I miec pretensje, ze dzwonie, a ona wlasnie sie kąpie i MUSIALA z wanny wyjsc.
Niedawno w mojej obecnosci dzwonila do sasiadki.Nie mogla sie dodzwonic.Musialam dzwonic ja, z mojego aparatu- bo moze ode mnie sie da

.Oczywiscie tak samo włączala sie poczta.Pewnie ładuje telefon tłumacze.Nie, to by bylo za proste i nie byłoby o czym gadac.A chodzi mam wrazenie o sztuczne kreowanie problemu.Napewno cos sie stało złego, skoro nie odbiera.
Wieczorem w końcu sie dodzwonila, oczywiscie ladowala telefon.Nic sie nie wydarzylo.No ale pol dnia upłynelo na wracaniu do tematu i snuciu czarnych wizji.
Niejednokrotnie musialam natentychmiast przyjezdzac ustawiac komórke, bo sie zawiesila.Sama baterii nie wyjmie(a kobieta jest sprawna manualnie i duzo potrafi).
Macie takich ludzi w swoim otoczeniu?