Dziele się swoją złota mysla. Chcialam napisac do wszystkich tych, ktorym sie wydaje, ze ich zycie sie skonczylo, że poki żyja to wcale nie jest tak.
Ja siebie skreslilam w wieku 20 lat, bo zaszlam w ciąze. Teraz mam 30 moje kolzenki maja nawet po 3 dzieci, a ja ciagle sobie to jedno zarzucalam. Przez to, ze zylam z pcozuciem iditycznej winy, moje zycie bylo udręką i nieszczęsciem. Cierpialam za miliony, bog wie dlaczego. Czulam sie winna, bo nie tego sie po mnie spodziewano... Czulam ,ze nigdy juz nie bede tym kim moglabym byc bez dziecka. Chcialabym dodac, ze moja bliższa i dalsza rodzina mnie skreslily. Dalsza nie wiem dlaczego, a blizsza, bo mialam dziecku w wieku 20 lat... Moja zla sytuacja po urodzeniu stala sie jeszcze gorszą. Ale tak naprawdę uwazam, ze urodzenie dziecka podkreslilo tylko jak zle bylo
Od zawsze była cicha, niesmiala, spotykalam sie z jednym chłopakiem. Grzeczna, ulozona, stypendystka ministra. Nic mi to nie dalo w ich oczach, tylko jeszcze bardziej pognębiło. Nie wiem dlaczego wlasna rodzina sie mnie wyrzekla. Nie znam wytłumaczenia. W jednej chwili spotkalam sie z wrogością, a teraz jako 30 latka jeszcze bardziej tego nie czaję

Reasumujac-nie ma co sie winic, zycie jest za krotkie na rozpacz i wyrzuty
Pozdro dla 20 latek z brzuchem na tym forum!