Natchniona wątkiem o dziadowskich wakacjach

zarezerwowałam sobie właśnie kwaterę nad morzem (na marginesie: nie wierzcie w te bzdury o upadku frankowców, wyludnionych plażach i upadaniu kurortów wakacyjnych- początek lutego, a ja ostatni domek rezerwowałam!) i rozpoczęłam poszukiwania okolicznych rozrywek na deszczowe dni. Z zaskoczeniem i zadowoleniem przeczytałam, że mamy nad Bałtykiem, w Mielnie OCEANARIUM! Super - myślę sobie. Ale potem zaczęłam szukać informacji na temat i trafiłam na to :
mrowkojad.wordpress.com/2011/05/10/oceanarium-w-mielnie-czyli-o-naduzyciach-semantycznych-najwiekszych-drapieznych-rybach-swiata-i-tym-jak-w-koncu-do-srodka-nie-weszlismy/
Recenzja jak recenzja, ale tam poniżej są żale, groźby i pomstowania urażonego właściciela interesu. Przy tym to już plułam na monitor! Pan Krrzysztof przeszedł chyba jakieś specjalne szkolenie z zakresu PR i reklamy