Dodaj do ulubionych

Co o tym myśleć?

17.03.15, 10:45
Macie tak, że jak wasze matki opowiadają wam o swoich metodach wychowawczych, jakie stosowały wobec was , włos wam się jeży na głowie? Moja ostatnio powiedziała mi , że jak miałam ok. 10 miesięcy i nauczyłam się już wstawać, to przywiązywała mi rączki do łożeczka, bo bała się , że z niego wyskoczę i tak chciałą mnie nauczyć, by tego nie robić.Zszkowało mnie to i zapytałam , czy znalazła tą metodę w podręczniku do szkolenia psów. Na co ona się obraziła i powiedziała, że przecież krzywda mi się nie działa.Czy to była powszechna praktyka w latach 80.?
Może to głupie, ale jakoś rozżalona jestem.
Obserwuj wątek
    • annajustyna Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 10:46
      Nie, nie byla to powszechna praktyka...
    • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 10:50
      Nie, nie była.
    • anorektycznazdzira Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 10:50
      Akurat ja jestem nieustającym fanem metod wychowawczych mojej matki, którą uważam za absolutnego, naturalnego geniusza w tej dziedzinie. Ze wszystkich sił staram się wychowywać dzieci tak, jak ona mnie wychowywała i nauczyć je tego, jak ona mnie nauczyła (to robię dla swoich wnuków).
      Wątpliwości budziły we mnie parę razy metody teściowej, ale to chyba inna grupa zagadnień... tongue_out
    • zielona.limonka Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:02
      Nie, nie była. Odrobinę bym się wkurzyła na moją matkę, jakby mi opowiedziała coś takiego. No ale w końcu to nie jest jakaś duża sprawa, po krótkiej złości by mi przeszło.
      • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:14
        No ale przecież jesteś rozżalona. Sama napisałaś.

        Ja odpowiedziałam na Twoje pytanie z końca wypowiedzi.
        • gaga-sie Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:28
          Tamta to była zielona.zielona, teraz odpowiadasz zielonej.limonce.
          • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:50
            Aaaaa smile zielono mi. smile już przeprosiłam.
      • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:49
        Przepraszam. Pokićkałam nicki.
    • kanna Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:20
      Dbała o Ciebie najlepiej, jak potrafiła.
    • morgen_stern Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:27
      Cóż, moja też się bardzo zdziwiła, że zostawienie pod sklepem samopas kilkulatki to nienajlepszy pomysł. Kiedyś tu o tym pisałam, wpadłam wtedy na pomysł, że zrobię "niespodziankę" i wrócę sama do domu, co zrobiłam. Matka oczywiście wpadła w histerię po wyjściu ze sklepu i kiedy wpadła do domu to chciała mnie lać w nerwach, ojciec ją powstrzymał. Przez lata ta opowieść funkcjonowała w rodzinie jako "zabawna historia, jaka ta morgen była głupiutka i co zrobiła biednej matce". Dopiero kiedy szwagier jasno powiedział, co myśli o zostawianiu małego dziecka samego na ulicy (ruchliwej) pod sklepem (supermarketem), to zaniemówiła i historyjka nagle przestała być zabawna.
      Pamiętam też, jak się zdziwiła, kiedy moja siostra, kiedy sama została matką, uświadomiła jej, że straszenie dziecka "dla zabawy" i uporczywe łaskotanie go, kiedy tego zdecydowanie nie chce, to nie jest zabawa.
      Były jeszcze grubsze historie, ale chciałam się skupić na tym, co wydawało się wtedy "normalne", a z dzisiejszej perspektywy nie do końca takie jest.
      • 3-mamuska Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:34
        Ale mama nie chciała ci zrobic krzywdy.
        Dzis tez wiążemy dzieci.
        Szelki w autach w wizjach na spacerach.
        To tez jest wiązanie dzieci.
        Kolezanki circe przywiązani roczku w szpitalu do łóżeczka zeby nie wyrywała kroplówki.
        Przeciez nie wiązała cie zeby sie nad toba znęcać. Chciała cie chronić. Innych metod nie znała.
        • 3-mamuska Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:35
          W wózkach .
        • landora Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:28
          Metoda na pewno nie była powszechnie stosowana, mnie nikt nie wiązał i mam wrażenie, że moja mama była bardzo nowoczesnym rodzicem.
          Ale 3-mamuska ma racje - dzisiaj też się krępuje dzieci, na przykład w wózkach - i to czasem są naprawdę duże dzieci.
          • ichi51e Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:38
            Mam tez wozek grat z lat 70tych i co ciekawe on pasow nie ma tylko taki jakby skorzany pasek (zagradzas nim droge trzymac nic nie trzyma) moje dziecko by go zabilo smiechem kiedys musialy byc inne dzieci. Spacerowka
            • kai_30 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:52
              Nie było innych dzieci. Te "inne" po prostu krócej jeździły w wózku. Urodziłam się w latach 70-tych, i z opowieści mamy wiem, że jak tylko nauczyłam się chodzić (jeszcze przed roczkiem) po prostu nie dawałam się wsadzić do wózka.

              Były też takie dopinane szelki, jeszcze mój najstarszy syn (17) się na takie załapał.
            • arwena_11 Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 10:30
              Były szelki - zakładało sie na dziecko i przypinało do wózka karabińczykiem.
          • kill.emall Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 19:44
            Ale pasami krępuje się też dorosłych, w aucie. Dzieci zresztą też.
            Gdyby ktoś pietnowal to jako ograniczanie wolności to byłaby to już paranoja wysokich lotów.
    • afro.ninja Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:36
      Nie, moja mama z tego wieku ma dla mnie mile wspomnienia, co mowilam, jak duzo i jaka bylam rezolutna.
    • beataj1 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:48
      Metod mojej mamy nie. ALe opowieści ojca jeżą mi włosy na głowie. Oczywiście opowiadane w stylu jaka byłam niegrzeczna i jak ciężko mnie było upilnować.
      Często opowiadaną "anegdotką" jest historia jak mu sie schowałam jak miałam około 3 lat na jakimś wspólnym wyjeździe do rodziny. Tylko że:
      Zabrał mnie do kogoś kogo ledwo znał - sam zajął się konsumpcją wódy a mnie zostawił na podwórku "bym się pobawiła". Na wsi. Podwórze było nieogrodzone - po jednej stronie zboże po horyzont (jakbym wlazła to by mnie nigdy by mnie nie znaleźli) po drugiej stronie był stary zarośnięty staw z bagnem zamiast wody. A na samym podwórzu różne niebezpieczne maszyny rolnicze. Okazało się że wlazłam do budy jakiemuś bardzo groźnemu psu (co to go się nawet właściciele bali). I oczywiście to była moja wina bo się schowałam.
      Jeszcze brakowało na tym podwórku włączonej młockarni i pił mechanicznych. Ale to ja byłam niegrzeczna smile
      Albo zaprowadzenie mnie nad jakąś rzekę jak miałam z 7 lat i zostawienie mnie tam samej bym się popluskała.

      Generalnie teraz się nie dziwie że ojciec nie zostawał ze mną sam bez nadzoru bo miał dzikie pomysły. To cud że przeżyłam jego czułą opiekę.
      • annajustyna Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:50
        Moja babcia tez nie raz mowila, ze moja mama byla krnabnym dzieckiem, bo w wieku ok. trzech lat chciala babcie ukatrupic (uderzyla ja butelka).
        • ichi51e Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:40
          O to z takich to cioteczna bsbka uwazala ze kuzyn jest jakims degeneratem bo jako 5latek tracil choinke i sie zapalila. Do 10 doroslych ktorzy odpalili swieczki nikt pretensji nie mial
          • annajustyna Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 13:01
            A jak sie moja ciocia 2-letnia skaleczyla, to pretensje byly do mojej 11-letniej wtedy mamy, ze nie upilnowala tongue_out.
            • itka-julitka Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 19:13
              a czym się skaleczyła ? Bo jeśli kartką papieru podczas malowania - to ok, nie można mieć do NIKOGO o to pretensji. Ale jeśli żyletką, którą wyciągnęła z górnej szafki w łazience stając na krześle - to miałabym pretensję do 11-latki, która była poproszona o przypilnowanie 2-latka. No dajcie spokój - 11-latka jest w stanie przez krótki czas przypilnować młodsze rodzeństwo.
            • memphis90 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:36
              Ja byłam winna, że dwulatka walnęła kupę w majtki. Miałam 12 lat. Ostatnio wypomniałam to mojej mamie i co? - "Powinnaś była przewidzieć". Tja, jasne. Że już mi się nie chciało komentować tego cudu odpieluchowania, w którym opiekun musiał przewidywać chęć zrobienia kupy i zawczasu latać z nocnikiem.
      • whitney85 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 17:48
        Przypomniało mi się. Miałam 2 lata, byłam sama na podwórku u babci i weszłam również do budy psa ale takiego obronnego, całe życie na krótkim łańcuchu. Bliznę mam na twarzy do tej pory. Anegdotka opowiadana by pokazać, jaka byłam niegrzeczna.
      • memphis90 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:38
        Mnie raz zgubili na plaży i raz na basenie. Rzecz jasna ja byłam winna, bo przecież dwulatek celowo oddala się od koca na plaży.
        Rok później zostawiali nas same w namiocie na campingu i chodzili na tańce.
    • zielona.zielona Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 11:55
      Leczę się na zaburzenia lękowe. Jako jedyna z trójki rodzeństwa jestem zahukana. Po prostu zrodził mi się w głowie pomysł, być może chory, że to przez to. Matka powiedziała, że pozniej już tej metody nie stosowała, bo brat miał padaczkę. A gdy urodziła moją siostrę była już starsza i nie chciało jej się być konsekwentną. Zastanawiam się , czy takie coś może odkładać się jako trauma. W końcu takie maluchy nie wiedzą , że to dla ich dobra.
      • ichi51e Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:42
        Malo prawdopodobne bo by wszyskie dzieci wozkowe mialy
        • to_ja_caryca_katarzyna Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 08:12
          Bzdura, wozkowych nie wiaze sie za rece. Wozkowe sa przywiazane i czas przywiazania spedzaja z rodzicem, ktory pcha wozek. Zielona pewnie byla wiazana w samotnosci w niewygodnej pozycji. Powod do traumy calkiem mozliwy. Brak poczucia bezpieczenstwa i osamotnienie to jak najbardziej powod do traumy. Mnie nikt nie wiazal, rodzenstwa tez nie, a z lozeczka wychodzilismy w podobnym wieku az milo. Nie twierdze jednak ze wychowanie moich rodzicow bylo idealne, ale nie chce mi sie o tym pisac.
          • ichi51e Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 14:04
            A skad wiadomo ze w niewygodnej? Moje dziecko bylo noewozkowe i zapewniam cie ze zachwycone (ha ha ha ha) pasami nie bylo. Rzucal sie jak zwierze mowiac krotko i wygodnie mu w tym szale zapewne nie bylo.
      • kosmos_pierzasty Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 13:44
        A ja wierzę, że to w Tobie jakoś tam zostało. Nie wykluczałabym jednak również, że kiedy się dowiedziałaś, "przykleiłaś" do tego konkretnego zdarzenia jakieś inne odczucia, niekoniecznie bezpośrednio z nim związane. Dodatkowo pewnie irytuje Cię, że mama nie poczuwa się do odpowiedzialności. I to oddziałuje na Ciebie tu i teraz. Może chciałabyś, żeby przeprosiła, a ona nie ma zamiaru? Według mnie łatwo taki temat zbyć. Z drugiej strony - nie ma co analizować w nieskończoność tego jednego zdarzenia. Jednak skoro tak Cię to zajęło, to coś w tym być może jest, pytanie tylko co wink
        Skoro się leczysz, to może terapeuta będzie lepszym adresatem Twoich wątpliwości niż forum?
      • itka-julitka Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 19:21
        Nie sądzę. Czasami rodzice muszą zrobić krzywdę swoim dzieciom dla ich dobra - zastrzyki, szczepionki, bolesna rozłąka (żłobek, przedszkole), wiązanie do wózka czy fotelika. I dzieci nie rozumieją, ze to często dla ich dobra. Idąc Twoim tokiem rozumowania - praktycznie wszyscy powinniśmy mieć zaburzenia lękowe, bo każdy z nas przeszedł w dzieciństwie przez coś nieprzyjemnego, czego nie rozumiał i czuł się skrzywdzony. Szukałabym gdzie indziej powodów Twoich zaburzeń.
    • solejrolia Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:25
      początek lat 80-tych: mnie w szpitalu za rączki i nóżki przywiązano pieluchami tetrowymi i bandażami, żebym nie uciekała z łóżeczka, miałam leżeć plackiem.
      no i pić nie dawali, bo zasikałam łóżko.
      więc....mnie już NIC nie dziwi jesli chodzi o metody wychowywania dzieci w latach 70 i 80.
      • annajustyna Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:35
        Moja mame w 77 w szpitalu od wyrodnych matek zwyzywano, bo plakalam za nia tongue_out.
    • ichi51e Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:33
      Moja mama zostawiala mnie 2 letnia pod opieka brata 4 jak byla taka potrzeba i szla do pracy. Babcia przywiazala kuzyna do pompy zeby skoczyc cos zalatwic (nie byla to norma jak wrocila czekal ja oburzony tlumek) pretensji nie mam ale cieze sie ze zyje. Wieksza trauma byl widok matki stajacej na zewnetrznej stronie parapetu zeby umyc okna od zewnatrz (7 pietro) okna byly 4 obok siebie otwieralo sie pierwsze. Co ona sobie myslala robiac takie rzeczy dzieciom na oczach nie wiem
      • annajustyna Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:34
        A gzyms na zewnatrz chociaz byl czy tylko parapet?
        • ichi51e Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:44
          Parapet. To byla taka plomba powojenna - mieszkalismy na ostatnim pietrze w mieszkaniu z przerobionej pralni.
          • annajustyna Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 13:00
            To sie moze po nocach snic sad.
      • bi_scotti Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 14:57
        ichi51e napisała:

        > Wieksza trauma byl widok matki stajacej na zewnetrznej stronie
        > parapetu zeby umyc okna od zewnatrz (7 pietro) okna byly 4 obok siebie otwiera
        > lo sie pierwsze. Co ona sobie myslala robiac takie rzeczy dzieciom na oczach ni
        > e wiem

        Dlaczego trauma? Masz fear of hights? Tez tak mylam okna przez cale nastolectwo, mama myla do jakiejs 70tki, gdy ja juz wyjechalam z PL, potem zamawiala pania do mycia, ktora tez tak myla. W akademiku mylam okna na 15 pietrze dokladnie metoda Twojej mamy do czasu gdy o malo nie wylecialam, bo kolezanka weszla, trzasnela drzwiami i byl przeciag. W ogole jak inaczej nalezalo myc te okna od zewnatrz? Nie myc wcale?
        • ichi51e Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 15:31
          Nie wiem big_grin ja bym pewnie nie myla bo brudas jestem uncertain nawet nie wiem czemu sie tak balam - pamietam tylko takie wewnetrzne przekonanie ze zaraz jej tam nie bedzie za to bede ja zbierac z betonu.
        • kalina_lin Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 16:58
          Ryzykować życiem dla czystych szyb? Przecież na takim zewnęrznym parapecie nie ma się nawet czego przytrzymać.
          • bi_scotti Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 17:30
            kalina_lin napisała:

            > Ryzykować życiem dla czystych szyb? Przecież na takim zewnęrznym parapecie nie
            > ma się nawet czego przytrzymać.

            Kolezanka po pijaku chodzila po poreczy balkonowej na (chyba) 12 pietrze trzymajac sie za paluszek z jej rownie pijanym boyfriend (on stal normalnie na podlodze balkonowej) - dzis oboje sa szacownymi profesorami starej polskiej uczelni i nawet wnuki maja wink Ja zaliczylam z kolegami spacer po przesle Mostu Poniatowskiego ale to byl zaklad (dare) wiec sie nie liczy az tak jak to mycie okien czy spacery po balkonie. Kwestia rownowagi chyba - stara juz jestem a wciaz na drzewa sie wspinam, wszystkie prace "wysokosciowe" typu dach etc. biore na siebie, nawet czasem place $$$ za takie "wybryki", bo mi robia dobrze wink
            https://www.blessthisstuff.com/imagens/stuff/img_edge_walk_cn_tower_4.jpg
            Tu do poczytania: www.edgewalkcntower.ca/
            • arwena_11 Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 10:36
              Kolega po pijaku chodził na rękach po poręczy balkonu na 10 piętrze. Od ponad 20 lat wącha kwiatki od drugiej strony, poręcz była oblodzonasad
        • hema14 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 18:30
          Ja mam lęk wysokości, dlatego rozumiem ichi51e. Też pamiętam mycie okien na 4 piętrze - może nie tak wysoko ale raczej upadek byłby śmiertelny, więc niebezpieczna sprawa. Gdy miałam 15 lat myłam te okna sama, a teraz myślę, że nie pozwoliłabym moim dzieciom na takiej wysokości (powyżej 2 piętra) myć okien wychylając się na zewnątrz. Za bardzo bym się denerwowała. Nie wychodziłam co prawda na zewnętrzny parapet (!), ale w otwartym na oścież oknie stałam na krześle trzymając się za framugę okienną, także mogłam wylecieć bo krzesło mogło się przechylić, framuga złamać - to były stare drewniane okna w bloku z wielkiej płyty, parapety wąskie (stopę na nich opierałam). Oj, teraz mieszkam na parterze wink
        • asia_i_p Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 22:54
          Wszystkie okna, jakie widziałam, otwierają się do środka, więc można stanąć przy nich na krześle i tak myć. Mój mąż zresztą nie bardzo mi pozwala i na to, kiedyś myślałam, że z dżentelmenerii, potem się przyznał, choć nie aż tak drastycznymi słowami, że uważa mnie za taką lebiegę, że na pewno wypadnę, więc woli myć sam.
          • zielona.limonka Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:39
            Z dzieciństwa pamiętam, że wszystkie okna przed erą okien plastikowych otwierały się i do środka (wewnętrzna szyba) i na zewnątrz (zewnętrzna). Z tym że moja mama je myła nie wychodząc na parapet, tylko zamykając jedną połówkę i sięgając do niej ze środka z tej drugiej otwartej połówki.
            • bi_scotti Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 01:12
              No wiec u nas byly okna mniej wiecej takie:
              https://www.oknonet.pl/img/produkty/_big/eko-okna_7f9c8d9039.jpg
              Z tym, ze ten gorny prostokat sie nie otwieral w zadna strone i zeby umyc jego outside czesc, po prostu trzeba bylo stac na parapecie i do niej siegnac. Natomiast w akademiku to ja mialam takie okno, ktore otwieralo sie tylko z jednej strony - zeby umyc druga (outside) trzeba bylo albo wylezc na waski parapet, albo przynajmniej ostro sie wychylic zeby siegnac w kazdy rog. Teraz na pewno okna sa madrzej skonstruowane - zyczliwsze konstrukcje dla tych, co lubia miec czyste wink
        • goodnightmoon Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 09:54
          bi_scotti napisała:

          > W akademiku mylam okna na 15 pietrze dokladnie metoda Twojej mamy

          Jezuuuu ... az mi sie dlonie spocily, kiedy to przeczytalam. Mam potworny lek wysokosci sad
    • itka-julitka Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 12:36
      Moja babcia ponoć przywiązywała swoje dzieci w rożnych katach, jak jechała do pobliskiego miasteczka na zakupy. Nie miała z kim zostawić dzieci, zabieranie ich ze sobą nie zawsze było możliwe, wiec babcia znalazła taki sposób, aby je uchronić przed zrobieniem sobie krzywdy. Nie oceniam tego negatywnie, babcia robiła to z troski, lepszego sposobu nie znalazła, dzieciom krzywda żadna się nie stała. Mnie i moje rodzeństwo mama zastawiała samych w domu w łóżeczkach ze szczebelkami w wieku, kiedy nie byliśmy w stanie teoretycznie sami się z nich wydostać. Nie na długo, ale jednak. Dziś takie rzeczy nie do pomyślenia.
      • e-kasia27 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 18:57
        Takie rzeczy zawsze były nie do pomyślenia dla rozumnych ludzi.
        Niestety teraz też takich mamuś nie brakuje.
        To nie kwestia tego, że czasy się z mieniły, tylko kwestia głupoty, która zawsze była, jest i będzie.
        • itka-julitka Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 19:07
          Nie zgodzę się, ze zachowanie mojej babci czy mamy było efektem głupoty. Raczej wyborem lepszego zła, z braku możliwości innych wyborów. A czasy się zmieniły i dziwie się jak możesz tego nie dostrzegać. Niegdyś 7-, 8-latki nagminnie wracały ze szkoły same do domu, przesiadywały same (lub z rodzeństwem) w domu, chodziły do szkoły z kluczem na szyi, wychodziły same na podwórze, itp, itd. Zmienia się mentalność ludzi.
          • kill.emall Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 19:40
            I przepisy prawne. Polecam ten o porzucaniu małoletniego do lat 15. Dla mojej mamy było szokiem, gdy się dowiedziała o jego istnieniu.
            • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:09
              Bezmyślnie czytając ten przepis to jak 14 latek będzie sam ze szkoły wracać, to już porzucenie.
              Zatem gdzie są te patrole itp pod gimnazjami? big_grin
              • kill.emall Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:15
                W sprawie trasy do szkoły i ze szkoły rodzice piszą upoważnienia, że dziecko/nastolatek dojeżdża na ich odpowiedzialność. Po prostu trzeba mieć na wszystko papierek, lub zapewnić opiekę osoby dorosłej.
                • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:21
                  Ok, ale to chroni tyłek szkoły a nie rodzica.
                  Bo teraz dziecko sobie spokojnie wraca ze szkoły powiedzmy - ma jakieś 500m osiedlem bez przechodzenia przez jakąkolwiek ulicę.
                  I jakiś świr dzwoni na policję, że dziecko idzie samo - lub też samo bawi się na placu zabaw, bo postanowiło się pohuśtać - przyjeżdża policja i co? Co Tobie mogą bezpośrednio zarzucić?
                  • kill.emall Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:48
                    Dziecko w drodze do i ze szkoły nie ma się bawić. Tylko iść. Jeśli się spóźnia, to dzwonię i pytam, co jest. A dopóki trasa jest trasą do i ze szkoły, a rodzic napisał upoważnienie, jego opieka przenosi się na tę trasę. Policja nie ma punktu zaczepienia.
                    • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 08:52
                      No ok. Ale ja np. jestem w pracy. I mi nie przeszkadza, że dziecko po szkole pójdzie na plac zabaw. Dzwonię i pytam co robi - bawi się - dla mnie ok - czy dla policji ok? Potem ten sam dzieciak w domu odgrzewa sobie obiad (bo nie ma 2 lewych rąk), odpoczywa i robi lekcje - jak ja wracam z pracy to dziecko jest ogarnięte. Co na to policja? Porzucenie czy nie? Kontakt telefoniczny oczywiście jest.

                      • kill.emall Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 13:52
                        To zapytaj kogoś z policji, ja przyznaję, że nie wiem. Nie jestem ani policjantem, ani prawnikiem.
                • kai_30 Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 08:59
                  kill.emall napisał(a):

                  > W sprawie trasy do szkoły i ze szkoły rodzice piszą upoważnienia, że dziecko/na
                  > stolatek dojeżdża na ich odpowiedzialność. Po prostu trzeba mieć na wszystko pa
                  > pierek, lub zapewnić opiekę osoby dorosłej.

                  Bzdura.
                  Dziecko w wieku do 7 lat może korzystać z drogi tylko pod opieką osoby, która osiągnęła wiek co najmniej 10 lat. Nie dotyczy to strefy zamieszkania oraz drogi przeznaczonej wyłącznie dla pieszych (Prawo o ruchu drogowym - art. 43).
                  • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 09:12
                    No.... i co? W pierwszej klasie dzieci przeważnie są odprowadzane/odbierane przez rodziców. W drugiej to już są 8 latki (i teraz 7) więc GDZIE PROBLEM?
                  • kill.emall Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 13:54
                    Ale Ty piszesz o drodze, a ja mam na myśli dojazd do szkoły, np. do innej miejscowości, albo tramwajem do innej dzielnicy. Nie każde dziecko chodzi do rejonówki.
          • e-kasia27 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 20:06
            W zasadzie masz rację, teraz jakby trochę mniej tej głupoty, ale to nie znaczy, że jej nie ma.
            Teraz też są dzieci, które same wracają ze szkoły, chodzą z kluczem na szyi, same zostają w domu i same chodzą na podwórze, oraz takie, które są przywiązywane, bite i maltretowane w inny sposób.
            Ale to nie znaczy, że wcześniej nie było ludzi, którzy tego wszystkiego swoim dzieciom nie robili.
            • asia_i_p Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:00
              > Teraz też są dzieci, które same wracają ze szkoły, chodzą z kluczem na szyi, sa
              > me zostają w domu i same chodzą na podwórze,

              Wstrząsające po prostu. Biedne dzieci.

              Lepiej nie przyjeżdżaj do Trzebnicy, bo doznałabyś wstrząsu - powyżej drugiej klasy naprawdę nieliczne dzieci są odbierane ze szkoły przez rodziców i te nieliczne gotowe są rodzicom chyba zapłacić, żeby przestali im robić obciach. Z wyjątkiem klucza na szyi, który uważam za niebezpieczny, moja córka robi te wszystkie straszne rzeczy - czy też, jak to wdzięcznie ujęłaś "ja jej to robię". Zwisa z trzepaka, lata sama z koleżankami na plac zabaw, zjada orzechy prosto z drzewa (na szczęście najpierw obiera).
            • zuleyka.z.talgaru Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:03
              Co złego jest w tym, że dziecko jest na tyle samodzielne, że wraca po szkole do domu i ogarnia siebie i lekcje?
          • capa_negra Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 22:41
            Niegdyś 7-, 8-latki nagminnie wrac
            > ały ze szkoły same do domu, przesiadywały same (lub z rodzeństwem) w domu, chod
            > ziły do szkoły z kluczem na szyi, wychodziły same na podwórze, itp, itd. Zmieni
            > a się mentalność ludzi.

            Urodziłam się pod koniec lat 60 tych i to był standard i doprawdy nie wiem było i jest strasznego w wychodzeniu SAMEMU na podwórze dziecka 8 letniego??
            Wszystkie dzieci tam były i miały się dobrze.

            Straszne to było gdy mój ojciec wystawił mnie nad morzem z wody na plaże, wskazał palcem i powiedział "idź do mamy", a sam poszedł popływać.
            Miałam 4 lata, przeszłam 6 km, straż wybrzeża szukała mnie 8 godzin.
            Dla rodziców to było straszne bo ja jakoś traumy nie mam, wręcz wędrówki weszły mi w nawyk i potrafiłam "zerwać się" z przedszkola z koleżanką i jej matką.
            Oczywiście po cichu, za moimi plecami było to uzgodnione i w przedszkolu i z tą matką, ale gęsto często dopiero ok 19 orientowałam się, ze pora przejść 100 m i wrócić do domu.
            Uprzedzając pytania patologią nie byłam - dziadkowie przedwojenna inteligencja/zamożne mieszczaństwo.
            To w wieku 6 lat bo wcześniej miałam nianie.
            Potem urodził się brat, rodzice rodzice robili karierę" więc zatrudniali nianio-gosposie i znów zrobiło się nudno.
            Pamiętam jak się z nimi wykłócałam nt. wyższości zwisania na trzepaku głową w dół nad odrabianiem lekcji.
            W sumie to szkoda mi współczesnych dzieci uwikłanych w masę zakazów i jeszcze więcej obowiązków i ich matek srających żarem na sama myśl, ze pociecha może spędzić trochę czasu na dworze bez ich czujnej opieki
    • kai_30 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 13:04
      Moja mama raczej nie ma takich wyczynów na koncie, zresztą mieszkali z nami dziadkowie, ich czułą opiekę pamiętam do dziś. Za to moja teściowa, łohoho! Urodziła pięcioro dzieci (jedno zmarło w niemowlęctwie), wydawałoby się, że doświadczona, a jak o tych "doświadczeniach" opowiada, to włos mi się jeży. Najczęściej zresztą opowiada bez grama refleksji, w ramach "jaki to Piotruś/Maciuś/Michałek był niegrzeczny, jak był mały". Na przykład - wsadziła półtorarocznego Piotrusia do łóżeczka z nowo narodzoną siostrzyczką i poszła do kuchni gotować obiad. Siostrzyczka płakała, jak to noworodek, więc przejęty Piotruś usiłował ją uspokoić, między innymi wpychając jej do buzi swoją butelkę z kaszą manną. Teściowa weszła do pokoju jak dziecko już siniało... Piotruś oczywiście dostał porządne lanie uncertain

      Któryś inny "był niegrzeczny" i jako półroczne niemowlę ściągnął sobie na głowę żelazną maszynkę do mięsa, tak że trzeba było szyć. No takie niedobre te dzieci miała moja teściowa, takie nieusłuchane, na chwilę zostawić nie można było!

      Chyba nic dziwnego, że po takich opowieściach niespecjalnie się paliłam, żeby zostawiać pod jej "opieką" wnuka, nie?
    • kill.emall Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 13:59
      Nie, nie wiązano mi rączek, ale za to ja z łóżeczka kiedyś wyleciałam - wedle opowiadania mamy, uwiesiłam się na klamce od drzwi, drzwi się otworzyły i "wyrwały" mnie z łóżeczka. Wylądowałam na podłodze. Byłam tak zdziwiona, że zapomniałam się rozpłakać smile
      Rzeczą, którą robiła moja mama, a o której wszyscy piszą z przerażeniem było trzymanie smoczka na tasiemce, jak mi wypadł, to go sobie sama pakowałam do buzi dzięki tej tasiemce, bo był blisko.
      To było niebezpieczne, mogłam się udusić. No ale nie udusiłam się.
      Aha, mama często mówi, że byłam mądrym dzieckiem, nie trzeba było przede mną zabezpieczać szafek łazienkowych z proszkami itd. bo ja wiedziałam, ze w łazience się nie je i nie bawi i nie byłam zainteresowana tymi rzeczami.
    • aurita Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 16:50
      Moja mama przezyla traume jak sie dowiedziala, ze jej matka (a moja kochana babcia) w celu uspokojenia dziecka poila ja wywarem z maku.............podobno tak jej sasiadki poradzily....... (mama rocznik 38)
      • ichi51e Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 16:53
        No coz laudanum przez wieki bylo srodkiem normalnie dostepnym i uzywanym
      • goodnightmoon Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 10:00
        aurita napisała:

        > jej matka (a moja kochana babcia) w celu uspokojenia dziecka poila ja wywarem z maku............

        Fajna babcia!!! big_grin
        Rozumiem, ze Ty juz sie zalapalas na skrety wink
    • nenia1 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 16:59
      Nie, jestem raczej wyrozumiała, kiedyś ludzie mieli znacznie mniejszy dostęp do fachowego poradnictwa i czasem chcieli dobrze a wychodziło co najmniej dziwnie. Jednak intencje były dobre. Moi rodzice wierzyli święcie, że grysik na mleku wymieszany z pokrojoną w kostki szynką spowoduje, że będę silna i zdrowa. Wpychali mi zawsze ten grysik jak byłam chora, mimo moich protestów. W jakimś sensie faktycznie ten grysik chyba przyczynił się do mojego zdrowia, bo zdrowiałam na samo skojarzenie "choroba = grysik z szynką".
      Wydaje mi się, że za twoim rozżaleniem stoi coś więcej niż tylko ta historia.
      • zielona.limonka Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:45
        O matko, na samą myśl o grysiku z szynką kolacja mi się cofa. Też bym zdrowiała błyskawicznie smile
    • whitney85 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 17:42
      Oj tak. Zostawiali mnie (1rok) i brata (3lata) samych w domu i szli do znajomych. Bo przecież byliśmy już w łóżkach.
      Ale moi to też kary fizyczne stosowali za każde, nawet najmniejsze przewinienie, toteż chyba trochę inna kategoria.
    • nangaparbat3 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 17:51
      Mnie nie przywiazywali, więc jako okolo dwulatka wylaziłam górą z łóżeczka i zlamalam obojczyk.
      Bala się o Ciebie, a nic lepszego nie przyszlo jej do głowy.
      Ja też mam żal do mamy, ale raczej tej dzisiejszej - kiedy mialam 3-4 lata chorowała, i myślano,ze to rak żolądka, wtedy to byl wyrok. Powiedzialam kiedyś, że musialam byc bardzo biedna, kiedy to sie dzialo, a mama z uporem, że ja O NICZYM NIE WIEDZIALAM. Co sobie przypomnę, to wpadam w furię. Z drugiej strony jednak musiala w to wierzyć, bo chyba mozna zwariować od myślenia, ze nie dość, że porzucam trzyletnie dziecko, to jeszcze ono o tym wie i boi się. W każdym razie byłam cala podrapana, z gory na doł, cala w strupkach.
      A mama wcale nie miala raka, wyleczyli ja i wciaz ma się dobrze,oby jak najdlużej smile
    • ofelia1982 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 17:54
      Nie chcę obrażać Twojej mamy, ale w każdych czasach są ludzie mądrzy i głupi...Moi rodzice takich rzeczy nie robili jak Twoja mama
    • la_mujer75 Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 22:13
      Zarówno mama mojej mamy, jak i ona sama były nad wyraz odpowiedzialne i przewidujące. Stąd zapewne moja nadopiekuńczość. Dostałam ją w 'genach" wink Żadnych zagrożeń życia bądź zdrowia nie odnotowano w pamięci rodzinnej. Za to nie raz się zastanawiałam, że mój mąż i jego brat przeżyli wczesne dzieciństwo...
    • croyance Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:50
      Ja, jako piecioletnie dziecko, moczylam sie w nocy, czym moi rodzice bardzo sie martwili, i zaprowadzono mnie do psychologa. Metody wtedy byly takie, ze psycholog postanowil mnie zawstydzic i zastosowac cos w rodzaju terapii behawioralnej: mialam prowadzic dzienniczek, i jak sie zsikalam w nocy, to wklejalam chmurke, a jak nie, to, qrva, sloneczko. Tak mnie to zestresowalo, ze dostalam roznych zaburzen lekowych, a i tak sie okazalo, ze na moczenie sie nie mialam wplywu, bo mialam (mam) nieprawidlowosci w budowie ukladu pokarmowego, i na tamtym etapie po prostu fizycznie nie bylam w stanie tego kontrolowac. Thanks for nothing, motherfuckers.
      • croyance Re: Co o tym myśleć? 17.03.15, 23:51
        ukladu MOCZOWEGO oczywiscie
    • goodnightmoon Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 10:05
      Moja babcia do konca zycia wspominala, jak ja kiedys, zamiast bawic sie na placu zabaw, poszlam sobie "w swiat" i szukano mnie od 10:00 do 21:30.

      Tylko ze mialam wtedy 6 lat. Swojego prawie 6-letniego syna zostawiam czasem samego (na krotko!) w ogrodzonym ogrodku, w zyciu bym nie puscila go samego na plac zabaw przy bloku.
    • dziennik-niecodziennik Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 10:27
      ja byłam wychowywana normalnie, jakos nikt żadnych dziwactw i creepy stories nie opowiadał. poza tym ze raz uciekłam z przedszkola - poszłam sama do domu, moj blok był po drugiej stronie ulicy dosłownie. a tak to nic.
      za to moj maż mial przezycia że hej, az sie dziwie ze w ogole przeżył niektore...
      - od urodzenia tesciowie jezdzili z nim na motorze (tesciu prowadził, tesciowa za nim, niemowlę na rękach),
      - samochodem z nim jezdzili bez fotelika (co oczywiste) i bez pasów,
      - "był chorowity" (a naprawde jest alergikiem) i przez pare lat prawie co miesiac dostawal antybiotyki (a wtedy co tam było, penicylina i tyle...),
      - w pewną zimę z ciężką anginą i gorączką pod 40 stopni wieźli go do lekarza wozem drabiniastym, bo nijak inaczej nie szło ze wsi wyjechac, tak wszystko było zasypane...
      - praktycznie rzecz biorąc nikt sie nim nie zajmowal - mieszkali na wsi, tesc pracował w miescie wiec go duzo nie było w domu, szwagierka sporo starsza wiec chodziła do szkoly, w domu była babcia stara i niechodzaca, wiec dzieciak sie szlajał po podwórku, a tesciowa na niego patrzyła z okna swojej pracy, bo pracowała tez po drugiej stronie ulicy; oczywiscie jak to wtedy na wsiach bywało byla niezabezpieczona studnia na podworku i różne maszyny i sprzety rolnicze, dobrze ze nic sobie nie włączył;
      - cała ich rodzina regularnie polowała, tesc dawał mieso do badan, ale jak sie okazało tylko on z całej rodziny - efektem bylo to że po jakims weselu kolektywnie wszyscy sie pochorowali na włośnice, TYLKO męża mojego ominęlo, cudem chyba;
      - mieszkali na brzegu wsi, wiec to ze sie dzieciak samotnie szlajał po lesie to normalne całkowicie było;
      - jak były imieniny to nie było telepania sie ze choc jedna osoba trzeźwa - wszyscy na bani, a dzieciak sam pod stołem siedział
      - i wiele innych tam opowiesci dziwnego tresci, ktore na dokładke wydają sie własnie wszystkich bawic, moze poza moim meżem...
      • 1matka-polka Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 10:48
        Ja też jestem alergikiem i przez pierwsze pięć lat życia dostawałam antybiotyk co miesiąc. Zęby mi się od tego posypały. Zbyt zdrowa nie jestem. Teraz nie jem nabiału a jak coś zjem to się męczę przez tydzień. Nie wiem jak przeżyłam dzieciństwo i jak to się stało że przyzwyczaiłam się do mleka....
        • annajustyna Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 13:09
          Ja tez do 7. roku zycia mialam non stop "angine kataralna" i antybiotyk. A to pewnie alergie byly.
      • black.emma Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 14:35
        >- "był chorowity" (a naprawde jest alergikiem) i przez pare lat prawie co miesiac dostawal antybiotyki (a wtedy co tam było, penicylina i tyle...),

        Też tak miałąm! Penicylina w zastrzykach - raz, dwa razy w m-cu i tak przez 4 lata. Co dziwne, teraz jestem bardzo odporna, choruję raz na kilka lat i to drobne przeziębienie, a zęby mam bardzo zdrowe.
    • kamunyak Re: Co o tym myśleć? 18.03.15, 15:02
      > przecież krzywda mi się nie działa.Czy to była powszechna praktyka w latach 80
      > .?

      Nie, to nie była powszechna praktyka. Powszechną praktyka było wyjmowanie szczeblków w łóżku w chwili, kiedy dziecko nauczyło się wstawać i miało ochotę z niego wychodzić.
      Natomiast moja mama nie miała żadnych metod wychowawczych, wychowywał mnie żłobek, przedszkole, szkoła, swietlica i podwórko, od rana do późnego wieczora.
      Nie wiem, czy to lepiej, czy gorzej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka