aurinko Re: Życie na uboczu 26.03.15, 13:46 Chciałabym tak mieszkać. Niestety mieszkam w centrum dużego miasta. Odpowiedz Link Zgłoś
gazeta_mi_placi Re: Życie na uboczu 26.03.15, 13:47 Przedszkole (dwa przedszkola nawet) - 5 minut spacerkiem. Szkoły - 5 minut spacerkiem. Poczta - poniżej 5 minut spacerkiem Biedronka - 7 minut spacerkiem Basen (i tak nie korzystam) - 10 minut spacerkiem Kino - trochę gorzej, najbliższe 20 minut piechotą, samochodem z 5 minut. Teatr (i ta nie chodzę) - najbliższy do 10 minut spacerkiem Galeria handlowa - 15 minut spacerkiem, ale inne sklepy i odzieżowe i spożywcze i specjalistyczne są dużo bliżej. Najbliższy spożywczak - za rogiem. Odpowiedz Link Zgłoś
volta2 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 13:56 czy te odległości są podane powrotne? czy masz 30 km na basen w jedną a potem jeszcze 30 km powrotu? bo jeśli to w jedną mańkę, to trochę słabo - o ile teatr czy kino(ja mam w domu) czy galeria są mi doskonale obojętne - bo nie bywam zbyt często - o tyle szkoła(podstawowa?) z której dzieciak nie ma jak wrócić na nogach/rowerze to już dla mnie spora przeszkoda... - tak, to przeszkadzałoby mi najbardziej... druga rzecz - paliwo i konieczność posiadania 2 aut. Odpowiedz Link Zgłoś
barbara.borowiec Re: Życie na uboczu 26.03.15, 14:17 No niestety, to w jedną stronę jest. Odpowiedz Link Zgłoś
ophelia78 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 13:57 w przypadku tego, co opisujesz, "na uboczu" to jest potężny eufemizm Odpowiedz Link Zgłoś
moofka Re: Życie na uboczu 26.03.15, 20:33 w przypadku tego, co opisujesz, "na uboczu" to jest potężny eufemizm big_grin _____________________ no chyba, to ja myslalam, ze na uboczu mieszkam, ale ja mam do szkoly 4 km, do basenu 5, a do biedronki z 500 metrow przeszkadzaja mi zaby wskakujace do kuchni, jak weranda za dlugo otwarta i ze jak wieczorem wracamy z treningu to dziki po drodze harcuja dzieciakom - brak podworka jednak niby dzieciaki sa i zapraszaja sie do przystrzyzonych ogrodeczkow, ale to nie to samo co latanie miedzy blokami z chlopakami Odpowiedz Link Zgłoś
memphis90 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 14:06 Konieczność odwożenia potomstwa na zajęcia/spotkania/do kina/do CH i konieczność przywożenia ich z powrotem o dziwnych porach. Ja mieszkam na wsi, ale do miasta jest kilka km, jest autobus, więc w przyszłości dzieciarnia będzie w miarę samowystarczalna. Odpowiedz Link Zgłoś
malwa51 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 14:44 Mieszkm podobnie, tylko ze nie w Polsce, wieksza czesc zycia spedzilam w miescie. Do pracy mam 60/70km w jedna strone. Nie mam do dyspozycji auta, ani prawa jazdy, w Polsce mialam rower. Tu niby tez mam, ale nie uzywam w sumie, po lesie nie bede jezdzic poczta - jest w spozywczaku, przywozi maz jak trzeba pizza - nie bywamy, maz czasem kupuje na wynos basen-nie bywamy, blizej jest jeziorko kino - nie bywamy teatr -takze nie galeria - tez nie Maz przywozi zamowiony urzednio obiad, z lokalego spozywczaka nie korzystamy - male zakupy robie ja przy okazji przesiadki w duzym miescie albo -jesli trzeba uzupelniac zapasy -maz w hipermarkecie, ja kupuje max do 3 kilo na reke. W galerii bywam tylko przy okazji przechodzenia z jednego przystanku na drugi. Przeszkadza mi w sumie tylko wiatr w kombinacji z deszczem, bo do przystanku mam z jakies 1.5 km. I jak tak leje & wieje, jestem na wskros mokra Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Życie na uboczu 26.03.15, 15:01 Zakładając, że mam samochód, którym bez przeszkód mogę się o każdej porze poruszać, to i tak odległości. Przeszkadzałoby mi, że nie mogę zrobić spontanicznego wypadu, choćby na głupi wyjazd do galerii handlowej muszę poświęcić kupę czasu. Brak porządnego sklepu pod nosem. No i niemożność wyskoczenia ze znajomymi na piwko, bo jednak szkoda by mi było za każdym wyjściem do pubu wydawać stówę na taksówkę. Tak naprawdę każda impreza poza domem byłaby problemem. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Życie na uboczu 26.03.15, 15:04 Aaa i przy dzieciach szkolnych, to, że trzeba je wozić tam i z powrotem, bo transport do i ze szkoły to najmniejszy problem. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Życie na uboczu 26.03.15, 15:05 I żarcia np pizzy tez by nie dowozili. Nie, jednak jestem zatwardziałym mieszczuchem. Odpowiedz Link Zgłoś
hema14 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 16:15 Nigdy tak nie mieszkałam. Pewnie przeszkadzałoby mi w takim życiu to, że trzeba dowozić dzieci na zajęcia popołudniowe, czy sekcje sportowe, coś takiego, albo spotkania z kolegami, ale sądzę, że można by to przezwyciężyć, ustawić się tak, aby to było np. 3 razy w tygodniu, to i ja mogłabym się z kimś "w mieście" spotkać wtedy, pójść do biblioteki, na basen od czasu do czasu, także nie byłoby to wielki problem - chyba, że finansowy. Zakładając, że mam samochód i pieniądze na paliwo mogłabym te kilkanaście km wozić dziecko - ja nie jestem maniaczką ogrodową i na pewno nie martwiłabym się, że mi rabatka (o ile bym takową miała) zwiędnie bo nie poświęcę jej dość czasu, spoko. Co do zakupów i planowania to nawet fajna mobilizacja, aby zawsze mieć podstawowe zapasy, przemyśleć zakupy, wtedy się mniej wydaje (znajomi tak mieszkający mi potwierdzali), bo nie da się wyskoczyć po chleb (i czekolada wpadnie w rękę, soczek, gazetka, wiecie), to się wykorzystuje to co jest w lodówce/spiżarni. Galeria handlowa to mi potrzebna jest jakieś 4 razy do roku, i jest dla mnie normalne, że wtedy jedzie się do niej te 35 i więcej km, chodzi po 3 godziny aż się coś kupi, ale to rzadkość przecież. Kino, teatr - rzadko korzystam, zadowolę się tym co w domu obejrzeć można, do knajp nie chodzę. Odpowiedz Link Zgłoś
mynia_pynia Re: Życie na uboczu 26.03.15, 16:47 Ale to zależy gdzie to miejsce, bo np w Zawoi Za Kamień mogłabym mieszkać, aleje już w mojej miejscowości 3 km dalej w polach (są tam pobudowane domy sztuk 3) już absolutnie nie. Odpowiedz Link Zgłoś
bovirag Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:04 Spedzam tak 10 dni wakacji. Sklepu na wsi nie ma, przyjezdza sklep przewozny. Autobusow brak, o pociagach to chyba nikt nie slyszal. Cudnie jest. Przez te 10 dni. Jestem mieszczuchem i nie wyobrazam sobie zycia w miejscu mniejszym niz 3 strefa w Londynie Odpowiedz Link Zgłoś
aniani7 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 16:58 Nie mieszkam na uboczu, nic nie przeszkadzałoby mi w takim miejscu pod warunkiem, że miałabym samochód. Dla mnie takie miejsce to same plusy, a jeszcze gdybym pod domem mogła mieć ogródek warzywny, oszalałabym ze szczęścia. Nie mam dzieci szkolnych. Odpowiedz Link Zgłoś
asia06 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:03 Nic, pod warunkiem dysponowania samochodem, na którego utrzymanie byloby mnie stać. Odpowiedz Link Zgłoś
shell.erka Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:07 Nie przecenialabym tak tego samochodu... Moi dziadkowie mieli auto, mieszkali sami w duzym domu pod miastem - do sklepu trzeba bylo jechac. Oboje mieli prawo jazdy. Co z tego? Dziadek mial cukrzyce i ledwo widzial, babcia niedomagala na nogi i tez nie mogla prowadzic. Koniec koncow trzeba bylo im jezdzic robic podstawowe nawet zakupy typu chleb i mleko. Odpowiedz Link Zgłoś
hamerykanka Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:09 Ja mieszkam na uboczu, na obrzezu miasta. Do marketu -20 minut jazdy samochodem, do szkoly dziecka 10 minut, na poczte 15. Do centrum miasta-20 minut. A wokol cisza i spokoj, ptaszki spiewaja, duzy ogrod, sad, kon, ktory dojedzie w nastepnym tygodniu-wlasnie koncze budowac stajnie. Nie zamienilabym na miasto, zreszta mieszkalismy w wynajmowanym mieszkaniu-syreny karetek i radiowozow, odglosy sasiadow, samochody z glosna muzyka w srodku nocy.... Odpowiedz Link Zgłoś
rhaenyra Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:16 chętnie się zamienie mam: > Do przedszkola, szkoły, kościoła, ośrodka zdrowia, na pocztę, do Biedronki - 500m albo mniej > na pizze do wyboru do koloru kilka ( albo więcej ) w promieniu 3 km > kino, teatr, galeria - 5km > spozywczak i garmażerka - mniej niż 30 m od wejścia do klatki Odpowiedz Link Zgłoś
yuka12 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:19 Mieszkalam w duzym miescie, jednym z najwiekszych w Polsce: - do pracy mialam 30km - do smalego spozywczaka, warzywniaka, bankomatu, apteki, lekarza i piekarni - 100-200 m - na poczte 1.5 km - do poradni lekarskiej z ambulatorium - 6 km - do biedronki 7 km - do najblizszej galerii handlowej i pizzerni 8 km - na basen (najblizszy) 9 km - do najblizszego kina ponad 10 km. - do najblizszego teatru 13 km i do kazdego z miejsc ponizej 3 pierwszych pozycji musialam dojechac przez miasto i ulicami zwykle zaladowanymi samochodami. Nawet tramwaje tam stoja w korku Odpowiedz Link Zgłoś
yuka12 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:23 Ps. Mieszkalam na blokowisku a nie w pieknym domku z ogrodem. Fakt ze szkola tez byla blisko. Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:26 Też mieszkam w bloku, ale z drugiej strony ogrodem nie chciałoby mi się zajmować. Jak mam ochotę się wybyczyć na zielonej trawce, to jadę do teściów Odpowiedz Link Zgłoś
kota_marcowa Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:24 A ja mam wszędzie 5-10 min spacerkiem i ewentualny bardzo dobry dojazd, gdy chcę akurat gdzieś dalej się dostać Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:27 barbara.borowiec napisała: > Do przedszkola, szkoły, kościoła, ośrodka zdrowia mam 5km... > Na pocztę, do Biedronki - 15km > Na pizzę - 15km > Na basen - 30km > Do kina - 30km > Teatr - 60km > Galeria handlowa - 50km > Najbliższy spożywczak (mały, we wsi) - 2km > > Co by Wam najbardziej przeszkadzało w takim życiu? Wszystko. Odpowiedz Link Zgłoś
edelstein Re: Życie na uboczu 26.03.15, 17:46 Wlasnie tak wyobrazam sobie pieklo. Odpowiedz Link Zgłoś
grzalka Re: Życie na uboczu 26.03.15, 18:43 Mogłabym tak mieszkać, ale bez dzieci. Z dziećmi odpada, chociaż autobus szkolny to duży plus. Odpowiedz Link Zgłoś
kandyzowana3x Re: Życie na uboczu 26.03.15, 19:50 Totalne uzaleznienie od samochodu. Break mozliwosci spontanicznego wypadu na piwo, czy drinka po pracy. Odpowiedz Link Zgłoś
black_halo Re: Życie na uboczu 26.03.15, 20:02 No wiec ja nie ale w takim miejscu mieszkala prawie cale zycie moja babcia i to bez samochodu. Minusy sa takie, ze nalezy wszystko dokladnie planowac bo jak zabraknie to trzeba pomykac rowerem do najblizszego miasta 3km. Jesli oczywiscie akurat jest pozna wiosna, lato lub wczesna jesien bo jesli akurat spadl metr sniegu to mozna albo isc na piechote albo poczekac do wiosny na roztopy. Moj ojciec i ciotka do szkoly mieli 3 km, na piechote, szkola srednia juz w duzym miescie wiec mieszkali w internacie, nie wiem czy to sie miesci w glowie wspolczesnej matce ale moze to jest pewne wyjscie kiedy dzieci dorosna. Odpowiedz Link Zgłoś
aandzia43 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 21:05 Z dziećmi na.stanie przeszkadzało by mi chyba wszystko. Bez dzieci tylko brak prawa jazdy. Lubię dzicz i ciszę absolutną okraszoną nienachalnymi odglosami przyrody. Odpowiedz Link Zgłoś
inguszetia_2006 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 21:25 Witam Brzmi jak koszmar senny. Za daleko do Biedronki;-P Poza tym opisałaś tendencyjnie. Gdzie są zalety? Bo wiesz, jak zaletą jest własne jezioro, łódka, las, basen z podgrzewaną wodą to może być ubocze bardzo na uboczu. W końcu 50 km autostradą to tylko 30 minut. Robi się rzut beretem. Eee... nie, jednak nie. Rozmyśliłam się. Lubię szum miasta. Na uboczu jest za cicho. Pzdr. Ing Odpowiedz Link Zgłoś
barbara.borowiec Re: Życie na uboczu 26.03.15, 22:07 Dla mnie zaletą jest brak ludzi. Sąsiedzi są daleko. Nie mamy psów. Cisza absolutna. Mamy dużo zielonego przed domem, dookoła las, mamy staw, można pływać łódką. Jest rzeka. To miejsce jest w rodzinie od 200 lat, czuję się tu u siebie. Dzieci są tu bardzo szczęśliwe... To byly zalety. Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: Życie na uboczu 26.03.15, 22:28 barbara.borowiec napisała: > Dla mnie zaletą jest brak ludzi. Sąsiedzi są daleko. Nie mamy psów. Cisza absol > utna. Mamy dużo zielonego przed domem, dookoła las, mamy staw, można pływać łód > ką. Jest rzeka. To miejsce jest w rodzinie od 200 lat, czuję się tu u siebie. D > zieci są tu bardzo szczęśliwe... To byly zalety. A dzieci w jakim wieku i co robia w wolnym czasie? Moje dzieci raczej nie bylyby zbyt szczesliwe, zwlaszcza syn (7), bo nudzilby sie bez innych dzieci. Las, staw, duzo przestrzeni jest fajne ale co robic tylko w towarzystwie rodzenstwa? My mieszkamy w miescie a wlasciwie pomiedzy dwoma, ktore sa bardzo blisko siebie, mamy dom, duzy ogrod, ale sa inne domy wokol, sporo dzieci, wies bardzo blisko (10-20 min spacerem), dzieci wiec bawia sie razem, syn to bardzo lubi. Kiedy maz proponuje mu zeby pojechal z nim na dzialke (bardzo duza, mamy staw a raczej stawik) syn czesto odmawia bo woli zabawe z innymi dziecmi. Na dzialce jest cisza i spokoj, nie ma tam dzieci wiec zadna atrakcja. Odpowiedz Link Zgłoś
barbara.borowiec Re: Życie na uboczu 26.03.15, 23:38 Kwestia wychowania, przyzwyczajenia. Moje dzieci tu mieszkają od urodzenia, mają swój świat. I uwielbiają bawić się razem. Odpowiedz Link Zgłoś
jehanette Re: Życie na uboczu 27.03.15, 09:52 Kiedyś dorosną i zacznie ich to uwierać. Odpowiedz Link Zgłoś
barbara.borowiec Re: Życie na uboczu 27.03.15, 10:53 Jak dorosną to się wyprowadzą. Mam nadzieję Odpowiedz Link Zgłoś
najma78 Re: Życie na uboczu 27.03.15, 17:48 barbara.borowiec napisała: > Kwestia wychowania, przyzwyczajenia. Moje dzieci tu mieszkają od urodzenia, maj > ą swój świat. I uwielbiają bawić się razem. Nie maja wyjscia. Nie wiem ile masz dzieci i w jakim wieku ale jak to bywa wsrod rodzenstwa duzo sie kloca i maja jednak wlasnych kolegow. Twoje musza bawic sie razem bo taka maja sytuacje. Odpowiedz Link Zgłoś
aka10 Re: Życie na uboczu 28.03.15, 00:22 barbara.borowiec napisała: > Kwestia wychowania, przyzwyczajenia. Moje dzieci tu mieszkają od urodzenia, maj > ą swój świat. I uwielbiają bawić się razem. Mojej kolezance bokiem zaczelo ubocze wychodzic, jak dzieci staly sie nastolatkami i w week-endy zaczely jezdzic do "wielkiego miasta". Wozenie, przywozenie itp. Jeszcze gorzej bylo jak skonczyly 18 lat. Wtedy trzeba bylo i w nocy i nad ranem je z imprez przywozic. Jesli wracaly podmiejskim pociagiem, to i tak na stacje trzeba bylo podjechac, bo autobusu juz nie bylo. Rodzice prawie nigdy nie mogli wypic wina do obiadu, ewentualnie tylko jedno z nich. Ubocze dla mnie byloby za kare, chce miec blisko do kina, opery, blisko do ilus tam restauracji w sobotni wieczor, blisko na zakupy i nie byc skazana na jedyny w poblizu sklep. Na ubocze jezdze na urlop na tydzien lub dwa. Odpowiedz Link Zgłoś
kkalipso Re: Życie na uboczu 26.03.15, 21:30 Urodziłam się w mieście, do szkoły miałam 2 min. na długiej przerwie wpadałam do domu z koleżankami na kanapki. Wszystko było pod nosem Dom Kultury, basen, wszystkie sklepy. Najbardziej lubiłam to, że miałam mnóstwo sąsiadów, kolegów, koleżanek, cudowaliśmy do bólu. Pamiętam kluby w piwnicach, huśtawki na drzewach i jak się uciekało przed rodzicami którzy wracali z kościoła Super czasy, do tej pory utrzymujemy kontakty. Teraz mieszkam w jeszcze większym mieście, w bardzo fajnym miejscu. Też wszystko pod nosem a jednak cisza, spokój i wszystko tak sobie wymarzyłam. Jeżdżę czasem do siostry,a mieszka za miastem w dużym domu z fajnym ogrodem i fakt też fajnie, ale po dwóch dniach zaczyna mnie nosić. Odpowiedz Link Zgłoś
klubgogo Re: Życie na uboczu 26.03.15, 22:14 > Co by Wam najbardziej przeszkadzało w takim życiu? Podejrzewam, że można się przyzwyczaić, ale jak się ma osiedlowy sklepik tuż pod klatką i można do niego zjechać w kapciach, małą galerię handlową (rossman, apteka, delikatesy, poczta) pod blokiem, park i przychodnię, przystanek tramwajowy i bazar również pod blokiem - to wszystko oddalone 500 m brzmi jak zgroza. Odpowiedz Link Zgłoś
capa_negra Re: Życie na uboczu 26.03.15, 22:39 Mieszkałam w mieście 37 lat, do sklepu miałam 30 m, a resztę w bliskim zasięgu i wyprowadziłam się. Kończąc budowę ( lato) wracałam do miasta jak za karę. Fakt musiał się przestawić na inny tryb zakupów i generalnie więcej planuje, ale do miasta nie wróciłabym za żadne pieniądze. Choć pewnie kiedyś, to które z nas zastanie samo na starość wróci. Odpowiedz Link Zgłoś
capa_negra Re: Życie na uboczu 26.03.15, 22:17 Mieszkam na uboczu i poza wsią - do wsi kilometr, do miasta 10 km drogą przez las ( sklepy, basen, knajpa, kino) do przychodni i gminy 10 km w drugą stronę, ale to świadomy wybór bo przecież mogłabym korzystać z tych w mieście. W promieniu 30 km mam 3 inne miasta. Mieszkam na pograniczu 2 województw, do jednego miasta wojewódzkiego 70 km do drugiego 100. Nie odczuwam żadnego dyskomfortu, dużo jeżdżę i chyba dlatego inaczej postrzegam odległości . Zakupy robię tylko w mieście, nie pamiętam kiedy byłam w miejscowym sklepie ( są 4 plus poczta, gabinet lekarski, szkoła, przedszkole). 2 fajne knajpy/bary mam na miejscu - miastowi chętnie urządzają w nich przyjęcia bo kuchnia świetna i natura za progiem. Czas dojazdu do miasta max 7 minut - dramatu nie ma. Transport masowy nie istnieje, pomijając dowozy pracownicze. Każdy ma swój samochód, dzieci nie mamy. Dojazd taksówką w nocy kosztuje 50-70 zł wiec tez nie problem. A w zamian cisza, spokój, rzeka, las. Obszary Natura 2000, siedlisko ptaków - miałam 4 gniazda na placu i bociany spacerujące za płotem kompletnie ignorujące moje psy, grzyby w lesie w tym takie których miejsca występowania są ściśle chronione, 200m do bardzo przyjaznej i czystej rzeki po której można popływać kajakiem czy pontonem. Wracając wieczorem do domu zachłystuje się zapachem ziemi i lasu, śpiewem ptaków... I miałabym to zamienić na śmierdzące, rozgrzane upałem miasto? - nigdy w życiu Odpowiedz Link Zgłoś
peonka Re: Życie na uboczu 26.03.15, 22:40 Ja tak mieszkałam w Polsce i nie przeszkadzało mi absolutnie nic, uważam, że to był dom marzeń... A przeprowadziłam się tam z Warszawy, po mieszkaniu wcześniej w 2 europejskich stolicach. Odpowiedz Link Zgłoś