antyk-acap
16.05.15, 14:36
Znam dzieci hiszpańskie, francuskie, portugalskie. To są dzieci od najmłodszych lat przyzwyczajone do wychodzenia z rodzicami do restauracji na wieczorną kolację. I te dzieci zachowują się fantastycznie.
Potrafią siedzieć przy stole, posługiwać się nożem i widelcem, poprosić kelnera o coś do picia. Pytają, czy mogą odejść od stołu, żeby pobawić się w przeznaczonych dla nich miejscach. Nie absorbują swoją obecnością wszystkich gości. W Polsce natomiast obserwuję powszechne przyzwolenie rodziców na bezstresowe zachowanie swoich pociech.
A pracownicy restauracji często nie wiedzą, jak zareagować…
Rodzice często uważają, że obowiązkiem restauracji jest zajęcie się ich dziećmi. Niestety nie jest to prawda. Takie oczekiwanie budzi wzajemną agresję. Kelnerzy są wściekli, a rodzice źli. A przecież kelnerzy, to nie są osoby specjalnie wyszkolone do zajmowania się dziećmi. Jedni potrafią to robić w sposób naturalny i niewymuszony, inni nie. Opieka nad najmłodszymi gośćmi nie jest ich obowiązkiem i nie musi mieścić się w zakresie umiejętności kelnera. I tyle w kwestii dzieci w restauracjach...