riki_i
25.06.15, 14:42
Mam mieszane uczucia odnośnie procedury in vitro. Jest to trochę zabawa w Pana Boga, no ale powiedzmy, że można to przy pewnej dezynwolturze wziąć na klatę.
Natomiast kwestia tego, że tworzymy więcej zarodków , a wybieramy sobie tylko te(n) najlepsze(-y), jest już imho wielce dyskusyjna. Stworzyć jakiś zalążek życia tylko po to, by tkwił latami w zamrażarce? (nowa ustawa zakazuje niszczenia zarodków zdolnych do prawidłowego rozwoju) albo posłużył do dziwnych celów? (przekazanie przypadkowej surogatce, urodzenie po latach przez mamusię w okolicach 70-tki, eksperymenty medyczne itp.)
Ja nie słyszę krzyku mrożonych zarodków, ani nie jestem fanatykiem pro life. Jednak nie uchodzą mej uwadze przypadki typu "dziecko prof. Chazana" (to był wszczepiony zarodek z in vitro), ani szereg patologii typu czworaczki 65-letniej Niemki (już wiadomo, że dzieci te będą upośledzone). Nie zamierzam krzyczeć "precz z in vitro" ani stygmatyzować kogokolwiek , kto dorobił się dziecka w jej wyniku (względnie sam się urodził). Chodzi mi o rzeczową dyskusję bez zacietrzewienia - bo chyba jest o czym.