crises
28.09.15, 11:13
Bliska (bardzo) rodzina funduje Wam w prezencie ze szczególnej okazji pewną dość kosztowną usługę. Nie wdając się w szczegóły - jest to coś, co uważacie za doskonale zbędnego, nigdy byście nie wydali na to pieniędzy (także dlatego, że Was na to najzwyczajniej w świecie nie stać), ale oni się uparli, więc się godzicie.
W tzw. międzyczasie sytuacja w tejże rodzinie się zmienia, jedna osoba się rozchorowuje, kiedy zbliża się moment zapłacenia za ową usługę (już skonsumowaną), proszą Was, żebyście zapłacili, bo oni chwilowo nie mają do tego głowy, oni Wam zwrócą, jak trochę opanują sytuację. Zaciskacie zęby, zapożyczacie się, płacicie.
Czas mija, obiecana forsa się nie pojawia. Raz oni inicjują rozmowę na ten temat, pytając, ile ostatecznie zapłaciliście i zapewniają, że zwrócą, ale na tym koniec, mijają kolejne tygodnie i nic. (Sytuacja z chorobą opanowana, okazała się zresztą znacznie mniej groźna niż się zapowiadało).
Co robi e-matka? Delikatnie się upomina, cierpliwie czeka, macha ręką i uznaje, że wtopiła, więc skupia się na taktyce spłacenia długu? (Kwota znaczna - nie żebyście z tego powodu musieli przejść na szczaw i mirabelki, ale będziecie ją kilka miesięcy spłacać).