triss_merigold6
18.10.15, 12:29
Z relacji znajomych wiem, że w szkołach systemy oceniania zachowania dzieci wygladają różnie, więc pytam czy ktoś ma doświadczenia z systemem punktów.
W skrócie: cudo w zamierzeniu ułatwiające ocenianie i eliminujące dowolność/stronniczość wprowadzono w zeszłym roku. Dzieci startują z oceną dobrą = XXX punktów i w zależności od zachowań punkty tracą i zyskują. Każde przewinienie, naruszenie regulaminu, niewłaściwe zachowanie jest punktowane ujemnie, podobnie - dobre zachowania, udział w konkursach, pomoc pani w bibliotece etc. są punktowane dodatnio.
Cyryl jak Cyryl, ale te jego Metody...
Błędy i wypaczenia w systemie ujawniły się już jesienią. Punkty dodatnie można zwyczajnie kupić, przynosząc psią karmę na zbiórki w ramach pomocy dla schroniska, punktowne + (na koniec semestru) są zachowania, które powinny być normą tj. mówienie dzień dobry pracownikom szkoły, uprzejmość, koleżeńskość. Konkursy też, ale niewspółmiernie nisko do zaangażowania i nakładów pracy.
Punkty ujemne, przekładające się na błyskawiczne obniżanie oceny z zachowania, można dostać zarówno za zachowania będące naruszeniem prawa (kradzież, pobicie kolegi, niszczenie mienia szkolnego/cudzych rzeczy), jak i za gadanie na lekcji czy kłótnie z wyzwiskami. Efekt był taki, że np. dzieciakowi który 15x w semestrze gadał na lekcji i 2x bluznął koledze groziła ocena nieodpowiednia. Ocenami nagannymi - z powodu dobicia do poziomu -X punktów - zagrożone były także dziewczynki. Nie podpaliły szkoły, to za gadanie, spóźnienia, różne odzywki.
Jasne, że dzieci nie były święte, ale, pardon, w moich czasach, ocena naganna oznaczała głęboką demoralizację i takich egzemplarzy było 2-3max na kilkusetosobową podstawówkę. Nieodpowiednie zdarzały się równie rzadko i też głównie za wagary, bijatyki, jawne chamstwo.
Skutek - jeszcze przed końcem semestru ci, którzy wyłapali sporo punktów ujemnych zaczęli mieć totalnie wyrąbane, co oczywiście na poziom dyscypliny w klasie wpływało źle.
Zachowania pozytywne zaczęły być skomercjalizowane, opłaca się lub nie opłaca - czyli wychowawczy kanał. Doszło do tego, że kiedy w jednej z klas wychowawczyni poprosiła o pomoc dziecku wracającemu z długiego leczenia, jedno z dzieci bardzo szczerze zapytało, czy za to też będą punkty dodatnie.
Ja wiem, że to miało zobiektywizować ocenianie, dać narzędzie, zamknąć dziób rodzicom etc., ale chyba nie o to chodziło.