Dodaj do ulubionych

małe psy....

19.10.15, 11:56
wiem, na pewno było, ale uleję sobie. wątek typowo wyżalny.

mimo całej mojej dobrej woli stwierdzam że małe psy sa glupiutkie. a ich własciciele są JESZCZE głupsi. oczywiscie nie wszyscy, ale znakomita wiekszosc jaką dane mi było spotkac.

od wielu wielu lat w sytuacjach konieczych wyprowadzam psa rodziców. pies to duży rottweiler, ważacy prawie 60kg, silny, sprężysty - ale przy tym zasadniczo grzeczny, miły i niezaczepny, nauczony posłuszeństwa, choc wiadomo - to tylko zwierzę. Wychodzi ZAWSZE na smyczy, nie spuszczam go nigdy (smycz jest automatyczna, długa, jak chce to moze sobie pobiegac, a ja go mam pod kontrolą), w "godzinach szczytu" psich spacerów w kagańcu, ale jak Bóg mi świadkiem - przestane go używac.

duże psy z reguły nas nei zaczepiają. ot powarczą z daleka, pojeżą się i tyle. ich własciciele też reagują rozsądnie - biorą psy na smycze/skracają smycze, dyscyplinują zwierzaki zawczasu, jak widza ze jest problem - albo sami odchodzą kawalek od nas, albo krzyczą z daleka i wtedy my zmieniamy trase. no problem.
małe psy natomiast są tragiczne. zaczepiają, warczą, rzucają się, jazgoczą - a własciciel nic, bo "przeciez on nic nie zrobi". no on nie zrobi, ale jak moj sie wkur...i to tamtemu zrobi i bedzie płacz.
dzisiaj juz mi sie przelało. idziemy na naszą stałą "psią łączkę", specjalnie juz po "godzinach szczytu" żeby mniej psów było i nasz sobie mógł spokojnie połazęgowac. trzeba tam przejsc kawałek chodnikiem, dość szerokim, takim na wręcz 1,5 samochodu, wiec pieszy się wygodnie mieszczą. z naprzeciwka turla sie powolutku babunia z małym kundelkiem, ledwo nad kostkę sięgającym, również juz leciwym (mordka siwiutka, nóżki trzęsące się, ledwo lezie) - oczywiscie bez smyczy. skracam mojemu smycz, przebijam na przeciwną stronę chodnika, psa pcham na trawę wzdłuż biegnącą, a sama idę dosłownie po krawęzniku - byle dystans był i babunia sie czuła bezpiecznie. kundelkowi to za mało i rusza do ataku. ledwo lezie, ledwo szczeka - ale jeży się, szczeka chrapliwie i zbliza sie do nas. komenderują moejmu "spokój i przy nodze", moj sie słucha ale jednak sie najeża. a babunia zamiast zwiekszac dystans skręca w naszą stronę, podchodzi do nas i zaczyna upominac "ale Bąbelku, daj spokój, czemu na takiego duzego pieska szczekasz, no co ty wyrabiasz, haha". Bąbelek prawie na serce schodzi i probuje mojego dziabnąć w szynkę, moj już sie naprężył, ja go pcham w pocie czoła naprzód, a babunia zastawiwszy nam drogę nawija że jej Babelek tak ma, że on jej broni przed każdym psem itd. Poprosiłam żeby z łaski swojej odblokowała nam drogę i zebysmy sie rozeszły, bo za chwilę z Bąbelka zostanie mokra plama. Babunia sie zbulwersowala, ze jak to, one na pewno by sie tylko pobawiły. ręce mi opadły i uciekłam. Bąbelek na szczęscie nas nie dogonił big_grin
doszlismy na łączkę, zwolniłam smycz, pies (w kagańcu) uprawia rajdy, ja latam za nim, a tu z krzaków wypada psinka wysokości do pół łydki i szarżuje z jazgotem. mój znowu zamarł, ja smycz skrocilam i staram sie tamtego odgonić - daremnie. z krzaków wychodzi dziewczę, ok. 16 lat z telefonem w dłoni i leniwie woła "Gaaaacus, wraaaaacaj, Gaaaaacus, choooooodz tutaj, Gaaaaacus móóóóóówie do Ciebie". i nic poza tym. stanęła jak posąg, gapi sie w telefon i nawołuje, co Gacus na w nosie i szarżuje dalej, uwijając się juz przy moich łydkach i próbując ze wszystkich sił jakos znaleźć dojscie żeby dziabnąć mojego w dupkę. obracam sie razem z psim posągiem tak żeby zablokować im dojscie do siebie i wrzeszcze do laski żeby moze jednak psa zabrała - podeszla cztery kroki i dalej nawołuje. wkurzyłam sie i zwolniłam smycz. mój wystartował do Gacusia, Gacus wystartowal do pani, a pani wystartowała do mnie z ryjem że jak tak mozna. mówię uprzejmie że przeciez prosiłam o zabranie psa, a następnym razem nie tylko zwolnię smycz, ale jeszcze kaganiec zdejmę - a jak ona wyprowadza psa nad ktorym nie panuje to powinna go na smyczy prowadzac. "ale on jest malutki, krzywdy nie zrobi!"... jak słowo daję, następnym razem strzelę Gacusiowi soczystego kopa pod ogon.

a to tylko z dzisiejszego jednego spaceru. w ciągu ostatniego tygodnia miałam przynajmniej jedną akcję dziennie, sprowokowaną przez malego psa i jego właściciela.
ludzie jednak nie myslą.
Obserwuj wątek
    • lady-z-gaga Podłączę się.... 19.10.15, 12:04
      na pewno jakies właścicielki małych psow trafią tu prędzej czy później smile
      czy ktoś może mnie łaskawie poinformować, dlaczego małe pieski nie mogą zostawać same w domu? zdemolują mieszkanie, padną na zawał, odgryzą własną łapę, wyłysieją z rozpaczy? a może coś jeszcze? musi być jakas przyczyna, dla ktorej te psy noszone są do sklepów na rękach lub w torebusiach smile jesli właścicielka nie może zostawić psa, kiedy udaje się po zakupy, to widocznie ten pies ma jakąś cechę różniąca go od innych przedstawicieli swojego gatunku smile co to może być?
      • mary_lu Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:15
        A komu szkodzą te malutkie psinki w torebkach? Ogólnie psy słabo znoszą samotność, nawet jak właścicielom wydaje się inaczej, to czasem trzeba popytać sąsiadów, mieszkałam kilka lat w blokach i nasłuchałam się wyjców. Takiego malucha pod sklepem nie uwiążesz nawet na chwilę, bo ukradną.

        Mamy bardzo młodego, pięknego rasowego psa. Masakra z tym jego zostawaniem w domu, organizujemy opiekę jak dla dziecka, bo jest wielki i noszenie w torebusi odpada odkąd skończył 8 tygodni. Gdyby był yorkiem, nie miałabym oporów w zabieraniu go do sklepu.
        • lady-z-gaga Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:31
          Ogólnie psy słabo znoszą samotno
          > ść, nawet jak właścicielom wydaje się inaczej, to czasem trzeba popytać sąsiadó
          > w, mieszkałam kilka lat w blokach i nasłuchałam się wyjców. Takiego malucha pod
          > sklepem nie uwiążesz nawet na chwilę, bo ukradną.

          Miałam małego psa.
          Nigdy nie wiązałam go pod sklepem, zostawał sam w domu. Rozpaczał tylko, kiedy był szczeniakiem, apotem - kiedy znalazł się w nowym miejscu, np na urlopie.
          • mary_lu Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:40
            Nasz półroczny, choć już szczeka jak dorosły wielki pies, jak zostaje sam, to piszczy jak szczeniak przywołujący matkę, z kilometra chyba go słychać.

            I jednak będę się upierać, że większość psów sobie z rozłąką nie radzi, ale jak sąsiedzi mają trochę szczęścia, to psina cykl wycia ma kilka razy na godzinę, a nie co minutę, jak jeden jamnik, z którym mieszkaliśmy w tym samym bloku.
            • lady-z-gaga Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:49
              No to się upieraj, jak chcesz smile w mojej klatce na 12 mieszkań kilka lat temu były 4 psy. Żaden w ciągu dnia nie rozrabiał, wiem na pewno, że właściciele byli w pracy ( a ja jak zwykle dość często w domu w ciągu dnia).
            • vi_san Re: Podłączę się.... 19.10.15, 14:18
              Się upierasz, i robisz wszystko, żeby twój "piękny rasowy" był odzwierciedleniem owego wyjca - jamnika. Przeciętnie inteligentny pies, jeśli jest od małego uczony to po wyrośnięciu ze szczenięctwa rozumie, że państwo czasem wychodzą bez niego i nie urządza w tym czasie histerii, a zwykle śpi po prostu. Mam nadzieję, że nie zamieszkasz w moim sąsiedztwie, bo nie daj Bóg jakaś sytuacja awaryjna, to ten pies żyć sąsiadom nie da...
              • lady-z-gaga Re: Podłączę się.... 19.10.15, 15:24
                Przeciętnie inteligentny pies, jeśli jest od małego uc
                > zony to po wyrośnięciu ze szczenięctwa rozumie, że państwo czasem wychodzą bez
                > niego i nie urządza w tym czasie histerii, a zwykle śpi po prostu

                Moj nieżyjący już piesek, jak widział, że szykujemy się do wyjścia, wskakiwał na łóżko i patrzył wyczekująco "kiedy wreszcie przestanie hałasować i pójdziecie sobie, żebym mógł spokojnie spać? " big_grin Doskonale wiedział, kiedy przygotowujemy się do wyjazdu ( i wtedy pies biega podekscytowany, piszczy i przypomina, że jedzie z nami), a kiedy ma zostać w domu.
                • vi_san Re: Podłączę się.... 19.10.15, 20:04
                  A mój ONek [lata temu, w okresie bardzo młodzieńczym] strasznie piszczał jak wychodziliśmy, no, rozpacz czarna. Aż któregoś razu przy samochodzie zorientowałam się, że zapomniałam czegoś z domu, więc się wróciłam i co zastałam? Mój straszliwie rozpaczający z powodu samotności psiunio leżał rozwalony na swoim materacu i nawet łba nie podniósł jak weszłam, tak głęboko zdążył zasnąć! big_grin Zresztą szybko zrozumiał, że są godziny wyjść, są miejsca, gdzie państwo idą bez psa, i wyjścia nadprogramowe. I nie cierpi absolutnie, zostając sam w domu przez godzinę, dwie czy dłużej... Po prostu śpi. Inna kwestia, że po powrocie psu się należy spacer i zabawa, ale to oczywiste.
          • panidemonka Re: Podłączę się.... 19.10.15, 15:22
            Nigdy nie przywiązuję psa pod sklepem, bo widziałam kilka razy jak przywiązane psy grzeczni czekały, a te biegające luzem je zaczepiały. Bywało że z braku rekcji ze strony przywiązanego na krótkiej smyczy psa nabierały odwagi i atakowały go. Zanim właściciel się zjawił pies miał naderwane ucho. Nie wiem czyje były puszczone luzem psy. Spacer dla psa łączymy zakupami tylko wtedy gdy jesteśmy we dwoje . I jeszcze jedno-moja bokserka kocha wszystkich i wszystko, jakby ktoś chciał to by ją ukradł.
        • madzioreck Re: Podłączę się.... 19.10.15, 13:02
          W moim bliku na 60 mieszkań mniej więcej w połowie są psy, wyjec był tylko jeden.
        • vi_san Re: Podłączę się.... 19.10.15, 14:15
          A otóż ostatnio byłam świadkiem takiej sytuacji: szpital, izba przyjęć, dziewuszka ze skręcona nogą i mamunia z jakimś czupidronem w torebusi zbulwersowana, że jak to, nie można z psem do zabiegowego?!
          Takiego malucha się UCZY zostawania w domu! Nikt nie mówi, że na wiele godzin, bo [żadna tajemnica] pies jako zwierzę stadne w odłączeniu od właścicieli cierpi. Ale nie doprowadzajmy do paranoi, cierpienie nie zaczyna się w czasie godzinnej czy półtoragodzinnej samotności, w dobrze znanym mieszkaniu, z dostępem do wody, zabawek itp!
          A na marginesie - ŻADNEGO psa nie zabiera się idąc na zakupy - bo zakupy to nie jest dla psa spacer. I pies pozostawiony przed sklepem może mieć znacznie większe lęki "separacyjne" niż pozostawiony w domu, ze względu na obcy teren, często towarzystwo obcych ludzi czy innych psów...
          A jeśłi nie chcesz mieć "cyrków" do śmierci psa - lepiej już zacznij go uczyć, że czasem spotka go dramat i zostanie sam na jakiś czas. Metod nauki - skolko ugodno, zarówno w szkółkach "psich" jak i w necie.
      • aandzia43 Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:16
        Nie mam psa. Modne małe rasy rasy chamy, buraki i inni psychole kradną, więc nie.dziwię się.ludziom, że nie.zostawiają modnych pieskow przed sklepem. Poza tym zimą maluchom strasznie marzną łapki i cała nie przykryta komninezonikiem reszta. Nie przeszkadzają mi spokojne pieski w.sklepach na rękach u swoich pańć i pańciów.
        • lady-z-gaga Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:35
          Modne małe rasy rasy chamy, buraki i inni psychole kradną, więc ni
          > e.dziwię się.ludziom, że nie.zostawiają modnych pieskow przed sklepem. Poza tym
          > zimą maluchom strasznie marzną łapki i cała nie przykryta komninezonikiem resz
          > ta.

          Nie pytałam, dlaczego pańcie nie zostawiają piesków przed sklepem.
          Pytałam, dlaczego nie zostawiają ich w domu smile i nie chodziło mi o wejscie np po gazetę podczas spaceru, ale o wizytację centrum handlowego. To zajmuje trochę czasu i wiadomo, że psa trzeba zabrać do środka. A poniewaz jest to łamanie przepisów, pozostaje liczyć na to, że żaden ochroniarz się nie przyczepi. Bo jak się przyczepi, to ma prawo wywalić na zbite pyszczki smile
          • aandzia43 aandzia43 19.10.15, 12:49
            Niektóre się lansują, inne po prostu nie chcą zostawiac psa w domu jeśli tylko mogą mieć go przy sobie (bo np. kilka godzin tego dnia już odsiedział).
          • landora Re: Podłączę się.... 19.10.15, 14:52
            Ale przeszkadza ci to jakoś? W Niemczech normą są psy w centrach handlowych i w restauracjach (nawet często stoi miska z wodą) i jakoś nikomu to nie przeszkadza.
            • lady-z-gaga Re: Podłączę się.... 19.10.15, 15:26
              Nie, nie przeszkadza. Po prostu pytałam, czym mały pies różni się od średniego lub dużego, że ma - wg właściciela - inne potrzeby psychiczne tongue_out
      • panidemonka Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:21
        A to zależy od tego jaki to maly piesek. Małe pieski zazwyczaj są jazgotliwe i mogą wkurzać np. sąsiadów. Małe pieski często są jazgotliwe, bo chcą pokazać, ze to ich teren a duże psy niech stąd spadają. Robią to bardzo często ze strachu, żeby pokazać np. innym psom, że też są psami inne psy powinny się z nimi liczyć, itd. Nie miewam małych piesków, bo jestem zafiksowana na bokserach, ale małe pieski też lubię. A taka staruszka z małym pieskiem to dla mnie rozczulający widok. P.s to wcale nie znaczy, że opisana sytuacja by mnie nie wkurzyła. Ja tylko nie okazałabym tego wkurzenia, ale to ze względu na starszą panią.
        • lady-z-gaga Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:37
          W życiu nie widziałam staruszki wnoszącej psa do sklepu. To domena młodych i modnych pań wink
          • heca7 Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:49
            Staruszkę zwykle bolą ręce i kręgosłup ale pewnie jakby mogła to by wzięła i weszła wink
      • heca7 Re: Podłączę się.... 19.10.15, 12:27
        Noszą małe bo duże się do torebki nie mieszczą big_grin
        Na moim osiedlu kobieta chodzi z dużym, czarnym psem- dogiem niemieckim. I córką na rowerku. Po czym jak wchodzą do sklepu ona przekłada smycz psią pod ramą rowerka i przywiązuje do ogrodzenia. Nikt nie ma śmiałości rąbnąć pojazdu wink
        • vi_san Re: Podłączę się.... 19.10.15, 14:20
          Co jest o tyle zabawne, że zasadniczo dogi to psy bardzo łagodne, by nie powiedzieć wręcz flegmatyczne. big_grin
          • heca7 Re: Podłączę się.... 19.10.15, 14:35
            On też jest bardzo spokojny. Tylko siedzi nieruchomo i patrzy uważnie. Nic więcej wink
    • cosmetic.wipes Re: małe psy.... 19.10.15, 12:04
      Bardzo plastyczny opisbig_grin
    • aandzia43 Re: małe psy.... 19.10.15, 12:08
      Rozbawiłaś mnie Bąbelkiem schodzącym na.zawał, poniedziałek zaczął się wesoło big_grin Tak, właściciele małych piesków tracą czujność, bo ich pieski są...właśnie małe. Nikt się nie boi ich jazgotu, a ewentualna krzywda przez nie wyrządzona wielka nie będzie. Ale rzadko.biorą pod uwagę, że to ich zaczepnym pupilom może stać się krzywda.
    • default Re: małe psy.... 19.10.15, 12:10
      Masz wyjątkowego niefarta, tak myślę.

      Poza tym jesteś tendencyjna, bo piszesz:
      > duże psy z reguły nas nei zaczepiają. ot powarczą z daleka, pojeżą się i tyle.

      No i sorry, ale duży, 40-60 kg pies, który warczy i się jeży, to jest jawne pokazywanie agresji. Dużo groźniejsze niż "dziamgotanie" mikropsa. Spokojne i dobrze wychowane duże psy (małe zresztą teżsmile) nie zaczepiają, ale też nie warczą i nie jeżą się. Jeśli Twój tak robi, to daje jasny sygnał, że jest wk... i może dziabnąć, a nerwowy mikropies może wtedy zareagować paniczną obroną przez atak.
      Niedaleko mnie mieszka hodowczyni hovawartów. Spaceruje z nimi po lesie, z całą grupą luzem: 6-7 dorodnych czarnych "smoków". No i zdarzyło się raz czy dwa, że moje mikrusy nerwowo zaszczekały, gdy taka grupa nagle wyłaniała się pośród drzew. Tyle że nic dalej się nie działo. Hovki patrzyły chwilę z pobłażaniem (bez warczenia i jeżenia) i szły dalej w swoją stronę - a ja z moimi w swoją, bez dalszych perturbacji.
      Być może więc ten Twój rotek nie jest taki święty, jak opisujesz i sam przyczynia się do podgrzania atmosfery...
      • b-b1 Re: małe psy.... 19.10.15, 12:39
        default napisała:

        > Masz wyjątkowego niefarta, tak myślę.
        >
        > Poza tym jesteś tendencyjna, bo piszesz:
        > > duże psy z reguły nas nei zaczepiają. ot powarczą z daleka, pojeżą się i
        > tyle.
        >
        > No i sorry, ale duży, 40-60 kg pies, który warczy i się jeży, to jest jawne po
        > kazywanie agresji. Dużo groźniejsze niż "dziamgotanie" mikropsa. Spokojne i dob
        > rze wychowane duże psy (małe zresztą teżsmile) nie zaczepiają, ale też nie warczą
        > i nie jeżą się. Jeśli Twój tak robi, to daje jasny sygnał, że jest wk... i moż
        > e dziabnąć, a nerwowy mikropies może wtedy zareagować paniczną obroną przez ata
        > k.

        > Być może więc ten Twój rotek nie jest taki święty, jak opisujesz i sam przyczyn
        > ia się do podgrzania atmosfery...

        Sorry-musiałam skrócić cytowanie...

        Ale jej rotek ma prawo najezyć się, szczekać, warczeć, bo jest na smyczy, w dodatku w kagańcu i ma właścicielkę z wyobraźnią, która przewidując jego "ruchy" jest w stanie dogadać się z każdym psem na smyczy(z właścicielem). Nie rozpatrujemy kwestii, który bardziej agresywny, tylko kwestię, dlaczego małe dziamgoty biegają luzem i wieszają się bezkarnie na innych psach, a ich właściciele, nie dopuszczają myśli, że jak się duży wkurzy, to dywanik z małego przed kominkiem będą mieli.
        Ja już nie mam tego problemu, bo jeden z moich psów jest ogromny-więc dziamgoty brane są na rączki wcześniej, czy później. Przy mniejszych(do 60kg) problem był dokładnie taki sam.
        • default Re: małe psy.... 19.10.15, 13:16
          Akcja wywołuje reakcję, mówimy o tym jak psy reagują na siebie wzajemnie - jeśli jeden warczy i się jeży, to drugi czuje się zagrożony i reaguje zgodnie ze swoim charakterem : jeden podwinie ogon i w nogi, inny uda że to nie do niego i odejdzie powolutku na sztywnych łapach patrząc w inną stronę, a inny - w panice rzuci się z jazgotem na wroga.
          Podejrzewam, że gdyby pies autorki wątku zachowywał obojętność wobec mijających go psów to i ich reakcja byłaby mniej nerwowa, nawet tych najbardziej niezrównoważonych i strachliwych. A smycz, z punktu widzenia psa, może jeszcze pogarszać sytuację, bo u psa zasmyczonego wzmaga agresję, a u tego luzem - poczucie bezkarności.
          I oczywiście zgadzam się z tym, że właściciel powinien przede wszystkim znać swojego psa i wiedząc, że to nieobliczalny nerwus - łapać go w porę. Akurat w opisanych przypadkach występowała bezradna babinka i lekkomyślna nastolatka, więc to przykłady trochę niemiarodajne.
          Sama mam małe psy, które raczej boją się dużych, z tym że każdy reaguje inaczej: Hesia ucieka do pani na rączki wink, Mela siada na dupie i czeka aż potwór ją minie, a jeśli potwór podchodzi za blisko to pokazuje mu swoje miniząbki i warczy (dalej siedząc bez ruchu), Rudy udaje, że widzi coś szalenie interesującego w oddali, jedynie Mańka ma czasem zapędy do ujadania i doskakiwania, z tym że nie podchodzi bliżej niż na kilka metrów, a odwołana - wraca do nogi. Ale i tak zmieniam trasę, gdy widzę na horyzoncie kogoś z dużym psem. Po co mi takie konfrontacje.
          • madzioreck Re: małe psy.... 19.10.15, 13:24
            Akurat w opi
            > sanych przypadkach występowała bezradna babinka i lekkomyślna nastolatka, więc
            > to przykłady trochę niemiarodajne.

            To są bardzo miarodajne przykłady, jako, że głupich ludzi jest pod dostatkiem, nie tylko nastolatek i bezradnych babinek. W parku osiedlowym, do którego całe osiedle w odpowiednich porach wyprowadza psy, napatrzę się wystarczająco. I wnioski z tych obserwacji mam takie, że dużo częściej widuję duże psy szkolone niż nieszkolone, często widuję opiekunów ćwiczących z dużymi psami, ale jeszcze nie widziałam posłusznego małego psiaka ani opiekuna próbującego czegoś nauczyć małego psiaka. Opiekun sobie woła, a piesek olewa i robi co chce. Oczywiście nie twierdzę, że takich nie ma, ale chyba jednak nie na pęczki. Oczywiście bezmyślni opiekunowie dużych psów też się zdarzają (vide moja koleżanka ugryziona w tymże parku przez biegającego luzem rottweilera, opiekunka psa się tym niespecjalnie przejęła i po prostu sobie poszła).
          • b-b1 Re: małe psy.... 19.10.15, 13:37
            default napisała:

            > Akcja wywołuje reakcję, mówimy o tym jak psy reagują na siebie wzajemnie - jeśl
            > i jeden warczy i się jeży, to drugi czuje się zagrożony i reaguje zgodnie ze sw
            > oim charakterem : jeden podwinie ogon i w nogi, inny uda że to nie do niego i o
            > dejdzie powolutku na sztywnych łapach patrząc w inną stronę, a inny - w panice
            > rzuci się z jazgotem na wroga.
            > Podejrzewam, że gdyby pies autorki wątku zachowywał obojętność wobec mijających
            > go psów to i ich reakcja byłaby mniej nerwowa, nawet tych najbardziej niezrówn
            > oważonych i strachliwych. A smycz, z punktu widzenia psa, może jeszcze pogarsza
            > ć sytuację, bo u psa zasmyczonego wzmaga agresję, a u tego luzem - poczucie bez
            > karności.


            Masz rację, tylko bierz pod uwagę, że większa cześć małych psów jest nieprawidłowo wychowywana-stoją na czele "swojego" ludzkiego stada i ich dziamgotanie nie jest powodowane strachem, stąd reakcja dużego psa może być taka a nie inna. Mam w swoim stadzie 10kg sunię, która socjalizacji nie miała żadnej kiedy była mała i ona naprawdę potrafiłaby(gdybym nie miała nad nią kontroli) rzucić się na psa/sunię bez względu na gabaryty-nie ze strachu -jej instynkt samozachowawczy szwankuje -zresztą rządzi moim całym stadem big_grin . Sporo pracy kosztowało nas jako takie "uspokojenie" jej morderczych instynktów.
          • vi_san Re: małe psy.... 19.10.15, 14:43
            Default, ale autorka nie napisała, że jej rotek "zaczyna"! Napisała tylko, że bywa między dużymi psami będącymi pod kontrolą właścicieli taka "wymiana uprzejmości"! Nie napisała, że jej rotek się jeżył czy warczał na Bąbelka, czy tam innego Gucia!
            Niestety, gros małych piesków jest przez właścicieli kompletnie nie wychowywana, bo to takie małe... Podkreślę - nie wszystkie! Ale wiele.
            Jak sama piszesz - znasz swoje stadko i wiesz jak reagują, żadne nie reaguje agresją. Ja zasadniczo też nie lubię konfrontacji i staram się unikać - jakbym zobaczyła kogoś z puszczoną luzem piątką psów - niezależnie od ich wielkości - zmieniłabym trasę. I to pomimo znajom0ości mojego psa i wiedzy, że on nie zaczepny. A wiesz dlaczego? Otóż dlatego, że nagminnie trafiają się pańcie małych psinków, które z durnym uśmiechem chichrają "On tylko szczeka" podczas gdy ich milusiński doskakuje do mojego [trzymanego na smyczy] psa.
            I nie zgadzam się, że bezradność babinki czy lekkomyślność nastolatki cokolwiek zmieniają! Babinka wszak mówiła do wątkodajki, że jej psiuńcio ZAWSZE jej broni! To fatyga byłoby zapiąć psiuńciowi obróżkę i doipiąć smycz? Umarłby od tego? Czy babina by umarła? A co do nastolatki - jej rodzice powinni nią zdrowo potrząsnąć, bo spacer z psem nie jest w celu pleplania przez komórkę!
            • default Re: małe psy.... 19.10.15, 15:08
              vi_san napisała:

              > Default, ale autorka nie napisała, że jej rotek "zaczyna"! Napisała tylko, że b
              > ywa między dużymi psami będącymi pod kontrolą właścicieli taka "wymiana uprzejm
              > ości"!

              Dobra - nie zaczyna smile Zasugerowałam się owym "warczeniem i jeżeniem" - co na pewno nie jest wymianą uprzejmości, ale bezpośrednim wstępem do mordobicia.

              > Otóż dlatego, że nagminnie trafiają się pańcie małych psinków, które z durnym uśmiechem > chichrają "On tylko szczeka" podczas gdy ich milusiński doskakuje do mojego [trzymanego
              > na smyczy] psa.

              Wierzę na słowo smile Nie mam takich doświadczeń, bo ja w ogóle mało ludzi (czy to z psami, czy bez psów) spotykam w czasie moich spacerów, a większość tych napotykanych znam i wiem, czego się spodziewać. A jak nie wiem, to skręcam i omijamy się dużym łukiem.
              A co do smyczy, to tak sobie myślę, że te małe dziamgoty dobrze wiedzą, skubane, że jak duży na smyczy, to mogą sobie na nim poużywać smile
              • vi_san Re: małe psy.... 19.10.15, 15:19
                "Wymianę uprzejmości" napisałam w cudzysłowie! Znaczy ironicznie to było.
                Nie każdy z przyczyn geograficznych może sobie pozwolić na niewidywanie na spacerach nikogo. Mieszkam w Trójmieście i mam około 15 minut do dzikiej plaży i pasa nadmorskiego - miejsce fantastyczne do psich spacerów, ale dojść tam trzeba między blokami. Nie mogę liczyć na to, że nikogo nie spotkam, albo, że spotkam samych rozsądnych. I też staram się omijać, właśnie bo nie wiem czy pies spokojny, czy ma pana idiotę... Ale nie zawsze się da.
                A co do poczucia pewności siebie malucha luzem wobec olbrzyma na smyczy - możliwe. Ale czasem kusi, żeby poluzować smycz... Inna kwestia, że nawet poluzowanie smyczy niczego by nie zmieniło, bo mój pies nie jest agresywny, właśnie najwyżej by warknął.
              • cosmetic.wipes Re: małe psy.... 20.10.15, 09:17
                > A co do smyczy, to tak sobie myślę, że te małe dziamgoty dobrze wiedzą, skubane
                > , że jak duży na smyczy, to mogą sobie na nim poużywać smile

                Mój poprzedni piesio, co prawda nie mała dziamgota, ale 50kilowy kudłacz, też myślał, że jak "kolega" uwiązany, to se można klatę powypinać.
                Bernardyn sąsiada był przypiety na parcianej taśmie, mój sobie wyczuł odległość i na dystansie 20 cm większym niż długość taśmy zaczął się lansować. Jaki był zadowolony, napuszony, no szok po prostu. A koleżka dostał szału, co mnie w sumie nie dziwi, sama bym się wk...ła.
                No i pech chciał, że taśma nie wytrzymała napięcia.
                Mojego uratowała przed śmiercią tylko ogromna ilość kłaków na szyi. Od tej pory psu sąsiada kłania się z daleka szorując brzuchem po asfalcie big_grin

                Nie, żebym idiotę samopas puściła. Zwiał mi podczas spaceru, a że byłam w zaawansowanej ciąży, to nie dogoniłam dziada.
                • default Re: małe psy.... 20.10.15, 10:09
                  He, he, ja pamiętam podobną historię - ale z trochę innym zakończeniem - w wykonaniu naszego psa i psa obcego, mieszkającego na posesji, obok której nieraz przechodziłam z moim psem. Oczywiście pyskówka przez pręty ogrodzenia była zawsze do upadłego, do zdarcia gardeł. No i pewnego dnia tak sobie pyskując i biegnąc wzdłuż ogrodzenia po obu jego stronach, dobiegły do wyjątkowo otwartej tego dnia bramy.
                  I niespodziewanie stanęły ze sobą oko w oko, nos w nos.
                  Znasz tę reklamę piwa, w której żubr wychyla się zza drzewa, a wilki na jego widok odchodzą jak niepyszne, udając że w ogóle ich tu nie było ?
                  Podobnie zachowały się wtedy psy smile Nagle każdy uznał, że akurat musi koniecznie udać się w przeciwną stronę smile Powolutko się od siebie odwróciły i rozeszły bez słowa.
      • lady-z-gaga Re: małe psy.... 19.10.15, 12:55
        >No i sorry, ale duży, 40-60 kg pies, który warczy i się jeży, to jest jawne pokazywanie agresji. Dużo groźniejsze niż "dziamgotanie" mikropsa. Spokojne i dobrze wychowane duże psy (małe zresztą teżsmile) nie zaczepiają, ale też nie warczą i nie jeżą się

        Chyba coś Ci się pomyliło z adresowaniem krytyki.
        Spokojne i dobrze wychowane psy nie biegną do obcych ludzi ani psow z dziamgotaniem.
        A jesli nie są spokojne i dobrze wychowane, to powinny być na smyczy.
        Kiedy mam dużego psa na smyczy, to nie muszę się martwić, czy jest dyplomatą, wystarczy, że trzymam dystans wobec innych użytkowników drogi, chodnika. Na tym mój problem się kończy. Dalej zaczyna się problem kogoś, kto się zbliża i zaczepia. No ale Ty, jako właścicielka napastliwych mikrusow będziesz utrzymywac, że wszyscy powinni wychowywać swoje psy, tylko nie Ty wink
        • default Re: małe psy.... 19.10.15, 13:44
          lady-z-gaga napisała:
          > Chyba coś Ci się pomyliło z adresowaniem krytyki.

          Ależ ja nikogo nie krytykuję. Piszę tylko jak to może wyglądać z punktu widzenia psów, o czym jest w moim poście powyżej.
          > Spokojne i dobrze wychowane psy nie biegną do obcych ludzi ani psow z dziamgota
          > niem.
          No to wiadomo, z tym też nigdzie nie polemizuję, prawda ?

          > Kiedy mam dużego psa na smyczy, to nie muszę się martwić, czy jest dyplomatą, w
          > ystarczy, że trzymam dystans wobec innych użytkowników drogi, chodnika

          Niby tak, ale jeśli Twój zasmyczony pies nie byłby dyplomatą i na tej smyczy się szarpał, szczekał czy warczał, to należy liczyć się z tym, że przechodzący pies podejmie tę pyskówkę. A być może by jej nie zaczynał, gdyby nie zachowanie tego "niedyplomatycznego" psa. Stąd moja sugestia, że opisywany rotek może w jakiś sposób swoim zachowaniem przczyniać się do nerwowej reakcji innych psów. Co oczywiście nie usprawiedliwia braku skutecznej i natychmiastowej reakcji ich właścicieli.

          >No ale Ty, jako właścicielka napastliwych mikrusow będziesz utrzymywac, że
          > wszyscy powinni wychowywać swoje psy, tylko nie Ty wink

          Ale po co ta złośliwość i czemu ? Skąd wnosisz, że moje psy są niewychowane ? Powyżej opisałam ich i moje zachowanie w analogicznych sytuacjach.
          • lady-z-gaga Re: małe psy.... 19.10.15, 14:14
            jeśli Twój zasmyczony pies nie byłby dyplomatą i na tej smyczy si
            > ę szarpał, szczekał czy warczał, to należy liczyć się z tym, że przechodzący pi
            > es podejmie tę pyskówkę. A być może by jej nie zaczynał, gdyby nie zachowanie t
            > ego "niedyplomatycznego" psa.

            Z tym się zgadzam - winny jest ten, ktory zacznie smile tylko, że zwykle zaczyna jakiś wypierdek latający luzem, a ten na smyczy podejmuje wyzwanie i właściciel musi z całej siły trzymać swojego psa, który szarpie. I niech mi nikt teraz nie napisze o wychowaniu i o tym, że mądry pies nie szarpie big_grin jestem cięta na właścicieli psow latających luzem i uważam że prawo do tego mają wyłącznie te psy, ktore nie reagują w ogóle na otoczenie (albo przywołane, natychmiast wracają do właściciela) i nie zaczepiają nikogo, ani w celach przyjaznych, ani wrogich smile

            Skąd wnosisz, że moje psy są niewychowane ? P
            > owyżej opisałam ich i moje zachowanie w analogicznych sytuacjach.

            A to sorry, ale zanim to opisałaś, wspomniałas o szczekaniu na widok innych psow i ja sobie na tej podstawie trochę dopowiedziałam wink smile
      • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 19.10.15, 12:55
        mój nie warczy*. jest nauczony ze w sytuacji "zagrożenia" ma stac i obserwowac, zwłaszcza jesli dostanie komendę "spokój". naukę wziął sobie do serca przesadnie, bo zazwyczaj w takich sytuacjach kamienieje wrastajac w podłoże, ewentualnie się zjeży, no ale cięzko to uznać za prowokację.
        warczą i poszczekują z daleka duze psy. psy "panskie" są wtedy brane na smycz i wespół w zespół zmieniamy trase tak zeby było spokojnie, psy bezpańskie po prostu nie podchodzą, tylko demonstrują w bezpiecznym dystansie.
        a małe psy - kamikaze, boski wiatr, nie ma przebacz...

        *czasem sie zastanawiam czy on w ogole szczekac umie...
        • b-b1 Re: małe psy.... 19.10.15, 13:14
          dziennik-niecodziennik napisała:

          > a małe psy - kamikaze, boski wiatr, nie ma przebacz...

          Jeden jedyny raz wyskakując zza krzaka coś w formie ratlerka dopadło moją dużą i zawisło na jej uchu. Moja była w szoku(ja też) wyprostowała się i tylko poruszyła intensywnie głową chcąc to coś odczepić i maluch odfrunął... Kobita takiego rabanu narobiła...każdy, kto się zainteresował sytuacją-a trudno było nie słyszeć wrzasków -był na milion procent pewien, że moja pogryzła, poszarpała, zamordować chciała. Małemu raczej nic się nie stało, ale kobita zabrała pod pachę i biegły na cito do weta, co by sprawdzić, czy jakiegoś wstrząśnienia nie ma.
          Moja miała ucho podziurkowane na wylot-czyli jak oderwał się od ziemi, to się trzymał, aby nie spaść.
          • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 19.10.15, 13:17
            no mojego kiedys taka yorkopodobna pchła ucięła centralnie w jajka. dobrze ze miał kaganiec, bo w naturalnym obronnym odruchu by dziabnął, ale potem by było ze zły rottweiler rozszarpał biednego piesiuńcia. a tez prosilam zeby zabrac bo po co prowokowac nieszczęscie...
            • b-b1 Re: małe psy.... 19.10.15, 13:24
              dziennik-niecodziennik napisała:

              > no mojego kiedys taka yorkopodobna pchła ucięła centralnie w jajka. dobrze ze m
              > iał kaganiec, bo w naturalnym obronnym odruchu by dziabnął, ale potem by było z
              > e zły rottweiler rozszarpał biednego piesiuńcia. a tez prosilam zeby zabrac bo
              > po co prowokowac nieszczęscie...
              >

              Kaganiec(normalny) nosimy tylko w ekstremalnych sytuacjach, bo przy dużych już był problem, kiedy się odganiały od dziamgotów- ta jakby się odwinęła mogłaby samym kagańcem uszkodzić malucha. Chodzimy na halti -mam całkowita kontrolę wtedy nad jej pyskiem, a właściciele małych nie wiedzą co to, więc pakują psy na rączki, bo wydaje im się, że jest bez kagańca.
              • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 19.10.15, 13:32
                my mamy zwykły, ale skórzany - od kiedy metalowym mnie w szale radości tak gwizdnął w rzepkę że zobaczylam całą droge mleczna i jeszcze kilka galaktyk przy okazji... big_grin malego psa metalowym by zabil, w skórzanym krzywdy nie zrobi, a i morda jakos mu lepiej w tym lezy.
                • b-b1 Re: małe psy.... 19.10.15, 13:41
                  dziennik-niecodziennik napisała:

                  > my mamy zwykły, ale skórzany - od kiedy metalowym mnie w szale radości tak gwiz
                  > dnął w rzepkę że zobaczylam całą droge mleczna i jeszcze kilka galaktyk przy ok
                  > azji... big_grin malego psa metalowym by zabil, w skórzanym krzywdy nie zrobi, a i mo
                  > rda jakos mu lepiej w tym lezy.
                  >

                  Znam ten bólbig_grin
                  Skórzanym wrażenia na właścicielach nie robicie żadnego -to oczywisty przekaz, że pies krzywdy nie zrobi, bo jakby miał zrobić, to byś "porządniejszy" kupiła big_grin
                  Ja zawsze krzyczałam-niech pani zabierze, bo moje kagańcem uszkodzą big_grin
                  • kai_30 Re: małe psy.... 19.10.15, 19:51
                    No więc my mamy metalowy fizjolog, który wygląda jak klatka na króliki. Psica w nim budzi respekt znacznie większy, niż bez big_grin

                    Co do reszty - podpisuję się, nie znoszę małych ciafraków latających luzem. Chodzę z dwoma psami, w tym dużą suką nastawioną bardzo obrończo (jak lata luzem, nie jest absolutnie agresywna ani wobec psów, ani ludzi, ignor total, ale na smyczy ma wpojone, że trzeba bronić swojego człowieka. Nie myśmy jej to wpoili, tylko poprzedni właściciele - wzięliśmy ją ze schroniska już jako dorosłą psicę.). Drugi to dokolanowy kundelek, wykonujący na widok innych psów klasyczne "padnij", jeśli zbliża się suczka lub młody nieagresywny samiec, jest OK, ale jeśli małe szczekające badziewie bez smyczy, zaczynają się rzucać oba, mało nadgarstków nie pourywają uncertain Też ostrzegam, że odepnę smycz i zdejmę kaganiec, i najczęściej pańcie sapią z oburzeniem, że mam niewychowane psy. Ta, jasne, za to ten, co do nich skacze, to za wzorzec savoir vivre'u mógłby robić.
      • madzioreck Re: małe psy.... 19.10.15, 13:09
        "No i sorry, ale duży, 40-60 kg pies, który warczy i się jeży, to jest jawne pokazywanie agresji. Dużo groźniejsze niż "dziamgotanie" mikropsa. Spokojne i dobrze wychowane duże psy (małe zresztą teżsmile) nie zaczepiają, ale też nie warczą i nie jeżą się. Jeśli Twój tak robi, to daje jasny sygnał, że jest wk... i może dziabnąć, a nerwowy mikropies może wtedy zareagować paniczną obroną przez atak. "

        Ale czy zwróciłaś uwagę, że po pierwsze, to nie rottek dziennika zaczyna spinę, tylko małe wrzaskuny, a po drugie, że jej pies nie warczy. Trudno oczekiwać od psa na smyczy i w kagańcu, żeby zachował pełen spokój, kiedy wolnobiegająca pchła próbuje gryźć go w tyłek, no wybacz...
      • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 19.10.15, 13:12
        > Spaceruje z nimi po lesie, z całą grupą luzem: 6-7 dorodnych czarnych "smoków".

        tak btw: a potem bedzie płacz że jej odstrzelili...
        • default Re: małe psy.... 19.10.15, 14:38
          To nie jest las, w którym się poluje. W każdym razie nie podlega żadnemu nadleśnictwu, nie są to też lasy miejskie. Niemniej ja ją w pewnym sensie podziwiam, że tak beztrosko sobie z nimi spaceruje. Musi mieć ogromne zaufanie - i do nich, i do swojej nad nimi kontroli.
          • vi_san Re: małe psy.... 19.10.15, 16:27
            A ty nie masz równie dużego zaufania do swojej gromadki, takoż bez smyczy prowadzanej? I czym jej zaufanie się różni od twojego?
            • default Re: małe psy.... 20.10.15, 08:09
              vi_san napisała:

              > A ty nie masz równie dużego zaufania do swojej gromadki, takoż bez smyczy prowa
              > dzanej? I czym jej zaufanie się różni od twojego?

              Ja mam tylko 4 mikrusy, idące blisko mnie, nie oddalające się ode mnie więcej niż kilkanaście metrów, cały czas w zasięgu wzroku. Są małe i wyglądem nie wzbudzą niczyjego przestrachu, a i zachowaniem też nie, bo nie podbiegają do ludzi. A gdyby chciały, to mam je na oku i odwołam w porę.
              Możliwe, że tamte hovawarty też tak się zachowują (przynajmniej do nas nigdy nie były agresywne), ale stanowią liczną sforę dużych psów, które biegają po lesie nieraz w dużym oddaleniu od swojej pani i mogą wzbudzić przestrach samym swoim wyglądem u jakiegoś przechodnia, który może pomyśleć, że to włóczące się bezpańsko psy. I o to mi głównie chodzi, że one momentami są jakby samopas (bo pani dopiero gdzieś tam w oddali za nimi drepcze), a mimo to ona nie obawia się że w tym czasie coś "nawywijają".
              • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 09:55
                Teraz masz 4 a czy zawsze były cztery? O ile pamiętam jakiś czas temu była piątka, albo nawet szóstka...
                Mimo, że małe to po pierwsze: są ludzie, którzy się po prostu psów boją, całkiem niezależnie od ich gabarytów. Tak mają i już, ich prawo. Po drugie: skoro jest ich kilka i chodzących bez smyczy - nie ma opcji, żeby cały czas szły "w kupie", a więc też są momenty, kiedy któregoś pupila tracisz z oczu. No i po trzecie: absolutnie nie popieram takiego puszczania luzem, niezależnie od wielkości i liczebności stadka. Właściciel ma zakichany obowiązek kontrolować swoje zwierzę i tyle. Moim zdaniem nie da się w sposób właściwy sprawować kontroli nad więcej niż jednym psem puszczonym luzem, baz smyczy.
                • default Re: małe psy.... 20.10.15, 11:42
                  Piąty i szósty nie chodziły na spacery, bo były zniedołężniałymi staruszkami. Już nie żyją.
                  Na ludzi mających "psofobię" nic nie poradzę, na szczęście ja w ogóle mało ludzi spotykam na swoich spacerach, więc mogę sobie pozwolić na puszczanie mojej gromadki luzem. Średnio raz-dwa razy w tygodniu (przy codziennych 1-2 godzinnych spacerach) mijam kogoś, najczęściej zresztą w dużej odległości. Na odcinku dom-docelowe miejsce spaceru (las/łąka) oczywiście psy idą na smyczach.

                  >Moim zdaniem nie da się w sposób właściwy sprawować kontroli nad więc
                  > ej niż jednym psem puszczonym luzem, baz smyczy

                  Co to jest "sposób właściwy" ? Moje stadko idzie wokół mnie, od kilku do kilkunastu metrów, jeśli widzę na horyzoncie kogoś, to najczęściej schodzę ze ścieżki, jeśli nie - to klaszczę (nie umiem gwizdać...) i one przychodzą do nogi - mijamy wtedy osobę w zwartej grupie, psy nie patrzą na mijaną osobę - no chyba że sama się zatrzyma i do nich zagada, co się często zdarza smile
                  • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 12:16
                    Być może moje doświadczenia wynikają z tego, że zawsze miałam duże psy i w domu rodzinnym tez królowały spore psiska. Sama miałam pierw dobermankę, potem "prawie goldena" po straszliwych przejściach, obecnie od 15 lat ON. Do tego mieszkam w mieście, więc chcąc nie chcąc z ludźmi mającymi psofobię liczyć się MUSZĘ. Bo, owszem, obcy człowiek ma prawo nie życzyć sobie "psich karesów", ma prawo nie życzyć sobie psiego nosa w swoich siatkach zakupowych, w wózku swojego dziecka, ma prawo bać się psów i nie lubić bycia obskakiwanym czy obszczekiwanym.
                    Dla informacji: ok, zwołujesz swoje stadko widząc obcego przechodnia, idziecie "w kupie". A jeśli przechodzień ma psa [na smyczy] bądź okazuje strach? Żeby ne było, nie mój obecny, kryształowy owczarek, ale poprzedni "golden bez papierów" [czyli wiem, pies w typie rasy, a nie rasowy!] miał przeróżne fobie, lęki itp, ze względu na przeszłość. Starałam się panować, uspokajać itp, ale bywało, że reagował całkiem nieprzewidywalnie. Gdyby akurat szedł ze mną [na smyczy!] a jakiś impuls go popchnął do działania? Sama piszesz, że jedna z twoich suczek miewa zapędy ze szczekaniem i doskakiwaniem - gdyby doszło do "starcia" nie sądzę, by miała jakiekolwiek szanse. Tak jak ja nie miałabym szans utrzymać Sento. Przy czym on rzadko sam z siebie atakował, natomiast niewiele wystarczyło, by poczuł się zagrożony... I kto byłby winien? Abstrahując już od tego, że problem "winy" jest drugoplanowy, istotniejsze jest, że miałabyś stadko trzech, a nie czterech psów... sad
                    Stąd uważam, że widząc na horyzoncie obcych [czy to ludzi czy psy] swojego pupila należy wziąć na smycz - dla spokoju obcych i jego bezpieczeństwa.
                    • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 12:28
                      > "golden bez papierów" [czyli wiem, pies w typie rasy, a nie rasowy!]

                      to niekoniecznie to samo smile nie tak dawno nawet w bardzo rasowym miocie papiery dostawało tylko bodajże pięc pierwszych szczeniaków, jak bylo wiecej to sorry Gregorry smile
                      • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 12:45
                        Dzienniczku, przepis o tylko sześciu [nie pięciu] szczeniętach rodowodowych w miocie został anulowany gdzie na przełomie lat 80/90 o ile pamiętam. Więc niestety, obecnie [ponad 30 lat po owej zmianie] NIE MA MOŻLIWOŚCI, by piesek był z rodowodowego miotu, a bez metryki. I zaszło to na długo przed modą na goldeny.
                        Mój Sento pokrojowo był goldenem. Ale wiem, że urodził się z "nierodowodowych" rodziców, miot nie był zgłaszany w ZK itd. Więc był "goldenem bez papierów" czyli jednak psem w typie rasy - jego rodzice nie byli wystawowi, nikt nigdy nie sprawdzał ich zgodności z wzorcem rasy, zarówno pod względem eksterieru jak i charakteru. Ja osobiście jestem wrogiem kupowania takich szczeniąt [kupowanie ich napędza rynek "producentów!], ten trafił do mnie jako prawie trzylatek, po ciężkich przejściach, alternatywą było uśpienie, albo schronisko, w którym by nie przeżył.
                        • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 12:52
                          o matko, to juz 30 lat? wydawało mi sie że to tak niedawno...
                      • b-b1 Re: małe psy.... 20.10.15, 12:46
                        dziennik-niecodziennik napisała:

                        > > "golden bez papierów" [czyli wiem, pies w typie rasy, a nie rasowy!]
                        >
                        > to niekoniecznie to samo smile nie tak dawno nawet w bardzo rasowym miocie papiery
                        > dostawało tylko bodajże pięc pierwszych szczeniaków, jak bylo wiecej to sorry
                        > Gregorry smile
                        >

                        Błagam....to mit stworzony na potrzeby pseuduchów. Tak się mówiło lata temu, chcąc uzyskać jak najwyższą cenę za szczeniaka w typie rasy-że szósty, że óśmy, że ostatni i nie dostał...
                        Wszystkie szczeniaki po rodowodowych rodzicach(pod warunkiem, że matka i ojciec mają zaliczone wszystkie konieczne wystawy) dostają metryki-WSZYSTKIE-nawet te z wadami-niehodowlane-wtedy jest wpis-rasowy/rodowodowy-niehodowlany.
                        • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 12:53
                          ok, ok, nie znam się, nie bede sie wykłócac, jak najbardziej dopuszczam mozliwosc ze to ściema była czy cos smile
                          • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 12:54
                            no ale to nie wiem, był ten przepis czy nie był?
                            zreszta, niewazne smile grunt że (juz) go nie ma smile
                            • b-b1 Re: małe psy.... 20.10.15, 12:57
                              dziennik-niecodziennik napisała:

                              > no ale to nie wiem, był ten przepis czy nie był?
                              > zreszta, niewazne smile grunt że (juz) go nie ma smile
                              >

                              Nie było big_grin nie ma i podejrzewam, że nigdy nie będzie nawet jak miot liczy 16 szczeniaków big_grin
                              • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 13:03
                                Przepis był, obowiązywał w Polsce Ludowej. Zlikwidowano go, o ile się nie mylę, pod koniec lat 80, albo na początku 90. Niezależnie od tego, minęło ponad 30 lat i NIE MA MOŻLIWOŚCI, by obecnie szczenię z rodowodowego miotu nie otrzymało metryczki! Może być z wpisem "niehodowlany", ale dokument jako taki otrzymuje każdy szczeniak.
                                • b-b1 Re: małe psy.... 20.10.15, 13:21
                                  vi_san napisała:

                                  > Przepis był, obowiązywał w Polsce Ludowej. Zlikwidowano go, o ile się nie mylę,
                                  > pod koniec lat 80, albo na początku 90. Niezależnie od tego, minęło ponad 30 l
                                  > at i NIE MA MOŻLIWOŚCI, by obecnie szczenię z rodowodowego miotu nie otrzymało
                                  > metryczki! Może być z wpisem "niehodowlany", ale dokument jako taki otrzymuje k
                                  > ażdy szczeniak.
                                  >

                                  Nigdy nie spotkałam żadnej wzmianki na ten temat-możesz podać jakieś źródło? (bez złośliwości-z ciekawości)
                                  • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 13:35
                                    "W kwestii psich rodowodów mitem jest np. to, że tylko kilka pierwszych szczeniąt z miotu otrzymuje ten dokument. Przecież od 1992 r. obowiązuje przepis, w myśl którego szczenięta w miocie po selekcji dostają metryczki uprawniające do późniejszego wystawienia im rodowodu. Szczenięta uzyskują też odpowiedni tatuaż (na wewnętrznej stronie ucha lub na brzuchu), który musi znaleźć się również w jego dokumentach."
                                    To ze strony "naszpies.com.pl/index.php?/tutorials/article/93-fakty-i-mity-na-temat-rodowodu-u-psow-%E2%80%93-czy-wiesz-ze-kupujac-psa-rasowego-mozna-byc-oszukanym-sprawdz-jak-powinien-wygladac-wlasciwy-rodowod-twojego-psa/"
                                    Więc przepis BYŁ, funkcjonował, do 1992 roku. Od tamtej pory WSZYSTKIE szczenięta ze zgłoszonego miotu dostają metrykę, która jest podstawą do wyrobienia rodowodu.
                                    • b-b1 Re: małe psy.... 20.10.15, 18:01
                                      vi_san napisała:

                                      > "W kwestii psich rodowodów mitem jest np. to, że tylko kilka pierwszych szczeni
                                      > ąt z miotu otrzymuje ten dokument. Przecież od 1992 r. obowiązuje przepis, w my
                                      > śl którego szczenięta w miocie po selekcji dostają metryczki uprawniające do pó
                                      > źniejszego wystawienia im rodowodu. Szczenięta uzyskują też odpowiedni tatuaż (
                                      > na wewnętrznej stronie ucha lub na brzuchu), który musi znaleźć się również w j
                                      > ego dokumentach."
                                      > To ze strony "naszpies.com.pl/index.php?/tutorials/article/93-fakty-i-mity-na-temat-rodowodu-u-psow-%E2%80%93-czy-wiesz-ze-kupujac-psa-rasowego-mozna-byc-oszukanym-sprawdz-jak-powinien-wygladac-wlasciwy-rodowod-twojego-psa/"
                                      > Więc przepis BYŁ, funkcjonował, do 1992 roku. Od tamtej pory WSZYSTKIE szczenię
                                      > ta ze zgłoszonego miotu dostają metrykę, która jest podstawą do wyrobienia rodo
                                      > wodu.
                                      >

                                      Z artykułu tylko wynika że od """"1992r szczenięta w miocie po selekcji dostają metryczki uprawniające do późniejszego wystawienia im rodowodu"""" -ale nie ma wzmianki o tym, co było wcześniej.
                                      Jest to ogólnikowe zdanie bez podkreślenia WSZYSTKIE, co by sugerowało, że wcześniej nie wszystkie dostawały.
                                      • heca7 Re: małe psy.... 20.10.15, 20:12
                                        Nie ma już tatuażu. Są chipy. Moja ę a buldozka z przydomkiem dłuższym niż jej ciało wink ma tylko chipa. Najpierw były na brzuchu potem w uchu a potem wrocili na brzuch. Obecnie na szczęście już tego nie ma.
                                      • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 21:00
                                        "do roku 1992 obowiązywał z ZKwP przepis, według którego rodowód otrzymywało tylko 6 szczeniąt w miocie (nigdy nie było to 4). Miał on na celu zapobiegać nadmiernemu wycieńczaniu suki odchowywaniem miotu (czyli nadliczbowe szczeniaki miały być zapewne humanitarnie "utylizowane"" - ze strony www.dogomania.com Zresztą tak mi się przypomniało - oglądałaś może "Przygody psa Cywila"? Serial taki był, milicyjny zasadniczo. W pierwszym odcinku właśnie suka milicyjna rodzi o jedno szczenię za dużo i piesek ma być uśpiony [funkcjonariuszowi robi się go żal, "kradnie" psiaka i daje "na wychowanie" na wieś. Ów uratowany psiak - to właśnie tytułowy bohater.
                                        • asia_i_p Re: małe psy.... 22.10.15, 09:01
                                          To prawda, moja jamniczka była ostatnia z miotu i miała być uśpiona, znajoma zabrała ją od matki i wychowała, potem musiała oddać, bo męża jej po wylewie sparaliżowało i nie była w stanie tego ogarnąć, w ten sposób pies trafił do nas.
                    • default Re: małe psy.... 20.10.15, 12:51
                      vi_san napisała:
                      > A jeśli przechodzień ma psa [na smyczy] bądź okazuje strach?

                      Napisałam, że najczęściej zmieniam kierunek, żeby spotkania uniknąć - chyba że jest to pies, z którym już się znamy. W sytuacjach zaskoczenia (np. ktoś z psem pojawia się nagle z krzaków tuż przede mną) - moje psy zachowują się tak, jak już powyżej napisałam. Jedna czasem wyskoczy z krótkim "hau!" - po czym odskakuje i czeka na reakcję - jeśli obcy pies wyrazi chęć pokojowego zapoznania się, to podchodzi już z machaniem ogonem (jest towarzyska, lubi zachęcać inne psy do wspólnej zabawy), jeśli nie bardzo - odbiega na bezpieczną odległość.
                      Co do brania na smycz wobec zagrożenia atakiem ze strony innego psa - no, sorry, ale chyba jednak większe szanse ma pies nieuwiązany - przynajmniej może uciekać, a ja w tym czasie mogę zająć się zastopowaniem agresora.
                      A ludzi "bojących" nauczyłam się rozróżniać z daleka smile Bez pudła wiem, kiedy powinnam psy uwiązać, a kiedy zbliża się ktoś lubiący psy.
                      • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 13:11
                        Czyli oceniając [jest konieczność "zasmyczenia" czy nie] bazujesz li tylko na własnym odczuciu? A jeśli ktoś ma inne odczucia, albo umie nie okazywać strachu ale go odczuwa? Sorry, ale raczej mnie nie przekonasz - moim obowiązkiem jako właściciela psa jest na widok kogoś obcego mieć nad psem kontrolę.
                        Pominę już to, że twoja sunia zmieniła swoje zachowania w toku tej dyskusji! Wczoraj o 13:16 "Mańka ma czasem zapędy do ujadania i doskakiwania", a dziś o 12:51 [niespełna 24 godziny później!] już tylko "czasem wyskoczy z krótkim "hau!""... No to albo ma tendencję do doskakiwania i ujadania, albo zachęcając do zabawy bywa że szczeknie. Bo jedno nijak się ma do drugiego...
                        • default Re: małe psy.... 20.10.15, 13:36
                          Czy hau, czy ujadanie (czyli kilka hau) to na jedno wychodzi. Napisałam, że do mnie wraca, gdy ją zawołam. Efekt się liczy, a efekt jest taki, że nie miewam spotkań psio-psich czy psio-ludzkich o dramatycznym przebiegu.
                          I wcale Cię nie chcę do niczego przekonywać - masz dużego psa i mieszkasz w mieście, siłą rzeczy masz inne nawyki i doświadczenia niż ja, spacerująca po bezludnym lesie czy łące.
                          • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 13:58
                            Wybacz, ale jest różnica między nawet kilkakrotnym "Hau" a ujadaniem z doskakiwaniem! Efekt się liczy, a jak na razie efekt jest taki, że nie trafiłaś na psa z problemami. Jak raz trafisz, to efekt będzie nieco odmienny od planowanego przez ciebie. Ot i tyle.
                            • default Re: małe psy.... 20.10.15, 14:34
                              Owszem, trafiam na psy "z problemami", oto przykłady z kilku miesięcy: psy mieszkające na terenie osrodka jeździeckiego, po zamknięciu wypuszczane z kojca, latają po terenie, czasem udaje im się przejść pod siatką, wyskakują z jazgotem i zębiskami. Pies, którego pani nie upillnowała na posesji, wybiegł, doskoczył do moich. Agresywny ON, bywał na spacerach luzem (już nie bywa, może się wyprowadził). Samotny amstaff o bandyckim wyglądzie uparcie idący za nami kilkaset metrów z miną nie wróżącą nic dobrego.
                              Oczywiście ja nie zakładam, że NIGDY nie spotkam psa-mordercy wink, ale jak spotkam to akurat fakt czy wtedy będę miała swoje psy na smyczy czy luzem nie będzie miał znaczenia.
                              • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 14:54
                                I to jest powód dla którego nie mówię, że TY powinnaś swoje psy trzymać na smyczy, a że WSZYSCY właściciele psów powinni je kontrolować.
                                Na marginesie: poza psem Baskerville'ów nie spotkałam nigdy psa - mordercy. Chodzi mi o sytuację "co by było gdyby..." : mój Sento takie właśnie doskakiwanie z ujadaniem traktował jako atak. I odpowiadał atakiem. Zwykle udawało mi się go powstrzymać, ale co się naklęłam na idiotki puszczające Pimpusia luzem i drące japę z daleka "On tylko szczeka!" to nie policzę. A wygląd miał najniewinniejszy pod słońcem - biszkoptowo - kremowy golden! Tyle, że ja [przewidując właśnie takie bezmózgie pańcie] wyprowadzałam go zawsze na smyczy i w kagańcu. Ale właśnie na takiego Sento mogłaby się twoja Mańka naciąć w bardzo przykry sposób - ona by "tylko" doskoczyła z ujadaniem [w celu towarzyskim], a on odebrałby to jako atak i przeszorował nią ulicę... Bo nic bardziej mylnego niż łagodny i miły wygląd.
                                Na marginesie - mam świadomość, że w przeważającej mierze to była kwestia zachowania jego pierwszych właścicieli, których bawił, póki był szczeniątkiem, a potem zafundowali mu gehennę. Ale ty, idąc ze swoimi psami, nie wiesz co się dzieje w głowie psa idącego z naprzeciwka, nie wiesz jakie miał koleje losu i co przeszedł. Plus [niestety] trzeba się liczyć z tym, że nie każdy mając psa pod opieką pilnuje go i stara się przeciwdziałać ewentualnym zachowaniom nagannym.
                                • default Re: małe psy.... 20.10.15, 15:18
                                  E, nie dogoniłby jej, ona ma dobre chody wink Poza tym chyba jednak Twój golden ma względy dla pań i suki nie pogryzie ?
                                  • alpha.sierra Re: małe psy.... 20.10.15, 16:16
                                    Tego nigdy nie wiesz, poza tym w wyścigu Twój pies : Golden, postawiłabym na Goldena.
                                  • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 17:46
                                    Po pierwsze: chody miał dobre, zwłaszcza, jeśli poczuł się zaatakowany.
                                    Po drugie: w chwili strachu i odpowiedzi na "atak" nie przebierał czy pan czy pani - jechał "pa wsiech".
                                    Po trzecie wreszcie: Sento od dziesięciu lat czeka na mnie na tęczowym moście... A obecny, owczarek niemiecki [z metryka hodowlaną] ma kryształowy charakter i małe wrzaskliwce ignoruje z wyższością. smile
      • vi_san Re: małe psy.... 19.10.15, 14:30
        Piszę z punktu widzenia posiadaczki dużego psa. Owczarka niemieckiego. Mój futrzak jest spokojny, nie zaczepia, nie warczy, nie jeży się, ignoruje zarówno przechodniów, rowerzystów, pijaczków, listonoszów, wózki dziecięce, inne psy... I by daleko nie szukać - w sąsiedniej klatce mieszak paniusia z trzema yorkami - piesek i dwie suczki. Oczywiście wychodzą bez smyczy, bo to takie maleństwa, nieprawdaż. Tymczasem ten jej yorczek ma fioła - atakuje KAŻDEGO większego psa w zasięgu wzroku. Atakuje, nie obszczekuje! Rzuca się z zębami! Fakt, krzywdy zbytnio nie zrobi, bo kurdupel, ale jak wyjaśnić durnej właścicielce, że jak raz kiedyś mój ONek się wnerwi, to z jej medalisty zostanie kupka kłaków? Tym bardziej, że agresję okazuje nie tylko wobec mojego [mocno starszego i bardzo spokojnego] wielgusa, ale KAŻDEGO, w tym dwuletniego wyżła mieszkającego piętro nade mną, którego pan poluje - ciekawe, kiedy nie uda się upilnować i wyżeł potraktuje yorka jak zwierzynę do aportu? I kto będzie winny? Dodam, że zarówno ów wyżeł jak i mój owczarek wychodzą na smyczach i nie ma opcji, żeby same sobie pohasały pod blokiem.
        • olinka20 Re: małe psy.... 19.10.15, 14:35
          Kup sobie psikawke na wode, jak jorczek sie zblizy to psiiiik w nosek, moze sie nauczy wink
          Moj pies i koty odpuszczają debilne pomysły jak tylko zobacza, ze biore psikawke do ręki wink
          • vi_san Re: małe psy.... 19.10.15, 15:06
            Zasadniczo jak na razie nie doszło do tragedii w sumie nie wiem czemu. Bo idiotka [podkreślam: nie pies głupi, tylko pańcia!] wychodzi z nim przed blok, staje przed wejściem [pod daszkiem] i pakuje nochal w gazetkę albo telefon, a piesio biega gdzie chce... A chce różnie. Nie daj Bóg zobaczy, że z sąsiedniej klatki wychodzę w psem, albo też sąsiad z góry wyprowadza swojego wyżła już cały nastroszony leci i doskakuje. A pańcia tylko nie podnosząc pustego łba "Apis, do mnie!" co piesio ma radośnie w odwłoku... Zasadniczo ja się o tyle nie obawiam, że mój p0ies jest nauczony, że przed wyjściem z klatki schodowej siada i czeka, ja otwieram drzwi, wychodzę i dopiero na moje pozwolenie - wychodzi on. Nie, nauka nie spowodowana idiotką od yorków! wink Ale w związku z tym zawsze widzę tą babę wcześniej i mam szanse zareagować. Co i tak nijak się ma do tego, że jej piesek jest niewychowany, agresywny i delikatnie mówiąc upierdliwy.
      • alpha.sierra Re: małe psy.... 19.10.15, 15:45
        Default, to że pies się jeży i warczy bynajmniej nie świadczy o agresji. Jakby był agresywny, to autorka pewnie nawet nie byłaby w stanie go utrzymać. Jest wkurzony, to stawia z automatu futro (psy stawiają futro jak są pobudzone, nie świadczy to o zamiarze ataku). Warczeniem daje znać "stary, nie podchodź". Z tego co autorka opisuje, to ma naprawdę przyzwoicie ułożonego i stabilnego psa.
        • default Re: małe psy.... 20.10.15, 09:48
          alpha.sierra napisała:

          > Default, to że pies się jeży i warczy bynajmniej nie świadczy o agresji

          Nie, skądże.... wink
          Psy warczą i się jeżą w przyjacielskich zamiarach.
          • alpha.sierra Re: małe psy.... 20.10.15, 11:16
            Akurat postawienie sierści może się pojawić jako reakcja na lubianego psa - bo jest to oznaką ekscytacji, a nie agresji. Warczenie u rotka autorki raczej było ostrzegawcze - normalny pies po czymś takim odejdzie od warczącego, bo normalnie ułożone i stabilne psychicznie psy unikają konfrontacji. Ogólnie w zachowaniu rotka autorki nie ma grama agresji - chłopak nawet smyczy nie napiął, nie zamierzał atakować i dawał sygnały, żeby uniknąć bójki.
            • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 11:35
              moj nawet nie warczał. mój tylko zastygł. tak jest nauczony - stac i obserwowac zagrożenie (żywe - przed samochodami nie chojraczy).
              a ze sie najeża - no cóż, jak piszesz - to troche tak jakbym chciala powstrzymać gęsią skórkę...
            • 3-mamuska Re: małe psy.... 20.10.15, 14:20
              Akurat postawienie sierści może się pojawić jako reakcja na lubianego psa - bo jest to oznaką ekscytacji, a nie agresji.


              Hehe to moj labek tak ma, bawi sie ze swoją psia przyjaciółka i najeżony jakby miał ja zaraz zjeść.
              Jeży sie tez kiedy osacza go gromada psów sąsiada ma ich 6, on wykazuje uległość ,a mimo to od głowy do ogona najeżony.
              • alpha.sierra Re: małe psy.... 20.10.15, 16:23
                Mój pół labek, pół skundlony ONEK też tak ma. Przy nowym psie zawsze stawia irokeza, pomimo tego że jest to pies sam z siebie niewykazujący agresji i jak na swoją przeszłość - bardzo zrównoważony. I kocha każdego psa, który nie pokazuje mu agresji smile. Mój drugi pies (szwajcaro-labko-chyba-chart) się nie jeży wcale (może dlatego że ten akurat jest pozytywnie postrzelony i podjarany non stop) big_grin.
    • heca7 Re: małe psy.... 19.10.15, 12:20
      A jak ktoś ma małe psy i duże na raz to jest głupi czy mądry? tongue_out Bo ja tak miałam przez 11 lat ale potem bokserka mi zawału dostała i zgłupiałam bo zostałam tylko z yorką suspicious Potem zmądrzałam bo yorkę musiałam uśpić ( 13 stycznia tego roku) w wieku 14 lat sad Ale od września znowu jestem głupia bo mam suczkę buldożkę francuską. I teraz pytanie- ona ma ważyć 8 kg to ja wtedy zmądrzeję czy nadal będę głupia?
      A mało tu było wątków o głupich i nieodpowiedzialnych wyjątkowo właścicielach wielkich psów? Mały może mnie ewentualnie pogryźć do kolana- wielki prowadzony przez staruszkę (był taki temat) albo dziecko mnie zagryzie sad
      Trafiłaś na infantylną babkę , która traktuje pieska jak swoje dziecko , może zdziwaczała na starość a nastolatka? Też jeszcze nieodpowiedzialna.
      • vi_san Re: małe psy.... 19.10.15, 20:16
        Jeśli właściciel ma objętość mózgowia większą niż jego ratlerek - to ok. big_grin
        I zasadniczo ŻADEN pies, ani taki do kolan, ani taki do pasa nie powinien stanowić zagrożenia ani dążyć do niechcianego kontaktu. I nijakiego znaczenia nie ma czy to ufarbowany na różowo maltańczyk wyfiokowanej paniusi, czy pittbull ABSa [ABS = absolutny brak szyi], czy kundelek babuni czy owczarek niemiecki pana koło 40... Wielkość psa nie ma tu nic do rzeczy. Malutki jamniczek też może boleśnie uciąć w kostkę, a jeśli właściciel się zmyje i nie będzie pewności czy szczepiony to czeka seria zastrzyków - i cóż z tego, że on malutki?
    • edelstein Re: małe psy.... 19.10.15, 12:34
      Nie obraze sie na ciebie,bo cie lubietongue_out co prawda Wlascicielka szczurka nie jestem,ale ze wzgledu na ekhm male zainteresowanie tymze szczurkiem wlascicielki dosc czesto robie za jego pania.No dobra codziennie robie.Wyprowadzam,daje jesc,pic,kapie,przytulam itd.ten szczurek z powodu niklego zainteresowania po pierwszym zachwycie poczatkowo swoje zycie spedzal w ogrodzie,czasem go wyprowadzono.Z tego wzgledu to boidoopa jakich malo,wszelkie psy omija szerokim lukiem,nie szczeka.Aktualnie próbuje go przekonac,,ze nikt go nie zezre i nie musi zwiewac.To jest orka na ugorze.Tak wiec ekhm generalizujesz.Niestety jaki jest pies zalezy od wlasciciela.Glupi i madrzy sa w obu grupach.Fajnie gdyby wyprowadzono prawa jazdy na psa,bo niestety tak jak wlascicielki tego szczurka lubie tak i uwazam,ze do posiadania psa sie nie nadaje.
      • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 19.10.15, 13:03
        nie no, wiem ze generalizuję, ale zaznaczyłam na poczatku ze "nie wszyscy" i Ty nalezysz do chlubnych wyjątków smile
    • melancho_lia Re: małe psy.... 19.10.15, 12:38
      Coś w tym jest. Idę kiedyś chodnikiem, z naprzeciwka idzie facet z trzema pchłami koło nóg (takie małe cosie ze sterczacym futrem i wylupiastymi oczami- pewnie mega rasowe wink ). Jeden z nich rusza w moja stronę i zaczyna się dosuwać. Facet nic. No to mówię czy może zabrać pupilka, to gapi się na mnie i mówi ze przeciez piesio nic nie zrobi. Nie wiem czy nie zrobi, ale nie mam ochoty na dodatkowe szczepienia jak mnie jednak piesio dziabnie. To mowie facetowi ze jak pieska nie zabierze to jeszcze zwierzaka rozdepczę bo mały i pod nogami lata to się oburzył na całego ale łaskawie dziamgota zabrał.
      Innym razem widzę pańcię z piesuniem który sra centralnie na chodniku. Pani sie oddala nie sprzątając a na zwrocona uwagę stwierdza ze zdziwieniem "ale przecież on jest mały!"...
    • landora Re: małe psy.... 19.10.15, 12:49
      Miałam małego psa, kundelka, coś podobnego do szpica niemieckiego. Był to jeden z najmądrzejszych psów, jakie znałam, uczył się w lot wszystkiego (także tego, czego wcale nie powinien tongue_out). Na inne psy na spacerach nie zwracał uwagi - ani nie chciał walczyć, ani się bawić. Dwa razy zdarzyło mi się, że mój pies został zaatakowany przez znacznie większe psy, które genialni właściciele wyprowadzali na spacer bez smyczy i kagańca. Raz z kolei mnie napadł wielki pies, który wyczuł, że moja suka ma cieczkę. Suka była w domu, a ja się od psa nie mogłam opędzić. Właściciele puszczali go luzem po osiedlu.
      Ale ja jakoś nie wyciągam z tego wniosków, że wszyscy właściciele dużych psów to idioci, a duże psy są głupie.
    • madzioreck Re: małe psy.... 19.10.15, 12:59
      Małe psy nie są głupiutkie, tylko trafiają do głupiutkich ludzi, którzy uważają, że mały piesek = mały problem. Małych psów się więc nie szkoli, nie układa, no bo mały. I to są właśnie efekty.
      Ale gorzej bywa, jak głupiutki właściciel bierze dużego psa, co ogromny rottweiler wyprawiał z moją mikrej postury przyjaciółką z liceum, to ludzkie pojęcie przechodzi. Pies nie był głupi, wyczuwał czy opiekun jest stanowczy, czy ciapowaty jak moja przyjaciółka, potrafił być posłuszny nawet wobec osoby spoza rodziny, jeśli wykazywała odpowiednią postawę, i radośnie olewać moją przyjaciółkę, która tylko piszczała cienkim głosikiem, żeby Azorek się uspokoił, jadąc za nim na butach po śniegu. Albo po betonie, kiedy śniegu nie było. Jej spacery z tym psem to było po prostu coś nie do opisania. A mimo tego rodzice radośnie ją z tym psem wypuszczali, choć z rodziny słuchał tylko ojca.
    • princy-mincy Re: małe psy.... 19.10.15, 13:04
      My mielismy kiedys takiego malego psa, ktory probowal sie rzucac na wszystkie psy z okolicy, im wieksze tym wiekszy atak tego naszego kurdupla, bo mu sie wydawalo, ze jest alfa.

      Nigdy nie spuszczalismy go ze smyczy (co prawda mial automatyczna, wiec mozna bylo go puscic na wiekszy dystans jak nie bylo nikogo w okolicy), bo balismy sie, ze wpakuje sie na duzego psa i sie na niego rzuci i atakowany zwyczajnie sie bedzie bronil.
      Co ja sie nasluchalam od innych psiarzy, ze przesadzam, ze taki maly to na pewno nikomu nic nie zrobi, ze duzy pies nawet na niego nei spojrzy..
      No, nie spojrzalby duzy, gdyby ten moj maly sie na niego nie probowal rzucac z jazgotem.
      Niektorzy jednak nie maja wyobrazni i mysla, ze wszystkie male pieski to tylko do glaskania i miziania.
    • olinka20 Re: małe psy.... 19.10.15, 13:12
      Ja cie troszke rozumiem.
      Co prawda mam małego ( hmmmm sredniego? psa, pudel sredni, ale anorektyk wink wazy niecałe 8 kg), ale moj pies kocha wszystkie psy, małe duze, stare i młode, suczki i pieski i nie rozumie jak inny pies rzuca sie na niego z agresją. W tym małym mozdzku takie procesy jak agresja do psa nie istnieje wink
      Natomiast moja siostra ma bokseroamstafacos, koło 30 kg i faktycznie raz na jakis czas wyprowadzam go. rzadko bo rzadko, ale zdarza sie.
      I psy w typie york, cziłała itd potrafią doskoczyc do pęcin. Ale ja nie mam tyle cierpliwosci co ty i odd razu popuszcza smycz, ostrzegając, ze pieska nie utrzymam ( co jest kłamstwem, moze posturą nie grzesze, ale pies jest maksymalnie posłuszny, lekko trące smycz i juz jest przy nodze, ale własciciele agresorków o tym nie wiedzą). I praktycznie w 100% przypadkow poburczą pod nosem, poburczą, ale jakos pieska na rączzki da sie wziąc i isc.
      • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 19.10.15, 13:14
        znam Twojego pundla, znam - z magla wink koty go zsocjalizowały smile
        • olinka20 Re: małe psy.... 19.10.15, 13:26
          Nieee, on zawsze był taki łagodny do innych psów, tego 30 kg mojej siostry to wychowywał od malentaska, ktory miescił sie na jednej dłoni ( to podrzutek ,siora przywlokła, wychowała i ma).
          B. zabawne było obserwowac jak moj mały ustawiał juz dorosłego psiura, ktory go słuchał i poddawał sie, pokazując uległosc.
          A koty moze troche swoją drogą wink
          • nelamela Re: małe psy.... 19.10.15, 14:15
            Wczorajszy wieczór.Wracam z ostatniego wieczornego spaceru z moim owczarkiem.Pies na smyczy,bo pada i jest mokro a ja przed klatką wycieram mu łapy.Nagle nie wiadomo skąd pojawia się coś małego kudłatego i dziamgocze.Mój pies baaardzo spokojny w stosunku do innych psów tylko się przygląda.Nagle słyszę w oddali głos właścicielki-proszę się nie bać ona ma kaganiec wink. Odpowiadam pani: tym gorzej dla niej.Suka autentycznie startowała do mojego.Na szczęście moje psisko bardzo wyrozumiałe i tylko yorków nie znosi.Pani zauważa mojego psa i dopiero bierze swojego na smycz.A gdyby mój zaatakował(co powinno być normalną koleją rzeczy) to oczywiście ten duży pies taaaki zły.Pozdrawiam.
    • sanrio duże psy... 19.10.15, 14:53
      w przeciwwadze: chadzam z moim spanielem zawsze w to samo miejsce na jedynkę i w drugie, też zawsze to samo, na dwójkę. Spaniel jest głuchy, brak mu orientacji ale jest bardzo przyjacielski i nigdy na żadnego (małego czy dużego) psa nawet nie warknął. Dwa razy ostatnimi czasy zdarzyło się, że paniusie z agresywnymi bydlętami (mutant a'la bokser i coś w typie owczarka) wdały się w niemniej agresywną polemikę ze mną, kiedy prosiłam żeby trzymały krótko swoje bydlęta, gdyż są agresywne. Jeden z nich rzucił się na mojego psa jak przechodziliśmy obok, a pies miał czelność spojrzeć w stronę bydlęcia uwiązanego do płotu. Smyczka się odwiązała i bydlę zaczęło gryźć mojego, a ja spanikowana nie wiedziałam czy ratować psa czy siebie. Drugie bydlę rzuciło się wczoraj mimo, że pańcia trzymała na nierozwijanej smyczy i dodatkowo zostałam tak zbluzgana jak nigdy w życiu.
      Mam serdecznie dość tych bydląt i ich porąbanych właścicieli, chyba zacznę nosić ze sobą jakiś gaz. Oczywiście bydlęta zero kagańców.
    • kochanaurwiska13 Re: małe psy.... 19.10.15, 14:58
      Autorko wątku,jak ja cię świetnie rozumiem!
      Musiałam powiedzieć ostatnio jednej paniusi,że jak nie zabierze w tej chwili swojego małego drącego mordę pieska,to ja za swojego nie odpowiadam. Mojemu nic się nie stanie,a swojego będzie zbierała z chodnika.
      Nie wiem,że właściciele małych psów tego nie rozumieją.
      I uwaga rasa,którą posiadam to nieagresywny labrador,ale nawet jego takie małe gówna potrafią wyprowadzić z równowagi.
      Po paru akcjach,które mieliśmy z udziałem małych agresywnych piesków,wszystkie teraz omijam szerokim łukiem.
      • 3-mamuska Re: małe psy.... 19.10.15, 16:09
        Jamnik naszego sąsiada złe skończył, po tym jak wdarł sie do nas na podwórko.
        Nie było szans na uratowanie.
        Gryzł naszego po tylnich latach i kilka razy doskoczył i ugryzl w jajka gdy wychodziliśmy na spacery na smyczy.
        Sąsiedzi nie maja ogrodzenia, psy biegały na ulicy przed domem łapiąc rowerzystów za nogawki, nie raz dziecko ze strachu upadło uciekając.
        Bo one malutkie niby nic nie zrobia ,ale bronia terenu, i goniły ludzi. Nie raz drapał czy ugryzł kogoś, niby nic wielkiego bo psina mała.
        Ale jazgot i nerwów było.


        Wlasnie właściwie małych psów nie robia nic ,nie uczą nie wychowują ,bo one małe wiec nawet jak ugryzie to dużej krzywdy nie zrobi w porównaniu z dużym psem.
        I stad takie głupie sytuacje.
        Bo im sie wydaje ze sa nieszkodliwe
        -----------------

        Życie ma ty­le ko­lorów, ile pot­ra­fisz w nim dostrzec.
    • kozica111 Re: małe psy.... 19.10.15, 16:15
      Hehee, jako była właścicielka dużego psa rozumiem twój ból.Mój pies był o tyle lepszy że małych nie ruszał tylko je strzepywał bo zazwyczaj zawisały mu gdzieś na kufie, atakował tylko duże zaczepiające.Na twoim miejscu założyłabym psu kaganiec i wyluzowała, najwyżej je trochę przeturla, zresztą pies bez smyczy zazwyczaj zachowuje sie bardziej stonowanie.
    • alsk9 Re: małe psy.... 19.10.15, 16:37
      Moi znajomi mają jamniczkę, która jazgocze na duże psy. Dolatuje do nich, strasznie bojowa, a niech się taki duży odwróci do niej albo nie daj bosze trąci ją nosem, to od razu przewraca się na grzbiet i wydaje z siebie przeraźliwe kwiki jakby ja zarzynali i żywcem ze skóry obdzierali. Najpierw zaczepia, a później odstawia wyreżyserowany cyrk "panie ratuj bo mnie złe psy mordują!!!" . Kiedyś na wakacjach dobrała się do super-łagodnego psa z sąsiedztwa, wlazła cichaczem na jego teren a zaraz potem histeria i larum "ratujcie bo umieram!" , tamten pies chciał się pobawić jak już towarzystwo przyszło samo i zdziwiony niezmiernie był co ten mały szczurek wyrabia.
      Znajomi wiedzą, że mają za psa wariatkę, więc trzymają ją na smyczy w pobliżu innych psów, a jak się trzeba minąc na wąskiej ścieżce to biorą na ręce.
    • woman_in_love nie masz nordic kija pod ręką? zamachnij się 19.10.15, 17:17
      raz i będzie spokój
    • zofijkamyjka Re: małe psy.... 19.10.15, 18:34
      jak ktoś ma psa agresywnych ras to jego problem żeby psa przypilnować. Mały psiak nawet jak jazgocze to krzywdy wielkiej nie zrobi nikomu.
      • 3-mamuska Re: małe psy.... 19.10.15, 18:48

        zofijkamyjka napisała:

        > jak ktoś ma psa agresywnych ras to jego problem żeby psa przypilnować. Mały psi
        > ak nawet jak jazgocze to krzywdy wielkiej nie zrobi nikomu.

        Boże co za bzdura...
        Tak krzywdy nie zrobi tylko podgryza i duży pies ma prawo sie bronić.
        Nie raz jeszcze u rodzinki na wsi takie psy dolatują do ludzi od tylu (bo bardziej odważne) i gryza w nogi. Nie nic nie robia.
        A duży chodzący bez smyczy i kagańca nie dotykający niego zajęty własnymi sprawami, to postrach i pretensje.
        Chyba masz w domu takiego szczekającego szczura.
        Agresja wykazują sie wlasnie małe pimpusie. No sa nieszkolone, niewychowane ,rozpieszczane bo ludzie robia sobie z nich maskotki.
        I kto tu jest agresywny.
        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 09:02
          3-mamuska napisała:


          > Chyba masz w domu takiego szczekającego szczura.

          mam małego psa ale jest akurat raczej strachliwy i bardzo grzeczny więc napewno do nikogo nie podbiega ani nie jazgocze. Ja mam akurat złe doświadczenia z dużymi psami puszczanymi luźno, które "tylko chcą się bawić".
      • vi_san Re: małe psy.... 19.10.15, 18:59
        Cóż, nic nie zrobi? Ciekawe, czy tak samo byś mówiła, gdyby cię taki malutki piesiunio dziabnął w kostkę? Najlepiej jeszcze, żeby właściciel nawiał spokojnie. Może jakbyś zaliczyła serię zastrzyków [bo nie wiesz czy pies nie był szczepiony!] to byś się powstrzymała od głupot!
        Mały psiak jest tak samo psem i tak samo należy go wychować i pilnować.
        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 09:04
          vi_san napisała:

          > Cóż, nic nie zrobi? Ciekawe, czy tak samo byś mówiła, gdyby cię taki malutki pi
          > esiunio dziabnął w kostkę?

          a wiesz wolałabym żeby mnie dziabnął mały psiak niż duzy rotwailer smile Duże psy stanowią duzo wieksze zagrożenie i to jest problem ich właścicieli.
          • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 09:38
            Po pierwsze: mały psiak np wobec dziecka może równie dużo jak duży [w rodzinie sąsiadów jest chłopiec, któremu gdy miał trzy lata buzię poszarpał ... zazdrosny foksterierek jego dziadków! Blizny zostaną na zawsze...], po drugie: niezależnie od wielkości, rasy i charakteru - obowiązkiem właściciela psa jest jego dopilnowanie tak, by nikomu postronnemu nie wadził.
            • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 13:10
              vi_san napisała:

              > Po pierwsze: mały psiak np wobec dziecka może równie dużo jak duży
              > po drugie: niezależ
              > nie od wielkości, rasy i charakteru - obowiązkiem właściciela psa jest jego dop
              > ilnowanie tak, by nikomu postronnemu nie wadził.

              wadzenie a poważne zagrożenie to jednak dwie różne rzeczy.
              >
              • vi_san Re: małe psy.... 22.10.15, 10:09
                Zgadzam się, że "wadzenie" a poważne zagrożenie to dwie różne rzeczy. Zofijko. Przeczytaj powoli i ze zrozumieniem pierwszy post, założycielski. W tymże jest napisane wyraźnie, że duży pies [rottweiler], który zdecydowanie mógłby stanowić zagrożenie jest POD PEŁNĄ KONTROLĄ opiekuna, na smyczy i posłuszny. Małe pieski zaś nie muszą być pod kontrolą "bo to takie malutkie"! Poza tym z jakiej racji mam [jako właścicielka dużego psa] akceptować fakt, że jakiś kretyn nie wie co to smycz i jego Pimpuś doskakuje do mojego [spokojnego, zrównoważonego owczarka? I co, może czekać, aż ugryzie? Bo on taki malutki to krzywdy nie zrobi, nieprawdaż... Ale wyjaśnij mi proszę przystępnie: dlaczego mały psiuńcio, który się rzuca bądź wykazuje agresję [a o takich jest mowa w założycielskim poście!] ma mieć większe prawo do wolności i bycia niewychowanym niż mój duży pupil? A co do twego "mam małego psa ale jest akurat raczej strachliwy i bardzo grzeczny więc napewno do nikogo nie podbiega ani nie jazgocze" - nigdy nie wiesz na 100% jak się pies zachowa. I twoje stwierdzenie przypomina mi [głęboko znienawidzone] hasło "Pani się nie boi, on nigdy nikogo nie pogryzł!" - no i co, #%$%^%, z tego? Ja nie chcę być pierwsza. Nie wiesz, czy nie napotkasz kiedyś na spacerze czegoś, co w twojej suni [przyznaję, że zapewne na codzień spokojnej i łagodnej] obudzi instynkt "zabójcy! Tak jak w opisanej przeze mnie historii z dobermanką - ona była zawsze spokojna, łagodna, radosna, no, zero agresji, zaprzeczenie dobermana, a w chwili obłędnego bólu i strachu - ugryzła. I to ugryzła nie obcego, a osobę, którą znała "od zawsze", ukochaną panią! Czy to znaczy, że Bonita była psem agresywnym? I o to mi chodzi - nie wiesz, czy podczas spaceru [zwłaszcza w kontakcie z kimś obcym] nie zdarzy się coś, co twoją spokojną i ustępliwa psinę zamieni w bojową lwicę!
                Abstrahując już od tego, że przechodzień ma pełne prawo sobie nie życzyć, żeby obcy pies, niezależnie od gabarytów go zaczepiał. I nie musi tego nawet uzasadniać. I obowiązkiem właściciela psa jest zabezpieczyć psa tak, żeby nie wywoływał konfliktów.
                • default Re: małe psy.... 22.10.15, 10:28
                  Podawanie przykładu z ugryzieniem przez psa w szoku jako dowodu na to, że pies może ugryźć zawsze, każdego i w każdych okolicznościach, bo bestia w każdym z nich drzemie, to jest przegięcie. Mnie także ugryzł mój pies, bliznę na łydce mam na zawsze, ale to też było w szoku i niejako "przez pomyłkę" i ja w ogóle tego nie liczę jako pogryzienia wynikającego z agresji. Nawet w ludzkim prawie pobicie czy nawet zabicie kogoś w samoobronie nie jest karalne.
                  I w ogóle to przeginacie z tym chorobliwie ostrożnościowym podejściem do psów, psy zawsze z ludźmi były i żyły, można śmiało rzec, że są częścią społeczeństwa i nigdy nikomu tak nie przeszkadzały jak teraz. Nagle wszyscy się jacyś tacy delikatni zrobili.
                  No ale ja jestem stara i mam zeszłowieczne poglądy, więc nie znajdę zrozumienia.
                  • vi_san Re: małe psy.... 22.10.15, 10:56
                    Otóż nie, nie jest to przegięcie. Tylko dowód na to, że NIGDY nie można na 100% powiedzieć"mój pies nie gryzie". I, oczywiście, przykład drastyczny, ale spotkałam się już z sytuacjami kiedy np. "zawsze" spokojnego psa podrażnił zapach perfum, albo "coś mu się zmieniało" bo wyczuł suczkę z cieczką... I nie znaczy to, że w każdym psie drzemie bestia, ale nie należy zapominać, że mimo wszystko pies JEST drapieżnikiem. A co do faktu czy pogryzienie wynika ze strachu, agresji czy czegoś innego - jest mi kompletnie obojętne z czego wynika. Mogę sobie tłumaczyć strachem ugryzienie przez MOJEGO psa, ale guzik z pętelką mnie obchodzi, czy obcy pies rzuca się na mnie bo się boi czy bo jest agresywny, czy uważa, że weszłam na jego teren [jeśli teren jest "wspólny" typu chodnik - rozumiem psie prawo do pilnowania posesji]. I jeśliby np podczas spaceru spokojna i tchórzliwa sunia Zofijki mnie dziabnęła - podrażniona czymkolwiek] - to miałabym bardzo głęboko argumenty, że ona malutka i nigdy dotąd... Proste?
                    Nie mam chorobliwego podejścia do psów, od wielu lat w domu zawsze są cztery łapy [był nawet czas, kiedy łap było osiem], ale uważam, że ktoś, kto psów nie lubi ma pełne prawo czuć się przy moich pupilach bezpiecznie. I dlatego smycz jest OBOWIĄZKIEM. Poza tym sprawdź sobie przepisy gminy, w której mieszkasz: w Gdańsku przepis mówi wyraźnie - pies ma być albo na smyczy albo w kagańcu, z wyłączeniem ras z listy agresywnych, które poza wyznaczonymi "psimi ogródkami" obowiązuje zarówno smycz jak i kaganiec. Przy czym mający zdrowe podejście do życia właściciel wiedząc, że jego pupil miewa zachowania agresywne, sam z siebie, niezależnie od przepisów zadba, by pies był na smyczy i w kagańcu, niezależnie od rasy.
                    Na marginesie: ja też nie młoda, tylko wychowana przez rodziców tak, że moja wolność kończy się tam, gdzie się zaczyna wolność drugiego człowieka. Czyli ja mogę sobie mojego psa kochać, ale już inni nie mają tego obowiązku i MOIM obowiązkiem jest zapewnić "innym" spokojną i bezpieczną koegzystencję, również w przestrzeni wspólnej.
                    • default Re: małe psy.... 22.10.15, 15:15
                      > Poza tym sprawdź sobie przepisy gminy,

                      Dzięki za dobrą radę, ale chyba nie sądzisz, że będąc od x lat posiadaczką psów nie jestem na bieżąco z regulacjami w tym zakresie smile W mojej gminie pies może być i luzem i bez kagańca "na terenie mało uczęszczanym pod kontrolą właściciela". A - jak pisałam powyżej - tereny wokół mnie jak najbardziej zaliczają do mało uczęszczanych. Na tyle mało, że nawet gdy raz na jakiś czas kogoś zobaczę, to łatwiej i wygodniej mi go po prostu zmienić trasę i ominąć go wielkim łukiem niż zasmyczać po kolei wszystkie psy.
                      Co ciekawe (w kontekście tego co pisałaś przedtem, o osobach bojących się nieuwiązanych psów), zdarzyła mi się taka sytuacja, gdy pani, przed którą "umknęłam" ze ścieżki w zarośla, poleciała za mną dobre 50 m, dogoniła mnie i zaczęła właśnie w tym tonie pouczać, że ona się psów boi i sobie nie życzy by były luzem w jej obecności. To po kij za mną i za tymi psami leciała ? Mogła iść sobie dalej i z psami w ogóle się nie spotkać. No, ale nie miałaby szansy się powymądrzać wtedy wink
                      • vi_san Re: małe psy.... 22.10.15, 16:49
                        A to już inna kwestia - jeśli przepisy regulują tak a nie inaczej. Jak jest u mnie [w Gdańsku] napisałam. Obowiązuje albo smycz albo kaganiec, wobec psów z listy ras agresywnych - i smycz i kaganiec.
                        Nie odniosłaś się do końcówki mojego postu - moim jako właściciela obowiązkiem jest zapewnić spokojne i bezpieczne przebywanie w przestrzeni wspólnej mojemu psu i wszystkim innym. Na terenach "dzikich" jest to łatwe [np. mamy działkę, która leży kawałek od Gdańska i tam przepisy gminne mówią podobnie jak u ciebie], w mieście - dużo trudniejsze. I tak, mając czwórkę czworonogów i mieszkając w mieście - oczekiwałabym, że będziesz całą czwórkę wyprowadzała na smyczach, kompletnie niezależnie od ich rozmiarów, charakterów i możliwości. Bo po prostu w miastach nie ma "terenów mało uczęszczanych"!
                        Kobita, która opisałaś - paradna! Co i tak nie zmienia faktu, że gdyby zamiast za tobą lecieć zadzwoniła po np. Straż Miejską [czy jaka tam u was służba jest] - to TY dostałabyś mandat.
                        • default Re: małe psy.... 23.10.15, 09:36
                          Za co dostałabym mandat ? ??

                          > Nie odniosłaś się do końcówki mojego postu - moim jako właściciela obowiązkiem
                          > jest zapewnić spokojne i bezpieczne przebywanie

                          No to się odniosę: pilnuję moich psów, żeby nie wchodziły nikomu w drogę, ale przyznam szczerze, że moją motywacją nie jest zapewnienie "spokojnego i bezpiecznego przebywania" komuś tam, tylko zapewnienie SOBIE świętego spokoju i nienarażanie się na wysłuchiwanie różnych pouczeń i "mądrości".
                          • vi_san Re: małe psy.... 23.10.15, 09:46
                            Mandat za niezapewnienie itd. Bo nie wierzę, że w przepisach jakiejkolwiek gminy stoi "Możesz puszczać psy luzem i niech robią co chcą". Twoim [jako właściciela] obowiązkiem jest zapewnić nawet wspomnianej paniusi poczucie bezpieczeństwa w "miejscu wspólnym". Skoro psy nie były na smyczy - kobieta mogła się nie czuć bezpiecznie. Proste? Mogę się zgodzić, że niezbyt sprawiedliwe, i zapewne służby próbowałyby sprawę załagodzić, ale jakby się babsko uparło, to ne ma przebacz - psy były "luzem", poczuła się przez nie zaczepiana itd. Mogę się jednak całkowicie zgodzić, że kobita, która nadkłada 50 metrów, żeby spotkać się z kilkoma psami których się boi i pouczać ich właścicielkę, to przypadek kliniczny. big_grin Zapewne tak też i pomyśleli by owi hipotetyczni funkcjonariusze.
                            • default Re: małe psy.... 23.10.15, 10:08
                              Dla mnie to sytuacja (w sensie : przybycie funkcjonariuszy) mało prawdopodobna, bo jak niby miałoby to wyglądać w praktyce ? Kobita by mnie uwiązała do drzewa na czas oczekiwania na ich przybycie ? Jak oni mieli by trafić i dojechać w jakieś bliżej nieokreślone miejsce w środku lasu, gdzie nie ma dróg, tylko wąskie ścieżki ? I czy w ogóle przyjęliby wezwanie dotyczące błahego zdarzenia (raczej braku zdarzenia smile), na terenie, który tak naprawdę nie wiadomo dokładnie komu podlega ?
                              • vi_san Re: małe psy.... 23.10.15, 10:22
                                No toteż mówię, że funkcjonariusze zapewne panią zabiliby śmiechem w razie zgłoszenia. Ale chodzi mi o sytuację hipotetyczną, gdyby już jakoś to zgrać [obecność twoją, psów, pani czepiającej się i funkcjonariuszy] - mandat dostałabyś ty.
                                A co do terenu - zapewne można by było ustalić kto jest prawnym właścicielem, gdyby ci zależało. big_grin Acz nie sadzę...
                                • default Re: małe psy.... 23.10.15, 10:52
                                  vi_san napisała:
                                  > A co do terenu - zapewne można by było ustalić kto jest prawnym właścicielem, g
                                  > dyby ci zależało. big_grin

                                  Nawet moja gmina tego nie wie smile Cytat ze strony dot. lasów na jej terenie:
                                  "Pozostałe lasy należą do prywatnych właścicieli lub mają nieuregulowany stan prawny."

                                  • vi_san Re: małe psy.... 23.10.15, 11:03
                                    Spróbuj w jakiś sposób naruszyć "własność" szybko znajdzie się właściciel. big_grin
                                    • default Re: małe psy.... 23.10.15, 11:49
                                      W dwóch czy trzech miejscach na drzewie wisi tabliczka "teren prywatny" (i nic więcej, bo gmina nie wydaje tu pozwoleń na budowę), poza tym większość lasu jest dzika i bezpańska. Owo określenie "tereny należące do prywatnych właścicieli" w zdecydowanej większości odnosi się do obszarów, co do których wiadomo że są prywatne, natomiast właściciel nie jest bliżej znany, bo albo nie żyje, albo wyemigrował w czasie wojny lub zaraz po (sporo było tu Niemców) albo spadkobiercy nie podjęli starań o nabycie spadku, albo podjęli, ale z racji zabagnienia spraw formalnych czy sporów nie są w stanie swoich praw udowodnić. Znam te historie z pierwszej ręki - od pana (lat 90), który mieszka tu od urodzenia i nieraz ciekawie nam opowiadał o dawnych mieszkańcach, właścicielach i w ogóle o historii tych terenów. To dzięki niemu wiem np. co do których miejsc są roszczenia, a które są kompletnie "zapomniane".

                                      No i offtop nam się zrobił, sorry smile
                                      • kardiolog Re: małe psy.... 23.10.15, 12:02
                                        Ach was! Jak nie ma muru kolczastego to nie znaczy ze można bezprawnie zająć posesję człowieka, który ma prawa do własności w całości, części czy choćby ze względu na pochodzenie (genetyczne). Najlepsze jest to, że po zajeciu miejsca pracowitych właścicieli nazywa się złodziejami lub odmawia się im wstępu na grunt nazywając ich obecność nielegalną, zagrażająca bezpieczeństwu czyni własnej prywatności. Uaa!
                                        Kardiolog
                                      • vi_san Re: małe psy.... 23.10.15, 12:20
                                        Nie mam nic przeciwko off topom. smile
                                        Ba, ale zabawa polega na tym, że "teren o nieuregulowanym statusie prawnym" nie jest jednoznaczne, że "teren bezpański". Ja nie prawnik, ale i tak wydaje mi się, że Polsce nie ma "ziemi bezpańskiej" gdzieś tak od czasów króla Ćwieczka. Ustalenie właściciela to inna kwestia, ale "czyjeś" to jest na pewno. A nawet jeśli właściciele wybyli na obczyznę i nie podejmują starań o odzyskanie - to zapewne zostało to-to upaństwowione. Zwłaszcza, jeśłi sporność dotyczy czasów wojennych lub tuż powojennych, PRL chętnie przytulał takie "bezpańskie" mienie, czasem bez wiedzy albo wręcz wbrew woli właściciela prawowitego.
                                        Inna kwestia, że ostatnio znajoma kupowała działkę na Kaszubach - zażądała, fanaberyjna taka, wymierzenia działki i wypisów z Urzędu Gminy, że działka pod zabudowę, że nie obciążona bankowo, że granice opisane w księgach, że sprzedający jest jedynym uprawnionym posiadaczem itd. No i pierw ów sprzedający usiłował ściemniać, że "pani, to chodzenia, załatwiania, a ja przecie "od zawsze" tutejszy i zawsze to było nasze.", a potem, gdy naciskała, okazało się w gminie, że po pierwsze: działka mieści się w granicach parku krajobrazowego i nie wolno jej zabudowywać powyżej parteru, po drugie: że większość gospodarstwa tego pana jest obciążona hipoteką, po trzecie: granice są niejasne, bo pan sam sobie pole "podzielił" i sprzedawał po kawałku, a po czwarte: że pan ma czworo rodzeństwa i po śmierci rodziców nie przeprowadzono postępowania podziału majątku, więc całość w jakiejś tam części należy do jego braci i sióstr... Znajoma się wycofała z pomysłu nabycia tej konkretnej działki, a pan ją nader niemiło obsobaczył, że mu głowę zawraca... big_grin Tak też bywa.
                                        • default Re: małe psy.... 23.10.15, 13:45
                                          'Teren bezpański" to była przenośnia - w sensie, że w praktyce i na chwilę obecną (notabene trwającą nieraz kilkadziesiąt lat smile) nikt się nim w sposób widoczny nie interesuje, nie przyznaje do niego, nie "gospodarzy" na nim. Odbija się to na wyglądzie lasu : parę kilometrów dalej, gdzie lasy mają nazwę "komunalne", są uporządkowane, wytyczone ścieżki, tablica informacyjna, widać, że prowadzone są sanitarne wycinki itp. leśne porządki. Podobnie jeszcze dalej, gdzie są lasy należące do nadleśnictwa.
                                          Tu jest trochę jak w dzikiej puszczy wink - uschniętych drzew nikt nie wycina, a jak się drzewo przewróci, to leży aż spróchnieje. Ścieżek nikt nie wytycza, są tam, gdzie wydeptali ludzie albo wyjeździli rowerzyści. Od czasów wojny i zaciekłych walk do tej pory pozostały całe ciągi głębokich rowów, będące pozostałościami po okopach. Niewypał też się trafia smile Są też niestety miejsca, gdzie są wywalane śmieci i oczywiście żadna służba ich nie uprząta, bo żadna się do tego terenu nie poczuwa. Na szczęście nie ma ich wiele i nie są duże.
                                          • vi_san Re: małe psy.... 23.10.15, 13:56
                                            Wywalane śmieci są [niestety!] plagą nie tylko "terenów bezpańskich" [cudzysłów, mam na myśli dokładnie to samo co ty] - znam co najmniej kilka miejsc w przepięknych parkach krajobrazowych, gdzie miejscowi zasypują całe właśnie "leśne okopy" worami plastikowym z odpadkami. sad
                                            A jestem przekonana, że to miejscowi, gdyż po pierwsze: wywalisko śmieci jest kawałek od drogi, nie wierzę, żeby przejezdni wynosili; po drugie zaś kilkakrotnie widziałam np. rowerzystę wjeżdżającego z foliowym worem w las a potem widziałam go już bez wora, i wiem, że to z pobliskiej wsi. sad
                                            • default Re: małe psy.... 23.10.15, 14:51
                                              Muszę przyznać, że od czasu "reformy śmieciowej" nastąpiła w mojej okolicy poprawa - śmieciowiska przestały się powiększać, to, co kiedyś gdzieś leżało co prawda leży dalej, ale jakby nie przybywa nowych śmieci. Czyli jednak nowe regulacje zmusiły "opornych" do płacenia za wywóz - no a skoro już płacą i śmieciarka przyjeżdża regularnie i zabiera wszystko co się wystawi, to po co mają dygować wory do lasu smile
                                              Ale : w opłacie stałej nie mieści się koszt wywozu odpadków poremontowych, budowlanych itp. dlatego teraz worów w lesie nie ma, za to stosy gruzu, zbitych płytek, dachówek, fragmentów starych rur itp. co i raz się pojawiają tu i ówdzie sad Ja wiem, że koszt wynajęcia kontenera na gruz to przynajmniej kilkaset zł - no ale jak kogoś nie stać na wywóz, to niech sobie ten gruz na podwórku usypie/zakopie, a nie zwala w lesie.
                • zofijkamyjka Re: małe psy.... 23.10.15, 18:18
                  vi_san napisała:

                  >Ale wyjaśnij mi proszę przystępnie: dlaczego mały psiuńcio, który s
                  > ię rzuca bądź wykazuje agresję [a o takich jest mowa w założycielskim poście!]
                  > ma mieć większe prawo do wolności i bycia niewychowanym niż mój duży pupil?

                  bo życie nie jest całkiem sprawiedliwe. Masz dużego psa /jeszcze rasy tzw. agresywnej/ musisz nad nim całkowicie panować, musisz go prowadzać na smyczy, musisz bardziej uważać żeby nikomu krzywdy nie zrobił, są tez inne "udręki" - większe koszty, większy samochód itd. itp. wink lajf
                  żeby nie było, ja bardzo lubię psy i duże i małe smile
                  • vi_san Re: małe psy.... 23.10.15, 20:09
                    I tu się mylisz. Dziś byłam świadkiem jak patrol wystawił kolejno kilka mandatów przed pewnym dyskontem z owadem w tytule, właśnie głupim klabzdrom, które uważają się za stojące ponad prawem i zostawiające psiunie bez smyczy i kagańca przed wejściem do sklepu. Z tej prostej przyczyny, że jeśli paniusia dyrda po Biedronie - to NIE MA kontroli nad swoim psem, a w takich okolicznościach zwierzak powinien być i na smyczy i w kagańcu. I mandaty szły niezależnie od wielkości psa.
                    Z kosztami liczyłam się decydując na ONka, to chyba oczywiste, że taki pies ma koszty utrzymania ciut większe niż ratlerek czy inny york. Mam dużego psa - wiadomo, muszę się liczyć z jego gabarytami.
                    Natomiast fakt, że mój szkolony, karny, spokojny i zrównoważony duży pies jest objazgotany przez kompletnie niewychowanego małego skowyra, a jego pańcia [albo pańcio] z kilkudziesięciu metrów woła "On się tylko tak bawi"? No, sorry, ale gdyby mój pies w końcu się wnerwił i raz a dobrze potrząsnął wspomnianym skowyrem - zapewne byłby wrzask i lament, jaki to agresywny wilczur biednego Pimpusia ukrzywdził. A, sorry, prawda jest inna. I stąd też post założycielski wątku - "Właściciele małych piesków - pilnujcie swoich pupilków, albo tez nauczcie je posłuszeństwa! I ich rozmiar nie ma tu nic do rzeczy!"
                    • zofijkamyjka Re: małe psy.... 23.10.15, 20:34
                      vi_san napisała:

                      > No, sorry, ale
                      > gdyby mój pies w końcu się wnerwił i raz a dobrze potrząsnął wspomnianym skowyr
                      > em - zapewne byłby wrzask i lament, jaki to agresywny wilczur biednego Pimpusia
                      > ukrzywdził.

                      no byłby, byłby więc pilnuj swego dużego psa wyjątkowo bo z jego wkurzenia mały piesek może być małym trupkiem. Nie odwrotnie!
                      Taki lajf.
                      • vi_san Re: małe psy.... 23.10.15, 22:06
                        Toteż pilnuję. Mój pies jest spokojny, zrównoważony i posłuszny. Między blokami zawsze na smyczy [luźnej, nauczony jest "nie napinać"]. Na terenach "spacerowych" kiedy spuszczam go ze smyczy - nosi kaganiec. I coś ci powiem - po tym jak raz jakiś bullowaty [bez smyczy, kagańca i właściciela - właściciel się znalazł post factum] usiłował mu przegryźć gardło - pecha miał, bo ONki mają piękną kryzę i się nie udało - zamiast skórzanego "namordnika - kupiłam potężny kosz metalowy - przynajmniej nie będzie bezbronny, bo jak ciężkim, metalowym koszem uderzy - to przeciwnik tez odczuje.
                        Może to brutalne, ale mało mnie obejdzie, czy mały piesio nie zostanie solidnie poturbowany. Może po tym jego durni państwo [i on sam] nauczą się, że nie ma sensu podskakiwać do całego świata?
                        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 23.10.15, 22:24
                          vi_san napisała:

                          > Może to brutalne, ale mało mnie obejdzie, czy mały piesio nie zostanie solidnie
                          > poturbowany.

                          tak myślałam sad
                          • vi_san Re: małe psy.... 23.10.15, 23:02
                            Małego byłoby mi żal, bo nie jego wina, że właściciela - kretyna. Ale jakoś bardziej cenię całą skórę mojego psa. Sorry, Winnetou.
                      • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 24.10.15, 08:22
                        no nie wyrobię.
                        czyli uwazasz ze jak ja mam duzego psa to mam go pilnowac jak Hannibala Lectera, a jak Ty masz małego jazgota (taaak, wieeeem, Tój nie podchodzi) to Tobie WOLNO go puszczac bez smyczy i nie reagowac na to ze zaczepia inne psy???
                        no mylisz sie panna, mylisz.
                        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 24.10.15, 08:29
                          dziennik-niecodziennik napisała:

                          > czyli uwazasz ze jak ja mam duzego psa to mam go pilnowac jak Hannibala Lectera

                          no dokładnie, jak wiesz że Hannibal nikomu nic nie zrobi, nawet jazgotowi to go puszczaj, jak nie jesteś pewna - pilnuj.
                          • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 24.10.15, 08:39
                            o. proszę. innowacyjne podejscie.
                            bede puszczac. co mi tam big_grin
                            • zofijkamyjka Re: małe psy.... 24.10.15, 08:46
                              dziennik-niecodziennik napisała:

                              > bede puszczac. co mi tam big_grin

                              większość w mojej okolicy puszcza
        • default Re: małe psy.... 22.10.15, 09:27
          vi_san napisała:

          > Cóż, nic nie zrobi? Ciekawe, czy tak samo byś mówiła, gdyby cię taki malutki pi
          > esiunio dziabnął w kostkę?

          O, jedna moja sunia, słodkie 8 kg, o wyglądzie (mniej więcej) zminiutaryzowanego corgi pembroka, czuje misję bronienia obejścia i o ile na spacerach jest cichutka, wycofana i woli schować się za pańci nogą , o tyle ktoś obcy, kto wchodzi na posesję czy do domu, może czuć się zagrożony smile Dziabanie w kostkę np. fachowca, który przyszedł do naprawy czegoś to jej specjalność, dlatego w takich przypadkach trzeba gadzinę pacyfikować. Na szczęście wystarczy komenda "idź do siebie!" i psica, burcząc pod nosem, ale karnie udaje się na łóżko w sypialni i tam pozostaje (powarkując od czasu do czasu z irytacji).
      • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 07:54
        rotfl

        swoją drogą - nieodmiennie mnie bawi okreslenie "rasa agresywna". mój pies agresywny, koń by sie uśmiał.
        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 09:05
          dziennik-niecodziennik napisała:

          > swoją drogą - nieodmiennie mnie bawi okreslenie "rasa agresywna". mój pies agre
          > sywny, koń by sie uśmiał.

          chcesz czy nie jest na liście ras agresywnych wiec możesz się śmiać ale musisz psa pilnować i tyle.
          • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 09:32
            A ty, niezależnie od tego, że masz psa nie należącego do ras agresywnych i jak piszesz lękliwego - tak samo. I o tym jest tutaj dyskusja. Nie o tym, czy fajniej jest być pogryzioną przez yorka czy przez rottweilera, a o tym, że nagminnie właściciele małych wrzaskunów mają w odwłoku ich wychowanie i pilnowanie i tłumaczą to właśnie "bo on taki malutki". I taka postawa jest niedopuszczalna. Zresztą tak samo jak niedopuszczalne jest puszczanie luzem [bez kontroli] jakiegokolwiek psa, zarówno mieszańca jak rasowego, zarówno małego jak i dużego, zarówno agresywnego jak łagodnego.
            • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 13:06
              vi_san napisała:

              > A ty, niezależnie od tego, że masz psa nie należącego do ras agresywnych i jak
              > piszesz lękliwego - tak samo.

              ja akurat nie musze, mam ten komfort. Moja suczka jest kompletnie pozbawiona agresji, nigdy do nikogo nie podbiega, ani człowieka ani psa drugiego. Słucha sie i pilnuje zawsze blisko. Nawet nie była w tym kierunku szkolona, taki ma charakter.
          • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 09:42
            dlatego nasz pies wychodzi na smyczy i w kagańcu, oraz jest po odpowiednim szkoleniu, które nauczyło go reagowania na okreslone komendy, dzieki czemu mozemy go bez problemu opanowac (nie mowiac o tym ze jest łagodny z gruntu, rodzinne dzieci na nim się uwalają, przytulają do granicy zaduszenia, jak były malutkie niejeden raz pies miał palce w oku czy w nosie - nigdy nie zrobił nic, co najwyzej po prostu uciekal).
            dzieki temu wiem ze moj pies nie zrobi nikomu krzywdy (najwyzej przewróci, jak sie uwali całą masą, na to nie ma mocnych). jak to sie ma do malych pieseczków, prowadzanych bez smyczy, bez kagańca, ujadających i fikających do wszystkiego co się rusza? kto jest w tej sytuacji wiekszym zagrożeniem i kto powinien być bardziej pilnowany?
            • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 13:14
              dziennik-niecodziennik napisała:

              > jak to sie ma do malych pieseczków,
              > prowadzanych bez smyczy, bez kagańca, ujadających i fikających do wszystkiego
              > co się rusza? kto jest w tej sytuacji wiekszym zagrożeniem i kto powinien być b
              > ardziej pilnowany?
              ten który gabarytowo, siłowo ma dużą przewagę i z ew. starcia pewnie wyjdzie bez szwanku. Duży pies jest poprostu pod tym wzgledem wiekszym kłopotem i trzeba to brac pod uwagę.
          • 3-mamuska Re: małe psy.... 20.10.15, 13:53
            zofijkamyjka napisała:

            > dziennik-niecodziennik napisała:
            >
            > > swoją drogą - nieodmiennie mnie bawi okreslenie "rasa agresywna". mój pie
            > s agre
            > > sywny, koń by sie uśmiał.
            >
            > chcesz czy nie jest na liście ras agresywnych wiec możesz się śmiać ale musisz
            > psa pilnować i tyle.
            >
            >

            No wlasnie widać ograniczone myślenie właścicieli małych psów.
            Duże maja byc na smyczy w kagańcu, agresywne.
            A małe sa tak nieszkodliwe ze mogą grywać po nogach i sa ok bo nie sa rasa agresywna.
            • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 19:08
              3-mamuska napisała:

              > No wlasnie widać ograniczone myślenie właścicieli małych psów.
              > Duże maja byc na smyczy w kagańcu, agresywne.

              prawo tak nakazuje. Możesz się burzyć ale tak jest
              • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 22:38
                Zanim zaczniesz się wymądrzać sprawdź przepisy. Polskie prawo niczego takiego nie nakazuje:
                "W Polsce nie ma jednolitych przepisów nakazujących prowadzenia psa na smyczy i w kagańcu. Obecna regulacja ? skąpa i w wielu miejscach niepełna ? sprowadza się do dwóch aktów prawnych powszechnie obowiązujących:
                - ustawa z dnia 21 sierpnia 1997 r. o ochronie zwierząt
                - ustawa z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń

                Jednak ani Ustawa o ochronie zwierząt ani Kodeks Wykroczeń nie precyzuje, w jakim stopniu musimy kontrolować swojego psa udając się z nim w miejsca ogólnie dostępne. Brak jest jednoznacznego przepisu nakładającego na właściciela obowiązek wyprowadzania na smyczy czy w kagańcu. Nie oznacz to jednak, że właściciel może wypuścić swojego czworonoga jak mu się tylko podoba. Obowiązek szczególnej ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia nakłada bowiem na właściciela art. 77 kodeksu wykroczeń:

                Art. 77. Kto nie zachowuje zwykłych lub nakazanych środków ostrożności przy trzymaniu zwierzęcia, podlega karze grzywny do 250 złotych albo karze nagany.

                Wykroczenia tego może dopuścić się każdy, kto trzyma psa ? nie tylko właściciel (Wyrok Sądu Najwyższego - Izba Karna z dnia 29 kwietnia 2003 r. III KK 26/2003). Przez trzymanie psa należy rozumieć natomiast zarówno jego chów jak i typowy spacer. Dla przyjęcia odpowiedzialności za to wykroczenie obojętne pozostaje czy posiadacz psa nie zachował należytej ostrożności z winy umyślnej czy nieumyślnej. Zwykła ostrożność obejmuje przeciętne środki ostrożności związane z trzymaniem danego zwierzęcia, przy czym będą one zróżnicowane w zależności od gatunku zwierzęcia i przede wszystkim od stopnia niebezpieczeństwa, jakie zwierzę może stwarzać. Konkretne środki ostrożności mogą wynikać z ustawy jak i prawa miejscowego."
                Czyli zależy od gminy. W Warszawie na przykład pies może być spuszczony ze smyczy w miejscach odludnych i wyznaczonych do tego "psich ogródkach", poza tym musi być na smyczy. Kaganiec obowiązuje tylko psy przejawiające agresję i ras uznanych za agresywne. W Gdańsku: na smyczy lub w kagańcu, przy czym psy agresywne muszą nosić kagańce.
      • edelstein Re: małe psy.... 20.10.15, 08:33
        Boshhhh co za bzdura.Maly pies bez problemu doskoczy do twarzy dziecka.Faktycznie pikus.
        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 09:07
          edelstein napisała:

          > Boshhhh co za bzdura.Maly pies bez problemu doskoczy do twarzy dziecka.Faktyczn
          > ie pikus.

          to tym bardziej duży.
          Jakos małe psiaki nie sa na listach ras agresywnych, które moga zrobic poważną krzywdę
          • olinka20 Re: małe psy.... 20.10.15, 09:20
            Bo REALNIE rzecz biorąc taki pipcius zrobi mniejszą krzywde niz wielkie bydlątko.
            Ale nie zmienia to faktu, ze z reguły małe sa bardziej zaczepno obronne niz duze psy, przy czym on zaczepia ty bronisz...
            A tak z troszke innej beczki a propos listy psow agresywnych to na 100% nie ma na nich psów w typie laba, goldena itd, a gdzies czytałam badania przeprowadzone jakis czas temu, ze w Stanach jest dosc duzy problem z tymi rasami.
            Ludzie kupują "dla dzieci", bo taki słodki, a niewychowany predzej czy pozniej zrobi krzywde, chociazby swoim gabarytem. Kiedys taki szczesliwy labek skoczył na mnie sie przywitac. Walnęłam o drzewo az miło. U dzieciaka skonczyłoby sie pewnie wstrząsnieniem mózgu...
            No ale to takie słodkie psiątko...
            • kochanaurwiska13 Re: małe psy.... 20.10.15, 09:33
              Bo słodkie psiątko rozsądni ludzie biorą na szkolenie.
              To prawda,że mają masę z której nie zdają sobie sprawy i spokojnie mogą powalić dorosłego,ale to już sprawa właściciela,żeby pilnować i przewidywać.
              Moje dziecko wychowuje się z labem od urodzenia i nigdy nie mieliśmy żadnej niebezpiecznej sytuacji,co najwyżej machnął dziecko ogonem po głowie smile
              • olinka20 Re: małe psy.... 20.10.15, 09:41
                Przeciez ja nie mowie, ze laby są agresywne wink Są duze, silne i noooo te ktore poznałam, przed szkoleniem nie grzeszyły inteligencją. Są bardzo wyuczalne, Tylko kurcze trzeba je wyuczyc.
                Tylko własnie jak piszesz, rozsądni ludzie idą z nimi na szkolenie, a reszta...ech wink
                U mojej siostry na osiedlu jest własnie taki niewychowany, rzuca sie do psów z zębami, a własciciele chodza bez smyczki bo to taki niegrozny słodziak....
              • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 09:43
                I tu masz 100 procent racji. Z tym, że o ile widuję [nawet dość często] duże psy, które widać, że są ułożona, spokojnie idą na smyczy nie ciągnąc, które pracują nad posłuszeństwem z właścicielem - o tyle jak żyję nie spotkałam czegoś takiego w kontekście małego psa! A, nie, sorry! Raz widziałam sznaucerka miniaturkę, który z zachwytem i zapałem wykonywał te wszystkie "Waruj!", "Do nogi" itd. 99% właścicieli malutkich psów uważa beztrosko, że jakiekolwiek szkolenie jest zbędne, "bo on malutki"...
                • olinka20 Re: małe psy.... 20.10.15, 09:51
                  Z pundelkiem mnie nie spotkałas wink
                  Ostatnio na 2 łapkach chodził koło nóg wink
                • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 13:16
                  vi_san napisała:


                  > 99% właścicieli malutkich psów uważa beztrosko, że jakiekolwiek szkolenie jest
                  > zbędne, "bo on malutki"...
                  bo sporo w tym racji. Ułożenie dużego psa jest poprostu koniecznością a z małym zawsze łatwiej sobie poradzisz używając choćby swojej siły i przewagi fizycznej.
                  • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 13:22
                    Zofijko, zrozumże! Zastosować swoją przewagę fizyczną i siłe można tylko w momencie, kiedy ma się psa w zasięgu ręki. A gros właścicieli małych wrzaskliwców nie ma zasięgu rak 40 metrów! Jeśli ich malutki psiuńcio [np. cocer spaniel, foksterier czy podobnej wielkości kundelek] odbiegnie poza zasięg rąk - już piesek ma przewagę! I lekkomyślny właściciel nie zrobi nic, jeśli np. mały piesio zechce wyrwać dziecku siedzącemu w wózku ciastko i przy okazji "nie chcący" zawadzi zębami o policzek... W lekceważeniu podstawowego szkolenia przez właścicieli małych piesków nie ma żadnej racji! Jest tylko bezmyślna lekkomyślność. No, chyba, że takiego nieszkolonego małego pieska się nie spuszcza ze smyczy, wówczas, faktycznie, jego brak wychowania swobodnie można zniwelować np. biorąc na ręce.
                    • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 13:32
                      vi_san napisała:

                      > Zofijko, zrozumże! Zastosować swoją przewagę fizyczną i siłe można tylko w mome
                      > ncie, kiedy ma się psa w zasięgu ręki. A gros właścicieli małych wrzaskliwców n
                      > ie ma zasięgu rak 40 metrów! Jeśli ich malutki psiuńcio [np. cocer spaniel, fok
                      > sterier czy podobnej wielkości kundelek] odbiegnie poza zasięg rąk - już piesek
                      > ma przewagę!
                      zdaje si e że wątek był o ew. starciu małego psa i dużego psa. I kto ma bardziej pilnować....Więc nie wiem skąd tu dziecko z ciastkiem?

                      > W lekceważeniu podstawowego szkolenia przez właścicieli
                      > małych piesków nie ma żadnej racji! Jest tylko bezmyślna lekkomyślność. No, chy
                      > ba, że takiego nieszkolonego małego pieska się nie spuszcza ze smyczy, wówczas,
                      > faktycznie, jego brak wychowania swobodnie można zniwelować np. biorąc na ręce

                      ale uwierz że gdybym np. moją suczke zaprowadziła na szkolenie to by mnie wyśmiano. Ona np. sie słucha sama z siebie.
                      • b-b1 Re: małe psy.... 20.10.15, 13:38
                        zofijkamyjka napisała:

                        > ale uwierz że gdybym np. moją suczke zaprowadziła na szkolenie to by mnie wyśmi
                        > ano. Ona np. sie słucha sama z siebie.

                        Nikt by Cię nie wyśmiał-chodzę regularnie na szkolenia, po skończonym PT chodzimy towarzysko-socjalizacyjnie- najmniejszy "obywatel" był yorkiem w ubranku big_grin i po 2 miesiącach odwoływalnym w 100%. Są bulwy, spaniele, teriery-przegląd wszystkich czterołapnych.
                        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 19:02
                          b-b1 napisała:

                          >
                          > Nikt by Cię nie wyśmiał-chodzę regularnie na szkolenia, po skończonym PT chodzi
                          > my towarzysko-socjalizacyjnie- najmniejszy "obywatel" był yorkiem w ubranku

                          ale nie chodzi o wielkość tylko o jej charakter. Jest posłuszna i grzeczna sama z siebie.
                      • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 13:44
                        Wątek nie jest o starciu psa małego z dużym, tylko o kompletnej indolencji większości posiadaczy małych psów. Dziecko jest tylko odpowiedzią na twój [idiotyczny] argument, że "mały piesek nic nie zrobi". Owszem, mały piesek MOŻE zrobić. Szkody może mniej spektakularne niż olbrzym, ale też dotkliwe!
                        Poza tym w żadnej DOBREJ psiej szkółce nikt by cię nie wyśmiewał, a raczej wręcz odwrotnie! Byłam na szkoleniu z wszystkimi moimi psami i trenerka zawsze ubolewała, że małych piesków nikt nie chce szkolić, bo po co, a potem wynikają z tego problemy.
                        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 19:05
                          vi_san napisała:

                          > Wątek nie jest o starciu psa małego z dużym, tylko o kompletnej indolencji więk
                          > szości posiadaczy małych psów. Dziecko jest tylko odpowiedzią na twój [idiotycz
                          > ny] argument, że "mały piesek nic nie zrobi".

                          Dużemu psu nic nie zrobi. Najwyżej go trochę wkurzy O tym jest wątek. Że mały piesek podbiega do dużego a nie że dziecko gryzie bo to zupełnie inna kwestia.
                          • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 19:43
                            Ufff... Vi, weź głęboki oddech. Zofijka. Przeczytaj jeszcze raz post założycielski. Albo dwa razy. Główną kwestią jest to, że właściciele małych szczekaczy to dużej części ćwierćinteligenci, którzy kompletnie nie radzą sobie ze swymi pupilami. Babunia z Bąbelkiem, który ignoruje jej marudzenie i która stwierdza, że "on tak zawsze" ale smyczy nie ma, bo po co? Małolata zajęta czymś tam i także pies lekceważący jej polecenia. Wątek jest o tym, że mały piesek zaczepia, a jak duży zareaguje to zwykle jest zbulwersowanie i no oczywiście pies - morderca. Olbrzym. Mówisz: "Nic nie zrobi?" No, jedna z dziewczyn pisała, że taki mały jazgot ugryzł jej pupila w podbrzusze. Może zdejmij majtki i niech cię w odpowiednie miejsce taki jamniczek dziabnie, też powiesz, że to nic? Pomijając już fakt, że właściciel psa, niezależnie od jego wieku, gabarytów, rasy czy maści ma zakichany obowiązek zadbać, by jego pupil nie utrudniał życia nikomu, nie wyskakiwał z ujadaniem do przechodniów, nie zaczepiał itd.
            • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 10:03
              każdego psa można zepsuć. widziałam kiedys goldena tak koszmarnego że przebijał wszystko inne. właściciel psa po prostu zmarnował, nie wiem jak to zrobił, ale doprowadził do tego że pies atakował ludzi przez bramę (a mieszkali przy ulicy miejskiej, gdzie sporo ludzi przed bramą przechodziło). centralnie wbijał głowę miedzy pręty bramy byle tylko dosięgnąć przechodnia. jak słowo daję, gdyby podeszło dziecko - urwałby rękę. nawet nie szczekał, tylko atakował znienacka z takim ochrypłym warkotem juz z głębi trzewi wprost. był straszny. próbowano psa odebrac ale sie nie dało, w końcu go ktos otruł i tak oto pies zapłacił za durnotę swojego właściciela.
              weterynarz mi kiedys powiedział że największy problem jest z psami "w typie", czyli po prostu ze skundlonymi rasami. po pierwsze - taki pies przestaje odpowiadac wzorcowi rasy i robi sie kompletnie nieprzewidywalny, po drugie - taki pies nie podlega rejestracji i nie wiadomo co sie z nim dzieje, bywa używany do "dzikiego" rozrodu i psuje dalej rasę, po trzecie - taki pies jest z gruntu tańszy, wiec kupują je tacy "gangsta" coby zaszpanowac że mają kilera w domu (z czego wynika kwestia przeszkolenia oczywiscie).
              WSZYSTKIE nasze psy, w tym dwa rottweilery, byly łagodne, bo tak były od małego chowane - w pieszczotkach, głaskankach, tuleniu, mizianiu i innych takich. NIE WIERZE w rasy agresywne z natury, ktore same z siebie sie rzucają na niezaczepiający je obiekt i go rozszarpują. nie wierze. wierze natomiast w psy zepsute przez człowieka, zle wychowane i źle wyszkolone.
              • madzioreck Re: małe psy.... 20.10.15, 12:01
                Taki demot fajny ostatnio widziałam... "nie ma psów-morderców, są za to właściciele - debile".
            • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 13:03
              olinka20 napisała:

              > A tak z troszke innej beczki a propos listy psow agresywnych to na 100% nie ma
              > na nich psów w typie laba, goldena itd, a gdzies czytałam badania przeprowadzon
              > e jakis czas temu, ze w Stanach jest dosc duzy problem z tymi rasami.

              nie słyszałam jeszcze żeby labek zrobił poważna krzywde człowiekowi, taki to złodzieja do domu wpuści machajac ogonem smile natomiast one bywaja agresywne do innych psów.
              Mnie też wywalił w błoto taki labek, co chciał sie przywitać smile no słodziaki to sa ale gabarytowo to bywają kłopotliwe.
              • olinka20 Re: małe psy.... 20.10.15, 14:32
                No popatrz a ja słyszałam, słowo przeciwko słowu.
                Bywają b.agresywne do obcych psów, bo własciciele własnie myslą o nich jak ty z tym złodziejem i wpuszczaniem i odpuszczają sobie kompletnie jakąkolwiek nauke posłuszenstwa, a to błąd.
                • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 19:11
                  olinka20 napisała:

                  > No popatrz a ja słyszałam, słowo przeciwko słowu.

                  cos nie wierzę, to jest rasa bardzo proludzka. Znam mnóstwo labków i goldenów, owszem są nieznośne, łobuzują, bywają agresywne do innych psów ale nie do człowieka.
                  • olinka20 Re: małe psy.... 21.10.15, 10:57
                    Tak, tak, bez szkolenia one takie mądre są, jak w Marley i ja.
                    Za długo mam psa i za długo interesuje sie behawiorystyką psią zeby uwierzyc w proludzkosc jakiejkolwiek rasy ,bez zadnego przeszkolenia...
                    • vi_san Re: małe psy.... 21.10.15, 11:37
                      [Biję brawo!]
                      Dokładnie tak, Olinka. Tak samo jak nie wierzę w psa, który NIGDY nie ugryzie. Ba, wiem, że są psy, które zasadniczo są łagodne, ale... To tylko psy. Wiele lat temu moja super łagodna dobermanka, pieszczocha i sama słodycz przecięła sobie na szkle łapę, głęboko, paskudnie. I kiedy ją brałam na ręce, żeby odtransportować do weta - ugryzła mnie w rękę. Wiem, że nie miała nic złego na myśli, po prostu ją bolało i zapewne dodatkowo uraziłam plus stres itd. Ale właśnie - to tylko pies. Więc KAŻDY pies może w jakichś okolicznościach zachować się nietypowo. Niezależnie od rasy.
                      • olinka20 Re: małe psy.... 21.10.15, 11:42
                        Tjaaa moj pies kiedys wpadł we wnyki kłusowników ( na szczescie tylko takie co zaciskają sie druty, a nie te szczęki) i jak partner probował go wyswobodzic, to pies w stresie/ze strachu? tez go dziabnął.
                        A normalnie nie dziabie. I nalezy do raczej łagodnej rasy.
                      • zofijkamyjka Re: małe psy.... 21.10.15, 18:33
                        vi_san napisała:

                        > Dokładnie tak, Olinka. Tak samo jak nie wierzę w psa, który NIGDY nie ugryzie.
                        > Ba, wiem, że są psy, które zasadniczo są łagodne, ale... To tylko psy. Wiele la
                        > t temu moja super łagodna dobermanka, pieszczocha i sama słodycz przecięła sobi
                        > e na szkle łapę, głęboko, paskudnie. I kiedy ją brałam na ręce, żeby odtranspor
                        > tować do weta - ugryzła mnie w rękę. Wiem, że nie miała nic złego na myśli, po
                        > prostu ją bolało i zapewne dodatkowo uraziłam plus stres itd.

                        ale w analogicznej sytuacji pewnie i łagodny człowiek mógłby pacnąć. Nie o takich sytuacjach mowa tylko a agresji psa.

                        • vi_san Re: małe psy.... 21.10.15, 21:00
                          Zofijko. Zrozum i przyjmij do9 wiadomości jedną prawdę. NIE MA psa, który jest proludzki. Nie ma. Każdy, absolutnie każdy MOŻE w pewnych okolicznościach być całkowicie contra. I najlepszy, najłagodniejszy trele - morele - bęc. Każdy. A więc i malutki pinczerek, i amstaff i owczarek niemiecki i labek. I mieszaniec. I przedstawiciel każdej innej rasy. Więc właściciel ma obowiązek dopilnować, żeby w razie "W" pies nie mógł nikomu zaszkodzić - ani innemu psu, ani przechodniowi, ani dziecku.
                          A na marginesie: miałam lata temu "goldena bez rodowodu", który pokrojowo był idealny, natomiast [w dużym stopniu "zasługa" jego pierwszych właścicieli] charakter... Trafił do mnie mając około trzech lat i nie policzę co ja z nim miałam. Zwłaszcza z mądralami, które na moje "Proszę nie podchodzić, on gryzie!" reagowały durnym chichotem i komentarzem "Ale to przecież golden...". No, golden, i co z tego? Bywał agresywny, lada co brał za atak na siebie... Pies jest tylko zwierzęciem - każdego z moich podopiecznych [włącznie z tym "złym" goldenem] kochałam/kocham, ale mam świadomość, że to JA odpowiadam za ewentualne szkody i to moim obowiązkiem jest nad psem panować.
                          • zofijkamyjka Re: małe psy.... 21.10.15, 21:23
                            vi_san napisała:

                            > Zofijko. Zrozum i przyjmij do9 wiadomości jedną prawdę. NIE MA psa, który jest
                            > proludzki. Nie ma. Każdy, absolutnie każdy MOŻE w pewnych okolicznościach być c
                            > ałkowicie contra.

                            w pewnych szczególnych pewnie tak tak jak każde inne stworzenie /tez człowiek wink/ ale np. moja suczka nigdy nie bywa agresywna i wierze że jest więcej psów o podobnym charakterze. Jak pisałam wcześniej smycz pomocna mi jest w sytuacjach kiedy ona czuje sie przestraszona.
                            • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 22.10.15, 07:51
                              mój pies też est proludzki i nieagresywny, serio serio.
                              od dzis bedzie chodził bez smyczy big_grin
                              • zofijkamyjka Re: małe psy.... 23.10.15, 18:12
                                dziennik-niecodziennik napisała:

                                > od dzis bedzie chodził bez smyczy big_grin
                                jeśli nikomu nie zagraża....
                            • vi_san Re: małe psy.... 22.10.15, 11:11
                              Ależ oczywiście, że jest wiele psów, o spokojnym, zrównoważonym temperamencie! I takich, które przejdą przez życie ani razu nie ugryzłszy nikogo! Co do tego nie ma wątpliwości. Ale to nijak się nie ma do tego, co napisałam: czyli po pierwsze przepisów obowiązujących w gminie, po drugie: do tego, że w pewnych konkretnych okolicznościach twoja super spokojna psinka może dziabnąć.
                              Mój owcfzarek niemiecki tez jest spokojny, opanowany, ba, mimo to jest nawet szkolony i karny! To co, mogę go puszczać luzem? I nijak ci nie zrobi, jak podtruchta do ciebie i twojej suni? No bo w końcu jest łagodny i spokojny...
                              • zofijkamyjka Re: małe psy.... 23.10.15, 18:21
                                vi_san napisała:

                                > Mój owcfzarek niemiecki tez jest spokojny, opanowany, ba, mimo to jest nawet sz
                                > kolony i karny! To co, mogę go puszczać luzem? I nijak ci nie zrobi, jak podtru
                                > chta do ciebie i twojej suni? No bo w końcu jest łagodny i spokojny...

                                naprawdę mi np. nie przeszkadza, ze go puścisz. wezmę sunie na smycz /żeby nie zwiała/ i jeszcze go pogłaskam smile
                    • zofijkamyjka Re: małe psy.... 21.10.15, 18:30
                      olinka20 napisała:

                      > Tak, tak, bez szkolenia one takie mądre są, jak w Marley i ja.

                      Marley akurat nie był wcale mądry w sensie posłuszny i grzeczny smile

                      > Za długo mam psa i za długo interesuje sie behawiorystyką psią zeby uwierzyc w
                      > proludzkosc jakiejkolwiek rasy ,bez zadnego przeszkolenia...

                      a co ma proludzkośc do przeszkolenia? Mylisz dwie rzeczy.Może byc bardzo proludzki i kompletnie nieznośny. Znajomy behawiorysta twierdzi że labki akurat sa trudne do ułożenia co nie znaczy że agresywne.
                      • olinka20 Re: małe psy.... 21.10.15, 18:49
                        Ty pisałas o proludzkosci labków...
                        A co do szkolenia, to wszystkie znajome laby za zarcie zrobią wszystko, a wiekszosc szkolen metodami pozytywnymi polega na wspomaganiu komend zarciem wink
                        • zofijkamyjka Re: małe psy.... 21.10.15, 21:17
                          olinka20 napisała:


                          > A co do szkolenia, to wszystkie znajome laby za zarcie zrobią wszystko, a wieks
                          > zosc szkolen metodami pozytywnymi polega na wspomaganiu komend zarciem wink

                          ale to większość psów. Ja tylko powtarzam zdanie behawiorysty : labki sa trudne do szkolenia bo to psy dość niezależne, wyluzowane i bardzo zabawowe.
              • vi_san Re: małe psy.... 20.10.15, 18:16
                Jedyny pies, który na 100% nigdy nie zrobi krzywdy człowiekowi to pluszowy. Miałam kiedyś goldena [nie rasowego], który po "wychowaniu" przez pierwszych właścicieli stwarzał ogromne problemy i, owszem, mógł być niebezpieczny. I cóż z tego, że wyglądał jak biszkoptowy misio? Bywał agresywny i czasem trudno było dojść dlaczego. Z czasem ta agresja przejawiała się coraz rzadziej, ale do jego śmierci zaufania do niego mieć nie mogłam... I nie powiem ci co myślałam o takich mądralach, które moje "Proszę nie podchodzić, on bywa agresywny" kwitowały durnym chichotem i komentarzem "Przecież to golden!"...
                • wrednarzeka Re: małe psy.... 22.10.15, 11:33
                  Ja miałam takie małe puchate cuś co w przypływie żartobliwego humoru w torebce nosiłam. Jak była wielka obraza gdy prosiłam by tego nie głaskać! A mały drań miał zęby ostre i mocne szczęki.
          • edelstein Re: małe psy.... 20.10.15, 10:02
            Tu mowa o malych psach,ty twierdzisz, ze co taki pimpus zrobi.Ano zrobi,ma zeby,pqzury i moze zrobic dziecku powazna krzywde.Pitbulle i inne nie sa duzym psami,a krzywde zrobic potrafia.Poza tym lista psow agresywnych dotyczy psow rasowych.Mieszanki Jamnika z amstafem juz nie.
            • zofijkamyjka Re: małe psy.... 20.10.15, 13:20
              edelstein napisała:

              > Tu mowa o malych psach,ty twierdzisz, ze co taki pimpus zrobi.Ano zrobi,ma zeby
              > ,pqzury i moze zrobic dziecku powazna krzywde.
              krzywdę to ich kot zrobi. Jednak porównując pogryzienie przez dużego i małego psa wypada gorzej dla dużego jednak.
          • asia_i_p Re: małe psy.... 22.10.15, 09:10
            Jeżeli mikropimpuś rozerwie mojemu dziecku policzek, to Bogu mogę podziękować, że to nie pitbul i nie zabił, ale jego właścicielowi, jeżeli nie będzie dało się zrobić sprawy karnej, wytoczę proces cywilny. Jak nie jestem kłótliwa.

            Czytasz ten wątek, masz przytaczane, co takie nieszkodliwe mikropimpusie dużym psom zrobiły - ugryzły w jądra, rozerwały ucho - i dalej się upierasz. Właściciel odpowiada za zwierzę, niezależnie od rozmiarów. Jak ci się trafi chomik-agresor, to też przed nim chronisz otoczenie.
    • nangaparbat3 Re: małe psy.... 19.10.15, 19:08
      Miałam dwa duże psy. Nigdy, ale to nigdy nie zrobiły ani nawet nie usiłowaly zroibić nic zlego wyraźnie mniejszemu od siebie pieskowi, żeby nie wiem jak idiotycznie sie zachowywał. Może niepotrzebnie ciągniesz tę smycz i tak sie denerwujesz, pies też się stresuje ponad miarę.
      • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 20.10.15, 07:49
        moze i niepotrzebnie. ale wolę nie sprawdzac. to tylko pies. nawet najcierpliwszy moze nie wytrzymac jak go maluch dziabnie w ucho, jajka czy podbrzusze. bo zaznaczam - ja pisze o psach dążących wyraźnie do konfrontacji. bo takie tam powarkujące z odległości zarowno pies jak i ja mamy glęboko w nosie.
        • nangaparbat3 Re: małe psy.... 20.10.15, 18:01
          Co Ty, taki mały odskoczy nim Twoj sie zdązy ruszyć.
          • nangaparbat3 Re: małe psy.... 20.10.15, 18:06
            I nie dziabnie - świetnie wie, na ile może sobie pozwolić. Sama mam teraz taką malą ujadaczkę, i tak jak naprawdę dobrze sobie radziłam z oboma dużymi, z tą małą cholerą idzie mi naprawdę bardzo ciężko. Na widok duzych psow dostaje czasem histerii (ma powody - w schronisku pogryzły ją duże suczki, nie dopuszczały jej tez do jedzenia), wstyd mi wtedy strasznie, ale z drugiej strony wiem, ze to tylko ujadanie i histeria malego, który juz kiedyś od dużych oberwał.
            • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 21.10.15, 12:27
              ale ja nie wiem. nie znam Twojego psa, nei znam jego historii, nie wiem czy sie boi czy jest głupi i zaczepia. nie wiem na co go stac, nie wiem na co sie nastawic, nie wiem czy moge olac go i isc przed siebie (bo a nuz doskoczy i użre mnie w łydke albo rotka w dupkę, czego soebi nie życzę i MAM DO TEGO PRAWO) czy stac i czekac az Twojemu przejdzie. mój pies tez tego nie wie i bezposrednio zaczepiany zaczyna sie niepokoic.
              Ty tez nie mozesz wiedziec czy moj pies nie ma złych doswiadczeń z małymi psami - czy jesli takie ma i rozdepcze Twojego (nie pogryzie chocby chciał, nie ma mozliwosci, ale nadepnąć, przewrócić, przygnieśc itd moze jak najbardziej) - bedzie tak samo usprawiedliwiony jak Twój? i nie bedziesz miec do mnie pretensji o śmierć Twojego psa, skoro to on zaczął rozrobę?...
    • lauren6 Re: małe psy.... 19.10.15, 19:21
      Psa nie mam, ale mam sasiadkę wlascicielke dużego psa i regularnie od niej wysluchuje opowieści o nieodpowiedzialnosci właścicieli małych psów. Tak sobie chodzę po osiedlu i obserwuje. Babka niestety ma racje. Małe psy bardzo często są spuszczane ze smyczy, chodzą bez kaganca. A pies to pies.
    • klubgogo Re: małe psy.... 19.10.15, 20:14
      Nie mam psa, mam kota, ale bacznie obserwuję i zauważam takie akcje jak Twoja. Szkoda mi tych małych piesków nie tylko ze względów gabarytowych, ale z powodu właścicieli, którzy tak sobie je ułożyli, a raczej nie ułożyli. Nie oszukujmy się, ale to człowiek jest odpowiedzialny za zwierzę domowe i powinien o nie odpowiednio zadbać. A ciągłe narażanie małego yorczka na stres przed prawdziwym psem może prowadzić do depresji.
    • kosmitos Re: małe psy.... 20.10.15, 08:51
      ja Ci odpowiem jako idiotka z małym pieskiem; mam w sąsiedztwie 2 duże psy (zawsze na smyczy i w kagańcu, właściciel- facet ok 30lat nad nimi panuje w miarę); zarówno jego wielkie stwory jak i mój kurdupel ujadaja na siebie; na całe szczęście mój jest za ogrodzeniem, więc luz; nie wiem gdzie widujesz puszczane luzem małe pieski podbiegające do rotweilerów? Jeżeli już z moim psem wychodzę to zawsze na smyczy- głównie ze wzgledu na bezpieczeństwo mojego psa; biegać luzem może po ogródku ; tam gdzie mieszkam większość stanowią rodziny z małymi dzieciakami i większość z nich ma małe pieski- jeszcze nie spotkałam ich bez smyczy; za to idiotkę z amstafem luzem i bez kagańca mijam codziennie (fakt, ze do tej pory pies nie zwrócił na mnie najmniejszej uwagi, ale jak mu odbije>?) jeśli chodzi o duże psy to nic mnie bardziej nie wku... (bez względu czy ide sama czy z dzieckiem albo z psem) niż idiotka, która ledwo potrafi utrzymać swojego psa; prawie każdego dnia widuje obrazki- dziunia z kilerem i do pewnego momentu ok- idą sobie- tylko jak pieseczka coś wkurzy to zaczyna szarpać smycz i sie wyrywa; lala zazwyczaj kiepsko sobie radzi, często pies wygrywa;
      • alsk9 Re: małe psy.... 20.10.15, 11:30
        W mojej okolicy (nowe osiedle obok starego osiedla) jest bardzo dużo osób z kundelkami chodzcymi luzem (glownie starsze panie z piesiuniem),
        natomiast psy od średniego do dużego są na ogół prowadzone na smyczy i właściciele ich pilnują zdecydowanie bardziej niż wlaściciele małych.



        • kosmitos Re: małe psy.... 20.10.15, 11:36
          może, u mnie odwrotnie; tak szczerze mówiąc już dawno nie widziałam małych psów luzem (mam na mysli te rasowe torebkowce)
    • natalie_rushman Re: małe psy.... 20.10.15, 13:11
      No... Idę nieraz po mieście i widzę, jak te małe psiny rzucają się do dużych.
      Z jednej strony jazgot i wrzaski, z drugiej kamienny spokój i ignor.
      Z daleka wydaje się to bardzo zabawne.
      Z bliska... Nie zazdroszczę tych spacerków.
    • jak-kania-dzdzu Re: małe psy.... 20.10.15, 22:11
      Przyjaciółka ma yorki, sztuk dwie. Potwornie niewychowane, ujadają na wszystko co się rusza, ciągną i szarpią smycz, uciekają przez ogrodzenie, skaczą po gościach i co najlepsze w domu łażą po stole i wyjadają gościom z talerzy, a jeśli na kanapie gość usiądzie na miejscu psa, to zostanie obszczekany i skopany z tegoż miejsca uncertain Kocham psy, mam psa, ale to już dla mnie przesada.
      Przez 2 lata życia z takimi niewychowanymi psami przyjaciółka żyła w przeświadczeniu, że tresura tak małych psów = krzywdzenie ich, zmuszanie do czegoś, co jest wbrew ich małej, słodkiej 'naturze' (czyli spaniu z pańcią i jedzeniu ze wspólnego talerza). Dwa lata zajęło jej dojście do tego, że te wariaty potrzebują tresury. Po zajęciach w szkole tresury jest lepiej, jeszcze nie idealnie, ale lepiej.
      Więc zdecydowanie jest coś w tym stwierdzeniu, ze multum właścicieli małych, słodkich psów zapomina, że to też psy, a nie pluszowe pieszczoszki.
    • hema14 Re: małe psy.... 21.10.15, 10:41
      Widzę, że to długi wątek, nie mam czasu czytać całego. Ale oczywiście zgadzam się z Tobą, że ludzie często nie wychowują wcale swoich psów, szczególnie tych małych. Odkąd mam swojego psa (sunia ma 8 miesięcy) to też mnie to denerwuje ale rzadko który pies szarżuje na mojego - wcześniej widać było z daleka, że to szczeniak, a dziś moja psina nadal jest bardzo łagodna i w psim języku wyraźnie pokazuje, że ma dobre zamiary, więc ja ją dopuszczam do każdego psa, bo ona uwielbia poznawać pieski i bawić się z nimi. Również z rottweilerem smile
      Po spotykaniu jednak wielu niegrzecznych psów też mam postanowienie sama sobie z nimi radzić nie licząc na właściciela, jeśli on nie będzie reagował, tylko, że jak mówię sytuacje oszczekania nas bywają rzadko.
      A powiedz mi, z ciekawości, czy akceptujesz podbieganie do Was psa, który nie ujada, i nie wygląda groźnie, tylko chce się zapoznać? Czy całkiem trzymasz swojego psa na dystans?
      • default Re: małe psy.... 21.10.15, 11:12
        hema14 napisał(a):

        > A powiedz mi, z ciekawości, czy akceptujesz podbieganie do Was psa, który nie u
        > jada, i nie wygląda groźnie, tylko chce się zapoznać? Czy całkiem trzymasz swoj
        > ego psa na dystans?

        Nie wiem jak autorka wątku, ale osobiście bardzo często spotykam się z takim postępowaniem ludzi z psami. Dlatego i ja sama, dla świętego spokoju, staram się omijać z daleka inne psy, mimo że w większości przypadków, jeśli pozwolić psom na swobodne zapoznanie się (bez nawoływania, pokrzykiwania, nerwowego ściągania smyczy itd.) to przebiegnie ono bez zakłóceń. Psy nie są - generalnie rzecz biorąc - wrogo do siebie nastawione, a dopiero zachowania ludzi typu "nie puszczę ze smyczy, nie pozwolę do nikogo ani nikomu podejść" wyzwalają nerwowe reakcje.
      • vi_san Re: małe psy.... 21.10.15, 11:47
        Nie mam pojęcia jak autorka wątku, ale ja osobiście nie lubię, jak jakieś psy podbiegają swobodnie. Być może wynika to z moich doświadczeń - miałam kiedyś psa "w spadku" po właścicielach, którzy zrobili chyba wszystkie możliwe błędy wychowawcze, pies był spory i silny, a takie "podbieganie" zwykle odbierał jako atak i usiłował odpowiedzieć atakiem. Wiem, że to przypadek skrajny, jednostkowy, ale nie policzę ile razy z daleka wołałam "Proszę zabrać psa, mój może być agresywny!" [pies był ZAWSZE w kagańcu i na smyczy - spuszczany tylko na prywatnym terenie], a durnowata właścicielka albo właściciel "Ale mój się tylko bawi!" albo rzucała/rzucał leniwie "Miiiisiek, do nooogi" - co Misiek zwykle ignorował. A ja się musiałam szarpać, żeby utrzymać mojego zwierza.
        Jak najbardziej natomiast akceptuję kontakty towarzyskie odbywające się za wiedzą i zgodą OBOJGA opiekunów psów, pierwszy kontakt najlepiej "bezpieczny" czyli na smyczy i jednak z pewnej odległości, dopiero obserwując psy i widząc wzajemne zainteresowanie można podejść bliżej, i [ewentualnie] zwolnić smycze.
        • default Re: małe psy.... 21.10.15, 12:32
          Psy trzymane na smyczach prędzej skoczą sobie do oczu niż będąc luzem.
          • vi_san Re: małe psy.... 21.10.15, 14:08
            Wiem. Ale wiem też, że psa będącego na smyczy łatwiej jest odciągnąć w razie konfliktu. Więc wychodzę z założenia, że skoro na smyczy będąc zachowują się przyjaźnie - jest ok, można puścić, bo prawdopodobieństwo, że odsmyczone nagle się zjeżą i skoczą sobie do gardeł jest znikome. Dlatego tez jestem zwolenniczką poglądu, że KAŻDY właściciel psa powinien go przy ewentualności kontaktu z kimś obcym [czy to psem czy przechodniem] wziąć na smycz - bo smycz łatwo jest skrócić, chwycić psa za obrożę, interweniować jeśli dostrzeże się cień konfliktu! Jeśli piesek jest luzem, to wychodzi właśnie coś takiego jak opisała wątkodajka w pierwszym poście: durna babina zagaja "Bąbelku, ale czemu ty szczekasz na dużego pieska? Wie pani, on tak zawsze mnie broni!". A gdyby ów Bąbelek był na smyczy wystarczyłoby, żeby babina lekko pociągnęła sznurek i poszła w swoją stronę - Bąbelek nie miałby szans wyskakiwać do rottka. Proste?
            • zofijkamyjka Re: małe psy.... 21.10.15, 18:41
              vi_san napisała:

              > Wiem. Ale wiem też, że psa będącego na smyczy łatwiej jest odciągnąć w razie ko
              > nfliktu. Więc wychodzę z założenia, że skoro na smyczy będąc zachowują się przy
              > jaźnie - jest ok, można puścić, bo prawdopodobieństwo, że odsmyczone nagle się
              > zjeżą i skoczą sobie do gardeł jest znikome. Dlatego tez jestem zwolenniczką po
              > glądu, że KAŻDY właściciel psa powinien go przy ewentualności kontaktu z kimś o
              > bcym [czy to psem czy przechodniem] wziąć na smycz

              jak sie zbliżam do ludzi to absolutnie nie musze brać mojej suczki na smycz. Biorę ją wtedy gdy do niej się zbliża zbyt energicznie nieznany pies i to z tego wzgledu że ona sie boi i może zacząc zwiewać wink
              • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 22.10.15, 07:49
                i tu sie mylisz.
                jak kiedys Twoja sobie podejdzie a duży pies ją chocby przewróci i poturbuje - miej pretensje tylko do siebie.
                • zofijkamyjka Re: małe psy.... 23.10.15, 18:11
                  dziennik-niecodziennik napisała:

                  > i tu sie mylisz.
                  > jak kiedys Twoja sobie podejdzie a duży pies ją chocby przewróci i poturbuje -
                  > miej pretensje tylko do siebie.
                  nie mylę się, ona nie podchodzi
      • dziennik-niecodziennik Re: małe psy.... 21.10.15, 13:06
        > A powiedz mi, z ciekawości, czy akceptujesz podbieganie do Was psa, który nie u
        > jada, i nie wygląda groźnie, tylko chce się zapoznać? Czy całkiem trzymasz swoj
        > ego psa na dystans?

        tak, oczywiscie że pozwalam. moj jest generalnie życzliwy i zsocjalizowany, ma swoich psich kumpli (fakt, duzych ras) z ktorymi sie na spacerach bawi albo chociaz przyjaznie obwąchuje), ma zaprzyjaznionych psiarzy do ktorych leci sie pogłaskac i nie ma problemu naprawde.
        z tym ze tak szczerze mowiac to kieruję sie nie tym jak pies podchodzacy wygląda, a tym jak moj sie do tego nastawia. jak tamten pies wygląda przyjaznie, a moj i tak jest sztywny i oficjalny i widze ze najchętniej by poszedl - oddalamy sie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka