Podobno tak naprawdę wszyscy to lubią, tylko nie chcą się przyznać. Niby shit, ale każdemu nogi do tańca się rwą. Otóż mnie się nie rwą. Naprawdę. Uwielbiam tańczyć, uwielbiam wesela, razem z przyjaciółmi organizujemy sobie często imprezy karnawałowe andrzejkowe, ostatkowe, itp., itd., po to żeby potańczyć. Co do muzyki do tańca, naprawdę nie jestem wybredna. Nawet zespół Enej może być. No, wiecie, "Raj, którego nocą coś tam, coś tam...". a disco polo nie mogę znieść. Jak słyszę to "Jesteś szalona", "Niech żyje wolność", "Żono moja" czy "Majteczki w kropeczki", to flaki mi się wywracają. Jedyne, co mi się przy tym rwie, to ostatni posiłek. Z głębi trzewii na zewnątrz. Nie nogi o tańca bynajmniej.
A Wy jak macie

?