froshka66
23.11.15, 19:51
Jak to zwykle bywa przy okazji wątku na temat zupełnie neutralny , wypłynął problem znacznie ciekawszy.
Żeby nie zaśmiecać tamtego wątku, pozwolę sobie zapytać o zdanie e-matki.
Nadchodzą święta Bożego Narodzenia. Tradycyjnie chcemy w ten czas być z bliskimi , większość e-matek i innych ludzi odwiedza swoich rodziców , teściów czy inną rodzinę i są spotkania.
Pojawił się już kilka razy motyw „kolędowania” – w wigilie trzeba zajrzeć do więcej niż jednego domu.
Ok rozumiem, starsi ludzie, nie chcą wieczorem wychodzić. Ale wychodzi na to, że nie o wspólne spędzenie czasu chodzi, posiedzenie, uściskanie, podzielenie się opłatkiem, wypicie kawy/herbaty czy zjedzenie symbolicznego pierożka.
To chodzi o to, że koniecznie trzeba zjeść kolacje przy tym a nie innym stole. I to nie zjeść a nażreć się. Tak, żeby broń boże przy innym stole już nic nie dało się wcisnąć?
To ma cokolwiek wspólnego z wspólnym przeżywaniem świąt, z cieszeniem się towarzystwem innych?
Bo póki co dla mnie ma to wymiar wyłącznie braku szacunku i władzy, i to władzy na najbardziej obrzydliwym fizycznym wymiarze: „będziesz jadł co ja chce! Twój żołądek należy do mnie! Nie będziesz o nim decydował”
A jak nie zjesz to się obrażę.
Ale może e-mama ma mniej upiorne wytłumaczenie?