Natchło

mnie po wątku o tematach kobiecych.
Więc:
Jest małżeństwo z dwudziesoparoletnim stażem. Są dwie córki bliźniaczki, 21-latki. Zawsze uchodzili i określali się jako dość dobrana para. Kilka lat temu pani po pijaku jednorazowo sie puściła, po przeprosinach, obietnicach i kajaniu zostało wybaczone. Pan wziął na klatę, nie wspomina o zdarzeniu, kocha nadal. Pani tez twierdzi, że kocha.
I teraz: pani ma kolegę singla (puszczenie nie z nim), w wieku podobnym, utrzymuje z nim jakiś tam kontakt poprzez kanały społecznościowe i raz na jakis czas telefon. Singiel jest z innego miasta, ale pani wykonując wolny zawód ma swobodę podróżniczą. Pan widzi na bilingach, że pani kontakt ma, coś podejrzewa, ale dowodow brak. Pani twierdzi, że to tylko "przyjaciel" , że "nie mam sobie nic do zarzucenia" i "nie będziesz mi dyktował z kim mam utrzymywać konakty towarzyskie". Zaczyna robić się kwas.
Jako osoba wtajemniczona mam pana uspokajać czy namawiać na szukanie detektywa? Pan jest ze mna spokrewniony, do pani mam stosunek dość obojetny, acz nie negatywny. Jednakowoż trudno mi być obiektywną.
PS. o poradę zostałam poproszona.