memphis90
20.01.16, 16:15
Po wspólnym weekendzie:
Syt. 1- dzieciaki idą na narty. "A X (kuzynka) już świetnie jeździ na nartach, jak się przyłożysz, to też tak będziesz jeździć". "A X zjeżdża już z takej dużej góry". I jeszcze kilka opowiastek o tym, jaka fantastyczna jest X. Dzieci- nosy na kwintę. Ja- chwalę swoje dzieciaki i ich postępy. W końcu ja nie wytrzymuję i mówię zgryźliwie, że nic dziwnego, że X jest świetna, bo X jeździ na narty 5 razy w sezonie, a nas na takie wyjazdy nie stać i nie jeździmy wcale. Też nie czuję się fajnie z tym, że mnie, jako matki, nie stać na wysłanie dzieci kilka razy w roku na narty, na półkolonie latem, na naukę pływania i inne cuda-wianki.
Syt. 2- jedno z dzieci marudzi, bo nie chce mieć lekcji z instruktorem, tylko jeździć sobie samemu. Babcia obsztorcowuje dziecko, w końcu mówi, że jak nie chce jeździć, to ma się pakować do pociągu i wracać do domu. Efekt- histeria. Próbuję delikatnie powiedzieć, że skoro dziecko marudzi, a jest ewidentnie zmęczone i głodne, to trzeba je tonować, rozbawić, odwrócić uwagę, rozładować atmosferę, a nie wbijać szpile i napędzać w histerii. Bynajmniej się od tego nie uspokoi.
Syt. 3- babcia siedzi z fochem na twarzy. Pytam o co chodzi, a może zimno, a może chce iść do domu odpocząć, a może grzańca by chciała? "A bo ja już nie mogę słuchać tych jej fochów (to o wnuczce)". A to był pierwszy dziecięcy foch podczas wyjazdu, marudziła raptem 5 minut... Liczę w myślach do dziesięciu i mówię "to przecież tylko małe dziecko, każdy jest niezadowolony, jak coś idzie nie po jego myśli". Focha ignoruję, nie mam siły.
Syt. 4-188768396 itd - uwagi i napomnienia. Nie skacz! Nie wchodź w śnieg! Przemoczysz rękawiczki! Przemoczysz buty! Nie hałasuj! Idź chodnikiem! Uważaj auto! Nie syp śniegiem. AUTO! AAUUUUTOOOO! No znów skaczesz! Czy ty nigdy nie słuchasz? Ty jesteś strasznie niegrzeczny! Nie popychaj siostry. No czemu go znów zaczepiasz?..... itd. w formie niestannego monologu, wyrażanego z ciągłą złością, zniecierpliwieniem, po prostu- brzydko. Znów- w końcu interweniuję i mówię, że jak ciągle napomina dzieci, to przestają słuchać i nie zwrócą uwagi na tą jedną ważną informację, np. że samochód jedzie. Niech sobie skaczą do woli, moczą rękawiczki i rzucają śniegiem. Już nic nie mówię o tym tonie pełnym złości, jakby nie można było grzecznie zwrócić dziecku uwagi, zamiast warczeć na nie.
Syt. 5. Zjedz zupę! Ale ja nie lubię! Jak to nie lubisz, taka pyszna pieczarkowa! Ale ja nie lubię pieczarkowej! No chyba żartujesz, pieczarkowa jest pyszna, musisz zjeść. Ale ja nie chcę (bek). Babcia- foch, bo dziecko nie chce zupy. No bo skąd dziecko może wiedzieć, że nie lubi i co to w ogóle znaczy, że nie lubi.
Syt. 6 - czekamy na wyjazd do domu. Pokój oddany, walizy popakowane, czekamy w sali rekreacyjnej na pociąg- mamy 2h. Babcia nie pozwala dzieciom włączyć bajek, włącza sobie jakieś nawspólnej, a po 10 min. idzie gadać z właścicielką ośrodka - ale programu zmienić nie wolno, bo nie. A co mają robić kilkulatki pozbawione zabawek, mające przed sobą 2h nudy? No pewnie, że skaczą, gonią się, odbijają balony. W końcu ja wygrzebałam z bagażu laptopa i odpaliłam im bajki. To za chwilę był foch, że nie chcę dzieciom pół godziny przed przyjazdem taksówki portek narciarskich zakładać, tylko robię to na 3 minuty przed.
No i właśnie.... Żeby nie było- to nie o teściowej. To moja mama. Strasznie mnie to boli, ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że nie lubi dzieci. Że dzieci ją irytują. Że nawet się nie stara mówić do nich w miły sposób tylko pouczająco (taki belferski ton) lub ostro. Że nigdy się z nimi po prostu nie pobawi (moja babcia, jej mama, była pod tym kątem genialna, do dziś bawi się z prawnukami w sklep, w lekarza, w cokolwiek przyjdzie jej lub dzieciom do głowy). Że celowo prowokuje konflikty, fochy, kłótnie. Ja mogę mieć żal do mojej mamy, że do mnie odnosiła i odnosi się podobnie, ale kiedy widzę, jak zwraca się do moich dzieci, to aż się trzęsę. No żeby dorosła baba strzelała ostentacyjnego focha, bo dziecko marudzi o coś od kilku minut, zamiast temu zmęczonemu, marudzącemu dziecku pomóc? Za każdym razem, kiedy zdecyduję się na wspólny wyjazd, mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej - i zawsze jest tak samo. Bardzo mnie to boli. Nie chcę własnej matki na każdym kroku pouczać, poprawiać, kontrolować, a jeśli muszę- to zrobić to z taktem, humorem, delikatnie- ale ja też jestem tylko człowiekiem, mam swoją wytrzymałość- a potem jest już tylko wkurw matki lwicy. Ale źle mi z tym.