Dodaj do ulubionych

A taka babcia....

20.01.16, 16:15
Po wspólnym weekendzie:
Syt. 1- dzieciaki idą na narty. "A X (kuzynka) już świetnie jeździ na nartach, jak się przyłożysz, to też tak będziesz jeździć". "A X zjeżdża już z takej dużej góry". I jeszcze kilka opowiastek o tym, jaka fantastyczna jest X. Dzieci- nosy na kwintę. Ja- chwalę swoje dzieciaki i ich postępy. W końcu ja nie wytrzymuję i mówię zgryźliwie, że nic dziwnego, że X jest świetna, bo X jeździ na narty 5 razy w sezonie, a nas na takie wyjazdy nie stać i nie jeździmy wcale. Też nie czuję się fajnie z tym, że mnie, jako matki, nie stać na wysłanie dzieci kilka razy w roku na narty, na półkolonie latem, na naukę pływania i inne cuda-wianki.
Syt. 2- jedno z dzieci marudzi, bo nie chce mieć lekcji z instruktorem, tylko jeździć sobie samemu. Babcia obsztorcowuje dziecko, w końcu mówi, że jak nie chce jeździć, to ma się pakować do pociągu i wracać do domu. Efekt- histeria. Próbuję delikatnie powiedzieć, że skoro dziecko marudzi, a jest ewidentnie zmęczone i głodne, to trzeba je tonować, rozbawić, odwrócić uwagę, rozładować atmosferę, a nie wbijać szpile i napędzać w histerii. Bynajmniej się od tego nie uspokoi.
Syt. 3- babcia siedzi z fochem na twarzy. Pytam o co chodzi, a może zimno, a może chce iść do domu odpocząć, a może grzańca by chciała? "A bo ja już nie mogę słuchać tych jej fochów (to o wnuczce)". A to był pierwszy dziecięcy foch podczas wyjazdu, marudziła raptem 5 minut... Liczę w myślach do dziesięciu i mówię "to przecież tylko małe dziecko, każdy jest niezadowolony, jak coś idzie nie po jego myśli". Focha ignoruję, nie mam siły.
Syt. 4-188768396 itd - uwagi i napomnienia. Nie skacz! Nie wchodź w śnieg! Przemoczysz rękawiczki! Przemoczysz buty! Nie hałasuj! Idź chodnikiem! Uważaj auto! Nie syp śniegiem. AUTO! AAUUUUTOOOO! No znów skaczesz! Czy ty nigdy nie słuchasz? Ty jesteś strasznie niegrzeczny! Nie popychaj siostry. No czemu go znów zaczepiasz?..... itd. w formie niestannego monologu, wyrażanego z ciągłą złością, zniecierpliwieniem, po prostu- brzydko. Znów- w końcu interweniuję i mówię, że jak ciągle napomina dzieci, to przestają słuchać i nie zwrócą uwagi na tą jedną ważną informację, np. że samochód jedzie. Niech sobie skaczą do woli, moczą rękawiczki i rzucają śniegiem. Już nic nie mówię o tym tonie pełnym złości, jakby nie można było grzecznie zwrócić dziecku uwagi, zamiast warczeć na nie.
Syt. 5. Zjedz zupę! Ale ja nie lubię! Jak to nie lubisz, taka pyszna pieczarkowa! Ale ja nie lubię pieczarkowej! No chyba żartujesz, pieczarkowa jest pyszna, musisz zjeść. Ale ja nie chcę (bek). Babcia- foch, bo dziecko nie chce zupy. No bo skąd dziecko może wiedzieć, że nie lubi i co to w ogóle znaczy, że nie lubi.
Syt. 6 - czekamy na wyjazd do domu. Pokój oddany, walizy popakowane, czekamy w sali rekreacyjnej na pociąg- mamy 2h. Babcia nie pozwala dzieciom włączyć bajek, włącza sobie jakieś nawspólnej, a po 10 min. idzie gadać z właścicielką ośrodka - ale programu zmienić nie wolno, bo nie. A co mają robić kilkulatki pozbawione zabawek, mające przed sobą 2h nudy? No pewnie, że skaczą, gonią się, odbijają balony. W końcu ja wygrzebałam z bagażu laptopa i odpaliłam im bajki. To za chwilę był foch, że nie chcę dzieciom pół godziny przed przyjazdem taksówki portek narciarskich zakładać, tylko robię to na 3 minuty przed.


No i właśnie.... Żeby nie było- to nie o teściowej. To moja mama. Strasznie mnie to boli, ale coraz częściej odnoszę wrażenie, że nie lubi dzieci. Że dzieci ją irytują. Że nawet się nie stara mówić do nich w miły sposób tylko pouczająco (taki belferski ton) lub ostro. Że nigdy się z nimi po prostu nie pobawi (moja babcia, jej mama, była pod tym kątem genialna, do dziś bawi się z prawnukami w sklep, w lekarza, w cokolwiek przyjdzie jej lub dzieciom do głowy). Że celowo prowokuje konflikty, fochy, kłótnie. Ja mogę mieć żal do mojej mamy, że do mnie odnosiła i odnosi się podobnie, ale kiedy widzę, jak zwraca się do moich dzieci, to aż się trzęsę. No żeby dorosła baba strzelała ostentacyjnego focha, bo dziecko marudzi o coś od kilku minut, zamiast temu zmęczonemu, marudzącemu dziecku pomóc? Za każdym razem, kiedy zdecyduję się na wspólny wyjazd, mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej - i zawsze jest tak samo. Bardzo mnie to boli. Nie chcę własnej matki na każdym kroku pouczać, poprawiać, kontrolować, a jeśli muszę- to zrobić to z taktem, humorem, delikatnie- ale ja też jestem tylko człowiekiem, mam swoją wytrzymałość- a potem jest już tylko wkurw matki lwicy. Ale źle mi z tym.
Obserwuj wątek
    • julita165 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 16:23
      A jak to się stało, że ona w ogóle z wami pojechała ? Skoro tak jest zawsze to może wspólne wyjazdy nie są najszczęśliwszym pomysłem
      • memphis90 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 17:02
        To my z nią pojechaliśmy... Zaproponowała wyjazd, zaprosiła nas - a mnie nie stać akurat na wyjazd na ferie, więc się zgodziłam. Liczyłam, że może będzie fajnie tym razem. Jeden- dwa dni jest ok, a potem już tylko jazda w dół. Czasem mam wrażenie, że w sumie chciałaby zostać babcią roku, tylko bez tych wkurzających bachorów wink
        • a1ma Re: A taka babcia.... 20.01.16, 23:03
          To już nic nie rozumiem - nie lubi dzieci, wkurzają ją, to po co Was zaprasza do wspólnego spędzania czasu? Może ją zapytaj?
          • klamkas Re: A taka babcia.... 20.01.16, 23:24
            Bo nie lubi, wkurzają ją, ale chciałaby być dobrą (albo "dobrą" babcią). Co tu rozumieć? Niektórzy chcą, ale im nie wychodzi. Inni nie chcą, ale im się udaje. Inni fundują rodzinie ferie/wakacje, żeby czuć się lepiej ze sobą. I nie koniecznie umieją odpowiedzieć na pytanie "dlaczego i po co ci to" ;p. Gorzej - większość tego typu ludzi zareaguje histerią na tle "nie można ci dogodzić/źle ci?!/czyli nie powinnam was zapraszać i opłacać TWOIM dzieciom ferii i nauki jazdy na nartach?!/uważasz, że nie nadaję się na babcię?! itp. itd. (repertuar mam spory, mogę dodać kilka możliwych reakcji wink).
          • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 08:34
            Zaprasza byc moze po to, aby poczuc sie dobra babcia, aby pokazac jak duze ma serce, ze wnuki i corke zaprasza, a na miejscu nie potrafi sie ze wspolnego czasu zdziecmi cieszyc, bo dzieci i ich zachowania ja generalnie draznia i nie zamierza sie do nich dostosowywac, czy je zrozumiec. Oczekuje, ze wszyscy sie do niej i jej potrzeb dostosuja, a ona dostosowywac sie nie musi. Dziecmi by tylko dyrygowala, ustawiala je pod linijke i krytykowala. No taka niedojrzala i nierozumna babcia.
            • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 08:48
              I generalnue taka babcia nie lubi patrzec na spontaniczna radosc dzieci i na zabawe. Wszelkie objawy spontanicznosci traktuje jako rozwydrzenie dzieci i zle zachowanie.Chcialaby, zeby dzieci nie zachowywaly sie spontanicznie, energicznie, zeby staly grzecznie w jednym miejscu i nie wymagaly zadnego zaangazowania ze strony doroslego. Wtedy to by byly dobre dzieci smile a takie ktore ciesza sie i biegaja, wymagaja zaangazowania doroslego to zle zachowujace sie dzieci. Taka babcia nauczy je porzadku, dobrego wychowania i klap w tylek to jej czesta bron w walce z dziecieca aktywnoscia.
          • drobnostka7 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 11:58
            Pewnie chce być superbabcią i przed koleżaneczkami wspominać jakie to superferie wnuczetom zafundowała... Jeśli dobrze rozpoznaję charakterek babci to kluczem do dobrej atmosfery tu była wdzięczność dla babci nieszczegolnie okaztwana.. A ona by chciała ale ni hu hu, zamiast tego dzieci się nie podporządkowały a jakby wdzięczne były to robilyby co babcia każe. ..
            • aneta-skarpeta Re: A taka babcia.... 21.01.16, 12:56
              mi się wydaje, że babcia aż tak nie kalkuluje- pewnie ma dobre intencje, ale okropny charakter.
              • drobnostka7 Re: A taka babcia.... 22.01.16, 19:34
                Nie wiem jak ta babcia, jednak te co znam to kalkukują, i to jak... !? Bo wdzięczność to dla nich podstawa, zadośćuczynieniae za ich poświęcenie.
        • jola-kotka Re: A taka babcia.... 21.01.16, 08:21
          I fajnie,ze zaprosila plus dla niej. Jaka nie jest to pewnie dzieci i tak wola pojechać niż nie pojechać.One jutro o gadaniu babci zapomną,ale to porównywanie do jakiejś tam kuzynki jest slabe i to bardzo i tutaj bym na twoim miejscu reagowala i to ostro. cos takiego poniza,zapada na długo w pamięci,czesto na zawsze ,obniza samoocenę i poczucie wartości,potrafii mieć wpływ na reszte zycia.Wiem co mowie doswiadczylam czegos takiego od matki i to nie jest cos na co powinnas pozwalac w stosunku do swoich dzieci. Bo reszte to tam można chyba olac.
        • jola-kotka Re: A taka babcia.... 21.01.16, 08:27
          I fajnie,ze zaprosila plus dla niej. Jaka tam nie jest dzieci pewnie i tak wola pojechać niż nie pojechać a o reszcie gadania babci szybko zapomną. Jedno jest tragiczne,to porównywanie z jakas kuzynka gadanie,ze Ty to ... a ona cud i wogole super. Tutaj powinnas reagować i to bardzo ostro.
          Cos takiego potrafi zniszczyć samoocenę,poniza,obniza poczucie wartości, taka akcja zapada w pamięci bo to nie jest cos co wylatuje z glowy.często ma wpływ na reszte zycia. Wiem co mowie doswiadczylam tego i tutaj nie powinno być przepros tego naprawdę radze ci pilnować nie pozwalaj matce na takie teksty do swoich dzieci.
          • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 21.01.16, 08:59
            to pewnie zależy od intencji mówiącego i wieku dziecka. Dla mnie powiedzenie ze X jeździ super na nartach jest po prostu informacja, ze X jeździ super na nartach i każdy się tego może nauczyć. problem zaczynam mieć dopiero jak słyszę, że X jeździ super i super maluje i super śpiewa i jest super super super lepszy we wszystkim ode mnie.
            • jola-kotka Re: A taka babcia.... 21.01.16, 09:11
              Wiek nie ma tutaj nic do rzeczy,jak cos kogos zaboli to i trzylatek potrafi zapamietac,jeśli powod bolu się powtarza to prosta droga do problemu,a ponizania itd. się nie zapomina. to taka zla praca nad psychika wręcz wypaczajaca. Autorka wyranie opisala ona super jeździ a ty....
              • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 21.01.16, 10:20
                wiek w sensie, że 3 latek takich niuansów ze jest porównywany jeszcze nie wylapie i odbierze czysta wiadomość " X jeździ juz super ty jak się przyłożyć tez tak bedziesz"
                • jola-kotka Re: A taka babcia.... 21.01.16, 10:25
                  Nie prawda wylapie,zapewniam cie.
            • aneta-skarpeta Re: A taka babcia.... 21.01.16, 13:09
              mysle, że nie każdy moze sie super nauczyc jezdzic w zw. np predyspozycjami lub brakiem funduszy czy czasu. I dla mnie to jest walenie dziecka po plecach łopatą, bo takie ciągłe ględzenie, że kuzynka to tak dobrze umie jeździć nic dobrego nie przynosi- dziecko doskonale widzi, że kuzynka jest lepsza i pewnie zazdrości
              Natomiast co innego jak dziecko samo zaczyna- to wtedy moim zdaniem lepiej powiedziec- no tak, ale kuzynka po prostu może wiecej jeździć, Ty i tak świetnie jeździsz jak na tak mało lekcji, prób etc
    • princy-mincy Re: A taka babcia.... 20.01.16, 16:24
      Skoro wiesz, ze taka jest, to nie rozumiem- po co bierzesz ją ze sobą na takie wyjazdy?
    • volta2 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 16:42
      jw. po co zabierasz na te wyjazdy?

      przecież nie odpoczywasz w ten sposób, ona też na wqurfie jedzie, dzieci raczej też nie zachwycone?

      u mnie ojciec taki był dla mnie, wiecznie na wszystko uważaj, nie rusz, nie skacz, potem obserwowałam jak traktował małe dzieci moich kuzynów - tragedia!
      liczyłam że na moje dzieci się otworzy - ale nie, nie skacz, nie rusz, uważaj, ojezu, omatkobosta - ostatnio się obraził, że dzieci go nie przywitały w progu, tylko polecialy na górę.
      i dostał od matki zjebkę, że sam mógł je powstrzymać, wymóc powitanie, sam zainicjować.


      czyli nie zmienił stostunku do dzieci ani na jotę, teraz dzieci duże, to już z górki, jedyne co ich łączy to wyjazdy raz, dwa razy do roku na parę godzin na ryby. ja nie jadę, bo mnie skręca od tych tekstów, i jeszcze ja bym się umęczyła. a jak nie słyszę to jestem zdrowsza.

      jeśli twoja matka taka była dla ciebie, to widocznie nie przeszła babciowej metamorfozy i nie stała się cudowną babcią, jest taka sama, albo gorsza, bo się z powodu wieku mocniej drażliwa zrobiła.

      rada - nie, nie będzie lepiej, kolejny raz też będzie porażką - niech babcia zostaje w domu, no chyba że babcia występuje w roli sponsora wspólnego wyjazdu? to wtedy wy zostajecie w domu.
      • milka_milka Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:08
        Nie rozumiem. Dziadek przyjechał, a dzieci się nie przywitały, tylko gdzieś pobiegły? Ile mają lat? Wymagasz od dziadka, żeby domagał się powitań jako gość? Bo jeśli tak, to bardzo dziwne. Jednak to dzieci powinny przyjść i się z dziadkiem przywitać, a nie on inicjować powitanie i je przytrzymywać.
        • volta2 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:57
          Nice, dzieci ominęły dziadka, którybstał w korytarzu. On wyszedl na powitanie. Nie wymagam niczego do dziadka Liza pobłażliwościa. Dzieci maja prawn cases się zapomniec
          • milka_milka Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:00
            Ale Twoją rolą było im zwrócić uwagę i wymagać poprawnego zachowania, a nie dziadka łapać wnuki i witać się z nimi. Ile mają lat? Bo jeśli 3 albo 4 to jeszcze ujdzie, ale jeśli 7 to już nie.
            • volta2 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 00:35
              nie mogłam zwrócić uwagi, bo mnie jeszcze w domu nie było, byłam na schodach zewnętrznych a dzieci już na schodach na piętro!
              całej sytuacji nie widziałam, dowiedziałam się od matki sporo po czasie, że był foch.

              dzieci lat 10-12 i naprawdę nie wiem, czemu takiego rozpędu dostali. zwykle tak się nie zachowują i do dziadka w ramiona lecą. nie miałam prawa nawet do podejrzeń, że uhybią godnościsad
    • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 20.01.16, 16:52
      a ile lat mają dzieci ? Myślę, że twoja mama jest starej szkoły, w której dzieci mialy się słuchać dorosłych i nie były centrum wszechświata.
      przyznam szczerze, że histerii i fo chów u swoich tez nie toleruje i tłumaczenia, że głodny, zmęczony itd w przypadku zdrowych dzieci starszych niż dwa lata są dla mnie raczej słabe. a ciągle uwagi i napomnienia zlewam totalnie ( choć przyznam, że trochę czasu mi to zajelo) dzieci sobie całkiem dobrze z nimi radzą.
      główne pytanie to czy dzieci lubią babcie i potrafią się z nią dobrze bawić.
      • ichi51e Re: A taka babcia.... 20.01.16, 17:18
        Ale co to znaczy nie toleruje? Co robisz jak dziecko histeryzuje ze jest zmeczone?
        • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:45
          idzie do pokoju odpocząć, a histeria mu przejdzie.
          • ichi51e Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:39
            A na stoku?
            • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:50
              idę z tym histerykiem w odosobniony kąt i czekam aż się uspokoi.
              • mozambique Re: A taka babcia.... 21.01.16, 11:24
                to jzu nie zapytam co robisz jak jest głodny ? napychasz mu śniegu do buzi ?
                • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 21.01.16, 11:39
                  daje jeść ?
                  uczę moje dzieci, że glód czy zmęczenie da się zasygnalizować bez histerii.
      • memphis90 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 17:18
        Fochy to ma 7-latka. Ale ona ma focha nienachalnego- siedzi sobie z nieszczęśliwą miną, dziubie gofra i tylko taki spazmik przy oddychaniu się uruchamia i łza się w oku kręci. Nie trzeba wiele zachodu, żeby go totalnie zignorować. Nie są też w centrum wszechświata- np. nie chcą wspomnanej zupy, to nie- mogą zjeść suchą bułkę i wypić herbatę, ale nie widze powodu, żeby wpychać w nie zupę, której nie lubią. Nie mam też ciągot do karmienia dużych dzieci łyżeczką- a babcia ciągoty do takich działań ma wink

        >główne pytanie to czy dzieci lubią babcie i potrafią się z nią dobrze bawić
        Póki co- lubią. Co do zabawy - hm... Idealne rozwiązanie, żeby dzieci jeździły z babcią, ale beze mnie. Przynajmniej jedna osoba będzie wypoczęta i zadowolona wink
        • rulsanka Re: A taka babcia.... 20.01.16, 17:25
          "Idealne rozwiązanie, żeby dzieci jeździły z babcią, ale beze mnie. "

          Dla ciebie dobre, ale czy dla dzieci?

          Ja tam z teściami nie zostawiłabym dzieci na dłużej niż 2 dni.
          • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:36
            Z taka babcia te dzieci nie powinny nigdzie jezdzic, a juz tym bardziej same. Ta kobieta nie nadaje sie do opieki nad dziecmi. Czy Ty sama jestes po terapii? bo po tym co piszesz, widac, ze w towarzystwie mamy zachowujesz sie troche jak mala dziewczynka a nie dorosla kobieta i matka dzieciom. Twoim obowiazkiem jest chronic dzieci przed taka babcia, a nie oddawac jej je pod opieke. Twoja matka jest toksyczna osoba.
            • yoma Re: A taka babcia.... 20.01.16, 19:35
              I narcyzka.
            • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 19:40
              Jezeli kobieta nie odstawia innych akcji, to jest to niski poziom toksycznosci. Ale dzieci ponizej 12 lat bym jej samej pod opieke nie zostawila.
            • rasowa_sowa Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:43
              i tak bez linka do narcystycznej matki? wink
              • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 21:12
                To jest lekki przypadek, bardziej egocentryczka niz narcyzka. Na miano narcyzki to trzeba sobie zasluzyc specyficznymi akcjami smile
        • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:42
          o ja właśnie wychodzę z tego założenia, że dopóki dzieciom krzywda się nie dzieje, babcie, dziadków lubią; niech sobie sami z sobą radzą smile. moje dzieci mają na prostowanie dziadków 1000 X lepsze sposoby niż ja. A ty wypij drinka, idź na spacer, książkę poczytaj, słuchawki na uszy .... Odpoczywaj. Ty babci nie zmienisz, wnuki mają większe szanse.
          moi rodzice też mają ciogoty do karmienia łyżeczka ( 4 latki ), a niech karmią skoro lubią i ona nie protestuje wink. ja sobie spokojnie gazetę przeczytam.
          z tym, że ja mam całkiem fajnych, rozsądnych rodziców, którzy chcą dla wnuczek jak najlepiej i nie maja ciagot do ich wychowywania. Ich sposoby nie zawsze mi się podobają, ale w sumie nie wszystko i nie zawsze musi być tak jak ja chcę. może się mylę, ale mam wrażenie ze z zachowaniem babci większy problem masz ty niż dzieciaki.
          • memphis90 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 17:00
            Oj, tak, kieliszek nalewki podczas takich akcji jest doskonały smile Ale podczas wyjazdu podjęłam heroiczną próbę zrzucenia brzuszyska i postanowiłam ograniczyć alkohol do minimum, bo fitnes nie wystarczał - więc było trudniej o dobry humorek. Co do akcji typu karmienie, to mam dużą tolerancję, ale- rany- z łyżeczki pięcio- i siedmiolatka? Dobrze, że nie było ematki w jadalni, bo już bym o nas czytała w wątku na 300 postów wink
      • lokitty Re: A taka babcia.... 20.01.16, 21:11
        Aaa, to dzieciak nie może być ani głodny, ani zmęczony?
        • klamkas Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:00
          Może, jak każdy. Ale nie musi przez to urządzać histerii (nawet łagodnej pt. "siedzi w kącie i co jakiś czas wyrywa mu się spazm i łza kręci w oku) i męczyć innych (myślę, że etap "wszystko mi wolno, bo mi źle" jest naturalny gdzieś (pi razy drzwi) do 3 roku życia. A dziecko od początku warto uczyć, że potrzeby można komunikować, nie trzeba ich wypłakiwać. 7-latek powinien to w miarę umieć.
          • klamkas Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:01
            Ps. Tak ogólnie uważam, że babcia jest do odstrzału i może się wypchać takimi feriami ;p
            • lokitty Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:08
              Zatrważająco dużo tu na forum takich babć.
              Moja mama jest podobna, dobry człowiek, pomocna, jeśli potrzeba - zrezygnuje ze swoich spraw, jeśli nie ma innego wyjścia itp, itd. Ale do dziecka podejście takie, że najważniejsza jest ona - królowa matka wink, a czyjekolwiek emocje nie są już ważne (moja córka już co prawda dawno dawno wyrosła z fochów i łez, ale za to jest w wieku, kiedy uczy się stawiać opór i czasem różnie bywa, bo jakikolwiek sprzeciw - grzeczny - to dla mojej matki "pyskowanie").
              A mnie się zawsze wydaje, że łatwiej jest zrozumieć i wybaczyć nie do końca stabilne emocje dziecka, niż dorosłego, który w dodatku w danym momencie przejmuje funkcje opiekuńcze.
              Tyle, że ja moją mamę twardo nauczyłam, że odpoczynek i jedzenie to święte prawo dzieciaka (i moje big_grin) cokolwiek by się robiło, moja matka niestety z tych, które potrafią o chlebie i wodzie od rana do nocy.
              • klamkas Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:19
                Zależy od wieku dziecka. Co jest naturalne dla niemowlaka, nie przystoi 10-latkowi. Co przystoi trzylatkowi, jest obciachem dla 10-latka. Itp. itd.

                Nikt nie jest świętą krową, nawet dziecko, niezależnie od wieku. Niestabilność dzieci trzeba akceptować - ale trzeb też uczyć, że emocje w jakimś stopniu można opanować i nad tą niestabilnością popracować: rozładowywać stres, emocje ukierunkować, nie wszystko i zawsze od razu okazywać, itp. itd. Oczywiście stosownie do wieku.
                • lokitty Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:22
                  Jasne, że tak.
                  Ale powyższe posty memphis zrozumiałam w ten sposób, że babcia w reakcji na fochy wnuków sama strzela focha, co już staje się ciut komiczne wink,
                  • memphis90 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 17:02
                    Tak, dobrze rozumiesz smile
                • agaja5b Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:46
                  No, zgoda dziecko trzeba uczyc żeby panowało nad emocjami, bo jest coraz większe, coraz dojrzalsze, coraz więcej rozumie itd, kiedy w tym samym czasie dorosła babcia pozwala sobie żeby emocje brały górę nad zachowaniem i dodatkowo wykręca kota ogonem tak ze to dziecko czuje sie winne, bo ona jako dorosła ma prawo i ona reaguje bez zarzutu wg niej
                  • klamkas Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:56
                    a. Na dziecko masz jakiś wpływ, bo jest dzieckiem, bo jesteś matką, bo trwa proces wychowawczy, a matki/babci nie wychowasz po tylu latach tolerowania (mniej lub bardziej życzliwego) jej funkcjonowania; no, możesz się wypiąć na babcię;
                    b. Ja uczyłam, uczę (i widzę pozytywne efekty) córkę obsługi babci na tyle, na i ile umiem,
                    młoda ma też swoje sposoby, bo mimo problemów czuje więź i nie ma w niej niechęci do babci;
                    c. nikt nie twierdzi, ze babcia jest ok; ale memphis z jakiegoś powodu chce utrzymywać kontakty swoje i dzieci z babcią, więc lepiej nauczyć się obsługi babci (co prowadzi do podpunktu d);
                    d. są dorośli, którzy są trudniejsi niż dzieci; można z nimi walczyć, można po troszeczkę ich uczyć (ale dużo wolniej i subtelniej niż dzieci), ale póki co warto umieć ich obsługiwać wink.

                    Piszę to z perspektywy dziecka trudnej matki. Nie zawsze sobie radzę, nie zawsze zachowuję spokój, nie zawsze umiem się opanować. Ale nawet jak wybuchnę, to wiem, że ona się niczego z tego nie nauczy, a obie stracimy. A i straci reszta rodziny. Dlatego ograniczam straty do minimum.
                    • agaja5b Re: A taka babcia.... 20.01.16, 23:27
                      Się zgodzę co do punktu pierwszego, do pozostałych w sumie też nie mam zastrzeżeń, wiem że to przyniosłoby efekt w postaci braku zadrażnień i minimalnych strat ale nie potrafię, tzn jak piszesz próbuję, ale nie zawsze się udaje.
                      Z córką rozmawiam, ona wie ze babcia ją kocha, lubi tam jeździc, ale jak mówi czasem trudno wytrzymac bez olewania, dobra wole ma bo obiecuje, że np będzie się sluchać ale cóż wystarcza to najdłużej na dwa dni no i właściwie to nauczyła sie babcie olewać, zwłaszcza jeżeli ktos inny jest w pobliżu, co babcie jeszcze bardziej nakręca i powoduje foch. A często sa to jazdy naprawde o pierdoły, nie chodzi o kwestie zasadnicze typu bezpieczeństwo.
                      I faktycznie to jest zaskakujące jak wiele jest takich przypadków jak u memphis
                      • klamkas Re: A taka babcia.... 21.01.16, 00:07
                        Ja to rozumiem, naprawdę smile.

                        Wiem, jak trudno to wytrzymać i nad sobą panować, a co więcej - coś dobrego z całego interesu wynieść wink - dlatego od dawna uczę siebie, a od niedawna córkę ZDROWO olewać (tzn nie nakręcać, nie prowokować, ale i nie dawać po sobie jeździć i się jawnie krzywdzić - bronić się w sposób dostosowany do zachowań i reakcji mamy (sama wiesz najlepiej co ją nakręca, a co może wywołać autorefleksję); prowokować zdrowe zachowania "zróbmy to razem/pokaż mi jak/powiedz na co masz ochotę, to jakoś zaplanujemy wspólny czas/jakbyś postąpiła w takiej sytuacji". Wychodzi nam różnie. Ale mam wrażenie, że w ostatnich miesiącach coraz lepiej (ale zaraziłam podejściem też brata i bratową).
                    • lokitty Re: A taka babcia.... 21.01.16, 22:04
                      A ja zawsze mam wrażenie, że kiedy pokazujemy dzieciom, że muszą znosić "trudnych dorosłych" i opracowywać sposoby na ich fochy, to tak naprawdę robimy krecią robotę. Bo dzieciak np. musi nauczyć się, jak poradzić sobie z trudną babcią/matką/ojcem/rodzeństwem (od których nie wymaga się wzajemności w tolerancji w imię minimalizowania strat) - więc później zaakceptuje równie "trudnego" partnera życiowego.
                      Moja matka była "trudną" osobą i "trudną" matką. W nikim nie miałam wsparcia.
                      Ojciec mojego dziecka też jest "trudną" osobą.
                      Kiedy po urodzeniu dziecka przejrzałam na oczy, zrozumiałam, że jest nie tyle trudny, co toksyczny i psychicznie przemocowy. A niestety, najpierw, nauczona znoszenia fochów i stawiania wiecznie czyichś humorów na piedestale zabrnęłam za daleko w tę znajomość.
                      I do pełnoletniości córki w jakiś sposób mam przesr..., bo kontakt z tym bydlęciem niestety wciąż muszę mieć, jakiś tam.

                      Mojej córce staram się pokazać, że nikt ale to nikt nie ma prawa nią manipulować swoimi fochami czy ogólnie na poziomie emocji.
                      • klamkas Re: A taka babcia.... 21.01.16, 22:41
                        Ale tu w ogóle nie chodzi o tolerowanie fochów i stawianie na piedestale. Chodzi o to, żeby nie prowokować, kiedy wiesz jak to robić nie rezygnując z siebie (bo np. jedną rzecz można powiedzieć na 5 sposobów i pięcioma różnymi tonami, a ty wybierzesz ten najbardziej sprzyjający pozytywnej reakcji). Nie dawać się wciągać w konflikt, kiedy ten się kroi. Umieć sobie poradzić z tym konfliktem i emocjami, po tym jak już nastąpił. Taka "zdrowa gospodarka emocjami" (oczywiście granicą jest "zdrowa" - jeśli babci nie da się rozsądnie okiełznać, to nie warto się starać; co ciekawe - ja nie umiem tego zrobić z moją matką, a młoda coraz lepiej umie, tzn. okiełznać umie - nie przeczę, ucieka się do manipulacji, ale obserwując ich relacje wydaje mi się, że obie na tym zyskują).
                        • klamkas Re: A taka babcia.... 21.01.16, 22:42
                          Ps. Nie uważam, że manipulacja jest z zasady zła. Może zależy od definicji manipulacji. Ale jeśli pewne "techniki" mogą prowadzić do braku konfliktu, zamiast go nasilać, to jestem jak najbardziej za.
                        • lokitty Re: A taka babcia.... 22.01.16, 00:18
                          No cóż, mimo wszystko twierdzę, że to ciut za dużo psychologicznych zawiłości dla przeciętnego dzieciaka wink - i że dzieci powinny mieć szansę żyć w szczerych relacjach, w których to one są tą stroną, której czasem coś tam się wybacza, czasem patrzy z pobłażaniem. Dorosły, któremu trzeba pobłażać i którym trzeba manipulować jest jednak z lekka żałosny.
                          • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 22.01.16, 07:50
                            Zgadzam sie z Lokitty. Autorka tego watku jest przykladem tego jak mozna zostac mieciutko i lagodnie uformowanym przez osobe ' trudna'. A po tym ile taki czlowiek jest w stanie zniesc i sie porzadnie nawet nie wk...ic. Dla mnie takie postepowanie to jest pewien rodzaj kalectwa a nie umiejetnosc poradzenia sobie z osoba ' trudna'. Znacznieszybciej mozna sobie poradzic z osoba ' trudna' stawiajac jej zachowaniom twarde granice lub separujac sie, wowczas czlowiek nie musi uprawiac tej calej zlozonej ekwilibrystyki, niezgodnej z normami przyjetymi w relacjach. Osob trudnych nie nalezy oblaskawiac manipulacyjnym zachowaniem, bo utwierdza sie je w tym, ze ich zachowania to norma. Im trzeba dawac wyraznie znac, ze te zachowania to nie norma a czasem nawet choroba, nie tylko trudny charakter, i powinno sie to albo leczyc z psychologiem albo farmakologicznie z psychiatra, albo 2 w 1.
                          • agaja5b Re: A taka babcia.... 23.01.16, 15:45
                            O dokładnie, ja zawsze o te szczerość właśnie walczyłam, i w przypadku moich dzieci też o to mi chodzi, bo rozumiem że ktoś w reakcji może tak czy inaczej utartym torem pojechac, ale kiedy pokazuje sie temu komuś jasno i za pomoca faktów że to droga donikąd, że to boli, wkurza czy jest niesprawiedliwe i po prostu jest kompletnie nie na miejscu w wykonaniu osoby która uwaza że sobą coś reprezentuje to niech że do cholery przyzna rację, albo i bez racji powie przepraszam i po sprawie, ale to jakby awykonalne, jakby czegoś miało ubyć od tego przyznania się, czy przeproszenia jakby jakies ideały czy pielegnowane mity legły od tego w gruzach. I zgadzam się że to dziecko ma być w relacjach tą stroną pielęgnowaną, jest to pozytywne i zdrowe wg mnie.
                      • klamkas Re: A taka babcia.... 21.01.16, 22:46
                        No i jeszcze dodam - nie chodzi o to, żeby uczyć dziecko, ze MUSI znosić trudnych dorosłych. Młoda opanowuje technikę "odtrudniania" babci. I kurcze - jeśli ktoś ma z moją matką dobre relacje, to właśnie moja córka wink. Dociera do niej jakimś niedostępnym dla mnie kanałem (a może to chemia ;p). Nie, że babcia jest ideałem babci. W tej sytuacji zachwycające jest to, że pozostaje lubianą babcią, a nie potworem siedmiogłowym, z którym nie chce się mieć kontaktu.
                        • lokitty Re: A taka babcia.... 22.01.16, 08:28
                          A dlaczego babcia nigdy nie musi opanowywać techniki "odtrudniania" dzieci?
                          To powinno działać w obydwie strony wink.
                          • mia_siochi Re: A taka babcia.... 22.01.16, 08:33
                            Starsze pokolenie (moze nas to tez dotknie kiedysc wink) chyba uważa, ze szacunek, cokolwiek to znaczy, im sie należy.
                            Kiedyś mój chłop wyskoczył "on ma mnie szanować", na co mu odpowiedziałam "na szacunek trzeba sobie zasłużyć". Szcześliwie chłop mój uczy sie szybko, zaczął wdrażać zaslugiwanie i temat wiećej nie powrócił wink
                            • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 22.01.16, 08:51
                              akurat szanować to wypadałoby każdego człowieka bez konieczności zasłużenia sobie na to. Bardzo nie lubię tego zasluzania sobie na szacunek, bo sugeruje ze pozycja wyjściowa jest brak szacunku.
                              • mia_siochi Re: A taka babcia.... 22.01.16, 09:36
                                Ok, moze dla mnie (w tym przypadku) określenie "szacunek" odchyla sie bardziej w stronę "autorytet".
                                • kandyzowana3x Re: A taka babcia.... 22.01.16, 10:28
                                  a to całkowicie się zgadzam na bycie autorytetem zdecydowanie trzeba sobie zasluzyc
                                  • agaja5b Re: A taka babcia.... 23.01.16, 15:50
                                    No właśnie, to jest sedno.
                            • lokitty Re: A taka babcia.... 22.01.16, 09:45
                              Ale fakt, że przykładowy 4-letni wnuk zaczyna histeryzować, bo np. porządnie się zmęczył, zgłodniał, czy zmarzł na tym stoku, a nikt mu nie dał chwili na odsapnięcie i nie zadbał o te potrzeby, nie ma nic wspólnego z szacunkiem wink.
                              Faktycznie - tak jak napisałaś: szacunek, cokolwiek to znaczy wink.
                              Dla niektórych osób to bardzo, bardzo pojemne pojęcie i jakiekolwiek "dziecinne" zachowanie dziecka, nie po linii dorosłego, jest dla nich tożsame z brakiem szacunku.
                              • mia_siochi Re: A taka babcia.... 22.01.16, 09:57
                                Nie masz wrażenia, ze starsze pokolenie w jakiś sposób "odczłowiecza" małe dzieci. Tak jakby dziecko. Je miało prawa do ludzkich zachowań i reakcji.
                                Moja matka na przykład uważa, ze dzieci można bezkarnie okłamywać i oszukiwać. "I tak zapomni" o 5 latku. Jest zawsze zaskoczona, gdy podkreślamy ze nie okłamujemy syna. Albo takie zbywanie, "tak tak" a zajmuje sie czymś innym, bo przecież dziecko i tak nie rozumie. I zaskoczona, ze ja wole powiedzieć "synu, przepraszam, jestem zajęta, porozmawiamy za chwile". O, albo przepraszanie. Jej sie w głowie nie miesc, ze my dziecko przepraszamy jak jest potrzeba big_grin jakże to, rodzic przeprasza takiego smarka? Never. Ja przez całe swoje życie nie usłyszałam tego słowa, ani razu.

                                Przykładów mam mnóstwo. Ona nie jest zła babcią, raczej babcią mało obecną. Jak my nie pojedziemy to ona o wnuku nie pomyśli, ale przecież nie ma obowiązku. Za to to jest wieczne zaskoczenie mnie zaskakuje wink
                                • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 22.01.16, 10:42
                                  Nie znieksztalcaj tego co jest zdrowa norma,normalna babcia mysli o wnukach i sie nimi interesuje. Taka ktora o wnukach nie mysli, nie czuje potrzeby czy kontaktu z nimi. czy to jako malymi dziecmi czy tez starszymi jest tylko atrapa czlowieka, a nie zdrowa i dojrzala osoba. Nie pisz tez, ze norma jest, ze babcia sie wnukami nie musi interesowac, bo to nie jest zadna zdrowa norma. To raczej przyklad zaburzen w przyrodzie smile
                                  • niennte Re: A taka babcia.... 22.01.16, 12:21
                                    zuzi.1 napisała:

                                    > Nie znieksztalcaj tego co jest zdrowa norma,normalna babcia mysli o wnukach i sie nimi interesuje. Taka ktora o wnukach nie mysli, nie czuje potrzeby czy kontaktu z nimi. czy to jako malymi dziecmi czy tez starszymi jest tylko atrapa czlowieka, a nie zdrowa i dojrzala osoba.


                                    Myślę, że podchodzisz do tego zbyt powierzchownie.
                                    Ludzie - jak najbardziej normalni (co to znaczy "normalny", swoją drogą?) - dzielą się na tych, którzy bardzo lubią/lubią/tolerują/nie lubią dzieci. Teraz w końcu nadeszły czasy, kiedy ktoś nielubiący dzieci ich nie ma i dobrze. Dawniej dzieci się po prostu miało, bo taki był obyczaj. Mieli je ci kochający dzieci i tacy, którzy z trudem tolerowali własne. Potem zostali dziadkami/babciami i dalej jedni lubią dzieci, a inni nie. Instynkt przedłużania gatunku, objawiający się m.in. miłością do dzieci/wnuków nie działa u wszystkich jednakowo.
                                    Potem instynkt ulega lekkim zniekształceniom i tak jedni dziadkowie potrafią dać wnukom więcej ciepła, miłości i cierpliwości, niż dali własnym dzieciom, a inni odwrotnie - nie mają już cierpliwości przechodzić jeszcze raz od nowa wszystkich uciążliwości, związanych z opieką nad dzieckiem. Mają coraz mniej sił, zapadają na zdrowiu, łatwiej się męczą, tracą cierpliwość. Tak po prostu jest. Każdy jest inny, starzeje się w innym tempie, ma inny charakter i trzeba to zaakceptować. Nie można twierdzić, że każdy, kto nie pasuje do moich wyobrażeń, to tylko atrapa człowieka. To dziecinada.
                                • lokitty Re: A taka babcia.... 22.01.16, 11:28
                                  Hm, starsze pokolenie... Podejrzewam, że na forum i w tym wątku też, piszą mamy w różnym wieku, i te młodsze i te starsze, a więc odpowiednio mające rodziców w przedziale 50+, 60+, a może i 70+.
                                  Ciekawa jestem, gdzie jest ta mentalna granica "starszego pokolenia", poza którą zaczyna się właśnie lekkie zbywanie psychicznych potrzeb dzieci i nierozumienie ich zachowań, i reakcji umotywowanych wiekiem.
                                  Bo znam i babcię 50+, która ma do wnucząt takie właśnie podejście, i matkę 50+, która hoduje bardzo rozwydrzoną II-klasistkę, więc przegina doskonale w drugą stronę wink.
                          • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 22.01.16, 10:20
                            Dokladnie, zdrowa na umysle, dojrzala babcia z empatia, wie, ze szczegolnie do malego dziecka nalezy miec podejscie jak do dziecka a nie do osoby doroslej. A jesli tego nie wie, tzn. ze jej rozwoj umyslowo emocj. zostal na jakims etapie zycia zahamowany i kobieta nie dojrzaja emocj. ani empatii nie posiadla. Ale nie nalezy tego traktowac jako normy i obchodzic cichutko na paluszkach byle nie urazic udajac, ze wszystko z zachowaniami takiej osoby jest w porzadku. Poza tym odnosnie dziecka nastolatka nauczonego ukladac sie z taka babcia, manipulowac nia, aby nie dochodzilo do konfliktow, istnieje takie ryzyko, ze dziecko wychowywane w takim srodowisku stanie sie jako dorosly czlowiek nadtolerancyjne, co bedzie skutkowalo tym, ze kazda zblakana duszyczke i zaburzona przygarnie i bedzie mu ' pomagac', przyzwyczajone do takiej roli calymi latami. Nie zweryfikuje osoby zaburzobej jako osoby, ktorej nalezy unikac i sie od niej odciac, ale jako osobe biedna i pokrzywdzona, ktorej nalezy poswiecic wiele staran, aby byla w stanie funjcjonowac( nawet gdy ta osoba sama palcem nie kiwnie w tym kierunku, aby sobie ze swoim zaburzeniem i problemami poradzic). Takie dziecko moze zostac uformowane do roli ratownika zaburzonych w zyciu doroslym. Moze miec tak bardzo poszerzone normy tego co uznawac za akceptowalne, ze kazdy ' wariat' bedzie godzien tego, aby sie nad nim pochylic.
                            • klamkas Re: A taka babcia.... 22.01.16, 20:12
                              No a jak babcia ani zdrowa, ani dojrzała, ani empatyczna, a dziecko i tak ją lubi? ;p

                              I nigdzie nie napisałam, że chodzi wokół babci na paluszkach, tylko, że umie sobie z nią poradzić, a to zasadnicza różnica. No ale wiesz lepiej. No i wiesz, że dziecko mi rośnie na ofiarę, która będzie przyciągać wszystkie życiowe pokraki. Taaaa...
                              • zuzi.1 Re: A taka babcia.... 23.01.16, 19:50
                                Sluchaj smile zeby byla miedzy nami jasnosc, ja Cie nie krytykuje, to byl opis jedynie mozliwych zagrozen, ktorych czlowiek nie dostrzega, a ktore po latach moga wystapic ( moga, ale nie musza). Trudno znalezc w takiej sytuacji najlepsze rozwiazanie.
                          • klamkas Re: A taka babcia.... 22.01.16, 20:09
                            Bo babcia jest toksyczna i niereformowalna. Mogłabym oczywiście strzelić focha i powiedzieć, że dopóki się nie zmieni, nie spędzi z dzieckiem ani minuty. Ale młoda chce tam bywać, radzi sobie z babcią. Mam jej bronić w imię czego? Albo namawiać, żeby sobie nie radziła i profilaktycznie doprowadziła co jakiś czas do awantury?

                            Jasne, że powinno działać w dwie strony. Ale nie działa. Może działać tak, albo wcale, my wolimy pierwszą opcję i uważam to za świetne rozwiązanie (moja relacja z mamą to osobny temat).
                • jola-kotka Re: A taka babcia.... 21.01.16, 08:16
                  Nie zawsze to tak działa i nie wiek jest tutaj wyznacznikiem,nie każdy dziesięciolatek jest tak samo rozwinięty emocjonalnie,stabilny emocjonalnie,potrafi sobie radzic z emocjami jak inny w tym samym wieku. I często nie jest to cecha bo ja cie naucze.
          • lokitty Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:03
            No właśnie jakoś mi umknęło w jakim wieku są te dzieci...
            Miałam wrażenie, że to przedszkolaki.
            Ale było, było coś o siedzeniu i łzie w oku, faktycznie wink.
    • rulsanka Re: A taka babcia.... 20.01.16, 16:54
      Ona inaczej nie umie/nie chce. Dlatego nie ma sensu, byście razem wyjeżdżali. Ewentualnie możesz jej to wszystko opisać co tutaj i zobaczyć, czy w ogóle rozumie co do niej mówisz. Jeżeli zrozumie, to czy będzie chciała coś zmienić (wątpię). Kolejny wyjazd dopiero po takiej rozmowie.
    • ga-ti Re: A taka babcia.... 20.01.16, 16:55
      Nie wyjeżdżajcie wspólnie - taka rada wink Ja jak jeżdżę do moich rodziców to wiem, że max to 3 dni, wtedy wszyscy się rozstajemy z niedosytem i już od przekroczenia drzwi czekamy na następne spotkanie.
      Tydzień jest taki graniczny, już zaczyna coś iskrzyć, coś drażnić, żegnamy się z ulgą.
      Pobyty dłużej niż tydzień to aż proszenie się o awanturę i zazwyczaj kończy się kłótnią, a na pewno obrażaniem się, fochaniem i zanim pomyślimy o kolejnym spotkaniu to musimy uspokoić skołatane nerwy.
      No takie życie, a tak ogólnie to nie sa złymi rodzicami, ani złymi dziadkami, no nieba by nam uchylili, ale na krótko wink

      Ps. moja matka też się z dziećmi nie bawi (np. w sklep, fryzjera itp.), czasem w coś zagra, choć tu lepszy jest dziadek i teściowa. i też krytykuje, ile ja się nasłuchałam, że moje dzieci takie niegrzeczne są, a ja zamiast klapsa dać i histerię skończyć to gadam, oj będę ja tego kiedyś żałować (a sami nas nie bili, żeby nie było). Chyba trochę starość, zmęczenie materiału.
    • kkalipso Re: A taka babcia.... 20.01.16, 17:10
      Prawie jak mojabig_grin
      Byliśmy parę dni razem na wakacjach, jak córka jej "przeszkadzała" wierceniem się czy gadaniem to straszyła ją klapsem (uważa, że czasami trzeba) albo że Mikołaj w tym roku rózgę przyniesie.
    • agniesia331 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:00
      Jeśli babcia tak dobra,że sponsoruje te wyjazdy, to może lepiej namówić,by twojej córce 7 latce kolonie za sponsorowała.Wtedy ona nie jest zmęczona,a ty zdenerwowana
    • ichi51e Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:02
      wkurzaloby mnie to na maksa... wspolczuje
    • wies-baden Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:07
      Ani moi rodzice, ani dziadkowie nie bawili się ze mną, nie mam z tego powodu traumy, nie uważam, że mnie skrzywdzono i co więcej, zostałam *wąską specjalistką*, także bez przesady z tymi zabawami.
      • 3-mamuska Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:27
        Próbuję delikatnie powiedzieć, że skoro dziecko marudzi, a jest ewidentnie zmęczone i głodne, to trzeba je tonować, rozbawić, odwrócić uwagę, rozładować atmosferę, a nie wbijać szpile i napędzać w histerii. Bynajmniej się od tego nie uspokoi.
        O jak mnie takie podejścia do dzieci wkurza , potem wyrastają dorośli tacy ze jak jest zły to wszyscy maja sie o chodzić jak ze śmierdzącym jajkiem bo jemu/jej złe.

        Dla mnie nie ma tłumaczenia.
        Jak jeczysz, mach focha to nie jedziesz na narty i tyle wracasz do domu, albo jeździsz z instruktorem albo wcale.

        Moja młoda jeździła na koniach i jęczała ze ma nosić kamizelkę ochronna, mowie to schodz i jedziemy do domu. Tyle.

        Następnym razem jedzcie sami.
        • emka_waw Re: A taka babcia.... 21.01.16, 10:48
          A ja mam obserwację odwrotną, to z takich traktowanych "z buta" dzieci wyrastają roszczeniowi dorośli - bo nauczyli się, że jak będą dorośli, to będzie im "wolno" zachowywać się niekulturalnie. Dzieci traktowane z szacunkiem i zrozumieniem (nie mylić z rozpuszczaniem i przesadnym rozpieszczaniem dziecka) uczą się okazywać ten szacunek innym.
        • memphis90 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 17:09
          >O jak mnie takie podejścia do dzieci wkurza , potem wyrastają dorośli tacy ze jak jest zły to wszyscy >maja sie o chodzić jak ze śmierdzącym jajkiem bo jemu/jej złe.
          Aha, czyli dorosłej osobie w depresji też mówisz "weź się w garść, albo nie zawracaj mi d...py"? Bo ja jednak uważam, że zadaniem dorosłych jest nauczenie dziecka rozpoznawania i radzenia sobie z emocjami. Radzenia sobie- nie tłumienia ich i szczerzenia zębów na pokaz, żeby otoczenie było zadowolone. Wtedy rosną z tych dzieci zdrowi, stabilni dorośli- a nie furiaci, somatycy, histeryczki czy inne zaburzone indywidua.
    • koronka2012 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:20
      To twoja matka. Dlaczego po prostu nie powiesz jej "mamo, przestań stale zrzędzić!" tylko wyjaśniasz i tłumaczysz, jakby była niedorozwinięta? tłumaczą się winni.
      • memphis90 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 17:11
        Widziałaś kiedyś rybę nadymkę? Boję się, że się nadmie i pęknie...
    • ortruda Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:22
      Usłyszałam kiedyś od mojej ciotki niesamowicie szczere zdanie: "Ja dzieci bardzo kocham, ale nienawidzę się nimi zajmować". Ciotka dla tych dzieci (moich, mojej kuzynki) robi dużo - finansowo, fizycznie (kupuje ciuchy, robi na drutach, wymyśla zabawki, zabawy, wycieczki itp.), ale posadzenie jej przez pół godziny z dzieckiem zawsze kończy się porażką.
      Ja też nie za bardzo lubię zajmować się dziećmi. Nawet swoimi. Ale to dzieci, w związku z tym chociaż wewnętrznie wolałabym czytać książkę, to zewnętrznie udaję wielką radość. Chociaż siedzi we mnie irytacja, która w umyśle przekształca się w szalejącą agresję, to na zewnątrz potrafię być oazą spokoju.
      Moja ciotka i być może twoja matka nie mają najwyraźniej wbudowanego bezpiecznika, który pewne uczucia trzyma w ryzach. Nie zmienisz tego nigdy. Jedyne co możesz, dla swojego spokoju, to się z tym pogodzić. I albo odmawiać wspólnego spędzania długiego czasu, albo samej wsadzić sobie w mózg ze trzy bezpieczniki.
    • kamunyak Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:27
      skoro twoja mama nie potrafiła zając sie tobą to, nie wiem dlaczego, nagle oczekiwałaś, że dla wnuków będzie idealną babcią.
      Taka jest i już, należy to uznać jako norme i juz. Będzie łatwiej przy takim podejsciu.
      Nie każdy nadaje się na rodzica a później na babcię/dziadka.
    • edelstein Re: A taka babcia.... 20.01.16, 18:40
      Zmeczylqm sie czytajac co wyrabiaja te dzieci.Zupelnie nad nimi nie panujesz.
      • kalina_lin Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:34
        Ale co wyrabiają? Bywają zmęczone i nie lubią zupy pieczarkowej? Ojejciu wink
        • edelstein Re: A taka babcia.... 21.01.16, 09:05
          Zgrabnie pominelam teksty o upominaniu,by chodzily chodnikiem,nie wlazily w zaspy i uwazaly na auta.
          • kalina_lin Re: A taka babcia.... 21.01.16, 12:11
            Po pierwsze - to był opis bezsensownego zrzędzenia babci, a nie zachowania dzieci. Po drugie - gdyby mi ktoś tak truł, sama miałabym ochotę co najmniej wytarzać się w śniegu.
            Niby dlaczego dzieci na feriach w górach nie mogą się bawić w śniegu? I wskoczyć sobie w zaspę? I olaboga jeszcze rękawiczek czasem zamoczyć? Jedyna sensowna uwaga z tych wszystkich, to ostrzeżenie przed samochodem, które ginie w zalewie marudzenia.
          • memphis90 Re: A taka babcia.... 21.01.16, 17:15
            Generalnie nie chodzą po jezdni, ale w tej miejscowości czasem chodnika nie ma- jest jezdnia i osypująca się góra śniegu na czymś, co być może latem jest chodniczkiem szerokości 0.5m. Chodzi się ulicą, a jak jedzie auto- wdrapuje na zaspę pełnym nadziei, że nie zjedzie się z niej wprost pod koła- ot, taki lokalny koloryt wink Co do skakania po zaspach, sypania śniegniem, rzucania śnieżkami i takich tam- to uważam, że po to jest zima i śnieg, żeby dzieci się bawiły.
    • aga.doris Re: A taka babcia.... 20.01.16, 19:31
      Babcia jak babcia, pewnie już nie do zreformowania ale ty jako matka też się nie popisałaś. Zabierasz na wyjazd babcię, wiedząc doskonale jaka jest. Fundujesz dzieciom i sobie nieustannie nieznośną atmosferę. Pozwalasz się matce zdominować, bo te twoje nieśmiałe uwagi to wybacz ale są jedynie żałosnym dowodem twojej niemocy. Zafundowałaś to sobie i dzieciom na własne życzenie. Po co, dlaczego tego nie wiemy. Mam jedynie nadzieję, że Ty to wiesz.
      • aankaa Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:10
        przecież wyraźnie napisała, że nie stać jej na zafundowanie dzieciom ferii i przyjęła zaproszenie od mamy
    • aankaa Re: A taka babcia.... 20.01.16, 19:46
      do mnie odnosiła i odnosi się podobnie, ale kiedy widzę, jak zwraca się do moich dzieci, to aż się trzęsę
      ===
      jak sama napisałaś - najprawdopodobniej Twoja mama nie lubi dzieci (jako takich)
      zdarza się
    • miss_fahrenheit Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:00
      memphis90 napisała:

      > Po wspólnym weekendzie:
      > Syt. 1- dzieciaki idą na narty. "A X (kuzynka) już świetnie jeździ na nartach,
      > jak się przyłożysz, to też tak będziesz jeździć". "A X zjeżdża już z takej duże
      > j góry". I jeszcze kilka opowiastek o tym, jaka fantastyczna jest X. Dzieci- no
      > sy na kwintę.

      Okropne. W tej sytuacji chyba nie omieszkałabym dodać "a jeśli się nie przyłożysz, to będziesz jeździć tak, jak babcia". Nie jest to zbyt uprzejme, ale czasem działa trzeźwiąco. Potem, korzystając z nieobecności dzieci, wyjaśniłabym spokojnie, co myślę o takim postępowaniu.

      Co do "fochów" dzieci - nie należę do osób uważających, że dzieciom wszystko wolno, wręcz przeciwnie. Niemniej, jeśli owa babcia, dorosła kobieta, potrafi mieć fochy, to czegóż wymaga od dzieci?
      • andaba Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:28
        O tak, ja bym nie miała oporów przed takim tekstem, zakładając, że babcia jeździć nie umie, bo może umie lepiej niż X, nie wiemy smile

        Moja mi tak dała popalić w wakacje, że na ferie dzieci pojechały same, ja nie mam siły. Gdyby nie pojechały wcale, to byłby foch stulecia, a teraz będzie foch, bo się narobi. Trudno nie można zjeść ciastka i mieć ciastka, w jej wieku powinna o tym wiedzieć, jak się chce być najukochańszą babcią na świecie, to trzeba czegoś więcej niż wiecznych pretensji (gdyby pojechała, to tak by było, bo robota spadłaby na mnie, a tak przynajmniej sobie trochę zasłuży).
    • whitney85 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 20:59
      Moja mama potrafiła obrazić się na 2-latkę a obecnie, po kolejnych 3 latach, nadal jej wypomina, że kiedyś mała powiedziała to i to. Od dzieci stroni jak może. Przyjeżdża pod pretekstem tęsknoty za wnukami a przez cały tydzień unika jak ognia a jak już musi, to krytykuje. Moja teściowa pod tym względem jest o wiele bardziej w porządku.
    • lola211 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 21:11
      Wspólczuje.Rozumiem, bo to twoja mama i masz zgryz.
      Moja tez mnie szalenie irytuje i te jej fochy i prowokowanie nerwowych sytuacji doprowadzilo do tego, ze ograniczam kontakt.Mam wyrzuty sumienia,ale jak pomysle ze mam do niej jechac i byc moze nadziać sie na gorszy humor i brak cierpliwosci do 3 latka to wolę sie wymigac.
    • marikooo Re: A taka babcia.... 20.01.16, 21:22
      Myślę, że rozumiem, co czujesz, bo moja mama jest pod wieloma względami podobna. I jest mi trochę łatwiej, odkąd przestałam się spodziewać, że będzie fajną babcią. Bo nie będzie i tyle. Żadne moje pobożne życzenia tego nie zmienią. Może być babcią kupującą prezenty, zapraszającą czasem na obiad, ale nie będzie nigdy się bawić, nawet w rozmowie jest sztuczna.
      A może Twoja mama też ma jakieś inne rzeczy do zaoferowania wnukom?
      • klamkas Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:14
        Jasne - baba zła, to baba ma okres, albo menopauzę... Po co próbować zrozumieć.
    • agaja5b Re: A taka babcia.... 20.01.16, 21:34
      Moja matka miewa podobne jazdy, mysle że to częściowo niestabilność wywołana przekwitaniem, ale też mnie wkurza, że czasem się zachowuje jakby nie rozumiała że to dziecko, projektuje na moją starsza córkę swoje oczekiwania i czasem mam wrażenie że ona reaguje bez żadnych refleksji, wyłącznie na swoich emocjach i ona się zniżać nie będzie niech dzieciak wzleci do poziomu dorosłego i zrozumie. O to mam często z nią spięcia jak jestem u rodziców, bo naprawdę widzę że moje dziecko bywa potraktowane niesprawiedliwie, czuje sie pokrzywdzone i słusznie.
    • klamkas Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:12
      Jest taki typ, który chciałby być ekstra babcią, ale nie lubi dzieci ;p (znam to, moja mama taka jest). Dlatego zaprasza, organizuje wyjazdy, a potem opiekę nad dziećmi zrzuca na mojego ojca, a sama namiętnie prasuje, myje okna, pieli ogródek, albo nagle jest bardzo chora. I zrzędzi. I poucza. Moja córka znalazła sposób, jak sama chce pomóc, albo babcia ją o coś prosi, to córka mówi "babciu, wytłumacz mi jak mam to zrobić, albo zróbmy to razem". I udaje jej się uniknąć połowy problemów, które mają wszyscy inni (ale córka już duża, trochę ją wyedukowałam, trochę stosuje swoje sposoby).

      Myślę, że opanowaniu twoich emocji może pomóc zmiana sposobu myślenia. Mi jest smutno - wiem, że moja mama kocha wnuki, kocha mnie i brata (i kochała za dziecka, czego ani trochę nie czułam), ale kompletnie nie umie z nimi postępować i nie umie tego okazać. Co gorsza - kocha, ale ją męczą. Chciałaby i nie chce. Chciałaby i nie umie.

      Smutno tak chcieć być kochanym, ale nie umieć być "kochającą" (w sposobie bycia) osobą.

      Jedna rada - nie oczekuj, że się zmieni na lepsze i poprawi. W pewnym wieku zmiany zazwyczaj są na gorsze (w tych trudnych, złych, toksycznych zachowaniach). Zmień swoje myślenie i oczekiwania. To wam wszystkim pomoże.
    • claudel6 Re: A taka babcia.... 20.01.16, 22:56
      a idź w diabły z takką babcią!
    • milamala Re: A taka babcia.... 21.01.16, 00:29
      Czasem tak bywa, ze starszy czlonek rodziny nie jest zby dojrzaly emocjonalnie i tak sie zachowuje jak opisalas. Przykre, no ale jedyne co mozesz zrobic to wiecej na wspolne wyjazdy sie nie wybierac, skoro wszystkim psuja one humor. Babcia mojego meza osattnio oswiadczyla, ze moja 4 letnia corka jej nie lubi. Nie wiem czy jej nie lubi, ale sie jej boi Babcia ma inny styl bycia nieco bardziej szorstki, trudno sie dziwic, ze nie kazdy moze to akceptowac. Babcia nie czyni nic (w mojej ocenie) zeby przekonac do siebie prawnuczke, wyglada na to, ze czyni 4 latke odpowiedzialna za cala sytuacje. Tak bywa. Co zrobic.
      • mia_siochi Re: A taka babcia.... 21.01.16, 09:19
        Moja matka kiedyś obraziła sie na swojego wnuka. Wnuk miał wtedy jakieś 2 lata, to syn mojej siostry. Zajmowała sie nim moja matka. I któregoś dnia wnuczek rozpłakał sie na widok babci, bo poranne przyjście babci = wyjście rodziców. A on chciał do mamy.
        Moja matka była oburzona tym, ze on taki niewdzięczny, ona sie tak poświęca, a on nie docenia.
        Az do mnie zadzwoniła sie pożalić.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka