Nikt ni lubi "chwalić się" pechem, każdy lubi być widziany jako dziecko sukcesu. Ale ja się niczym pochwalić nie mogę. Cholerny 2016

Od początku roku:
-reperowałam auta 3x , kroi się czwarta naprawa, bo jednemu z aut ewidentnie wydaje się, że jest dieslem i warczy jak diesel
-rura od gazu skorodowała i trzeba było wzywać serwis, żeby nam dom nie eksplodował, jak rura siądzie
-dostałam wyrównanie za gaz- równe drugie tyle, co wpłaciłam za poprzedni rok (gazownia "pomyliła się" o połowę i więcej w szacunkach dla wszystkich mieszkańców naszej ulicy) z uprzejmym listem, że jak nie zapłacę w ciągu 2 tyg, to w sumie nie muszę się przejmować skorodowaną rurą, bo żaden gaz nie będzie nią płynąć
- musieliśmy pilnie spłacić kredytówkę
-złamał mi się mop, a koty połamały suszarkę do bielizny- to drugie udało się zreanimować silvetapem, więc jest szansa, że suszarka dotrwa do końca wieku w stanie niezniszczalnej prowizorki
-rozchwierutała mi się maszyna do szycia i nie szyje. nie, bo nie.
- mąż stracił pracę, firma upadła i wynagrodzenia za luty nie będzie i tyle
- moje niechorujące dzieci przeszły wymioty, a zaraz potem tygodniową gorączkę
-.... żeby ostatecznie wylądować w szpitalu na operacji. Mąż biegał na rozmowy o pracę- akurat miał na te dni poumawiane, bo nie damy rady kolejnego miesiąca bez drugiej pensji przeżyć, a siedziałam w szpitalu, rano do pracy, po pracy do szpitala, noce na podłodze. Czemu do pracy? Bo pracodawca przelał mi pensję dopiero w połowie miesiąca, nie zapłaciłam na czas składek i nie mam prawa do L4. Na siedzenie z dzieckiem za darmo mnie teraz nie stać, cholera. Wygrałam konkurs na matkę roku. Najgorszą.
- po odebraniu dziecka ze szpitala okazało się, że pomyliłam coś w fakturach za prąd i jedna była niezapłacona, a tak się cieszyłam, że w rachunkach wreszcie mam porządek. Wróciłam do domu ze szpitala, a tam prąd odłączony

Jedyne szczęście, że w 24h udało się sprawę wyjaśnić, ale jakim ch...em trzeba być, żeby zimą wyłączać prąd w mieszkaniu, w którym jest dziecko świeżo po szpitalu?
Jestem załamana i mam dość. Konto wyczyszczone do zera, fundusz wakacyjny odszedł w zapomnienie, zapożyczyliśmy się u rodziny. Dzieciaki pomału wyprowadzam na prostą. Kolejny raz odłożyłam w czasie moje marzenia o urządzaniu ogródka i wymianie garderoby. Czy mi dla odmiany coś nie moze przyjść łatwo, lekko i przyjemnie? Czy ktoś na mnie klątwę rzucił? Przypadkiem położyłam brudne majtki w pole "szczęście", "zdrowie" czy "dobrobyt"? Mieszkam na żyle wodnej? Może księdza mam wzywać, niech egzorcyzmy odprawia? Moja ostatnia próba z KK, kilka lat temu przed chrzcinami skończyła się tak, że księżunio powiedział mi, że nie mogę być szczęśliwa, a jak jestem, to na pewno zaraz dostanę od Boga jakiś krzyż. No i dostałam taki, że od kilku lat się wygrzebuję i wygrzebać nie mogę; ale teraz to już apogeum porażek. Klątwę na mnie rzucił czy jak? Znacie metody na odpędzenie złego fatum? Nawet uszy wyświecuję jak będzie trzeba, ale niech dla odmiany coś się po prostu uda...