fajny-zuzia
18.05.16, 22:07
Wiem, powiecie, że nie jestem asertywna.
Jako, że mieszkamy z mężem w dość atrakcyjnym miejscu, czyli w niedalekiej odległości od morza mamy tłumy chętnych, którzy chą nas odwiedzić.Mąż pochodzi z Holandii, ja mam 700km do rodzinnego miasta.Dlatego wizyty są conajmniej tygodniowe. Każdy wie, że wybudowaliśmy duży dom i zkładają, że miejsce się znajdzie.Ja oczywiście tych gości przyjmuję, ala chyba miarka się przebrała. Mam dość.
Na dowód tego wyliczę:
- jutro teściowie na tydzień
-pierwszego czerwca znajomi męża ,4 osoby na 5 dni
-lipiec 3 osoby plus dziecko na 3 dni
-lipiec 2 osoby plus dziecko na tydzień
-moja siostra z dzieckiem na tydzień w sierpniu
-sierpień dwie osoby plus dziecko
Kiedy ktoś wspominał o ewentualnym przyjeździe, grzecznościowo odpowiadałam, że tak można przyjechać.Chyba się z tego wszystkiego wymiksuję, powiem że sami wyjeżdżamy.
Tylko nie chcę mi się tak jakoś kłamać, bo i tak wyjdźe na jaw, ale mówić prawdę , że nie , nie chcę żadnych gości też jakoś głupio.
Przez te wszystkie wizyty sprzeczamy się zawsze z mężem.
On ma dość hałasu, wiadomo jak jest z dziećmi.Zwłaszcza, że pracuje w domu, więc nie ma jak od tego uciec. Drażni mnie również, że ludzie nie szanują czyjegoś domu, sprzętów itp.
Może wyjdę na starą zrzędę, ale tylko ktoś kto nie ma pojęcia ile kosztuję wybudowanie domu, umeblowanie go itp nie robi sobie nic z wylanej na kanape herbaty czy zepsutego u kogoś prysznica i myśli, że przepraszam albo usmiech wystarczy.
Chciałam się wygadać. Dziękuję za uwagę.