Dyskusja nad czerwoną sukienką przypomniała mi moje niedawne rozkminy.
Przypomniała mi się moja reakcja na strój Madonny na gali MET. Dla przypomnienia.
Moja pierwsza reakcja była: serio kobieta w jej wieku i z jej dorobkiem już nie musi świecić wszystkim co się da. Po co jej to, niech zdesperowane młódki się rozbierają. Madonna to Moadonna - marka sama w sobie.
A potem doczytałam że taka reakcja jak moja to przejaw ageingu (dobre słowo swoją drogą). Bo może Madonna chce swiecić gołą pupą i że ma do tego prawo. I jak chce się tak realizować to jej sprawa.
No może i ma ale jakieś to dla mnie smutne i desperackie. I naprawdę uważam że ona już nie musi i nie doadaje jej to seksapilu. Choć ciało oczywiście ma niesamowite.
Podobne przemyslenia miałam w stosunku do nagiego selfie Kim K.

Że jako matce to jej nie bardzo wypada. Bo ja jako dziecko nie chciałabym by moja matka się tak lansowała.
A potem przeczytałam gdzieś wypowiedź że przecież po tym jak urodziła nie przestała być seksowną kobietą. I że skoro robiłą nagie zdjęcia przed urodzeniem to poród nic nie zmienia.
A i dzieciom to pewnie nie będzie przeszkadzać bo wychowają się w świecie gdzie nagie foty matki nie są niczym niezwykłym (że nie wspomnie o amatorskim porno mamy).
To jak to jest z tą nagością i podkreślaniem/odkrywaniem ciała? to ekspresja cielesności i kobiecości i wiek i sytuacja osobista nie ma na to wpływu czy jednak przy pewniej pozycji i sukcesie życiowym już lepiej sobie to darować bo uwagę można osiągnąć innymi środkami?