Dodaj do ulubionych

Kwestia podejścia

18.06.16, 16:05
W kazdej sytuacji staram sie znalezc jakis pozytyw.
Złąpałam jelitówke, jeden dzień byłam wrecz nieprzytomna z osłabienia i okropnego bólu skurczonego zołądka.Moja córka chorowała razem ze mna.Ledwo zywe,a miałysmy jeszcze siłe smiac sie z tej sytuacji (synchroniczne okupowanie toaletywink.
Rozmawiam z mama, ta na wiesc o chorobie zaczyna ciągnąc temat, ubolewac , wspolczuc itp., a ja jej na to, ze absolutnie nie mam powodu narzekac- dzieki choróbsku schudłam ostatni brakujacy kilogram, brzuch płaski, czuje sie wspaniale.
I tak mam ze wszystkim- nie skarże sie, nie narzekam.Zawsze szukam plusów, co powala mi unikac frustracji.

Tez tak macie?

A moze pesymisci sa tak samo zadowoleni z zycia, tylko na swój własny sposób? Moze wieczne narzekanie i skupianie sie na minusach sytuacji daje zadowolenie? Jak to jest?
Obserwuj wątek
    • figrut Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:13
      Też tak mam. U mnie szklanka jest zawsze do połowy pełna. Cieszę się z drobiazgów, nie przejmuję porażkami bo "zawsze mogłoby być gorzej", jestem zadowolona z życia mimo różnych problemów z którymi trzeba sobie poradzić. Ludzie wciąż narzekający są bardzo męczący. Mam taką koleżankę w pracy, którą zawsze coś może zawiać, surowe jabłko na pewno spowoduje ból żołądka, chwilowy brak pracy z pewnością skończy się grupowymi zwolnieniami, szefowa jej dokucza i wykorzystuje, całe życie ma pod górkę, bo w wieku 30 lat straciła matkę, a później ojca, synowa przyszła na gotowe a do tego "trzeba" ją żywić, bo biedny syn całą zimę nie pracował, a po za tym on tak mało zarabia (więcej nić matka) i też go w pracy wykorzystują, wnuk na pewno znowu będzie miał opuszczonych dużo dni w szkole przez choroby (prognoza na przyszły rok szkolny) itp. aż do odruchu wymiotnego.
      • nathasha Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:15
        to moze ja tak w pracy sie az nie zwierzam, ale bliscy maja nielatwo.
      • andaba Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:25
        Wypisz wymaluj moja bratowa smile

        Ja też jestem maruda i pesymistka, ale nie aż do tego stopnia.
      • 21mada Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:46
        Ale to prawda, ze jedni maja w zyciu bardziej pod gore niz inni. A zle doswiadczenia wcale nas nie wzmacniaja, a wrecz przeciwnie - oslabiaja. Ale zarozumiale paniusie, ktorych zadna tragedia w zyciu nie spotkala, beda sie madrzyc, jakie to z nich optymistki i jak to one potrafia cieszyc sie zyciem.
        • pade Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:55
          Muszę się z tym, niestety, zgodzić.
          • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 08:38
            A ja nie. Bo dopiero po tragediach nauczyłam się optymizmu. Takiego właśnie jak w pierwszym poście. Bo to naprawdę można wypracować.
            • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 08:44
              Dla porównania moja mama reprezentuje skrajnie odmienną postawę - po ciosach od losu "postanowiła" się nie podnosić, od 20 lat żyje z przekonaniem, że ona zaraz umrze (i np. nie wykonuje pewnych działań, co ma realny wpływ na jej życie i nie tylko jej z resztą), zawsze "rozkoszowała się" swoimi psychosomatycznymi objawami (a podejście to z czasem przyczyniło się do rzeczywistego pogorszenia stanu zdrowia), nigdy nie pozwalała dać się wyleczyć z depresji, nie chciała powalczyć o zmianę postawy... Tak że moim skromnym zdaniem oczywiście można umierać za życia na raty "bo los się przeciwko mnie sprzysiągł i źli ludzie dookoła", tylko po co?
            • pade Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 10:45
              Pewnie 49,9% ludzkości może wypracować, a ta druga część niekoniecznie.
              Ludzie są różni, ich mózgi są różne, nie wszystko jest kwestią racjonalnego nastawienia.
              • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 10:49
                pade napisała:

                > Pewnie 49,9% ludzkości może wypracować,
                A może 90% może? Lub 99,9?
                A mózg jest plastyczny. Nowe połączenia nerwowe powstają przez całe życie.

                W każdym razie uważam, że warto próbować. Przy takim podejściu, że połowa może, a połowa nie (skąd te dane?) łatwo sobie powiedzieć coś w rodzaju "to ja jestem w tej połowie, która nie może" i zwyczajnie nie dać sobie szansy (ani najbliższym, dla których taki defetystyczny - nie mam na myśli pesymistycznego, bo to jednak trochę co innego - współtowarzysz jest w życiu sporym wyzwaniem).
                • pade Re: Kwestia podejścia 20.06.16, 09:03
                  Ludzie mają prawo być pesymistami, a Ci, dla których stanowi to problem, niech sobie wypracują skłonność do olewaniasmile
                  Rozumiem, że matka Cię irytuje, ale to, że Ty podniosłaś się po tragediach nie oznacza, że inni nie wystarczająco się starali, i "gdyby tylko" się postarali ich życie byłoby lepsze (dla kogo?).
                  "Optymiści żyją dłużej" to mit, wiesz o tym?
                  Ja czasem jestem optymistką, czasem realistką, czasem pesymistką. Nie lubię szufladkowania. I nie lubię wmawiania sobie, że jest super świetnie zajefajnie, gdy wszystko w środku płacze.
        • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:37
          Cóz, kilka tragedii w zyciu przezyłam,kilka ciezkich sytuacji równiez.
        • figrut Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:56
          >Ale zarozumiale paniusie, ktorych zadna tragedia w zyciu nie spotkala, beda sie madrzyc, jakie to z nich optymistki i jak to one potrafia cieszyc sie zyciem.<
          Widzę w Tobie moją koleżankę z pracy "całe życie wiatr w oczy, całe życie pod górkę". Naprawdę myślisz, że żadnej z nas, pesymistek nie spotkała w życiu prawdziwa tragedia ? Zacznę od założycielki tematu chociażby...
          Nie mamy wpływu na to, co już się stało. ale nie zmienia to faktu, że życie toczy się dalej i niemal w każdym dniu można znaleźć jakąś radość.
          • pade Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:14
            Ja się zgodziłam z tym, ze do czasu można wszystko unieść. A potem przychodzi ta kropla, która przepełnia czarę..
            • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 08:45
              I wtedy jest ten moment, kiedy warto dać sobie pomóc... imho.
    • nathasha Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:14
      nie wiem jak inni, ale mnie moje pesymistyczne podejscie w ogole nie daje zadowolenia z zycia. wszedzie potrafie dostrzec szklanke nawet nie do polowy oprozniona ale zupelnie pusta. ale to nie jest cos co mozna ot tak zmienic - probowalam, staralam sie no i nie potrafie ot tak przestawic sie na inne myslenie. zwlaszcza ze u mnie dochodzzi jeszcze podgladanie co w ogrodku u sasiada a tam trawa taka zielona. i niezadowolenie z zycia wzrasta. takze wychowuj corke na optymistke, niech sie dziewczyna umie cieszyc zyciem
    • mikams75 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:20
      mialam podobna sytuacje wlasnie z wlasna matka - o czyms jej opowiedzialam i zaczelo sie: nie martw sie, dobrze bedzie, zobaczysz, ze bedzie dobrze, nooo nie martw sie juz itd. Tak mnie wrylo, ze nie potrafilam przerwac i dopiero po jakims czasie wyksztusilam pytanie, czy ja sie ta sytuacja martwie.

      ale nie, nie zawsze tak mam, mysle ze jestem gdzies po srodku pomiedzy pesymista a optymista. Czesto jednak odnosze wrazenie, ze optymistom jest latwiej. Ale moze to tylko zludzenie.
      • gama2003 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:59
        Optymistom jest łatwiej bo nie martwią się na zapas. Martwią się wtedy kiedy coś złego faktycznie się dzieje. Pesymista martwi się nieustannie, nie umiejąc tego zahamować. W zasadzie taki prawdziwy pesymizm to rodzaj cierpienia.
        Ale optymistą nie zawsze jest się na zawsze, czasami za dużo się dzieje i optymizm znika.
        Dlatego jak się go już ma to trzeba trzymać pazurami.
    • sayyida Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:39
      Miałam o tym samym wątek napisać.
      I jeszcze są tacy, którzy narzekają, jak to NIC nie mogą, ale nie chce im się szukać rozwiązań, żeby to zmienić. No niedasie i już, a inni mają lepiej.

      Ostatnio doszłam do jakże odkrywczego wniosku, że twoje szczęście zależy tylko od ciebie. Na pewne rzeczy nie masz wpływu i trzeba to zaakceptować, koncentrując się na tym, na co wpływ masz, i na tym, co miłego się dzieje. Znam pogodnych i radosnych ludzi w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej i wiecznych malkontentów, którym ptasiego mleka tylko w życiu brakuje...
      • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:46
        Ja z moja mama wiecznie tocze ozywione dyskusje- ona mi chce udowodnic, ze sie nie da (tu pada lawina argumentów która ja uwazam za zwykłe wymówki ),a ja -ze wrecz przeciwnie, tylko trzeba DZIAŁAC.
        Moim zdaniem to taka obrona- łatwiej jest nic nie robic i trwac w przekonaniu, ze to wina okolicznosci niz po prostu zaczac cos zmieniac.Moja postawa i poglądy naruszaja jej poczucie komfortu, czuje sie winna sytuacji.Nawet gdy omawiam czyjąs sytuacje, ona to bierze do siebie.
      • 21mada Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:40
        > Znam pogodnych i radosnych ludzi w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej
        Jestes pewna ze oni NAPRAWDE sa radosni? To ze takich udaja przy innych, nie znaczy ze nocami nie placza w poduszke. A udaja, bo - jak piszecie - nikt nie chce przebywac w poblizu malkontenta.
    • jematkajakichmalo Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:41
      To ja chyba uchodze za bryle lodu big_grin Przyjmuje do wiadomosci, czasami (w zaleznosci od skali zdarzenia/choroby) zadam kilka pytan i koniec. Moja mama jest za to mistrzynia zamartwiania sie... Przez to od 10 lat nie uslyszala, ze bylam chora (jej nie mozna powiedziec nawet o najmniejszym katarze). Za soba mam 3 spore operacje i kilka drobnych zabiegow. O najwiekszej operacji dowiedziala sie jak juz bylam na chodzie, dwoch mniejszym przypadkiem kiedys tam jak zobaczyla blizny smile Przezywa wszystko strasznie. Corka miala jakies 3 mce temu "wypadek" na basenie, trzeba bylo potem sciagnac jej czsc paznokcia na jednym palcu i jak sie babcia dowiedziala... O Boze, do dzis za kazdym razem o to pyta, choc juz wszyscy daaaaaaawno o tym zapomnieli a najszybciej sama poszkodowana big_grin
      Jak byla u mnie bratanica i kleszcza przytachala to babcia byla gotowa pogotowie wzywac! serio!
      • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:54
        Ja mnóstwo zatajam jesli chodzi o stan zdrowia, bo byle katar jest pretekstem do roztrząsania, ale pech chciał ze byłam z nia umówiona i musiałam sie wytłumaczyc z nieobecnoscismile.

        Najbardziej mnie drażni jej podejscie do tematu zywienia i trybu zycia, moja córkę która ma ułozony jadłospis i wykluczone produkty mączne traktuje jak osobe poszkodowaną,dotknieta nieszczesciem- bo biedna nie moze zjesc nalesnika.I nie wytłumaczysz, ze ten nalesnik nie lezy wcale w kregu zainteresowania.Nie, nie , ona cierpi i z pewnoscia długo tak nie wytrzyma.Demotywator z niej idealny.
        • gama2003 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:19
          Moja mama identycznie. Dementor a nie demotywator. Jest sobie na przykład problemik, do załatwienia, żadna tragedia. A ona tak zacznie o tym gadać, że po jakimś czasie i ja zaczynam czuć niepokój. Daję się wkręcać w przeżywanie. Potem problem się kończy i słyszę - że niepotrzebnie tak się martwiłam, ona zawsze wiedziała, że będzie dobrze. Scenariusz sto razy przerabiany.
          Dlatego zamartwiacze im mniej wiedzą tym lepiej. Dla wszystkich. Z
          • 21mada Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:43
            Ale z was malkontentki. Narzekacie na matki, a co maja powiedziec sieroty?
            • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:46
              Przestań trollować.
        • jematkajakichmalo Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 20:18
          lola211 napisała:


          > Najbardziej mnie drażni jej podejscie do tematu zywienia i trybu zycia, moja có
          > rkę która ma ułozony jadłospis i wykluczone produkty mączne traktuje jak osob
          > e poszkodowaną,dotknieta nieszczesciem- bo biedna nie moze zjesc nalesnika.I ni
          > e wytłumaczysz, ze ten nalesnik nie lezy wcale w kregu zainteresowania.Nie, nie
          > , ona cierpi i z pewnoscia długo tak nie wytrzyma.

          O! Dokladnie tak! To umartwianie sie nad "biednym" dzieckiem...
          U nas tez bylo kiedys cos z jedzienie, to ta jeszcze teksty: oj ty moje biedne dziecko, wszyscy moga a ty nie...

          rece opadaja
      • echtom Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:04
        > Przez to od 10 lat nie uslyszala, ze bylam chora (jej nie mozna powiedziec nawet o najmniejszym katarze).

        Z moją było tak samo. W desperacji udało mi się nawet ukrywać przed nią przez 2 lata poważne problemy z kręgosłupem smile
        • mikams75 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:31
          ja ukrylam maly wypadek i kilkutygodniowe unieruchomienie, kilkumiesieczna fizjoterapie i to, ze juz nigdy nie wroce do poprzedniej sprawnosci. Na szczescie na co dzien nie jest teraz problem zauwazalny dla otoczenia. No i corka wtedy byla mniej peplajaca wink
      • mikams75 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:28
        o rany, mam tak samo, tez ukrywam przed matka co sie da... ze zwyklej troski o nia. Bo sie bedzie zamartwiac, nie bedzie spac po nocach, bedzie rozmyslac i dzwonic co godzina rad udzielac rozstrzesionym glosem. Ja sie boje jej cos powiedziec, bo to juz nie ten wiek i kondycja, zeby po nocach nie spala i sie denerwowala.

        Nie tak dawno okazalo sie, ze moja corka musi nosic okulary. Omijalam rozmowy telefoniczne do czasu az corka juz miala i zaczela nosic i polubila, bo zaraz by sie dzieciak nawysluchiwal litanii wspolczucia i tekstow w stylu - nie martw sie, nie smuc sie, wiesz, moze sie jeszcze wzrok poprawic, a tak w ogole to musisz nosic i cierpiec? itd. Na szczescie jak sie corka przyznala przez telefon babci, ze ma okulary to byla po serii komplementow i nie dala sobie juz nic wmowic.
        • aguar Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 19:53
          Kurczę, ja Wam trochę zazdroszczę. Moją matkę z kolei kompletnie nie ruszają żadne nieszczęścia, które mnie spotykają, bo ona zawsze ma/miała gorzej. A poza tym na pewno jestem sobie sama winna, bo źle się leczę i w ogóle to każdego coś boli. To nie o to chodzi, że bym chciała, aby ona się zamartwiała, tylko smutne jest to, że ja jej zupełnie nie interesuję. (Choruję na przewlekłą, postępującą niestety chorobę stawów.)
          • mikams75 Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 21:00
            bo przesada w zadna strone nie jest dobra
    • bialeem Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:48
      Badania dowodzą, że optymiści są generalnie zdrowsi i odnoszą więcej sukcesów, ale to głównie dlatego, że mają większą skłonność do ryzyka, a podejmowanie ryzyka pozytywnie koreluje z sukcesemsmile

      Jako pesymistka (lub jak ja to lubię nazywać, twarda realistka) nie mogę się pozbyć wrażenia, że optymiści są strasznie naiwnitongue_out

      Mimo wszystko nie chciałabym być inna.
      • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 16:56
        Czyli jestes ze swoim podejsciem szczesliwa?Zadowolona? Pesymizm pozwala ci sie cieszyc zyciem?
        • anika772 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:30
          Ja też uważam siebie za realistkę, i nigdy nie mam podejścia "uda się, bo musi". Otóż nie, może, ale nie musi.
          Jak najbardziej cieszę się życiem, mimo tej "skazy", ba, często unikam rozczarowań i cieszę się że się udało.
          • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 08:53
            anika772 napisała:

            > Ja też uważam siebie za realistkę, i nigdy nie mam podejścia "uda się, bo musi"
            > . Otóż nie, może, ale nie musi.
            Ale wtedy zapewne uda się coś innego, nawet jak nie przy pierwszym podejściu, tak czy siak w końcu coś fajnego się uda wink

            Tak, podobno podejście pesymistyczne jest bardziej realistyczne (a jakichś tam badań amerykańskich naukowców tak wynika tongue_out), ale mimo to nie chciałabym tak mieć.
          • zuleyka.z.talgaru Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 12:54
            Optymistom się udaje, bo optymisci są super ludźmi a pesymistom udaje się przez przypadek. Tak obie grupy tlumacza swoje własne sukcesy.
            • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 13:04
              Fakt smile
        • bialeem Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:53
          Jestem. Nawet bardzosmile
          To nie polega na niecieszeniu się życiem. Czasami nawet pozwala na więcej. Np niczego nie planuję na dłuższą metę, bo zakładam, że wszystko się może zdarzyć. Nie tyle złego, co niespodziewanego. Nie dość, że nie mam rozczarowań, to przytrafiają mi się dzięki temu fajne przygody albo w ogóle lądowanie w innej strefie czasowej lub życiowej. Prędzej czy później przytrafi mi się coś złego. Już nie raz się trafiło. Realizm znaczy tylko, że nie obudzę się tego dnia z głową w nocnikusmile
          Bycie realistką nie oznacza braku poczucia humoru i umiejętności śmiania się z siebie. Po prostu człowiek widzi w przyszłości alternatywy i większość z nich niestety nie jest różowa. Nie uradzisz.
          • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:59
            No ale optymista nie zakłada infantylnie, ze wszystko zawsze sie uda.Tylko nawet jesli sie cos nie uda, to znajdzie dobre strony tej sytuacji.
            • bialeem Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:07
              Ja zakładam, że i tak się stanie więc nie warto się przejmować. Nie znajdę dobrych stron. Po prostu sobie poradzę. Wyciągnę wnioski i będę trochę mądrzejsza. Może można to nazwać dobrą stroną.
              Natomiast rzeczywiście nauczyłam się niczego nie żałować wychodząc z założenia, że gdyby moje życie potoczyło się inaczej, to bym była inna i nie byłabym sobą w sensie aktualnego "ja". Trochę by było głupio nie chcieć istniećwink
            • kura17 Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 15:35
              > No ale optymista nie zakłada infantylnie, ze wszystko zawsze sie uda.Tylko nawet jesli sie cos
              > nie uda, to znajdzie dobre strony tej sytuacji.

              no a ja (chyba jestem realistka) nie MUSZE znajdowad koniecznie czegos dobrego w tej sytuacji.
              bo dla mnie, nawet jesli sie nie uda i nawet jesli NIC dobrego z tego nie wyniknie, to tez nic sie nie stanie! zycie nie sklada sie tylko z dobrych kawalkow i to tez jest OK.
              • zuleyka.z.talgaru Re: Kwestia podejścia 20.06.16, 08:51
                Ale optymista nie szuka celowo. On po prostu tak ma smile taka wbudowana funkcja.
      • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 08:55
        bialeem napisała:

        mają większą skłonność do ryzyka, a podejmowanie ryz
        > yka pozytywnie koreluje z sukcesemsmile
        >
        Podobno czynnikiem najbardziej wpływającym na sukces jest wytrwałość - uparte dążenie do celu. I chyba też prędzej charakteryzuje ona optymistów, bo jak człowiek nie wierzy, że się uda to ma mniejszą motywację, aby pomimo porażek podejmować kolejne próby.
    • echtom Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:07
      Nie zamartwiam się i nie snuję czarnych scenariuszy. W zasadzie mam podejście filozoficzne "jakoś to będzie, bo przecież zawsze jakoś jest". To się nazywa doświadczenie smile
    • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:08
      Zwariowałabym, gdybym nie potrafiła cieszyć się z drobiazgów, przecież to esencja codziennego życia. Smaczny posiłek, ładny dzień, dobry film czy książka, samo to, że jestem zdrowa, nie boli mnie np. ząb smile jest mnóstwo rzeczy, którymi można się cieszyć.
      Mam to chyba po matce, ona potrafi się do dziś cieszyć drobiazgami jak dziecko. Współczuję marudom, pesymistom, wiecznym narzekaczom, to musi zżerać od środka jak rak.
      • 21mada Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:36
        >to musi zżerać od środka jak rak.
        Ciekawe, czy gdyby ktos z twoich najblizszych mial raka, potrafilabys sie cieszyc ze smacznego posilku, ladnego dnia. Latwo sie cieszyc zyciem kiedy czlowiek nie ma prawdziwych zmartwien.
        • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:39
          O, właśnie, takich ludzi miałam na myśli. Trzeba mieć specjalną konstrukcję psychiczną, żeby napisać komuś coś takiego.
          • 21mada Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:49
            A potrafisz sobie wyobrazic taka sytuacje? Moze bedziesz miala wtedy wiecej zrozumienia dla ludzi, ktorzy nie budza sie codzien z radosnym usmiechem na twarzy, a wrecz przeciwnie, nie moga sie doczekac kiedy znowu zasna.
            • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:54
              W ogóle nie rozumiesz, o czym jest mowa w tym wątku.
            • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:03
              Błednie zakladasz, ze wszyscy ci ludzie przezywaja jakies tragedie.
        • cosmetic.wipes Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:37
          Moja matka potrafiła się cieszyć z drobiazgów nawet kilka dni przed śmiercią. Miała raka jelita z przerzutami do płuc i w amputowana nogę po powikłaniach chemioterapii.
          • little_fish Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 10:13
            a Ty potrafiłaś się wtedy cieszyć? Bo to chyba jest najtrudniejsze - jak zło nie dotyczy nas tylko bliskich...
            • cosmetic.wipes Re: Kwestia podejścia 20.06.16, 08:58
              Ja wtedy miałam wyłączone emocje, nastawiłam się na wykonywanie zadań, a tych było dość sporo. Natomiast po smierci mamy rzeczywiście zaczęłam dostrzegać szczegóły, a przestałam przejmować się "pierdołami".
        • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 09:00
          Ależ właśnie w takiej sytuacji umiejętność cieszenia się drobiazgami pozwala nie zwariować. A smutek związany z chorobę bliskiej osoby, bezsilność i inne trudne tematy oczywiście też są w takim okresie ważne, bardzo, i muszą mieć swoje miejsce, dużo miejsca, tyle że nie 100%.

          W ogóle w takich sytuacjach wskazane jest profesjonalne wsparcie dla najbliższych. Właśnie znów - pozwolić sobie pomóc. Pogrążanie się w czarnej rozpaczy nikomu nie pomoże, choremu też nie, nawet jeśli by ją przed nim próbować ukryć, to i tak wyczuje fałsz.
        • martialis Re: Kwestia podejścia 20.06.16, 09:51
          Chyba tym bardziej powinni się cieszyć, bo to kolejny dzień z tą osobą??
          Przynajmniej ja tak robię i uważam, że to słuszne - dodatkowo z obserwacji widzę, że takie podejście dobrze działa na chorego.
      • miss_fahrenheit Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:41
        Pesymista nie oznacza marudy.
        • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:42
          Przecież nic takiego nie napisałam.
          • miss_fahrenheit Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:48
            Wymieniłaś pesymistów w jednym rzędzie z narzekaczami i marudami, co sugerowało podobieństwo. Jeśli odebrałam to niewłaściwie, to przepraszam.
            • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:53
              Wymieniłam różne typy, nie synonimy.
              • miss_fahrenheit Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 20:18
                Ok, w takim razie źle to odczytałam.
                • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 09:15
                  Wybaczam ci smile
    • chocolate_cake Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:16
      Też tak mam i kocham Pollyannę smile
    • cosmetic.wipes Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:19
      Nie traktuje życia jako kombinacji sukcesów i porażek. Do większości zdarzeń podchodzę zadaniowo, co wynika z mojego lekkiego upośledzenia emocjonalnego.
      Chociaż w sumie myślę raczej optymistycznie.
    • anika772 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:20
      Staram się, ale z pewnością nie mam w naturze Pollyanny.
    • feliz_madre Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:29
      W dzieciństwie ukształtowała mnie Pollyanna smile A może to kwestia wychowania i genów - mam bardzo optymistycznych rodziców.
      Bardzo mi szkoda ludzi, którzy nie potrafią dostrzec, w jakim cudownym świecie żyją, w jakim czasie i miejscu. Oraz tego, że życie jest takie piękne!
      Mam kuzynów, którzy na pytanie co słychać zawsze odpowiadają "stara bida" - nawet jak skończyli budować dom, zmienili pracę, zaręczyli się czy dowiedzieli o ciąży...
      • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 09:06
        feliz_madre napisała:

        >Oraz tego, że życie jest takie piękne!

        A to jest zakłamywanie rzeczywistości - życie jest i piękne i straszne. Dlatego jest czas, żeby się cieszyć, jest czas, żeby płakać. I przeginanie w żadną stronę nie służy niczemu dobremu.
    • cauliflowerpl Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:31
      Nie szukam pozytywów we wszystkim, ale zdecydowanie jestem zadowolona z życia.
      Cieszę się z byle bzdury.
      Trudności biorę na klatę i wykazują anielską cierpliwość.
      Zbliżające się nieuniknione problemy traktuję wg filozofii Scarlet O-Hara - "pomyślę o tym jutro".
    • 21mada Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:34
      Latwo cieszyc sie z drobiazgow, kiedy ogolnie wszystko jest dobrze, najblizsi sa zdrowi, a najwiekszym zmartwieniem jest jelitowka.
      • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:42
        Brakuje jeszcze "życzę wam, żebyście doświadczyli PRAWDZIWYCH kłopotów, wtedy przestalibyście pierd... głupoty".
        Wiesz dokładnie, jakie zmartwienia i kłopoty mają ludzie piszący w tym wątku? Jesteś jasnowidzem? czy też wyznajesz zasadę - nie napisała o tym forum, więc nie istnieje?
        • 21mada Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:52
          Kiedys zrozumiesz.
          • morgen_stern Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:58
            Ty za to chyba już nie zrozumiesz.
          • cosmetic.wipes Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:17
            Pier...lisz.

            Swego czasu życie mi nakopało do tyłka jak mało komu i wyszłam z tego silniejsza i spokojniejsza.
          • echtom 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 18.06.16, 18:39
            Wiadomo, że zdarzają się tragedie, które ludzi załamują, ale poziom pesymizmu i narzekania nie jest ściśle skorelowany z "obiektywną" jakością życia i o tym mowa w tym wątku. Są ludzie prowadzący przeciętne życie bez większych wstrząsów, dla których marudzenie i czarnowidztwo jest ulubionym sportem, są niepełnosprawni, ciężko chorzy, umierający, którzy zawsze i do końca zachowują pogodę ducha.
            • jolie Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 18.06.16, 19:07
              Echtom jak zwykle w samo sedno, ale dla mnie przykład z postu startowego nie jest tak trafny i klarowny jak to, co opisałaś. Mieć kilogram mniej bez diety i ćwiczeń, w krótkim czasie? Cudownie! Większość kobiet lubi takie skutki uboczne błahych infekcji.
              • lola211 Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 18.06.16, 19:20
                To tylko przyklad obrazujacy moje podejscie do problemów.
                Osoby takie jak moja mama nigdy w zyciu nawet by nie pomyslaly, ze mozna chorobe postrzegac inaczej jak tragedie i samo zło.Pozytywne skutki sa całkowicie ignorowane w umysle.
                • jolie Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 18.06.16, 19:37
                  Jejku, nie chcę się czepiać, ale 2-3 dniowa jelitówka to jednak obiektywnie żaden problem (i jak najbardziej zgadzam się, że dla wiecznych malkontentów to powód do czarnowidztwa i lamentów). Nie wiesz jednak, czy cieszyłabyś się ze skutków ubocznych biegunki, jeśli ta wynikałaby np. z kolejnego rzutu choroby Leśniowskiego- Crohna.
                  • lola211 Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 18.06.16, 19:44
                    No własnie- obiektywnie nie jest to duzy problem.Jednak dla ludzi pokroju mojej mamy jak najbardziej jest.
                    • pade Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 18.06.16, 21:29
                      Lola, a po co Ty zakładasz wątki pt. "jaka ta moja mama głupia a ja taka mądra"?
                      Chcesz siebie przekonać, że nie jesteś taka jak ona, czy innych?
                      • lola211 Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 18.06.16, 23:30
                        Mnie interesuje zjawisko.
                        Podaje na przykladzie mamy, bo własnie ona akurat tak sie zachowuje.
                      • butch_cassidy Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 19.06.16, 09:12
                        pade napisała:

                        > Lola, a po co Ty zakładasz wątki pt. "jaka ta moja mama głupia a ja taka mądra"
                        > ?
                        > Chcesz siebie przekonać, że nie jesteś taka jak ona, czy innych?
                        >

                        A nawet jeśli, to cóż w tym złego? Masz pojęcie, jak trudno żyje się obok osoby (bo żyć z nią to się po prostu nie da - jak wyżej piszą dziewczyny, że nawet operacje (!) ukrywają...), która robi z igły widły przy każdej okazji, ciągle współczuje i cierpi?
                        Przecież pisząc tak autorka wątku nie robi nikomu żadnej krzywdy, a jeśli sobie daje małego głaska... Trzeba o siebie dbać smile
                        • pade Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 19.06.16, 10:56
                          Obgadywanie matki to dbanie o siebie?
                          • butch_cassidy Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 19.06.16, 11:34
                            pade napisała:

                            > Obgadywanie matki to dbanie o siebie?
                            >
                            W tym kontekście najwyraźniej tak.
                            To jest forum emama. Nie raz tu się pisało i pisze o matkach. Nie uważam, żeby dobre było robienie z tej relacji tematu tabu. To nikomu by nie służyło. Właśnie w takim miejscu - anonimowo - uważam, że można pisać i o matkach. Przecież nikt ich nie obraża, a jak jest problem w relacji, to łatwiej się żyje, jeśli można o nim porozmawiać, choćby pisemnie.
                            • pade Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 19.06.16, 12:17
                              Pewnie, dziewczyny piszą o problemach, ktoś coś doradzi, ktoś pogłaszcze i jest git.
                              Wątki Loli do takich nie należą. Im jest ich więcej, tym bardziej współczuję ...jej matcesmile
                              • pade Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 19.06.16, 12:18
                                No i jeszcze różnicą jest kaliber problemów.
                              • lola211 Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 19.06.16, 12:54
                                Nie należą -dodaj:według Ciebie.Bo mnie nie lubisz i jestes negatywnie do mnie nastawiona.Zero obiektywizmu z Twojej strony.
                                Mnie to nie rusza, zastanawiam sie tylko czy Ty to w ogóle widzisz.
                                • pade Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 19.06.16, 13:44
                                  Ależ ja doskonale wiem, że nie jestem wobec Ciebie obiektywna, zresztą, dlaczego miałabym być?
                                  Po prostu, są osoby, które darzę większą czy mniejszą sympatią, są takie, których nie lubię.
                                  Poza tym mierzi mnie takie obgadywanie matki, wyśmiewanie każdej jej słabości, serio.
                                  I tylko dlatego wtrąciłam się w ten wątek.
                                  • lola211 Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 19.06.16, 18:11
                                    Obgadywanie, wysmiewanie.. Pade- to w Twojej głowie tylko.
                • echtom Re: 21mada, coś Ty się tak uczepiła? 18.06.16, 19:48
                  Nie ma co szarżować z pozytywnymi skutkami chorób, bo negatywne jednak przeważają. Ale ja nie o tym chciałam. Moja mama z kolei miała coś, co nazywałam "jaraniem się chorobami" - jakby wręcz się cieszyła, że ktoś w rodzinie jest chory, bo wtedy mogła czuć się potrzebna, opiekować, przeżywać, opowiadać wszystkim dookoła, co się dzieje. Czasem się zastanawiałam, czemu nie została pielęgniarką, skoro tak się realizowała w opiece nad chorymi tongue_out
          • martialis Re: Kwestia podejścia 20.06.16, 09:53
            O losie, chroń mnie od tego typu osób, gdy będę chora. Na cokolwiek.
      • figrut Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:48
        >Latwo cieszyc sie z drobiazgow, kiedy ogolnie wszystko jest dobrze, najblizsi sa zdrowi, a najwiekszym zmartwieniem jest jelitowka.<
        Mylisz się. Mój tata umierał na raka, ale i wtedy można wyłuskać pozytywy choć wiadomo, że bardzo zaawansowany rak jelita prowadzi nieodwołalnie do śmierci. Nawet mój tata potrafił cieszyć się z tego, że był w stanie zjeść troszeczkę ulubionego dania, bo zazwyczaj miał na coś apetyt, ale nie dał rady zjeść. Cieszył się z ładnej pogody, bo można było go wyprowadzić na balkon. Opowiadał odwiedzającym, jak teraz mu wygodnie, bo dostał wielki worek sako na którym może siedzieć i nie cierpnie. Dla nikogo nie jest to łatwa sytuacja, ani dla chorego, ani dla rodziny, jednak i w chorobie można dostrzec małe radości życia. Ja natomiast cieszyłam się kiedy umarł, bo wiedziałam, że już nie będzie cierpiał.
        • echtom Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:43
          Koleżanka opowiadała mi, jak siostra jej teściowej umierała na raka, do końca cierpliwa i pogodna, ciesząca się każdym darowanym dniem, tym, że przeżyła kolejne Boże Narodzenie, że może jeszcze zdąży powitać kolejny Nowy Rok.
    • kropkacom Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:52
      Po co gadasz matce jak wiesz, że przeżywa?

      Jak wiem, że to zwykła jelitówka to się nie przejmuje. Jednak tak, ogólnie się przejmuje bardziej niż powinnam.
      • kropkacom Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 17:53
        Zdrowiem bliskich się przejmuje, a nie głupotami. Zaznaczam. tongue_out
      • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:09
        Mam kłamac? Byłam z nią umówiona, zadzwoniła, co mialam powiedziec?
        Sama z siebie nigdy nie wyskakuje z takimi informacjami.
    • fornitta69 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 18:49
      Ja jestem wieczna pesymistka i histeryczka bojąca się zycia. Przygotowuje sie zawsze na najgorsze i potem mam mile niespodzianki wink I dzieki temu cieszę sie tym co dobre (malymi i dużymi rzeczami) bo traktuje je jako cos wyjątkowego. Jest jednak poważny minus takiego sposobu na zycie-bywam potwornie meczaca dla otoczenia. Staram sie nad sobą pracować i ograniczać wypowiadanie na glos swoich obaw ale srednio mi to wychodzi.
    • zla.m Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:29
      lola211 napisała:

      > I tak mam ze wszystkim- nie skarże sie, nie narzekam.Zawsze szukam plusów, co p
      > owala mi unikac frustracji.
      >
      o
      Napisała forumka, która umiera na raka, bo sąsiad zapali papierosa na swoim balkonie oraz nie może znieść, kiedy ludzie głośno imprezują... w sylwestra.
      • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:33
        Mylisz pojecia.
        To ze optymistycznie podchodze do zycia nie oznacza, ze nic mi nie przeszkadza i z usmiechem na twarzy bede sztachac sie smierdzacym dymem z petów sąsiadki oraz cieszyc sie, ze sasiad zakłoca mi mir domowy.
      • fornitta69 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:51
        To się nazywa patrzeć optymistycznie na sama siebie wink
    • mamaemmy Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 19:33
      Mam tak samo jak Lola, czasem jest to jak zabawa Pollyanny smile
      I znam tysiąc ludzi, którzy mają odmiennny sposób patrzenia na te same co ja rzeczy; te osoby często próbują / próbowały mi uświadomić w jak fatalnej sytuacji jestem/byłam smile
      Czasem mam tylko chwile załamania-przewaznie podczas PMS i zaczynam faktycznie mysleć, że kto jak kto,ale ja w zyciu mialam naprawdę bardzo przerypane sad Ale to mija i zaczynam sie cieszyć tym, że sobie siedze w ogrodzie,wiatr wieje ,czytam ciekawa książkę...
      • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 09:14
        W PMS też tak miewam big_grin
        Na szczęście nie co miesiąc, czasami mnie ta "frajda" omija wink
    • miss_fahrenheit Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 20:17
      Patrzę na świat z perspektywy pesymistycznej, co nie przeszkadza mi w szukaniu i znajdowaniu satysfakcji i spełnienia w życiu.
    • kkalipso Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 20:24
      Przez różne głupie drobiazgi potrafię się zamartwiać i denerwować w "wielkich" sprawach jestem optymistką i zarażam optymizmem.
    • viridiana73 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 20:52
      Czytam wypowiedzi i widzę tendencję, że optymizm jest często utożsamiany z naiwnością, brakiem realizmu, bezgranicznym zaufaniem do ludzi.
      Nie jest tak.
      Jestem osobą, która z prawie każdej życiowej sytuacji "wyciąga" jak najwięcej plusów i korzyści. "Biedaczko"- ktoś powie- "mieszkasz na tym czwartym piętrze, wyrazy współczucia!". A ja na to: "No coś ty, czwarte piętro jest fantastyczne, nikt mi nie tupie, nie zalewa, parasol se mogę na klatce wysuszyć, nikt nie ukradnie". Albo mieszkanie, że takie małe. A ja od razu widzę plusy: mało powierzchni do ogrzania, do sprzątania i tylko 3 okna do myciasmile Taka jestem.
      A jednocześnie w życiu jestem zawsze rozważna, nie idę na żywioł, nie zakładam że wszyscy wokół mnie mają dobre intencje. Syndrom panny Marple: spodziewam się po wszystkich i po wszystkim raczej najgorszego. Ale przynajmniej unikam rozczarowań.

      I to się wcale nie wyklucza.
      • viridiana73 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 21:23
        *tendencję do utożsamiania optymizmu z naiwnością... itd.

        Nie wiem, czemu mi się tak niezręcznie napisało.
      • pade Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 21:23
        "Biedaczko"- ktoś powie- "mieszkasz na tym czwartym piętrze, wyrazy współczucia!". A ja na to: "No coś ty, czwarte piętro jest fantastyczne, nikt mi nie tupie, nie zalewa, parasol se mogę na klatce wysuszyć, nikt nie ukradnie". Albo mieszkanie, że takie małe. A ja od razu widzę plusy: mało powierzchni do ogrzania, do sprzątania i tylko 3 okna do myciasmile Taka jestem."
        To jest racjonalizacjabig_grin
        • viridiana73 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 21:40
          Czyli przekonywanie samej siebie, że wybory/ decyzje jakie w życiu podjęłam są słuszne i wyszły mi na dobre. To często spotykane zachowanie. Tyle, że niektórzy przekonują samych siebie niejako "na siłę", a niektórzy (ja) naprawdę widzą przede wszystkim plusy sytuacji, w jakich się znaleźli.

          • pade Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 21:45
            Rozumiem, też mam takie podejście.
        • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 09:16
          pade napisała:


          > To jest racjonalizacjabig_grin
          >
          I po to nam ją bozia dała, żebyśmy z niej umiejętnie korzystali tongue_out
          • memphis90 Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 10:06
            Ja jestem mistrzynią słodkich cytryn wink
            • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 10:18
              big_grin Brawo Ty!
      • lola211 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 23:35
        Jestes moja mentalna siostrasmile.
        Ja sie ciesze, ze mieszkam na 3 pietrze bez windy- bo mam zapewniony codzienny treningsmile,a przez to lepsza kondycje.
        • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 09:18
          Tak, to jest ogromny plus.
          Którego, co prawda, ja aktualnie mogę najwyżej pozazdrościć big_grin
    • ana119 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 21:23
      Są osoby które przy swoich dużych niepowodzeniach grają ze to nic wielkiego i nadrabiam miną a w środku zawód i przy innych drobnych wybuchają. Ludzie aktorzy. Ważne żeby być ze sobą szczerym i nie zatapiac się w nieszczerości. Wtedy łatwiej jest zrozumieć emocje innych bo ci co grają na codzień są pozbawieni empatii w stosunku do osób trzecich
      • butch_cassidy Re: Kwestia podejścia 19.06.16, 09:21
        Tak, też optymizm, nie znaczy zawsze i wszędzie, za wszelką cenę.
        Sama cenię taki "realistyczny optymizm": Szukanie plusów? Tak. Cieszenie się drobiazgami? Jak najbardziej! Niewyolbrzymianie problemów? Oczywiście!
        Ale też umiejętność przeżywania złości, smutku, frustracji, itp. bez samookłamywania i grania (powiedzmy, że tu wyjątkiem mogą być sytuacje profesjonalne, bo praca to raczej nie jest miejsce na przeżywanie).
    • pelissa81 Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 21:33
      Też tak mam - od 2 tygodni mam złamaną nogę - lężę, czytam, odpoczywam, nadganiam seriale - narazie minusów nie znalazłam suspicious - i też wszyscy mi się dziwią
    • ga-ti Re: Kwestia podejścia 18.06.16, 23:36
      Nie mam tak wink Ale mam nadzieję, że nie reaguję skrajnie odwrotnie wink
      Na jelitówkę bym sobie jednak ponarzekała, bo to cholerstwo męczące bardzo.
      A wieczne narzekanie to jak najbardziej sposób na życie. Mam taka koleżankę, coby się nie dzialo to jest źle, a ona ma zawsze najgorzej. Nie da się zmienić. Jak mam silę to ją wysluchuję. Nauczyłam się nie podchodzić bardzo emocjonalnie do jej narzekających wywodów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka