W kazdej sytuacji staram sie znalezc jakis pozytyw.
Złąpałam jelitówke, jeden dzień byłam wrecz nieprzytomna z osłabienia i okropnego bólu skurczonego zołądka.Moja córka chorowała razem ze mna.Ledwo zywe,a miałysmy jeszcze siłe smiac sie z tej sytuacji (synchroniczne okupowanie toalety

.
Rozmawiam z mama, ta na wiesc o chorobie zaczyna ciągnąc temat, ubolewac , wspolczuc itp., a ja jej na to, ze absolutnie nie mam powodu narzekac- dzieki choróbsku schudłam ostatni brakujacy kilogram, brzuch płaski, czuje sie wspaniale.
I tak mam ze wszystkim- nie skarże sie, nie narzekam.Zawsze szukam plusów, co powala mi unikac frustracji.
Tez tak macie?
A moze pesymisci sa tak samo zadowoleni z zycia, tylko na swój własny sposób? Moze wieczne narzekanie i skupianie sie na minusach sytuacji daje zadowolenie? Jak to jest?