Wpisałam się w wątek o sukienkach i szczerze mówiąc wydawało mi się, że mam ich strasznie dużo. Ile razy podchodzę do szafy, która jest właściwie pełna, to mam wyrzuty sumienia z powodu swojej rozrzutności, bo w porównaniu z minimalistyczną garderobą męża i starszych dzieci wygląda imponująco. Pięć sukienek, z dziesięć spódnic - w porównaniu z trzema parami portek (w tym garniturowe), które posiadają rodzinni faceci i córka właściwie też, tylko zamiast garnituru ma kalesonki zwane legginsami, za to ze trzy pary.
Dla mnie to znaczna ilość, która zapełnia całą niemal szafę.
Tak się zastanawiam, czy te osoby, które mają po kilkadziesiąt sukienek nie mają już nic innego - czyli spódnic, spodni, czy też innych elementów garderoby też mają tak dużo i przede wszystkim - a) gdzie to trzymają, b) czy faktycznie w tym chodzą.
Moja najmłodsza córka ma sporo ubrań bo i jej kupuję - bo jeszcze jest w wieku, w którym gust mamusi jest ok, bo na małe dzieci są śliczne ubrania, bo dostała od moich koleżanek, które mają większe dzieci, bo lubię szyć, a na takiego chuderlaka łatwo coś tanim kosztem uszyć, bo miała po starszej siostrze, która też miała dużo ubrań, bo patrz pozostałe punkty, poza tym była pierwszą dziewczynką, więc wiadomo

No i naprawdę mam problem, żeby jej założyć w sezonie daną rzecz chociaż dwa razy, bo najzwyczajniej nie ma tego wszystkiego kiedy nosić. Więc zastanawia mnie możliwość wykorzystania 30 sukienek na sezon.