leann32
14.11.16, 20:59
Tak dzis wychowawczyni przywołała do porzadku kolege syna z przedszkolnej grupy. Syn był w szoku, zademonstrował mi dokladnie jak to wygladalo, powiedzial ze kolega przeszkadzal w czytaniu i sie smiał pod nosem i tak Pani zareagowała. Twierdzi, ze uderzyla go i byla zła, zaraz potem kolega się uspokoił.
To sześciolatki, kolega z reguly jest spokojny i grzeczny, dzis mu cos odbilo.
Pani ma ok 60 lat, pracuje tam od 8. To prywatne przedszkole, jest jedyną tak doswiadczoną panią, reszta to mlodziutkie dziewczyny wiec sie cieszylam ze zerowke prowadzi starsza babka. Zajecia sa na wysokim poziomie, syn naprawde duzo sie uczy, merytorycznie jest super.
Dodam, ze to nie pierwszy raz. Raz dotyczylo to mojego syna, pani go pociagnela za szyje zeby go ustawic w rzędzie - ale prawdopodobnie chciala chwycic bardziej w strone obojczyka. O mocy ciezko dyskutowac - syn twierdzi ze go bolalo, natomiast jest wrazliwy wiec to zostawilam w spokoju.
Na przedstawieniu zwrocilam uwage, ze pani ma takie zapedy zeby fizycznie ustawiac dzieci - podnosi glos i na przyklad ciagnie za ramie albo przepycha dziecko. Jesli 6 latek sie przy tym zatacza i musi odzyskac rownowage - wnioskuje ze robi to dosc mocno.
Kamery są, natomiast wiem, ze syn na 100% mowi prawde. Nie za bardzo wiem jak mu w ogole takie zachowanie pani tlumaczyc, bo my go w zyciu nie uderzylismy, a ze jest mega spokojnym i grzecznym dzieckiem - moze kilka razy przez caly jego zywot podnioslam na niego glos. W zwiazku z tym maly bardzo przezywa te przedszkolne krzyki, bo tego nie rozumie a to uderzenie książka przezyl bardzo i boi sie ze tez "dostanie".
Kolegi tez mi zal, nie wiem - rozumiem, ze dzieciaki dają w kosc ale kurcze chyba metody z lat 80 tych mamy za sobą? Co radzicie?