Tak dowiedzialo się moje dziecko po bójce w szkole.
Mlody, mimo iz minęły juz 3 dni od tego zdarzenia ma nadal wybroczyny na ciele.
Przypomnę się, a raczej młodego. 13 lat, autyzm wysokofunkcjonujacy, obecnie w 1 kl gimnazjum. Po przejsciach w podstawowce w ktorej kasa średnio go okceptowala a wychowawczyni kompletnie nie umiala z nim pracowac i nie rozumiala czym sie ten autyzm je, balam się gimnazjum. Ale wyladowal w klasie tylko z jedym chlopakiem z podstawowki, przypadkowo jedynym kolegą. Siedzą razem w ławce

Mlody w klasie lubiany, z opinii wychowawczyni : kontakty z rowiesnikami prawidlowe, zachowanie nie budzi zastrzezen, uczy się dobrze.
Problem pojawil sie ze strony innego niepelnosprawnego ucznia z klasy 3. Wydaje mi sie, ze to tez autysta, ale mocniej zaburzony, zaczepia dziewczyny, sklada im seksualne, wulgarne propozycje, potrafi walnac po pupie, ogolnie ,,niegrzeczny,, a przy tym spragniony towarzystwa. Mlody go nie lubi ale nie zaczepia, nie nawiazuje kontaktu. Mają wspolne zajecia u pedagoga. Miesiac temu pobili sie. Wg relacji mlodego tamten czyms w niego rzucil i uderzyl, wg rrelacji tamtego to byl wypadek. pomijajac przyczyny doszlo do szaraniny, usilowala ich rodzielic nauczycielka, mala i szczupla, wiec ją wywalili, przy czym mlody glosno przeklinal. No bywa, dostali po uwadze, nauczycielke przeprosili, obiecali poprawe. ( Nie wiem, dlaczego syn klnie, ja nie przeklinam, mlody przeklina w stanie silnego wzburzenia, rozmowy nic nie daja)
W piatek przyszlam po syna do szkoly, mlody przyszedl, ale mial do nas przyjsc jeszcze jego kolega z klasy i mlody poszedl po niego. Nie wraca i nie wraca, mysle co jest, podchodsi do nnie jakis chlopaczek i pyta, czy jestem mamą Kuby. Mowi mi, ze moje dziecko jest bite przez innego ucznia, leci ze mna na miejsce. Zanim doszlismy podszedl kolega syna i tez mowi, ze Kubę probowal ktos udusic, przy czym mowi do tego chlopka : to Twoja winal kazales tamtemu zeby Kubę przydusil poduszką. Chlopaczek mowi ze on nie wiedzial, ze tak wyjdzie, zyczy mi milego dnia i ucieka. Docieram na miejsce. Mlody trzaska drzwiami i drze sie, ze tamtemu krzywde zrobi. Nauczyciele probuja go uspokoic, probuję i ja, mlody popycha i mnie, nie chce, zeby go dotykac. Szyję ma pokrawioną ale widze, ze poza tym nic mu nie jest. Zgromadzone towarzystwo zgodnie twierdzi, ze inny chlopak sie na Mlodego rzucil bez powodu. W sumie powod juz znalam.... Tym ,,agresorem,, byl ten sam chlopak, z ktorym szarpali się miesiac wczesniej, ten niepelnosprawny. Mlody rozzalony, mamo, on mnie dusil poduszka, ja sie bronilem, krzyczalem, zeby ktos po ciebie poszedl ale nie sluchali.
pojawia sie dyrektor. Bierze na rozmowe tamtego. Mlody laduje u pielegniarki. Potem przy dyrektorze koledzy potwierdzają wersje syna. Dyrektor obiecuje sprawe zbadac i zalatwic, ucsen ktory namowil tamtego do ataku ma poniesc konsekwencje, nauczyciele mają baczniej ich obserwowac, tamten ma sie do syna nie zblizac, przy czym mlody sie dowiaduje, ze jak bedzie oddawal to zostanie uznany za wspolwinnego. Nosz to co, na stac i dać sie dusic przy kolejnej okazji? Bronic sie to niekiedy takze oddac, trudno mi wytlumaczyc autyscie kiedy to jeszcze obrona, a kiedy oddawanie

Te same slowa powiedziala nastepnego dnia mlodemu wychowawczyni, ze ma nie oddawac. Bo bedzie tez winny. Mlody nie chwyta. A - szkola mimo ze powinna ( syn ma w orzeczeniu wpisane ) zalatwic zajecia z psychologiem, tak ich nie ma. Psychologa w ogole w szkole nie ma, chociaz to gimnazjum integracyjne.
Tamten znowu mlodego dzis probowal sprowokowac, przyszedl pod klase mlodego, pokazal mu srodkowy palec.
jako ze juz mialam podobny problem w podstawowce boje sie powtorki...