Zaraziłam się od dziecka wirusem, mialam 38, zbilam do normalnej i nadal umieram. Musze iść jutro do pracy chociaż na parę godzin, przekazać sprawy, chyba taksówką pojadę (choć dziś wracałam na rowerze - i nawet nieźle mi się jechało, tak orzezwiajaco, hehe, nawet głowa mnie nie bolala).
Kiedyś człowiek nie zarazal się wirusami, a jeśli już, to w miarę funkcjonował. A ja nie mam siły pójść do kuchni po herbatę
"Meznieje" na starość, czy modne ćwiczenia z uwaznosci tak na mnie działają?