dziennik-niecodziennik
22.12.16, 12:43
zazwyczaj jestem mocna w gębie, ale tym razem jakos mi źle.
w moim otoczeniu są dwie umierające młode osoby. kiedys bylismy sobie dosć bliscy, obecnie kontakty sie rozluzniły, choc sympatia zostala. o chorobach obydwojga dowiadywałam się przez wspólnych znajomych, przypadkiem właściwie. z nią o raku rozmawiałam, ale wczesniej, jak była duza szansa na wyleczenie. z nim nie rozmawiałam wcale, teoretycznie nie wiem wcale że jest chory.
i teraz oni oboje proszą żeby sie z nimi skontaktowac. żeby przyjsc albo zadzwonic.
a ja sie boje. po prostu sie boje. nie mam pojecia co mialabym zrobic. teoretycznie wiem, ale praktycznie nie widze tego.
najchetniej bym sie nie kontaktowała, ale to by było chyba świnstwo, nie?
co zrobic? co mówić?
najbardziej się martwię o to jak zapytają o mnie. Co mam powiedziec młodej dziewczynie opuszczającej kochanego meża, młodemu facetowi osierocającemu male dziecko? że u mnie wszystko OK, córka zdrowa, śliczna, fajna, mąż w porządku? bagatelizowac, nic nie mówić?
nie mam pojęcia jak się zachować.
poza tym - jak w ogole zacząć taką rozmowę? przypominam - teoretycznie nie wiem w jakim stanie sa oboje. mam udawać ze nie wiem, grac zaskoczoną, "wkopac" osoby od ktorych wiem?...
kopnijcie mnie jakos w dup..ę.