Tak, wiem, że każdy ma tarczycę

Wiem, że to modna teraz choroba, ale właśnie byłam rano u zaprzyjaźnionej endokrynolożki, która mnie opieprzyła, że nie słucham swojego ciała.
Z wagą zmagałam się od zawsze - od czasu jak z 8 lat temu zakończyłam leczenie Bromergonem. Każdy kilogram w dół to był płacz, ból, koszmary o jedzeniu... Z trudem, bo z trudem, doszłam do tego, że wyglądam w miarę, chociaż drobną nadwagę znowu mam, a po ciąży udało mi się wrócić do pionu. Myślałam, że tak mam, bo lubię sobie poszamać czekoladę... Do endokrynologa poszłam, bo mąż mnie zmusił do rozmowy z naszą ginekolożką, wpajając, że osoba, która je tyle, co ja, a do tego się rusza, powinna być chuda jak dekiel. A nie jest.
Odkąd pamiętam, zawsze było mi zimniej niż innym. Mam zawsze zimne ręce i stopy, nawet latem. Zimą zakładam na noc skarpetki.
Często mam chrypkę i uczucie kluchy w gardle.
Mam kłopot z suchą skórą głowy, którą myliłam z łupieżem.
Wypadają mi włosy i odżywka nic nie daje.
Miewam huśtawki nastrojów. Bardzo dużo śpię, rano nie mogę się obudzić...
Lekarka powiedziała mi dzisiaj, że gdybym słuchała tego, co mówi mi organizm, trafiłabym do niej kilka lat temu. Dodała też, że pacjenci dzielą się na takich, którzy za wszelkie swoje problemy obciążają choroby: w jej przypadku: jestem gruba, bo mam problem z tarczycą. Inni z kolei: jestem gruba, bo jem jak jem, bo nie mam czasu na trening, bo coś tam... Tylko u mnie tych symptomów było dużo, a ja sobie zakładałam, ze po prostu jem słodycze, jestem introwertyczna i nie mogę trafić z szamponem. Ech, więc apeluję: słuchajcie tego, co wam mówi organizm, bo jak sobie pomyślę, że dopiero zaczynam załatwiać coś, co mogło być załatwione już dawno, to aż zła na siebie jestem