nenia1
25.02.17, 10:41
Pomijam takich, którzy dzwonią w soboty i w niedzielę, albo o 21.30 - sposób już znalazłam.
Ale chodzi mi o takich, którzy dzwonią z każdą pierdołą w godzinach pracy. Często dzwonią z pytaniami w dziedzinach zupełnie pokrewnych, ale widocznie sądzą, że wiem wszystko. Przykładowo dzwoni pani z pytaniem jak załatwić reklamację piecyka gazowego, bo jej się popsuł. Albo czy ma zabrać dowód bo chce otworzyć konto w banku. Z jednej strony to może i urocze, ale z drugiej, jak klientów przyrasta to robi się dramat. Nie mam kiedy pracować, bo powoli nie robię nic innego jak odbieram telefony. Przejrzałam dziennik w telefonie i np. dzień wczorajszy do południa wyglądał tak: telefony o 8:47, 8:54, 9:05, 9:55, 10:10, 10:28, 10:48, 10:58, 11:09 itd.
Każdy oczywiście ma tylko jedno pytanie, no i to prawda, problem w tym, że u mnie te "jedno pytanie" sumuje się w pięćdziesiąt. A praca leży. Oczywiście za chwilę klient dzwoni, kiedy będzie zrobione.
Miała któraś z forumek taki problem w pracy, da to się jakoś rozwiązać?