1matka-polka
22.05.17, 08:37
Są to ludzie mieszkający w miastach, którzy absolutnie nie są zależni od natury. Jedzenie kupują w sklepie, jak im zimno, to podkręcają kaloryfer, jak pada deszcz, to siedzą w domu jeżdżą samochodem, komunikacją. Tacy ludzie nadmiernie przejmują się życiem innych istot żywych albowiem w ogóle nie muszą zużywać żadnej energii na własne przetrwanie. Kochają nornice i karczowniki oraz foki. Litują się nad każdym szerszeniem i osą. Oskarżają innych o brak uczuć, z powodu zabicia mrówki. Nie rozumieją, że każdy rolnik musi pryskać, a każdy hodowca musi leczyć, bo inaczej wszystko zostałoby zniszczone przez owady, grzyby, wirusy i bakterie. Nie rozumieją, że człowiek nie może żyć "w zgodzie" z naturą.
Ciekawe, co by się stało z ich miłością, gdyby karczownik wpierdzielił im zapasy na zimę a foka zeżarła całodniowy połów. Gdyby osobiście musieli nakarmić swoje dzieci, tym co biega, lata, czy pływa. Gdyby musieli konkurować o suche miejsce w jaskini z jakimiś nietoperzami albo innymi stworami. Jak szybko by im wtedy się zmienił punkt widzenia...