konsta-is-me
23.05.17, 22:19
Od razu pisze, że długie i będę narzekac.
Jak ktoś nie lubi, niech od razu nie czyta.
Usiłuje uleczyć siebie z toksycznego dzieciństwa, a pewnie i całego zycia.
Chodzi o ojca.
(I paniszelka mi staje przed oczami-nic nie poradze.)
Sytuacja sprzed chwili i pisze w emocjach.
Mam remont, przybył "fachowiec" (jego znajomy) okazało się, że pomalował część ścian, nie tak jak trzeba i nie ta farba co trzeba, mimo instrukcji.
Mieszkanie moje i ja płacę za remont.
Zwróciłam mu uwagę, że nie tak miało byc- facet strzelił focha i oświadczył "że sobie idzie".
Mój ojciec-"ona jest pie...ięta, maluj pan dalej".
Facet coś tam tłumaczy, już podniesionym tonem że on nie zrozumiał, a w ogóle to "tak też będzie dobrze".
Po czym facet zabiera narzędzia, idzie umyć ręce i chce wyjść.
Ojciec-"ona sobie może gadać, nie ma nic do gadania"-ze złośliwym uśmieszkiem.
Dobra, facet wychodzi (obrażony)ojciec -"nooo?, na co czekasz, zapłać mu"-mowie że niech poprawi, albo chociaż odda koszt materiałów.
"Fachowiec" wrzeszczy do mnie na całą klatkę schodową "spierd...j", trzaska drzwiami, wraca jeszcze raz,znowu wrzeszczy.
(Facet z gatunku tych uprzejmych, szarmanckich i w ogóle uleglych-przynajmniej do tej pory-smieszne, co?)
Nic nie mówię, bo wiem co będzie .
Ojciec , patrzy na mnie tymi oczkami i mówi z zadowoleniem "dobrze ci powiedział ","widzisz co narobiłaś"- po czym wychodzi razem z nim i wiem,że pójdzie z nim na piwo i bedzie mnie odgadywał.
Zanim wyjdzie, pytam go dlaczego jest taki wredny, choć przecież wiem doskonale że to bez sensu.
I teraz clou-wiem doskonale że jest toksyczny.
Wiem , przynajmniej teoretycznie ,że to nie moja wina.
Ale , powiedzcie mi, tak po ludzku, czy to jest normalne.
Czy to "nic takiego"?
Jak zareagowałby wasz ojciec?
Jakaś cząstka na dnie, mówi mi że to moja wina.
Tak jakby każdy, po prostu miał prawo powiedzieć mi "sp...laj", nawrzeszec.
Bo osmielilam się zwrócić mu uwagę, że nie tak miało być zrobione.
I bałam się to zrobić, bo wiedziałam że mój ojciec jest obok u wiedziałam, że tak zareaguje.
Jakby coś we mnie było, co to prowokuje .
Jakbym miała taką rolę przypisana, tej , która się lekceważy.
I czuje że po raz kolejny walczę z całym światem.
I to wszystko doskonale wiem i jednocześnie nie wiem jak zrobić inaczej.
Tak, byłam na terapii- która niewiele da, jeśli się dalej przebywa w toksycznym środowisku.
Nie mam ja go wyrzucić.