No to, drogie panie i mili panowie, mamy lawendobranie. To ten czas w ogrodzie, kiedy ciezka praca, ba! orka na ugorze nawet, przynosi efekty. Pierwszy bukiet lawendy z wlasnego uboju pyszni sie w szklanym wazonie (takim specjalnym, a jak!). Pachnie, cieszy oko i po raz kolejny przekonuje mnie, ze warto było dymac przy tym ustrojstwie, brudzic sie ziemia, nanosic bloto, przycinac, podcinac, pieszczochać i ukochiwać. Przyjmuję pierwsze zamówienia na lawendowe woreczki