jolad2
05.10.04, 16:03
Do napisania tego postu natchnęła mnie między innymi lektura postów dotycząca
zdrad małżeńskich. Spotkałam się z wieloma opiniami, że nie ma faceta, który
by nie zdradził, bądź nie zrobiłby tego w przyszłości. Z mężm jesteśmy ponad
8 lat i wiem, że do tej pory mnie nie zdradził (ani fizycznie ani
psychicznie). Wiem to, gdyż jesteśmy ze sobą szczerzy do bólu, znam go i
wiem, że gdyby to zrobił powiedziałby mi. Jest bardzo atrakcyjnym mężczyzną,
bardzo otwartym i wiem, że się kobietom podoba. Zdarzały się też sytuacje,
jak inne kobiety kokietowały go. On pozostaje jednak nie czuły na te gesty.
Wiem też, że podobają mu się kobiece wdzięki, zresztą któremu panowi są one
obojętne. Na temat zdrady wielokrotnie dyskutowaliśmy, głównie z powodu
sytuacji, które dotyczyły naszych często bliskich znajomych. Mąż powtarza mi,
że on nigdy nie zdradziłby mnie, bo czuł by się z tym podle i nie chciałby z
powodu krótkiego uniesienia paprać sobie życia i szczęścia rodzinnego. Mówi,
że czułby się tak jakby zdradził nie tylko mnie, ale również naszego synka.
Ja w sumie mu wierzę i ufam mu bardzo, nie jestem nawet zazdrosna. Czasami
jednak sobie tak myślę, że przecież wokoło jest tyle atrakcyjnych i chętnych
kobiet i nie chce mi się wówczas wierzyć, że gdyby nadarzyła się okazja, że
taki czysty jak łza mój mąż nie oparłby się jej względom. Czym jest wówczas
wierność. Ja chyba mam ją zapisaną w genach, bo wiem że tego bym nie zrobiła,
nawet z dawną miłością, czy z najprzystojniejszym facetem świata. Taka już
jestem, kieruję się rozumem nawet w takich sytuacjach, ale przecież faceci są
inni. I tak sobie myślę, że faktycznie nie ma faceta, który by nie zdradził,
tylko czasami brakuje odpowiedniej stytuacji do tego sprzyjającej.