Dodaj do ulubionych

biedne dzieci...

20.06.17, 22:47
Zastanawiam się, dlaczego ematki tak strasznie bronią kobiety, które zabijają niemowlęta (rzekoma depresja) czy bierne sprawczynie przemocy, będące również ofiarami. Kobieta, którą mąż więził w piwnicy wiele wycierpiała, mimo to nie zrobiła nic, żeby uchronić dziewczynki przed psychopatycznym ojcem. Matka ma obowiązek dbać o dzieci, chronić je, a niestety każdy dzień spędzony w domu męża przez nią i dzieci, przynosił dzieciom cierpienie i na pewno w przyszłości zaowocuje traumą. Co ona dzieciom zapewni w przyszłości? Opiekę psychologa, ciepło, miłość? Raczej kolejne portki i powtórkę z rozrywki. Jak ktoś chce odejść to to zrobi. Dla siebie nie musi, ale bezpieczeństwo dzieci jest priorytetem. Uważam, że jest współwinna jak każda, która zezwala na przemoc przez strach czy bierność.
Obserwuj wątek
    • kota_marcowa Re: biedne dzieci... 20.06.17, 22:49
      Zgadzam się z tobą, takie matki, to nic nie warte zera.
      • jola-kotka Re: biedne dzieci... 21.06.17, 02:28
        Ojp,obie jestescie chore
        • redbrocha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:09
          Przesadzasz. Brak zgody na przemoc wobec dzieci i siebie nie jest chorobą.
      • araceli Re: biedne dzieci... 21.06.17, 12:27
        kota_marcowa napisała:
        > Zgadzam się z tobą, takie matki, to nic nie warte zera.

        Doceniamy złożoną samokrytykę.
    • morekac Re: biedne dzieci... 20.06.17, 22:52
      To poczytaj sobie o wyuczonej bezradności. Pasuje jak ulał.
      • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:01
        Spróbuję przeczytać, może łatwiej będzie zrozumieć...
      • ichi51e Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:04
        To nie wyuczona bezradnosc tylko stan mozgu czlowieka w sytuacji ekstremalnej syndrom sztokholmski samobojstwa rozszerzone etc
        • mozambique Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:41
          raczej z syndromem sztokholmskim to ma niewiele wspólnego
    • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 22:54
      redbrocha napisała:

      > Zastanawiam się, dlaczego ematki tak strasznie bronią kobiety (....)

      To wynik posiadania rozumu, empatii, oraz współczucia/litości.
      • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 22:59
        Empatia owszem, ale rozum????
        • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:11
          Tak, bo to rozum podpowiada, że w sytuacjach niezwyczajnych nie można stosować zwyczajnej miary/oceny. Decyzje i zachowania, które wydają się złe/obrzydliwe/niemoralne z punktu widzenia osoby siedzącej w ciepłym bezpiecznym domu, mogą przestać być takimi w sytuacji bycia zastraszoną, trzymaną w nieludzkich warunkach, bitą osobą.
          • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:16
            Ciężko to zrozumieć. Jeszcze jednorazowe uderzenie może i można wybaczyć, ale długotrwałe tkwienie w związku, w którym eskaluje przemoc, jest dla mnie niewyobrażalne. Niestety konsekwencje będą na całe życie i dla ofiary i dla niewinnych dzieci.
            • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:22
              redbrocha napisała:

              > Ciężko to zrozumieć.

              I dlatego trudno oceniać.

              Ta kobieta nie była biernym obserwatorem przemocy. Była ofiarą. Nie patrzyła z sąsiedniego pokoju jak partner katuje dzieci i nie zrobiła nic - tylko sama była katowana i zastraszana. Nie sądzę, żeby dało się w takich sytuacjach myśleć racjonalnie.
              • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:30
                Niestety, zostając z przemocowcem, pośrednio się do przemocy przyczyniła. Przeżyła piekło, jest to niezaprzeczalne, ale mogła tego uniknąć. Już raz odeszła, obiecał zmianę, uwierzyła. Zobaczyła, że jest tak samo i została, a on z każdym dniem pozwalal sobie na więcej. To jest chore
                • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:37
                  Dzieci wobec niej również. Zrozum, tego się nie da tak czarno-biało ocenić. Można teoretyzować, ale psychika i rozum takiej osoby działa inaczej, niż kogoś, kto pisze sobie na forum siedząc w spokojnym domu - jak ja, czy ty.
            • princesswhitewolf Re: biedne dzieci... 21.06.17, 09:32
              > Jeszcze jednorazowe uderzenie może i można wybaczyć


              serio?

              nie sadze.
              • redbrocha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:07
                Ja też nie, ale tutaj przecież większość twierdzi inaczej. Było sporo wątków na ten temat
                • nathasha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:14
                  wiesz redbrocho, mimo ze jestem feministka o zdecydowanie antyprzemocowych pogladach i przeswiadczeniu ze zaden facet, tylko dlatego ze jest facetem, nie moze sobie roscic jakichkolwiek do mnie praw, dane mi bylo byc w zwiazku przemocowym - i nie umiec sie wyrwac natychmiast po pierwszym razie. Nie byla to zadna drastyczna przemoc fizyczna, ot, popchniecie, zadne bicie - ale to jest tak otoczone w roznego rodzaju innych przekazach, w wywolywaniu poczucia winy u kobiety, w presji psychicznej, ze odpowiednio "urobiona" najsilniejsza kobieta często ma trudnosci zeby sie wyrwac. a co dopiero taka ktora sama moze miec problem z tym zeby uwazac siebie za wartą cokolwiek więcej od zwierzęcia. dlatego tak jak ci mowią dziewczyny - moze ci byc latwo oceniac z perspektywy twoich doswiadczen i wygody zyciowej - ale nie masz glowy, doswiadczen i emocji innych kobiet by miec prawo ferowac takie zdecydowane wyroki.
                  • princesswhitewolf Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:13
                    > mimo ze jestem feministka o zdecydowanie antyprzemocowych pogladach i przeswiadczeniu ze zaden facet, tylko dlatego ze jest facetem, nie moze sobie roscic jakichkolwiek do mnie praw, dane mi bylo byc w zwiazku przemocowym

                    no ale co w tym dziwnego? Wiele feministek wlasnie stalo sie feministkami po takich doswiadczeniach.

                    • nathasha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:17
                      po - nic dziwnego. przed - mechanizmy obronne powinny byly sie uruchomic wczesniej, ale naprawde nie jest to sytuacja zero-jedynkowa.
                      • princesswhitewolf Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:23
                        mozliwe. Ja jestem przypadkiem wychowanym przez femistke ktora byla wychowana przez feministke
                        • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:29
                          A piszesz czasem jak klasyczna strażniczka patriarchatu. Tym łatwiej mi zrozumieć, że kobiety, które wychowywały się w bardziej patriarchalnym środowisku, mają bardziej "pod górkę" i trudniej jest im się wyrwać z pewnych schematów myślowych.
                  • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:33
                    Uświadomiłam sobie coś po twoim poście - przecież ta kobieta w zasadzie wcale się nie wyrwała. To znaczy, fizycznie - tak, ale psychicznie nadal w tym trwa. Rozważanie jej winy nie będzie sprzyjać jej powrotowi do normalności.
                    • nangaparbat3 Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:55
                      O jakiej historii Wy rozmawiacie?
          • semihora Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:44
            miss_fahrenheit napisała:

            > Tak, bo to rozum podpowiada, że w sytuacjach niezwyczajnych nie można stosować
            > zwyczajnej miary/oceny. Decyzje i zachowania, które wydają się złe/obrzydliwe/n
            > iemoralne z punktu widzenia osoby siedzącej w ciepłym bezpiecznym domu, mogą pr
            > zestać być takimi w sytuacji bycia zastraszoną, trzymaną w nieludzkich warunkac
            > h, bitą osobą.


            Właśnie tak. Człowiek jest ludzki w ludzkich warunkach (a i to nie zawsze). Nie można tą samą miarą mierzyć pańci grzejącej pupę przed laptopem i pani gwałconej, poniewieranej i zamkniętej w piwnicy, której oprawcami są także jej małe dzieci.
    • semihora Re: biedne dzieci... 20.06.17, 22:55
      No już, nie przeżywaj tak. Chyba za mało wiesz o świecie i lubisz jak jest wszystko czarno-białe.
      • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 22:58
        Nie, to nie to. W normalnym świecie robi się wszystko, aby było jak najlepiej. Nie ma w nim miejsca na przemoc, a dobro dzieci jest priorytetem dla rodzica...
        • ichi51e Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:06
          Nie do konca. Wezmy sytuacje o ktorej mowa - pierwsze dziecko tez bylo oprawca niezawinionym ale jednak - drugie dziecko posrednio tez - maz sie przeciez wkurzyl jak sie o dziecku dowiedzial i zaczal lac. Jak matka ma rozwinac normalne uczucia do dzieci jesli one sa narzedziami kata? To nie jest normalna sytuacja.
          • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:12
            Owszem, dlatego nie mogę zrozumieć, jak można w niej tkwić. Dzieci kierowały się strachem przed psychopatycznym ojcem, można było je odizolować.
            • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:15
              Według logiki z pierwszego postu - nie powinny przyczyniać się do katowania matki pod pozorem strachu.
              • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:18
                Nie miały świadomości osoby doroślej.
                • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:28
                  Przyjmij założenie, że zastraszana ofiarą też nie ma tej świadomości.
                  • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:29
                    *ofiara
        • vaikiria Re: biedne dzieci... 21.06.17, 08:53
          W normalnym świecie jak najbardziej jest przemoc, są ludzkie dramaty. Nie ma ich w świecie idealnym, który nie istnieje.
          • princesswhitewolf Re: biedne dzieci... 21.06.17, 09:35
            nie. Zle rozumiesz slowo "normalny". Przemoc nie jest norma ( normalny pochodzi od slowa... norma).

            Swiat i owszem zawiera i patologie typu przemoc, jak i harmonijne relacje. Ale charakterystyka swiata jest taka ze zawiera ona i normalnosc i nie- normalnosc. Czyli to co jest uznane za spoleczna norme i to co nie jest.
    • ichi51e Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:02
      Rece opadaja. A skad sie biora ludzie oceniajacy ofiary przemocy - mogla uciec trzeba bylo myslec o dzieciach... pozazdroscic dobrego zycia i braku wyobrazni
      • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:07
        Ciężko ogarnąć wyobraźnią pozwalanie na katowanie i gwałcenie swoich dzieci pod pozorem strachu.
        • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:12
          Tyle, ze w tamtej sytuacji strach nie był żadnym pozorem.
          • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:19
            Zgadzam się, czasami jednak należy go przełamać dla siebie i osoby, za które odpowiadamy
            • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:26
              Nie piszesz tego z ciemnej piwnicy w oczekiwaniu na swojego oprawcę, prawda? Nie wiesz, czy da się przełamać. Ta pani być może pisałaby to, co ty, zanim stała się ofiarą. Tak, racjonalne myślenie wygląda przykładowo tak - oswobodzić się, zabrać dzieci, wiać. Proste. Dopóki nie siedzi się w tej piwnicy.
              • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:32
                Po pierwszym uderzeniu wezwałabym policję i na tym by się nasza znajomość zakończyła.
                • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:33
                  Ile takich znajomości skończyłaś?
                  • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:36
                    Nie musiałam. Może dlatego nie rozumiem.
                    • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:39
                      Otóż właśnie. Ja też nie musiałam. I dlatego rozumiem, że mogę sobie teoretyzować do woli, co bym zrobiła w takiej sytuacji, dopóki nie zostanę w niej (odpukać) postawiona.
                    • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:39
                      W sumie kiedyś wieloletni partner nazwał mnie w sposób wulgarny, to mi wystarczyło do podjęcia decyzji o rozstaniu, mimo że kochałam. Uderzenie nie mieści mi się w glowie
                      • paskudek1 Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:43
                        i chwała ci i cześć za to. I teraz możesz się ponapawać swoją doskonałością, wiarą w siebie i umiejętnością opanowywania trudnych sytuacji, Śmiem jednak przypuszczać, ze w analogicznej to tej pani sytuacji dostałabyś w ryj ze dwa razy, z kopa ze trzy i skamlałabyś żeby więcej nie bił. Jedyne o czym myślałabyś to o tym czy da ci jeść czy nie.
                        • ichi51e Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:53
                          Mi sie zawsze przypomina 1984 i ta scena na koncu kiedy go torturuja i on krzyczy zeby ja wsadzili do tej klatki. No wlasnie - na tyle sie znamy na ile nas sprawdzono. Ciagle biecie glodzenie gwalty wiezienie - to nie sa sytuacje do ktorych sie mozna odniesc z poziomu fotela i hipotetycznie rozwazac - to sa zmiany w mozgu pod wplywem biochemii
                      • kropkacom Re: biedne dzieci... 21.06.17, 06:47
                        A mnie mój nie nazwał nigdy w sposób wulgarny (jak to nazywasz). I co?
                    • barbibarbi Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:20
                      No właśnie, ja też nie musiałam, a spokojnie mogłabym być w ciężkiej sytuacji uzależniona od pana i władcy. Widziałam pierwsze symptomy, z czasem coraz wyraźniejsze, że chce mną rządzić, dysponować jak mam się malować, chować mi kosmetyki i wyliczać mi czas, pytania i kłótnie dlaczego byłam w sklepie 5 minut dłużej. Gdybym została, to by mnie zamknął w domu pod kluczem. Dziecko z takim kimś - nigdy w życiu! Uciekłam jak stałam, bo czułam się zagrożona, nie odpuszczał i śledził mnie długi czas. I nie było tam ani jednego przekleństwa, ani jednego uderzenia. Tyle wystarczyło, aby mój instynkt samozachowawczymi powiedział - zwiewaj jak najszybciej i jak najdalej!

                      Co można czuć w sytuacji, gdy facet celuje pięścią w brzuch kobiety w ciąży? A takie rzeczy się tam działy. Na samym początku widać było patologię, 99% kobiet nie zostałoby na tej zabitej patologicznej wsi ani dnia, z tym podstarzałym zapitym amantem. No ale on znalazł ten 1% w postaci bezwolnej zakompleksionej zapewne kobiety, która nie znalazła w sobie siły na czas aby uciekać. Potem jak ją katował, to pewnie już miała pomieszane zmysły ze strachu i głodu, ale był ten czas na początku, on jej nie porwał z ulicy prosto do piwnicy.
                      • obrus_w_paski Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:40
                        PrzeprasAm bardzo, a jak długo znosiłaś te "symptomy"? Dzień?
                        Tydzień, dwa?
                        • barbibarbi Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:37
                          A przepraszam bardzo, dlaczego ten sarkazm i symptomy w cudzysłowie? To trzeba być zamkniętym w piwnicy i dostać w mordę i być traktowaną jak pies aby emateczki współczuły? A jak byłam mądrzejsza i uciekłam na czas, to coś ze mną nie tak?

                          Uciekłam po latach związku. Na początku było wszystko dobrze, po kilku latach zaczęło mu walić na dekiel, darł mi zdjęcia i rozliczał z każdej minuty. Jak mi wyrzucił kosmetyczkę za okno samochodu i powiedział, że nie będę się więcej malować, bo tylko kuszę innych i że on mi wyznaczy ubrania w których mam chodzić, a w których nie, że tylko spodnie bo w spódnicach kuszę, to następnego dnia uciekłam. Śledził mnie i nękał wiele miesięcy po, szantażował samobójstwem i że coś zrobi mojej rodzinie jak nie wrócę, teraz to by się nazywało stalking, kiedyś to się nazywało, że ześwirował.
                          • obrus_w_paski Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:40
                            Nie pytam o przykłady symptomów, tylko jak długo je znosiłaś? Piszesz zd na początku było Ok, potem przestało i ze to był długoletni związek. Ile trwało to jego "ześwirowanie" zanim zakończyłas związek?
                            • barbibarbi Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:48
                              Al po co ci jest ta diagnoza? Żeby podważyć to co piszę? No po co? Że co, za długo znosiłam - to byłam tak samo bezwolna i nie uciekłam na czas, za krótko - to nie była żadna przemoc i mam się nie wypowiadać, bo nie wiem co to znaczy być zamkniętą w piwnicy? No o co ci chodzi?

                              Ja już się nauczyłam, że cokolwiek napiszę na ematce to może być użyte przeciwko mnie. I tak za dużo napisałam.
                              • nathasha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 12:02
                                Barbibarbi, bardzo dobrze ze napisalas. O takich rzeczach, wiem ze czesto bolesnych i trudnych, trzeba mowic. Bo nierzadko otwieraja komus oczy - ktos moze jest na poczatku tej drogi i dzieki Twojemu opisowi zobaczy jaki moze byc jej koniec, moze sie uwolni wczesniej albo te oczy otworzy szerzej. To zreszta nigdy sie nie dzieje nagle i bez wczesniejszego "przygotowania terenu": odciecia od rodziny, podwazania wiary w siebie, przemocy psychicznej, etc. A te sygnaly są trudne do jednoznacznego zdiagnozowania.
                              • obrus_w_paski Re: biedne dzieci... 21.06.17, 12:25
                                Nie chodzi o to, ze masz sie nie odzywac, ale o to ze nie masz za grosz empatii.

                                Nie sadze, zebys po jednym ukryciu kosmetyczki konczyla dlugoletni zwiazek, wiec te symptomy jednak musialy troche trwac- wg kogos innego, moze np mnie, na pewno trwaly dlugo za dlugo. Moze warto sie zastanowic dlaczego nie ucieklas po pierwszym ukryciu kosmetykow czy po pierwszym glupim komentarzu? A teraz przypomnij sobie, jak to bylo, kiedy za pierwszym razem twoj chopak ukywa ci kosmetyczke.

                                Ok, wybaczasz. To teraz wyobraz sobie, ze zkilka miesiecy pozniej zamiast mowic ci kolejny raz, ze ubralas sie beznadzienie, po prostu wali piescia piescia w twarz, gwalci i zamyka w piwnicy. A potem NIE POZWALA wyjsc, glodzi, bije wiaze i notorycznie gwalci z kolegami.

                                Naprawde potrzeba jakiejs wielkiej empati, zeby zrozumiec, ze w takiej sytuacji zadna nie bedzie jasonem bourne i nie bedzie kombinowac jak zwiac, bo jest zmaltretowana psychicznie.

                                Poza tym, przepraszam bardzo jak bys zwiala z zamknietej piwnicy? Po czasie maltretowania psychicznego i fizycznego na tym zbieraniu borowek babka pewnie myslala tylko o tym, zeby zebrac najwiecej, dostac kase i zeby facet sie nie rzucal, a nie o zwiewaniu.

                                I tak cud zreszta, ze ostatecznie udalo jej sie uciec. I co ciekawe- wlasnie dzieki dzieciom (nie chciala, zeby dziala im sie jeszcze wieksza krzywda). I co ciekawsze- jak wczesniej nie uciekala to wlasnie ze wzgledu na dzieci, bo facet grozil, ze je zabije.

                                Naprawde jestem bardzo ciekawa jak ty bys to rozwiazala. Aha, tobie by sie to w ogole nie zdarzylo. Powtarzam- mnie nikt nigdy kosmetykow nie ukrywal, nie bylamw zadnym przemocowym zwiazku a jednak jestem w stanie zrozumiec, ze znamy sie na tyle ile nas sprawdzono. Przyklad o braku buntow w obozach koncentracyjnych jest niestety idealny.

                                Ponizej o wyuczonej bezradnosci:

                                W 1975 r. Seligman opisał zjawisko wyuczonej bezradności. Pierwsze badania przeprowadzono na psach, którym aplikowano niemożliwe do uniknięcia szoki elektryczne. Początkowo zwierzęta szukały sposobu obrony przed bólem, próbowały go uniknąć. Po pewnym czasie stawały się bezradne i leżały zrezygnowane. A kiedy miały już możliwość uniknięcia szoku, bo drzwi klatki zostały otwarte, nie robiły nic narażając się na dalsze cierpienie.
                                Jeden z podstawowych objawów występujących u osób doświadczających przemocy to poddanie się, zaprzestanie działania, które wynika z przekonania, że cokolwiek się zrobi nie będzie miało żadnego znaczenia. Kobiety doświadczające przemocy na początku podejmowały różne działania mające zmienić ich sytuację. Dopiero, gdy nabrały przekonania o ich nieskuteczności, powstawało w nich poczucie bezradności. Osoba krzywdzona uczy się bezradności, gdy spostrzega, że nie ma związku między jej zachowaniem, a atakami agresji ze strony oprawcy.
                                Wyuczona bezradność to nie jedyny efekt doświadczania przemocy w związku. Dla pełnego zrozumienia motywów postępowania krzywdzonych kobiet konieczne jest poznanie, co wiąże je z ich oprawcami, jakim podlegają manipulacjom i jakie są ich skutki psychiczne. Wybitna znawczyni tematu Judith Herman twierdzi: "Żadna relacja nie jest równie intensywna jak patologiczna więź z prześladowcą."
                                • barbibarbi Re: biedne dzieci... 21.06.17, 14:39
                                  No tak, naturalnie, wypytywanie było tylko po to aby dowalić. Jaki to cudowny wyraz empatii z twojej strony, empatia wylewa ci się uszami do tego stopnia, że wiesz lepiej jak wyglądało moje życie i że oczywiście zrobiłam źle, bo mogłam wcześniej/później, a najlepiej jakbym poczekała aż mnie zwiąże w piwnicy, noooooo wtedy to bym miała prawo się wypowiedzieć. Dobra, ustalamy, ty jesteś mega empatyczna, a ja nie i kropka. Mnie tam rybka, ja wiem jak było i w jakiej kondycji jest moja empatia.
                                  • obrus_w_paski Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:59
                                    Nie zrozumiałaś. Nie chodzi o dowalenie a o wyszukanie bazy do empatyzowania. Jeśli coś się tobie podobnego przytrafiło to teoretycznie są większe szanse na zrozumienie mechanizmów- wg ciebie byłaś w odrobine podobnej sytuacji i dałaś sobie radę, ale zajęło to to ileś tam czasu, odwagi, zacięcia i determinacji. Nie każdy ja ma zwłaszcza po jakiś traumatycznych przeżyciach czy chociażby po byciu głodzonym
                                    • barbibarbi Re: biedne dzieci... 21.06.17, 16:23
                                      obrus_w_paski napisała:

                                      > Nie chodzi o dowalenie a o wyszukanie bazy do empatyzowania.
                                      >

                                      Boskie big_grin
                                      Mogę na sygnaturkę?
                              • gat45 Re: biedne dzieci... 21.06.17, 12:33
                                barbibarbi napisała:

                                > Al po co ci jest ta diagnoza? Żeby podważyć to co piszę? No po co? Że co, za dł
                                > ugo znosiłam - to byłam tak samo bezwolna i nie uciekłam na czas, za krótko - t
                                > o nie była żadna przemoc i mam się nie wypowiadać, bo nie wiem co to znaczy być
                                > zamkniętą w piwnicy? No o co ci chodzi?
                                >

                                Wyobrażam sobie, że uciekłaś wtedy, kiedy po raz pierwszy się przestraszyłaś. Nie wkurzyłaś, nie zdenerwowałaś, tylko właśnie odczułaś strach.
                                I to powinno wystarczyć.
                • paskudek1 Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:40
                  i nikt by ci nie uwierzył, a jakby uwierzył to by zbagatelizował, wszyscy wokół lali by twoje gadki o biciu, zlekcewazyli siniaki itp. Och jak łatwo ocenia się ofiarę przemocy siedząc w ciepełku przed kompem.
                • rosapulchra-0 Re: biedne dzieci... 21.06.17, 03:14
                  Ty może tak, ale wiele kobiet nie. I przyjmij to do wiadomości. Jako aksjomat.
                • 1234wxyz Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:28
                  Aha aha, policje, fajny pomysl. A doczytalas ze tej kobiecie kilkukrotnie nie uwierzyla policja i sad?
              • rosapulchra-0 Re: biedne dzieci... 21.06.17, 03:12
                miss_fahrenheit napisała:

                > Nie piszesz tego z ciemnej piwnicy w oczekiwaniu na swojego oprawcę, prawda? Ni
                > e wiesz, czy da się przełamać. Ta pani być może pisałaby to, co ty, zanim stała
                > się ofiarą. Tak, racjonalne myślenie wygląda przykładowo tak - oswobodzić się,
                > zabrać dzieci, wiać. Proste. Dopóki nie siedzi się w tej piwnicy.

                Dokładnie!

                I dopóki nie mogła - nie odeszła, żeby mieć dzieci przy sobie. Gdy do niej dotarło, że ma szansę odejść z dziećmi, to zadziałała. Jaką trzeba mieć płytką wyobraźnię, żeby ofiarę przemocy domowej oskarżać o premedytację? Chyba jak k-m.
                • redbrocha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:12
                  Nie o premedytację, ale nie zaprzeczysz, że jej wybory stały się przyczyną przemocy wobec dzieci, pośrednią, ale jednak
                  • nathasha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:17
                    ty widzisz te sytuacje z zewnatrz - wiedzac jak ona eskalowala, jak ona sie skonczyla. inaczej zupelnie jest jak siedzisz w niej w srodku - jak rozne drogi doprowadzily do takiej czy innej sytuacji, jak ci sie wydaje ze wlasnie tak uratujesz swoje dzieci. jak nikt ci nie wierzy a ty nie wierzysz ze uda ci sie uciec - wiec moze wybierasz zycie tych dzieci bo przy najmniejszej probie ucieczki wiesz ze facet zatlucze ciebie albo jedno z dzieci i nadal nikt nie bedzie tobie wierzyl. naprawde, swiat nie jest czarno-bialy, nie wszystkie mamy takie same emocje, doswiadczenia, psychike i odpornosc.
    • stephanie.plum Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:27
      jeśli ktoś nie jest w stanie stanąć po swojej stronie i walczyć o siebie, to zapomnij, że zapewni cokolwiek dzieciom.

      tak już jest na świecie, że najmniejsi mają najgorzej, bo są zbyt słabi, żeby się o siebie upomnieć.
      nie powiem, by mi się to podobało.
      • redbrocha Re: biedne dzieci... 20.06.17, 23:34
        Kurczę, nie każdy musi mieć wielkie ambicje czy marzenia, ale smutne jest to, że są osoby, które nie wiedzą, że należy im się szacunek...
    • kropkacom Re: biedne dzieci... 21.06.17, 06:43
      Z tą obroną to jak ze zwolenniczkami uchodźców innymi podobnymi sformowaniami. Widzisz jedno, słyszysz drugie...

      Nikomu z nas nie odpowiada wizja, że w ogóle umierają jakieś dzieci. Jakiekolwiek. To jednak, że sobie napiszesz na temat jakieś kobiety to i mato nic nie zmieni. Nie zmieni nic w sprawie dziecka. Lepiej byłoby abyś właśnie zdała sobie sprawę, że jest coś takiego jak depresja czy współuzależnienie na przykład. Wtedy wiadomo jakie zachowania należy wdrożyć i na co uczulać całe rodziny aby prawdopodobieństwo tragedii było jak najmniejsze. Możesz tez po prostu napisać o jakieś obcej zapewne babie szmata. To jednak, powtarzam, to nic nie zmieni. I nie trolluj...
    • edelstein Re: biedne dzieci... 21.06.17, 07:59
      Polecam ksiazki Camilli Läckberg. Pierwsze trzy.Co prawda to kryminaly,ale jest tam bohaterka Anna,ktora jest ofiara przemocy domowej.Swietnie ukazany jest mechanizm i tok myslenia ofiary.
      Moze ci cos zaswita.
      • dzidzia_ch Re: biedne dzieci... 21.06.17, 09:02
        Ja to jestem w szoku ,że jakas pani wiedząc jakie oskarżenia ciążą na panu związała się z nim - oczywiście również ona i jej syn byli bici.
        I tu jeśli juz gdzieś trzeba dopatrywałabym się głupoty i winy matki.
        • mozambique Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:48
          przypominam tylko ze niejaki Trynkiewicz tez ma obecnie swoją damę ( i jej dzieci) do szalenstwa w nim zakochaną
          • mozambique Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:48
            c.d. zdjae sie ze kobieta wykształcona i nie z zapadłej wsi
          • barbibarbi Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:53
            Serio?
            Baby to jednak głupie som. Ciekawe jakim syndromem można taką głupotę wytłumaczyć?
            • mozambique Re: biedne dzieci... 22.06.17, 11:45
              facet kótry spalił zone i 4 swoich dzieci dla odszkodowania z polisy te juz szczesliwy z nową żoną
      • redbrocha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:13
        Dzięki, chętnie poczytam
      • regina-phalange Re: biedne dzieci... 22.06.17, 22:07
        > Polecam ksiazki Camilli Läckberg. Pierwsze trzy.Co prawda to kryminaly,ale jest
        > tam bohaterka Anna,ktora jest ofiara przemocy domowej.Swietnie ukazany jest
        > mechanizm i tok myslenia ofiary.

        A ja polecam "Fastrygę" Grażyny Jagielskiej, gdzie jedna z głównych bohaterek jest ofiarą przemocy ze strony męża. Bardzo przejmująco pokazane jej zapętlenie, brak wsparcia otoczenia, a scena, kiedy kobieta waruje przy telefonie i już jest tak blisko, żeby podnieść słuchawkę i poprosić o pomoc - straszna. Czytałam chyba 10 lat temu i do tej pory pamiętam.
    • vaikiria Re: biedne dzieci... 21.06.17, 09:08
      Biorąc pod uwagę, że osoba będąca ofiarą sama nie może zapewnić bezpieczeństwa dzieciom, powinno to być rozwiązywane systemowo. Nie rozumiem, dlaczego w ogóle zezwala się na przebywanie dzieci w rodzinach, w których jest założona niebieska karta. Może powinny być natychmiastowo zabierane z opcją, że ofiara może je odzyskać tylko pod warunkiem, że odejdzie od sprawcy przemocy - i wtedy dostaje pełną pomoc prawną, psychologiczną itp. Myślę, że sporo kobiet w takiej sytuacji wybrałoby jednak dzieci.
      Dodatkowo w ramach tych wszystkich bilansów zdrowia dziecka powinna być rozmowa z psychologiem pozwalająca zdiagnozować, czy nie dzieje się w życiu dziecka nic niepokojącego. Niestety, gdyby to wprowadzić niektórzy zaraz zaczęliby krzyczeć o niszczeniu tradycyjnej rodziny uncertain
      • gat45 Re: biedne dzieci... 21.06.17, 09:44
        Rzadko tu piszę, ale dużo czytam.
        I teraz mam w głowie wybuchową mieszankę kilku wątków, w których rodzice domagają się, żeby szkoła i przedszkole uznawały ich zasady wychowawcze ("bo jako rodzic mam do tego prawo....") z wątkami o przemocy i jej ofiarach.
        Nie umiem (jeszcze ? będę musiała to sobie dokładnie przemyśleć) wyrazić, gdzie tu widzę niebezpieczną szczelinę, przez którą wiele złego może się wślizgnąć. Ktoś mi pomoże ? Gdzie się kończy władza rodzicielska i kto o tym miałby decydować? Oczywiście nie chodzi o przypadki drastyczne, kiedy sprawa jest jasna sama z siebie. Ale pięciolatek, kopiący przedszkolankę w krtań przy akompaniamencie słów powszechnie uznawanych za niedopuszczalne ? Co z takim fantem?
        • redbrocha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:15
          Myślę, że może przykład wziął z domu
        • turzyca Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:45
          Gat, a do tego jeszcze siedzisz jeszcze w rzeczywistosci, gdzie pewne standardy sa odmienne od polskich.

          Mnie wyszlo, ze zasadniczo sa dwie opcje:
          1) moj dom moja twierdza, moja rodzina moja wlasnoscia, ponosze za nia pelna odpowiedzialnosc i mam nad nia pelnie wladzy. I np. w tym systemie nie ma - prawnie albo tylko praktycznie - penalizacji przemocy w obrebie rodziny, decyzja rodziny o sposobie ksztaltowania dzieci, ich losie, jest zupelnie autonomiczna.
          2) jestesmy odpowiedzialni za wszystkich czlonkow spoleczenstwa. W tym ukladzie rodzina jest poddawana znacznej kontroli z zewnatrz, istnieja systemy sprawdzajace, czy rodzice poprawnie wywiazuja sie ze swojej roli, czesto doglebnie ingerujace w strukture rodziny, rodzice musza wspierac dzieci, ale nie moga decydowac o ich zyciu, przemoc jest penalizowana, a jej ofiary mocno chronione.

          Oczywiscie to co zarysowalam to sa dosc skrajne opcje, sporo panstw jest gdzies pomiedzy. Ale przy niektorych krajach nie ma watpliwosci - np. ten w ktorym ostatnio zniesiono penalizacje przemocy w rodzinie zdecydowanie utwierdza swoja pozycje w pierwszej grupie - a Polska jest chyba nieco na rozstaju i nie wie, w ktore strone isc.
      • redbrocha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:18
        To by było dobre rozwiązanie.
      • mozambique Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:27
        a moze pod warunkiem ze sparwca przemocy zostanie siłą przeprowadzony do noclegowni np ?
        • redbrocha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:35
          Do noclegowni, aresztu, najlepiej, że skutecznie odizolowano go od kobiety i dzieci.
        • vaikiria Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:00
          To nic nie da, jak kobieta zechce go przyjąć z powrotem. Bo przecież przeprosił.
    • princesswhitewolf Re: biedne dzieci... 21.06.17, 09:37
      no coz, tak dlugo jak w Polsce bedzie katoland, i patriarchat, tak dlugo kobieta bez portek bedzie gorszym gatunkiem. Niestety nadal wiele Pan widzi mezczyzne jako rozwiazanie ich problemow finansowych bo nie jest w stanie zdobyc sie na niezaleznosc finansowa i zdobycie pracy: nie chce im sie. Nie pracowala matka jej to i ona nie pracuje. A ze jest uzalezniona finansowo od meza ( maz tylko prowadzi samochod, maz tylko zarabia) to potem trzyma sie tych portek za wszelka cene.
      • nathasha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:08
        zgodze sie ze to ma wiele wspolnego z patriarchatem i jesli wywodzisz patriarchat od katolicyzmu, czy tego ze katolicyzm go umacnia - to owszem. Jedynym wyjsciem jest moim zdaniem system. I dopoki system bedzie ulegal wplywom patriarchalnym i ten przekaz umacnial dopoty wiele sie nie zmieni (o ile nie dojdzie do rewolucji spolecznej). Tylko ja bym nie dodala ze to mezczyzna stanowi uosobienie rozwiazan finansowych - raczej pewna nobilitacje, poczucie ze bez niego - jakikolwiek by on nie byl - kobieta jest bezwartosciowa spolecznie. I dla tych ktore maja juz na starcie bardzo niska samoocene, ktore same wywodza sie ze srodowisk patologicznych czy wrazliwych na patologie - znalezienie mezczyzny jest summum dokonan zyciowych. Nie wszystkie maja silny instynkt macierzynski, nie wszystkie umieja czy wiedza jak zadbac o dzieci czy jak wyglada normalnie funkcjonujca rodzina. I jesli panstwo ich nie obroni, marne szanse ze zrobi to wlasne srodowisko, ktore takie postawy raczej umacnia. I to widac takze po tym jak dziala opieka spoleczna - procedury są ale zwykle zawodzi czynnik ludzki. Bo jesli uderzenie kobiety nie jest niczym zlym czy nagannym to nikomu nie wlaczy sie czerwona lampka ze nalezy natychmiast i zdecydowanie reagowac.
    • mozambique Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:24
      zaraza zaraz ajak jugendamt czy jakas norweska słuzab odbiera dzieci BŁYSKAWICZNIE tylko pod podejrzeniem nieprawdłowosci w rodzinie to od razu pyszczycie na nieludzkie traktowanie
      • nathasha Re: biedne dzieci... 21.06.17, 10:41
        o wlasnie. przeciez sytuacja opisana w artykule nie eskalowalaby do tego stopnia gdyby sluzby natychmiast zareagowaly. a jak natychmiast reaguja to jest krzyk ze wladza rodzicielska jest (oczywiscie glownie Polakom) ograniczana.
    • muchy_w_nosie Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:07
      Cały szereg badań na ten temat jest, w trakcie holokaustu dziwiono się dlaczego nie było buntu w obozach wszak więzionych były miliony a oprawców dużo mniej.
      • miss_fahrenheit Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:23
        Otóż to. Czytając ten wątek i opisując, miałam podobny przykład w głowie, choć zastanawiałam się czy warto przytaczać taką "armatę argumentacyjną". Myślenie osoby w sytuacjach wyjątkowych jest inne, niż spokojne rozważania w chwili bycia bezpiecznym.
    • paloma_blauwinder Re: biedne dzieci... 21.06.17, 11:54
      Co ona zapewni dzieciom w przyszłości? Bez odrobiny współczucia i pomocy - to samo, co sama dostała.
      Jej dzieci zapewne również bez odrobiny współczucia i pomocy swoim dzieciom też zapewnią to samo, co dostały. Ale ty jako prawa obywatelka uczciwie odczekasz do ich pełnoletności, zanim je potępisz w czambuł, zgadza się?
    • budyniowatowe Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:36
      redbrocha napisała:

      Matka ma obowią
      > zek dbać o dzieci, chronić je,


      Chyba zapomnialas, ze ojciec rowniez ma obowiezek dbania o dzieci.
    • nangaparbat3 Re: biedne dzieci... 21.06.17, 15:57
      Przyłączasz się do oprawcy.
    • 71tosia Re: biedne dzieci... 21.06.17, 16:30
      gdy się ofiare zrobi winna i jeszcze glupia to sprawca będzie bardziej usprawiedliwony? Pomijasz tez sprytnie fakt ze kobieta zwracała się o pomoc jednak nikt jej tej pomocy nie udzielił bo nie uwierzono jej ze jest ofiara przemocy. Tak się dzieje miedzy innymi dzięki osobom takim jak ty obwiniającym ofiary za to ze sa ofiarami.
      Jestes osoba nie dość ze o malej wrazliwosci i okropnie bezmyslna w tych swoich sadach.
    • zofijkamyjka Re: biedne dzieci... 22.06.17, 22:35
      bo w naszej świętoj...liwej krainie rodzina jest święta. Katolicki kraj.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka