Wyjdę może od szczegółu do ogółu

.
Otóż przemądra wychowawczyni mojej córki zawsze głosiła tezę, że nie będzie tolerować zasady - cytuję - oko za oko, ząb za ząb.
W praktyce - dzieciak, który odpowiedział na agresję w adekwatny sposób, czyli np. na obraźliwą wypowiedź też znalazł obraźliwe określenie albo na machanie łapami oddał - ponosił co najmniej takie same konsekwencje jak zaczepiający albo i większe, bo "powinien przyjść i powiedzieć".
Może to niepedagogiczne, ale mnie takie coś mierzi. Strasznie. Uważam, że jak ktoś zaczepia, to sorry, ale powinien ponieść odpowiednie konsekwencje, włącznie z wyzwiskami tego samego sortu albo przyłożeniem z liścia, jeśli chodziło o rękoczyny. Inaczej nie pojmie.
Ale, przechodząc do ogółu - niejeden raz widzę w życiu tzw. codziennym, że ktoś, kto broni się przed chamstwem, sam wychodzi na chama, bo robi się wielkie zdziwienie, że np. osoba spokojna i kulturalna też w końcu nie wytrzymała i się wypyszczyła, tak żeby prostakowi wreszcie w pięty poszło, czy też chociaż, żeby parę spuścić. Drażni mnie ten schemat zarówno w życiu społecznym dzieci szkolnych, jak i dorosłych, kiedy zaczepiany w końcu robi za winnego. Tak w nawiązaniu też do niektórych dyskusji na forum, niestety.
A Wy co sądzicie? Chamowi dać po mordzie, czy przeciwstawiać się "godnościom osobistom"?